Moja babcia była krawcową w nieco większej wsi pod Lublinem. Podczas okupacji przyszedł do niej człowiek, który zapytał ją, czy to prawda, że jest najlepszą krawcową w okolicy. Babcia przez wrodzoną skromność, ale i przez to, że bała się zabrania na roboty, próbowała faceta zbyć. Ale on tak ją męczył, opisywał co babcia potrafi, co komu uszyła, że we Francji brała kursy krawiectwa, że w końcu przyznała jak wiele umie.
Człowiek ten przyniósł z wozu zapas przepięknych, bardzo drogich jak na tamte czasy materiałów, a wyglądał na mało zamożnego. Poprosił babcię o uszycie w trzy dni sukni ślubnej z czarno-białego zdjęcia, wyciętego z jakiegoś starego, włoskiego żurnala. Suknia jak dla cesarzowej Elżbiety Habsburżanki, wspominała babcia. Uszyła ją w pocie czoła i oddała na zamówiony termin, bo jak stwierdziła "ten pan wyglądał na zdesperowanego", a poza tym, co tu dużo mówić, nie miała za dużo roboty...
Następnego dnia, idąc do moich pradziadków, zauważyła wielki pogrzeb. Przeżegnała się przed trumną, a w drodze zmówiła koronkę za nieboszczyka. Dopiero dwa tygodnie później od sąsiadki dowiedziała się, że to był pogrzeb córki tamtego człowieka.
Ojciec nie zdołał ustrzec córki i została bardzo brutalnie zgwałcona. Na śmierć, dosłownie. Zakatowali ją w sześciu, gdy została sama w obejściu, bo ojciec pojechał sprzedać to, co udało mu się cichcem upędzić i uwędzić. Podobno chciała jechać z nim, ale kazał jej zostać, bo kto będzie kur pilnował, jeszcze kto rozkradnie...
Sprzedał wszystko co miał, by jej tę suknię kupić i w niej pochować, bo podobno od dawien dawna, jeszcze jako dziecko, hołubiła tę fotografię i choć wiedziała, że nie dostanie, to marzyła o takiej sukni i stroiła się w dziurawe, matczyne firanki i makatki. Jego żona nie żyła od wielu lat, miał tylko syna i córkę. Syn przepadł na wojnie, a córka...
Babcia chciała oddać mu pieniądze, ale on powiedział, że niech idą one do innych, bardziej potrzebujących, którzy mają dzieci do wykarmienia, jemu już nic nie trzeba. Z tego co babci wiadomo, poszedł walczyć w partyzantce, a słuch o nim zaginął. On i jego syn mają jedynie symboliczny napis na grobie żony oraz córki. Babcia dała mi kawałeczek jednej z przepięknych koronek, który jej został po tamtym szyciu, zapisała na kartce jak szukać grobu i poprosiła, żebym choć raz w roku, gdy ona już umrze, odwiedziła tę rodzinę. A ja obiecałam, że tak będę robić.
Byłam kiedyś w związku z chłopakiem, który był fetyszystą stóp. Myślałam, że na tym jednym fetyszu się skończy. Jakże się myliłam! Przyłapałam go kiedyś, jak wąchał moją zużytą podpaskę. Gdy spytałam się czemu to robi, że przecież to obrzydliwe, to odpowiedział "wszystko co wyprodukuje twoje ciało jest tak samo piękne i podniecające jak ty".
Zerwałam z nim. Okazało się, że za każdym razem gdy miałam okres, to w ukryciu wąchał moje podpaski, raz nawet je polizał i co gorsza spodobało mu się to i chciałby to dalej kontynuować.
Tak jak jestem w stanie zaakceptować to, że facet ma fetysz stóp, to nie jestem w stanie zrozumieć czegoś takiego. Dla mnie to chore. Na razie próbuję wymazać z pamięci fakt, że po tym jak lizał moją krew, to później całował się ze mną. Nie jest łatwo...
Kilka lata temu znalazłem tę stronę i zacząłem czytać ją dniami i nocami. Tak się wciągnąłem, że sam wysyłałem sporo wyznań. Na początku wszystkie minusowane (byłem słabym pisarzem), ale później już szło coraz lepiej. Parę razy na stronie głównej.
Dzięki Wam, Anonimowi, nauczyłem się pisać dłuższe formy wypowiedzi i na teście gimnazjalnym zyskałem 89%, z czego opowiadanie bezbłędnie. Miałem wystarczającą ilość punktów i dostałem się do dobrej szkoły.
Dziękuję!
Z rodziną najlepiej na zdjęciu.
Dziś pożegnałam moją ukochaną babcię. Co skłoniło mnie do dodania tego wyznania? Moje kuzynostwo wylewające krokodyle łzy na pogrzebie.
Odkąd pamiętam odwiedzali babcię 4 razy do roku. W święta i na Dzień Babci. Nie dzwonili ani nawet nie przychodzi na herbatę, mimo tego, że mieszkali w tej samej miejscowości.
Pięknego, mroźnego styczniowego wieczoru babcia bardzo źle się poczuła. Przyjechało pogotowie i zapadła decyzja - zabieramy ją, jest źle. Mama powiadomiła swoje rodzeństwo o sytuacji i OK, tyle. Na SOR-ze zostałam zasypana telefonami, SMS-ami. '"Co z babcią, oddzwoń'", ''Podałaś jej leki?",''Czemu źle się czuje?''. Przez cały tygodniowy pobyt w szpitalu nie odwiedził jej nikt oprócz mojej mamy i siostry. Ale oczywiście pretensje, że nie dałam im znać co z babcią.
Tylko my się nią opiekowałyśmy. Codziennie trzeba było pamiętać o lekach, terminach wizyt u lekarza. Nieraz było tak, że trzeba było opuszczać zajęcia albo brać urlop, żeby iść coś z nią załatwić.
A oni dzisiaj bezczelnie pytają, czy babcia zostawiła jakiś spadek.
Wróciłem do domu z pracy i zastałem dziwny widok. Moja narzeczona siedziała na sofie i układała w kostkę małe ubranka. Sweterki, czapki, małe wełniane buciki. Spojrzałem na nią i już byłem przygotowany wziąć to na klatę – „ciąża”, myślę.
Jednak nie.
Zimowa wyprawka dla naszego buldoga.
Mam 22 lata i jestem beksą.
I nie, nie chodzi o to, że często się wzruszam lub płaczę do poduszki, gdy ktoś powie mi niemiłe słowo. Płacz pojawia się u mnie, gdy muszę skonfrontować się z czymś, co mnie stresuje.
Każda rozmowa z osobą, przed którą czuję respekt i której muszę się sprzeciwić, w zdecydowany sposób przedstawić moje argumenty, jest prawdziwym piekłem. Nie jestem w stanie przekazać w dobry sposób o co mi chodzi, ponieważ już po pierwszym zdaniu czuję gorzki posmak w gardle i łzy w oczach.
Niemal nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, gdyż zazwyczaj wycofuję się z dyskusji zanim wydarzy się nieszczęście (gdy już się rozpłaczę, niełatwo mi się uspokoić).
Nie mogę się pogodzić z faktem, że nie umiem zawalczyć o swoje. Mimo rewelacyjnego arsenału argumentów często przegrywam z powodu słabej psychiki.
Bardzo chciałabym z tym walczyć, ale nie mam pojęcia jak i nie wiem gdzie szukać rady.
Musiałam zamknąć oczy i ze wstydu udawać, że mnie nie ma, kiedy moja mama naciągając do granic możliwości dekolt próbowała przekonać policjanta, że ograniczenie prędkości to tylko opcja. Ona ma 56 lat, a jej piersi i skóra na nich... przypomina raczej skorupkę włoskiego orzeszka w stanie rozkładu.
Mojego kumpla wywalili z pracy. Po tym zająłem jego (wyższe) stanowisko. Przez to przestaliśmy się kolegować, a ludzie z pracy myślą, że to ja doprowadziłem do jego zwolnienia. Każdy dzień w pracy to spory z innymi pracownikami, a co jakiś czas dowiaduję się o anonimowych donosach na mnie.
Mój chłopak zerwał ze mną po 2 latach związku. Po prostu stwierdził, z dnia na dzień, że już mnie nie kocha i że zakochał się w innej.
Byłam załamana, płakałam w poduszkę i nie wychodziłam z domu przez tydzień, nie licząc spacerów z moim psem.
Któregoś dnia przyłapałam Reksa na tym, jak się załatwia w domu. Już miałam na niego nakrzyczeć, gdy zobaczyłam, że robi kupę... na kapcia mojego byłego.
Tak, ucieszyło mnie to, a mój pies to najlepszy przyjaciel na świecie!
Po dwóch latach związku chłopak namówił mnie na to, żebym zrobiła sobie tatuaż z jego imieniem. Wybrał najlepsze studio, razem dobraliśmy czcionkę, za wszystko zapłacił, a kiedy wyszliśmy ze studia powiedział "Pomyślałem, że to będzie dla ciebie fajna pamiątka po mnie". Odszedł tego samego dnia.
Dodaj anonimowe wyznanie