#k8PZf

Lata temu spotykałam się z fajnym chłopakiem. Nie było wtedy telefonów komórkowych, więc młodzi ludzie wymieniali się zdjęciami. Oczywiście i ja podarowałam mu kilka swoich. Znajomość nie przetrwała, a ja chciałam odzyskać swoje zdjęcia. Ponieważ mieszkaliśmy w różnych miejscowościach, napisałam do niego list, żeby mi odesłał moje zdjęcia, bo już mu przecież nie są potrzebne. Nie otrzymałam informacji zwrotnej, za to dowiedziałam się od wspólnego znajomego, że mój były chłopak krótko po naszym rozstaniu stracił wzrok. Wyglądało więc tak, jakbym właśnie dlatego napisała, że już nie potrzebuje moich zdjęć.

Do dzisiaj mam kaca moralnego.

#kSKRD

Dziś, po wielu miesiącach przygotowań, na deskach teatru w moim mieście miała miejsce premiera sztuki, którą wyreżyserowałem i do której napisałem scenariusz. Wszyscy byli zachwyceni, dostałem owacje na stojąco. Jedyną osobą, której przedstawienie się nie podobało, była moja mama. Powiedziała, że w życiu nie widziała czegoś równie żenującego...

#MuzUi

Jestem zakochana w pewnym chłopaku. Ostatnio bardzo dużo rozmawiamy, piszemy, świetnie się dogadujemy, a nasze rozmowy przechodzą czasem na takie lekkie związkowe tematy. Co kto lubi, czego kto oczekuje itd.

Ostatnio pytał mnie o randki. Chciał wiedzieć wszystko: jakie miejsce bym wybrała, jaki dzień, jaką godzinę, czego bym oczekiwała, i tak dalej. Tak więc w rozmowie padło: sobota, 19:00, moja ulubiona restauracja. Bajecznie! Kupiłam nową bieliznę, tak na wszelki wypadek, żeby się dobrze czuć, wiadomo, włożyłam nową sukienkę, wymalowałam się, podkręciłam oko, włosy, założyłam pończochy itd.

Przychodzę na miejsce i dociera do mnie, co zaszło. On się mnie pytał o te wszystkie rzeczy i powiedział mi te wszystkie rzeczy, a ja sobie tylko głupio dopowiedziałam, że tu chodzi o mnie... Żeby to do mnie dotarło, musiałam zobaczyć go, jak wchodzi tam z inną dziewczyną. Minutę później ludzie krzyczeli do mnie "Co pani tu robi! Proszę stąd wyjść!" a ja, nie patrząc nawet na nich i się nie zatrzymując "no normalnie, wychodzę przez kuchnię, nie mogę wyjść drzwiami".

#2czBN

Moje życie przez długi czas było istnym koszmarem. W domu byłem ciągle mieszany z błotem i nie wolno było mi się nawet odezwać. Podejrzewam, że całe to piekło było skutkiem tego, że jestem dzieckiem wpadki. O tym też rodzice co krok mi przypominali. Moje pasje takie jak rysowanie lub śpiewanie karcili, więc byłem zmuszany robić to po kryjomu, bo było to jedyną rzeczą, jaka sprawiała mi prawdziwą przyjemność. Sprzeciwianie się rodzicom skutkowało biciem i jeszcze gorszymi wyzwiskami.
W szkole byłem zamkniętym w sobie odludkiem. Nie wolno było mi wychodzić z kolegami na dwór, a do tego część osób wyśmiewała mnie.

W gimnazjum przechodziłem przez bardzo poważne stany lękowe i depresyjne. Pewnego dnia postanowiłem zwierzyć się ze swoich problemów pani pedagog. Liczyłem na wsparcie, nawet nie rozwiązanie problemu, ale zwykłą, szczerą rozmowę (nie miałem nikogo takiego do rozmowy). Po powrocie do domu okazało się, że pani pedagog przekazała to wszystko wychowawczyni, a ta rodzicom. Na wejściu zostałem spoliczkowany przez mamę, a następnie zbity przez ojca. Nikt nie mógł się dowiedzieć o tym, co się działo u mnie w domu...

W liceum poznałem pewną dziewczynę. Nadal dziwię się, że zainteresowała się kimś takim jak ja, wiecznie skulonym i zamkniętym w sobie. Usiadła obok mnie na przerwie i poczęstowała mnie kanapką. Tak zaczęła się nasza szkolna przyjaźń. Ciężko było mi opowiedzieć jej o sobie, bo bałem się, że sytuacja się powtórzy. Zaufałem jej jednak, a ona zgodnie z obietnicą nigdy nie opowiedziała nikomu o tym, co się u mnie dzieje. Dzięki niej mogłem poczuć się chociaż przez kilka godzin w ciągu dnia szczęśliwy.

W trzeciej klasie moja matka zapiła się na śmierć. Ojciec zaczął jeszcze bardziej odreagowywać na mnie swoje emocje. Zaczął ćpać. Traciłem chęci życia z dnia na dzień, a przez moje załamanie zwyczajnie zwyzywałem Kasię od najgorszych. Nadal nie wiem, co mną wtedy kierowało. Byłem całkowicie załamany. Zaraz po powrocie do domu strasznie tego żałowałem, ale bardzo wstyd mi było przeprosić. Poczułem się wtedy jak najgorszy śmieć, który nie potrafi nawet zapanować nad emocjami. Chciałem wykorzystać moment, gdy ojciec jest poza domem i skoczyć z balkonu.

Dosłownie na chwilę przed otwarciem drzwi od balkonu zadzwoniła ona. Odebrałem i już miałem ją przepraszać, ale ona powiedziała mi tylko, że będzie u mnie za 5 minut. Nie pamiętam jak to dalej się stało, ale w ciągu pół godziny byłem spakowany i w drodze do niej do domu. Jej mama zgodziła się, bym mieszkał razem z nimi. To było najpiękniejsze, co mogło mnie spotkać. Jej reakcja całkowicie mnie zaskoczyła, ale pozwoliła mi zacząć życie na nowo.

Zawdzięczam jej całe moje życie.

#1RYJr

Jestem ciekawa ile osób mnie potępi, ale ja nadal uważam, że postąpiłam słusznie.

Moja córka (lat 17) pewnego dnia oznajmiła mi, że chyba jest w ciąży. Późniejsza wizyta u lekarza to potwierdziła (5 tydzień).
Co zrobiłam później? Zabrałam ją do Czech na zabieg aborcji.

Gdy emocje opadły, córka opowiedziała mi o wszystkim. Od jakiegoś czasu uprawia seks ze swoim chłopakiem (którego ja również dobrze znam), zawsze się zabezpieczali, więc obydwoje nawet nie wiedzą jakim cudem mogło dojść do zapłodnienia, bo na ogól nawet po fakcie sprawdzali, czy w gumce nie ma dziurki. Uwierzyłam im, moja córka jest bardzo ułożoną dziewczyną, nie sprawia problemów, jest odpowiedzialna i ambitna. Jej chłopak podobnie, spotykają się już jakieś 2 lata. Bardzo go lubię, świetny chłopak z podobnymi ambicjami i zainteresowaniami do mojej córki.

Gdy ciąża się potwierdziła, młodzi powiedzieli mi, że oni absolutnie nie chcą tego dziecka. Widziałam jak obydwoje byli załamani, przerażeni i zmartwieni. Sama wyszłam z inicjatywą aborcji, choć zapewne gdyby nie to, i tak by to zrobili w bardziej prymitywny sposób. Powiedziałam, że mogę pokryć koszta wyjazdu do kliniki (bo oni mieli niewiele pieniędzy), a oni mi się później jakoś za to zrehabilitują. I tak też się stało, jakieś 2 tygodnie później córka w ciąży już nie była. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą.

I nie, nie było opcji, aby córka to dziecko zatrzymała czy nawet urodziła. Bo po co? Dla 17-latków był to istny koszmar, który dodatkowo kolidowałby z ich rozwojem. Są ambitnymi dziećmi, rewelacyjnie się uczą, zdobywają nagrody naukowe i na tym się skupiają. Ani oni, ani ja nie pozwolilibyśmy, aby to wszystko zrujnowało złe zrządzenie losu, na które MA SIĘ WPŁYW.

Od tego momentu minęło 7 miesięcy, córka za kilka dni kończy 18 lat. Nikt nie ma traumy po tamtym wydarzeniu, młodzi dostali lekcje życia, zapewne są teraz jeszcze bardziej uważni, a do tego przez te złe wydarzenia wręcz zbliżyłyśmy się do siebie z córką, tak jak i ona z chłopakiem. Wiem, że kiedyś będą chcieli mieć dzieci, ale to nie jest absolutnie czas dla nich. Dziecko w tym momencie całkowicie zrujnowałoby życie mojej córki, a szczególnie psychikę, bo widziałam, jak to na nią działało. Cieszę się, że mogłam im pomóc. Jako rekompensatę postanowiłam, że przez wakacje będą pracować i pomagać mi w moim sklepie, po czym zwrócą mi koszta aborcji. I nie, nie chodzi mi o ukaranie ich. Nie będę ich karać za wypadek, losowy bieg wydarzeń, bo nie zawinili celowo i była to sytuacja do uratowania, lecz chcę ich nauczyć już na przyszłość, że należy oszczędzać pieniądze na awaryjne przypadki, bo różnie się dzieje w życiu.
A do fanatyków - nie gloryfikuję aborcji ani nie traktuję jej pobłażliwie, po prostu uważam, że jest rozsądnym rozwiązaniem, gdy ciąża może dosłownie zniszczyć komuś życie.

#3lFva

Mojej studniówki i tego co działo się po niej nie zapomnę do końca życia.

Byłam lekko pijana i poszłam rozmawiać z moim kolegą. Poszliśmy na parking pod przepiękną salą i tam długo rozmawialiśmy, po czym chwycił mnie i zaczął całować, nie wspominając już o jego dłoni, którą pchał mi pod sukienkę i tylko to, że w momencie otrzeźwiałam sprawiło, że dałam radę mu postawić jakiś opór. No cóż, całowaliśmy się, po czym on wsiadł w samochód i pojechał, a ja jak gdyby nigdy nic wróciłam na studniówkę i udawałam, że jest wszystko super, mając ciągle to wydarzenie w głowie. Rozważałam dosłownie tysiąc scenariuszy dlaczego tak się stało, koniec końców chciałam puścić to wszystko w niepamięć, żeby nie psuć ostatnich miesięcy w klasie. Ale tego, co dowiedziałam się dziś, dosłownie się nie spodziewałam...

Unikał mnie od poniedziałku jak ognia, zablokował mnie na wszystkich social mediach, a dziś wyznał mojej klasie, że nie mógł się pozbierać po tym co mu zrobiłam i chciał podać mnie na policję o napastowanie seksualne...

Kto tu jest poszkodowany, bo już lekko się zgubiłam...

#3Qj8O

Jestem osobą bardzo honorowo nastawioną do życia. Jeśli trzeba było przyjść i komuś w czymś pomóc, porozmawiać czy wyprowadzić pająka, wystarczyło tylko dać mi znać i jak tylko miałem czas, to nie było żadnego problemu - jestem i pomagam.
Mam też taką swoją pewną znajomą/przyjaciółkę z pracy, która przez długi czas, bo ponad 5 lat, była w związku - nazwijmy ją roboczo Elwira.

Kiedy jej drugiej połówki nie było akurat w pobliżu, to zawsze potrafiłem znaleźć czas, żeby przyjść na kawę, porozmawiać, poradzić, jeśli akurat trzeba było.
Co by się nie działo, to w miarę możliwości służyłem pomocą.
Z drugiej strony jeśli ja chciałem z nią o czymś pogadać, to tak naprawdę też nie było jakichś większych problemów, ale było tylko jedno małe ''ale'' - wspomniana osoba, z którą wcześniej się spotykała. To właśnie ona była najwyższym priorytetem dla Elwiry.
Jeśli ta ''persona'' chciała iść spać, to Elwira sama mnie przepraszała, że niestety też już musi iść. Tak naprawdę rzadko kiedy rozmawialiśmy normalnie w cztery oczy, prywatnie.

Tak czy owak poprzez kumplowanie się w pracy bardzo zacieśniliśmy naszą przyjaźń z Elwirą (nie w sensie miłosnym, żeby było jasne). Jeździliśmy nawet we troje na wakacje, na których było miło i przyjemnie - nie przeszkadzało mi bycie trzecim kołem u wozu.
Jednak chcąc nie chcąc bardzo często schodziłem na dalszy plan. Nagle zorientowałem się, że wiele ludzi tak mnie w życiu traktowało. Nie zaprzeczam, jest to też moja wina, że daję się traktować i wykorzystywać. Zacząłem porównywać się do zwykłej tarczy, która potrafi przyjąć trochę uderzeń na siebie, a jak już jest niepotrzebna i powykrzywiana, to można ją rzucić w odstawkę, aż do następnej sytuacji kryzysowej.

Jakiś czas temu w życiu Elwiry doszło do rozstania. Bardzo to przeżyła, płacząc na moim ramieniu, przytulając się. Starałem się być takim wsparciem dla niej jak zwykle, stałą w chaosie. Znów obrać pozycję tarczy.

Jakiś czas po tamtych wydarzeniach wyznała mi, że się z kimś spotyka. Pierwszą moją myślą było, że pewnie znów jak zwykle pójdę w odstawkę, bo już przestałem być potrzebny i tu moja rola się kończy.

Podczas tej rozmowy powiedziała mi, że jej nowy partner chciał się z nią dziś zobaczyć, jednak ona już nie pozwoli się tak zamknąć jak wcześniej. Umówiła się na dziś ze mną i to ze mną chcę spędzić ten wieczór i tylko jakiś nagły wypadek mógłby to zmienić. Myślałem, że w tym momencie pęknę i pomimo przygryzania warg zaleję się po prostu łzami. Nie miałem pojęcia, że tak długo czekałem, aż ktoś mi powie te słowa.
Tyle czasu czekałem, że ktoś powie - dziś to ty jesteś ten najważniejszy i nie jesteś tylko chwilową metodą na uśmierzenie bólu.
Dlatego... Dbajcie o swoje tarcze...

#xykTO

Mój kolega czasem sobie żartował, że nie ma rodziców, bo jest synem Boga Słońca i w dniu swoich osiemnastych urodzin spotka się ze swoim ojcem. Może nawet nie czasem, bo dość często to mówił.
Tydzień po jego osiemnastych urodzinach byliśmy na jego pogrzebie. Jak powiedział, tak zrobił. Wypił truciznę, położył się w trawie i poszedł do ojca.

Proszę Was, nigdy nie lekceważcie takich znaków i bardzo uważajcie na to, co mówią Wasi znajomi. Szczególnie młodzi i "z problemami". Pewnie mogliśmy uratować mu życie.

#kPGjo

Byłam u przyjaciółki i zostałam u niej na noc. Koło godziny 10 napisał do mnie stajenny ze stajni, w której jeździłam. Zapytał się mnie, czy przypadkiem nie jeżdżę w stajni z pewnymi dziewczynami. Odpowiedziałam, że tak, uprzednio sprawdzając jego profil z ciekawości, skąd pochodzi. Znikąd zapytał się mnie, czy boję się rozmawiać o intymnych sprawach (dodam, że facet był po 30, a ja wtedy miałam 14). Odpowiedziałam mu, że nie, więc zapytał się, czy jak zacznie mi pisać jakieś zboczone rzeczy, to czy go zgłoszę na policję, a ja "obiecałam" mu, że nie. Więc zaczął do mnie wypisywać rzeczy typu: "jakie majteczki dziś masz na sobie?", "a teraz włóż rączkę pod majteczki i zacznij się dotykać". W pewnym momencie stwierdziłam, że jest zwykłym pedofilem i zgłoszę to na policję. I wtedy on zaproponował mi pieniądze za milczenie. Zgodziłam się, bo w sumie niezły interes. Dostałam od niego pieniądze raz, nie była to jakaś mega wielka kwota, bo 400 zł.

W sumie opłaciło mi się, nikt do dzisiaj nie dowiedział się o całej akcji, która miała miejsce prawie 2 lata temu. Aktualnie przeprowadziłam się bardzo daleko, ale w razie co nadal trzymam konwersację z nim.
Dodaj anonimowe wyznanie