#prUcu

Razem z mamą wybraliśmy się na zakupy w poszukiwaniu prezentu na mikołajki. W Tesco znaleźliśmy dokładnie to, co szukaliśmy, wzięliśmy jeszcze kilka rzeczy i udaliśmy się do kasy. Wszystkie "normalne" kasy były w tej chwili nieczynne, do naszej dyspozycji została kasa samoobsługowa. Mama jako przeciwniczka postępu technologicznego mocno się zapierała, lecz udało mi się ją przekonać, że wszystko będzie dobrze, w końcu co może pójść nie tak? No więc po tym, jak zeskanowaliśmy towary, ja zająłem się pakowaniem wszystkiego do siatki, a mama miała zapłacić. Wpisała ile wpłaca i jak się okazało, zakupiła 100 sztuk siatek...

Zwrot dostaliśmy, ale z jej przerażonej miny i tak się uśmiałem :D.

#msiw8

Było trochę o aseksualnych związkach...
Jestem mężatką od 15 lat. Zanim zamieszkaliśmy razem było baaardzo gorąco między nami. Obydwoje mieliśmy duże potrzeby i lubiliśmy eksperymentować.
Moment zamieszkania razem zbiegł się z nową pracą wtedy jeszcze nie-męża, mianowicie został członkiem pewnego oddziału specjalnego w naszej armii.
I nagle seks się skończył. Ciągle zmęczony, niechętny, miałam wręcz wrażenie, że żałuje decyzji o zamieszkaniu razem. Że mu przeszkadzam w nowym życiu, męski świat itede.

Przeczekałam, zaciskając zęby. Ja jedna wiem jak bolało mnie, prawie że nimfomankę, takie nagłe odrzucenie. Zasypianie przy obojętnym mężu. Ale kochałam go wciąż i wierzyłam, że jak przywyknie i oswoi się z pracą, to wszystko wróci do normy. Cierpiałam, płakałam, próbowałam wszystkiego, seksowne fatałaszki, poważne rozmowy, szukanie terapii itede. Nic, zero. Nie chciał tego zmieniać.
I tak mijały miesiące, lata. Chwilowe powroty starego dobrego męża, tak raz na rok, rekord to 1,5 roku bez seksu, rozbudzone od nowa potrzeby, zaraz potem znowu cisza w sypialni.
Mąż od lat już nie pracował w tym oddziale, stał się mundurowym urzędnikiem, ale nic się nie zmieniało.

Tylko dlatego, że powiedziałam mu, że chcę odejść, nagle stał się znowu demonem seksu i zostaliśmy rodzicami.
Od razu po zapłodnieniu mnie znowu przestał się mną interesować.
Skupiłam się na wychowywaniu dziecka i kilka lat temu dotarło do mnie, że już seksu nie potrzebuję. Tak po prostu "organ nieużywany zanika", ewolucja, te sprawy. Stał mi się kompletnie obojętny seksualnie. Dalej go kocham, ale nie ma we mnie ani odrobiny pożądania, nie muszę nawet już sama się zaspokajać - po prostu mi się wyłączyło.

Od pół roku, po 15 latach, mąż nagle chce seksu. I klei się do mnie jak za dawnych czasów.
Cóż...
We mnie nie ma już nic, co dałoby się obudzić i rozbudzić. Niech idzie do agencji, tam przynajmniej potrafią udawać. Ja nie. Nic nie czuję, nie chcę, nie będę udawać.

Too late...

#LQpcu

Kilka dni temu musiałam iść do lekarza na pobranie krwi, jestem w ciąży i krew pobierano mi już kilka razy, ale tym razem musiało to być w innym mieście. Jak zawsze kulturalnie zapytałam, kto jest ostatni w kolejce. Mimo ciąży nie lubię się wpychać w kolejkę. Jednak pan, który miał właśnie wchodzić, widząc mnie powiedział, że mam wejść do gabinetu przed nim, bo przecież nie będę stała w kolejce (bo oczywiście krzesełka pozajmowane przez gimnazjalistów, którzy przyszli dla towarzystwa dla jednej pacjentki). Podziękowałam miłemu panu, gdy nagle wstała pani i stwierdziła, że nie mam takiego prawa. Tłumaczę jej wraz z moim chłopakiem i tym panem, że ja nie jestem chora, muszę pobrać tylko krew, do standardowych badań, które są robione cyklicznie, a przebywanie z chorymi niezbyt dobrze na mnie może wpłynąć. Poza tym nie wpycham się przed nią, tylko ten pan zaproponował, żebym weszła przed nim. Ale skoro jej to przeszkadza, to dobrze, poczekam w kolejce. Pan oczywiście powiedział, że mam jej nie słuchać i wejść, żona też była w ciąży i wie jak to jest. Niestety pani usłyszała. Oburzona wstała, podeszła do rejestracji, która była za moimi plecami i oburzona zaczęła krzyczeć na panie, dlaczego ja mam niby wchodzić pierwsza. Panie spokojnie powiedziały, że do lekarza muszą mnie przepuścić, ale do zabiegowego już nie. Ta ucieszona już patrzy na mnie z miną "a nie mówiłam", ale szybko jej szczęka opadła, gdy panie kontynuując swoją wypowiedź dodały, że kulturalne osoby przepuszczają kobiety w ciąży.

Do gabinetu i tak weszłam jako następna, bo pan nie odpuścił i mnie tam prawie wepchnął. Bo ja naprawdę chciałam już stać w tej kolejce.
Dziwne jest to, że jeśli chodzi o kobiety w ciąży, to bardziej mężczyźni dbają o to, żeby takiej kobiecie było lżej, niż inne kobiety.

#kvNTf

Jako nastolatka nie miałam praktycznie żadnych obowiązków domowych - raz na tydzień ścierałam kurze w mieszkaniu, a to i tak pod wpływem mamy, która lubiła porządek. Odkurzanie, zmywanie podłogi, naczyń, pranie, nawet układanie ubrań w szafie - to wszystko robili za mnie rodzice i nigdy nie prosili, bym zajęła się tym sama.
Stałam się więc nierobem, jeśli chodzi o sprzątanie, bo wiedziałam, że i tak ktoś mnie wyręczy. Nawet jeśli widziałam stos pełen brudnych naczyń, ignorowałam go z myślą "tata umyje".

Aktualnie mam syna, lat 8. Jakkolwiek to nie zabrzmi, z biegiem czasu, gdy tylko dorastał do pewnych czynności typu robienie sobie kanapek, zrzucałam obowiązek przygotowywania sobie drugiego śniadania do szkoły na niego. Tłumaczyłam co i jak, zaopatrywałam w produkty i syn zaczynał tworzenie. Powód? Z czystego lenistwa, bo mi nie chciało się tego codziennie robić.
Marcin odkurza swój dywanik i jest odpowiedzialny za utrzymanie w pokoju jako takiego porządku, sprzątanie zabawek, nakrywanie do stołu. Co tydzień włączam płytę ulubionego zespołu, wręczam mu ściereczkę, a on radośnie zasuwa po wszystkich powierzchniach poziomych w swoim pokoju.
Wydaje mi się, że całkiem niechcący zaszczepiłam w nim jakąś przedziwną (dla mnie) miłość do sprzątania...

#1pLv5

W wieku dojrzewania, buntu, strasznie kłóciłam się z mamą, po co - nie wiem, o co -  nie pamiętam. W wieku powiedzmy 16 lat powiedziałam jej, że nigdy nic od niej nie dostałam. Nie chodziło tu o rzeczy materialne, bo tego w domu było pod dostatkiem (ojciec całe życie za granicą, więc prezentami swoją nieobecność w naszym życiu wykupywał). Chciałam, żeby ją to zabolało i tak też było, mama z płaczem zakończyła kłótnię i poszła do siebie. Wygrałam, jeaahhh!

Gdy miałam 20 lat, wykryto u niej raka, gdy miałam 21, zmarła.

Teraz mam 30 lat i gdy tylko pomyślę o mamie, pierwsze co jest w mojej pamięci, to ta scena, gdy jej to mówię. I tak jest przez te wszystkie lata.

Mam córkę, 2,5 roku. Wczoraj jak co dzień położyłam ją do łóżka na południową drzemkę. Mała zasnęła, poszłam obiad gotować. Po godzinie córka przychodzi do kuchni zapłakana z tekstem "mamo, zostawiłaś mnie" i płacze, zaraz ja płaczę i płaczemy razem. Takie byle co, a człowiek ma od razu łzy w oczach. I znowu ta myśl - jak mogłam być takim ujem dla swojej mamy, żeby powiedzieć jej taką okropną rzecz. Przesłanie jedynie takie, żeby szanować swoich rodziców, bo jeżeli masz normalną rodzinę, to masz im za co dziękować, a nie być ujem jak ja...

#HMZLk

Pojechałem do domu mojej dziewczyny, żeby poznać się z jej rodzicami. Przypadkowo przejechałem o dom za daleko, ale zauważyłem, że wszyscy stoją na ganku i czekają, by mnie poznać. Wrzuciłem więc wsteczny i... zrobiłem na nich niezapomniane pierwsze wrażenie, przejeżdżając ich psa.

#nFEUB

Nauczycielka była trochę zmieszana tą rozmową, ale w końcu wyjawiła, że nasz syn powiedział jej, że jego brat, Kuba, jest przez nas zmuszany do siedzenia w garażu, spania na podłodze, nie pozwalamy mu korzystać z toalety, je z podłogi i często nie jest wpuszczany do domu.
Kuba to nasz pies.
Dodaj anonimowe wyznanie