Lata temu spotykałam się z fajnym chłopakiem. Nie było wtedy telefonów komórkowych, więc młodzi ludzie wymieniali się zdjęciami. Oczywiście i ja podarowałam mu kilka swoich. Znajomość nie przetrwała, a ja chciałam odzyskać swoje zdjęcia. Ponieważ mieszkaliśmy w różnych miejscowościach, napisałam do niego list, żeby mi odesłał moje zdjęcia, bo już mu przecież nie są potrzebne. Nie otrzymałam informacji zwrotnej, za to dowiedziałam się od wspólnego znajomego, że mój były chłopak krótko po naszym rozstaniu stracił wzrok. Wyglądało więc tak, jakbym właśnie dlatego napisała, że już nie potrzebuje moich zdjęć.
Do dzisiaj mam kaca moralnego.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jeśli stracił wzrok to raczej nie przeczytał twojego listu. A jeśli ktoś odebrał pocztę za niego, po przeczytaniu tego dość niefortunnego sformułowania mógł w akcie miłosierdzia nie zaznajamiać chłopaka z treścią wiadomości.
Ale dziwne, kto wpada na pomysł, że chce odzyskać podarowane komuś zdjęcia? Po jakich kółkach chodzi twój umysł?
Zakładam, że to było 30+ lat temu, inne czasy, komuna, nikt nie wywoływał u fotografa 10 kopii, z reguły 3 kopie. Może nie miała negatywów, ja się nie dziwię.
Dawniej często tak robili po rozstaniach
Chciała mieć dla następnego
no takie wiesz wywolane z kliszy foto? kiedys nie mialo sie fizycznie nie wiadomo ilu kopii
Raz wywołaną kliszę można używać wiele razy do zrobienia odbitek. Dlatego je zawsze oddają. Klisza to taka "płyta cd".
Podejrzewam że prędzej miała robione zdjęcie u fotografa i dostała same odbitki na papierze.
Spoko, myślałem że pozbierał zdjęcia od kolegów i przesłał ci z 50 byś sobie wybrała, bo nie pamiętał jak wyglądasz.
Grubo
Ale wpadka