#JHgd3
Człowiek ten przyniósł z wozu zapas przepięknych, bardzo drogich jak na tamte czasy materiałów, a wyglądał na mało zamożnego. Poprosił babcię o uszycie w trzy dni sukni ślubnej z czarno-białego zdjęcia, wyciętego z jakiegoś starego, włoskiego żurnala. Suknia jak dla cesarzowej Elżbiety Habsburżanki, wspominała babcia. Uszyła ją w pocie czoła i oddała na zamówiony termin, bo jak stwierdziła "ten pan wyglądał na zdesperowanego", a poza tym, co tu dużo mówić, nie miała za dużo roboty...
Następnego dnia, idąc do moich pradziadków, zauważyła wielki pogrzeb. Przeżegnała się przed trumną, a w drodze zmówiła koronkę za nieboszczyka. Dopiero dwa tygodnie później od sąsiadki dowiedziała się, że to był pogrzeb córki tamtego człowieka.
Ojciec nie zdołał ustrzec córki i została bardzo brutalnie zgwałcona. Na śmierć, dosłownie. Zakatowali ją w sześciu, gdy została sama w obejściu, bo ojciec pojechał sprzedać to, co udało mu się cichcem upędzić i uwędzić. Podobno chciała jechać z nim, ale kazał jej zostać, bo kto będzie kur pilnował, jeszcze kto rozkradnie...
Sprzedał wszystko co miał, by jej tę suknię kupić i w niej pochować, bo podobno od dawien dawna, jeszcze jako dziecko, hołubiła tę fotografię i choć wiedziała, że nie dostanie, to marzyła o takiej sukni i stroiła się w dziurawe, matczyne firanki i makatki. Jego żona nie żyła od wielu lat, miał tylko syna i córkę. Syn przepadł na wojnie, a córka...
Babcia chciała oddać mu pieniądze, ale on powiedział, że niech idą one do innych, bardziej potrzebujących, którzy mają dzieci do wykarmienia, jemu już nic nie trzeba. Z tego co babci wiadomo, poszedł walczyć w partyzantce, a słuch o nim zaginął. On i jego syn mają jedynie symboliczny napis na grobie żony oraz córki. Babcia dała mi kawałeczek jednej z przepięknych koronek, który jej został po tamtym szyciu, zapisała na kartce jak szukać grobu i poprosiła, żebym choć raz w roku, gdy ona już umrze, odwiedziła tę rodzinę. A ja obiecałam, że tak będę robić.
Ładna historia. I smutna.
To okropne, do czego zdolni są ludzie
A mnie zastanawia jakim sku####nem trzeba być żeby kogoś zgwałcić. Jest ktoś tutaj kto mógłby mi wyjaśnić zasadę działania takiego czynu?
Trzeba nie mieć w sobie za grosz empatii i szacunku do drugiego człowieka
Frustracja, narastające napięcie, zaburzenia hormonalne (często powodowane poprzez zażywanie różnej chemii), wychowywanie w duchu "wszystko możesz sobie zabrać, jeśli jesteś wystarczająco silny", uprzedmiotowienie ludzi, odizolowanie od społeczeństwa skutkujące różnymi zaburzeniami psychicznymi (w drugą stronę - tworzenie grup, wspólnot, sekt bazujących na zebraniu w kupie ludzi, dzięki czemu czują się silniejsi, a gdy już czują się silniejsi, myślą, że wszystko im wolno, w dodatku jeśli ktoś nie jest jednym z nich, to nic nie znaczy), powodów jest wiele, wiele też występuje ze sobą razem.
Zabrzmi okropnie, ale gwałt to rodzaj fetyszu. Tak jak inni do podniecenia potrzebują widoku piersi czy tyłka, tak gwałcicieli "jara" fakt, że osoba gwałcona nie chce tego stosunku. W przeciwnym przypadku to już nie jest podniecające. Myślę, że tak to działa
ArsBene - myślę, że normalny człowiek, gdy zauważy u siebie takie zapędy to idzie do specjalisty, żeby dowiedzieć się, jak takie pragnienia stłumić/przekierować. Bo ma coś takiego jak empatia.
Dobra jeszcze moge zrozumiec jednego "upośledzonego" faceta, wyposzczonego, z problemami hormonalnymi i smutkiem w sercu. Ale jak może to zrobić normalny facet lub kilku? Patrzeć na to cierpienie kobiety? Co jest takiego podniecającego w krzyczacej i placzacej z bólu, zniewolonej siła kobiecie? Co mężczyźnie z kilku ruchów w takiej kobiecie skoro innego stosunku z nią mieć nie będzie?
Ja myślę, że mogą być nawet osoby, która podnieca gwałt, ale tego nie wiedzą, bo nie przyjdzie im do głowy nawet pomyśleć o czymś takim (całe szczęście). I myślę też, że na coś takiego wpływa sposób postrzegania kobiety. Jestem silniejszy, lepszy, a gwałt mnie podnieca, więc czemu by się nie zabawić? Było tu chyba nawet wyznanie dziewczyny, która uniknęła gwałty, bo na groźbę zareagowała słowami podobnymi do "to weź mnie przynajmniej do hotelu, a nie w parku". Gwałciciel odszedł niepocieszony, bo autorka nie zamierzała krzyczeć i się wyrywać. Oczywiście jest jeszcze kwestia autentyczności tego wyznania, ale nie zmienia to faktu, że według mnie gwałcą albo osoby upośledzone, albo z feryszem gwałtu, uważające, że są lepsi i im wolno. Jednocześnie nie mam oczywiście nic do ludzi, którzy lubią "bawić się w gwałt" że swoim partnerem.
zapoznaj sie ze zjawiskiem inceli
narastajaca frustracja, izolacja od grupy, kompleksy, chec wykazania sie, zycie bez "konfitur", czyli gratyfikacji, brak perspektyw, bycie samotnym z wyboru (nie swojego), do tego wojna, stres, koledzy, ktorym chce sie zaimponowac lub nie byc od nich gorszym, wpojona ideologia nacjonalistyczna, rasistowska, religijna, hiperlibidemia, raptofilia...
przyczyny moga byc rozne
niemniej uwazam za sk**wysynstwo, tka samo jak i zdrade
i kazdego takiego pana gwalciciela zgwalcilabym rowniez. w tylek. galezia. bez wazeliny
bazienka dobrze pisze. Nie ma jednej konkretnej przyczyny, dla której ktoś chce zgwałcić drugą osobę. Izolacja emocjonalna, brak możliwości dzielenia się z kimkolwiek swoimi prawdziwymi uczuciami (nie tymi, które okazujemy na codzień), brak przyjaciół, narastająca frustracja, brak rozładowania napięcia, coraz większy poziom agresji, narastające podniecenie, którego nie da się rozładować "własnoręcznie". Dochodzi do tego, że każda mijana kobieta postrzegana jest jako obiekt do wykorzystania, a nie czująca istota ludzka. Gwałciciela nie obchodzą żadne emocje ofiary poza strachem. W którymś momencie czara się przepełnia, bańka pęka i jest za późno.
Ja na przykład podczas gwaltu bylam podniecona, dochodzę podczas rape play, wiec mogę sobie wyobrazic, że istnieją osoby, dla których gwałcenie to fetysz. Żeby nie było, gwalciciela zgłosiłam na policję, żeby nie skrzywdził innych.
Mam rodzinę z różnych stron okupacji. Z opowieści wiem, że najgorszy byli Ruscy.
Babcia mówi, że młode dziewczyny to chowali w beczkach z kapustą, żeby tylko ich nie dorwali.
I w ten sposób przypomniało mi się wiele opowieści mojej babci o czasach wojny, pomaganiu "wrogom", chowaniu najcenniejszych rzeczy... Szkoda, że nie mogę wysłuchać ich jeszcze raz. Odeszła w lutym tego roku...
No i mi się oczy spocily.
Jak twojej babci udało się wtedy wyjechać na kursy do Francji, mieszkając na wsi i to pod Lublinem?
Czy to tylko taka "metafora" jaka super była?
Może postanowiła odwiedzić rodzinę i drogę z powrotem "odgrodziła" wojna
Wojna, psy spuszczone ze smyczy. Mogli robić co chcieli i właśnie nie dlatego wojna jest tak straszna, bo się żołnierze zabijają. Nastraszniejsze zbrodnie dzieją się na chwilach...
Strasznie smutna historia... 😔
To ile babcia ma lat, że już za czasów okupacji była krawcową?
Przecież nie musiała tego teraz powiedzieć tylko parę lat temu
Ostatnie zdanie sugeruje, że babcia jeszcze żyje (ewentualnie, że autorka jedynie obiecała, że będzie tak robić, ale mimo śmierci babci jednak tak nie robi :)). To nie jest żaden hejt na to wyznanie, pytam z ciekawości.
Ludzie kiedys wczesniej konczyli szkole (lub przerywali edukacje wlasnie w wyniku wojny) wiec mogla miec nawet 17-20 lat. Zreszta babcia autorki moze juz nie zyc od paru lat ;) Mozliwosci jest wiele.
Popłakałam się :(