#3Cr2Y

Od małego byłam zawsze tchórzem. Każde nastraszenie mojej jakże "odważnej" persony kończyło się płaczem i uciekaniem w ramiona mamusi. Niestety to pozostało mi do dziś. Gdy jest noc, ciemno i buro, a świat zła budzi się do życia - spidalam do łóżka mojego mamuta (znaczy się mamy). Zdarza się to dość często, 3-4 razy w tygodniu.

Parę tygodni temu postanowiłam nocować u mojej koleżanki. Poplotkowałyśmy, pojadłyśmy, ogoliłyśmy nogi, obejrzałyśmy horror... a potem poszłyśmy spać. Niestety, obudziłam się w wystraszona w środku nocy, czując potrzebę przytulenia się do mojej rodzicielki. Jak pomyślałam - tak zrobiłam.

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy rano obudziłam się przytulona do taty koleżanki.

#46tHw

Dawno temu moja mama była opiekunem na koloniach. Miałam około 5 lat i tata dowiózł mnie do niej w połowie turnusu. Z racji tego, że byliśmy nad morzem, często na plaży odbywały się różne zabawy i konkursy. Jednym z nich było budowanie z piasku. Jedni budowali zamki, jedni różne zwierzęta, jeszcze inni narzędzia, a jacyś chłopcy zbudowali kibel...
I właśnie na tej plaży kilka godzin później zachciało mi się sikać. Chyba domyślacie się, co wymyśliła moja mama, gdy okazało się, że w pobliżu nie ma Toi-Toia? Do dziś śni mi się to po nocach.

#IYd0y

Wczoraj byłam na weselu mojej przyjaciółki. Przyszedł moment oczepin i zebrał się tłum dziewczyn gotowych do złapania wianka. Panna młoda wstała wówczas, odwróciła się, podeszła do mnie i mówiąc „Ty tego najbardziej potrzebujesz...” włożyła wianek w moje ręce. Na przeszło sto osób uczestniczących w tej imprezie, ja jedna byłam bez pary.

#yTIkD

Dostałem super wymarzony ręcznik ze Star Warsów, jako taki wesoły akcent w moim dorosłym życiu. Prałem go i prałem i wciąż śmierdział. Dopiero po jakimś czasie się dowiedziałem, że jak jestem w pracy, to żona używa go do wycierania naszych psów po spacerze. Trochę głupio, że sama mi go kupiła.

#NnWCD

W tempie ekspresowym wybrałam się dziś do szkoły mojej córki, aby wypisać moje 14-letnie dziecko z lekcji WDŻ. Gdy przejrzałam jej zeszyt z tego przedmiotu i dowiedziałam się jakich rzeczy jest tam uczona, niemalże słabo mi się zrobiło.

WDŻ w szkole córki jest prowadzony przez katechetkę, która dosłownie pierze mózgi tym dzieciom. W zeszycie córki jest notatka, składająca się z 10 punktów przedstawiających dlaczego dziewczynki są gorsze od chłopców. Dla przykładu kilka:
- dziewczynki krwawią krwią, która jest nieczysta, więc są bardziej skłonne do grzeszenia i robienia złych uczynków
- ich mózgi są skonstruowane tak, aby myślały wyłącznie o stosunku płciowym w celu posiadania dziecka, ale nie po to, żeby tworzyć rodzinę, tylko by narzucać swoją wolę chłopcom
- dziewczynki częściej się same zadowalają i robią to bardzo brutalnie (!!!).

Jest też długa notatka o tym, jaki jest cel w życiu zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn, gdzie w skrócie wygląda to tak, że prawdziwy mężczyzna powinien absolutnie zabronić swojej żonie rozwijać się zawodowo czy w ogóle pracować, do tego starać się zrobić jej jak największą ilość dzieci - tylko wtedy małżeństwo jest szczęśliwe.
Kolejne strony to jakieś pseudoreligijne papki, a ostatnia lekcja wygląda tak, że antykoncepcja nie istnieje i to Bóg decyduje, czy para ma mieć dziecko czy nie.

Przyznam, że prawie zawału dostałam jak to czytałam. Wizyta w szkole nie lepsza. Dyrektorka była zdziwiona moim żądaniem o wypisanie córki, tłumacząc, że "nikt nie zgłaszał, że lekcja jest źle prowadzona, poza tym pani katechetka to bardzo dobra nauczycielka". Zostało mi też zasugerowane, że może moje podejście do tego typu spraw jest zbyt NOWOCZESNE i dlatego mam jakieś uwagi. Zrobiłam straszną awanturę, ale córka została wypisana, a ja zamierzam to gdzieś zgłosić. No i czeka mnie dziś na wieczór rozmowa z córką. Chcę uświadomić jej, że to czego uczyła się na lekcjach WDŻ to okropne bzdury i sama przekażę jej wszelkie informacje odnośnie seksualności, macierzyństwa czy roli kobiety i mężczyzny. Nie zmienia to faktu, że jestem skrajnie wzburzona. Jak ktokolwiek może pozwalać na to, aby naszym dzieciom wpajano takie obrzydliwe kłamstwa? To wygląda jak bełkot fanatyka, a nie fachowa wiedza. Pilnujcie czego wasze dzieci uczą się w szkołach!

#Q0wo5

Jestem policjantką od sześciu lat, ostatnia sprawa natchnęła mnie na napisanie tego wyznania. Z góry zaznaczam, że nie chodzi mi o żadne szkalowanie wiary, Boga czy czegokolwiek z tym związanego. Chodzi mi tylko o ukazanie zjawiska, którego sama do końca nie rozumiem, a opiera się ono właśnie na wierze. Osobiście nie mam nic do ludzi wierzących, jestem zupełnie neutralna, jednak ilość podobnych spraw lub zachowań zaczęła mnie coraz bardziej zastanawiać.

1) Dostajemy wezwanie od sąsiadów, że jest jakaś bójka w mieszkaniu wyżej, słychać wyzwiska, krzyki, rzucanie przedmiotami. Na miejscu w domu zastaliśmy około 40-letniego mężczyznę i jego żonę, zapłakaną, przerażoną, z wyraźnymi oznakami pobicia. Chcemy pana zatrzymać, na co pan stwierdza "przecież ja katolikiem jestem, nic złego bym nie zrobił, żona się przewróciła tylko", przy czym argument o byciu katolikiem pojawił się chyba z 10 razy podczas zatrzymania. Później okazało się, że z owym państwem mieszka jeszcze matka mężczyzny, która podczas składania zeznań upierała się, że jej syn jest wierzącym katolikiem, więc niemożliwe, aby coś takiego zrobił.
Sprawa wygrana w sądzie na korzyść żony. Jak się okazało, mąż bił ją od jakiegoś czasu, a jego matka przymykała oko, bo do kościoła uczęszczał, Biblię znał, więc jego czyny musiały pochodzić od Boga.

2) Przychodzi do nas młoda dziewczyna w strasznym stanie, podbite oko, obrażenia głowy, złamany nadgarstek. Mówi, że od lat jest bita przez matkę i ojca. Na pytanie czemu nie zgłosiła tego wcześniej stwierdza, że to wbrew przykazaniu o czczeniu własnych rodziców i ona nie mogła postąpić wbrew zasadom wiary, ale tym razem już się poddaje i woli zgrzeszyć. Nie piszę tego żartobliwie, ale dziewczyna nawet na komendzie próbowała się modlić i przepraszać Boga za ten grzech.

3) Setki wezwań do spraw, które można by było rozpatrzyć może jedynie przez Biblię, a nie polskie prawo. Np. pan dzwoniący do nas z podejrzeniami, że jego córka mogła mieć aborcję, a to grzech ciężki i mamy natychmiast ją aresztować. Kolejny pan zawiadamia, że jego żona go zdradziła, a to cudzołóstwo, grzech, więc mamy interweniować. Starsza pani przychodząca co jakiś czas zgłosić, że jej córka z mężem nie wychowują dziecka w religii katolickiej, a przecież przed ołtarzem to przysięgali. Młody chłopak, ledwo 18 lat, chciał donieść na swojego sąsiada, że ten ciągle przychodzi do domu z nową kobietą i on nie może znieść patrzenia na takie grzeszenie.

4) Szczytem było, gdy 25-letnia matka powiesiła się wraz z 2-letnim synem, aby trafić do nieba, bo ona przeczuwała, że są święci.


To tylko kilka przykładów, ale naprawdę przeraża mnie nagminność tego typu spraw opartych na religii. Szczególnie bolą mnie przypadki, gdy faktycznie komuś dzieje się krzywda, a ta osoba nie może uzyskać pomocy przez czyjąś lub własną wiarę.

#ag5qc

Od jakiegoś czasu staraliśmy się z mężem o dziecko, w końcu się udało. Od razu podzieliłam się dobrymi wieściami z rodziną, która bardzo nam kibicowała przez cały czas starań. Niestety przy kolejnej wizycie u ginekologa okazało się, że coś jest nie tak. Potem mnóstwo kolejnych badań, aż wreszcie werdykt - dziecko ma liczne wady rozwojowe, nigdy nie będzie się samodzielnie poruszać, duża niepełnosprawność umysłowa, liczne wady serca, płuc, do tego będzie też zdeformowane, a przede wszystkim przez całe życie będzie wymagało dużych nakładów opieki oraz gigantycznych pieniędzy na operacje, które pozwolą mu jakoś żyć. Lekarze jednogłośnie stwierdzili, że taką ciąże należy usunąć. I ja oczywiście to zrobiłam. Nie wyobrażam sobie skazywać dziecka na wieczne cierpienie. Nie wiem też skąd miałabym wziąć tyle pieniędzy, czasu, pomocy. To by było straszne. Było mi bardzo przykro, że musiałam pozbyć się tej ciąży, ale w głębi czułam, że robię dobrze, że dzięki temu ten biedny człowiek nie będzie przechodził dożywotnich mąk, a ja nie będę przez całe życie wypruwać sobie żył nad pozyskiwaniem pieniędzy na operacje, które będą jedynie podtrzymywały jego cierpienie.

O całej sprawie siłą rzeczy musiałam poinformować rodzinę. I to było właśnie najgorsze. Już pominę wyzwiska od morderczyń, ale najbardziej uderzyło we mnie to, że rodzice stwierdzili, że to wszystko byłoby przecież takie łatwe:
- ja jako opiekunka, pielęgniarka, nauczycielka, rehabilitantka 24h na dobę dożywotnio,
- mąż jako maszyna do zarabiania, która łapie się każdej pracy i goni za każdą złotówką, zero odpoczynku, harowanie od rana do nocy, żeby było jak najwięcej kasy na dziecko, które wymaga milionów
- ciągłe organizowanie zbiórek pieniędzy na operacje, żeby obcy ludzie, którym zrobi się nas żal, przelewali grubą kasę se swoich kont na operacje naszego dziecka, które pomogą mu jedynie dłużej tkwić w cierpieniu, zamiast na przykład przeznaczyć swoje pieniądze na własne dzieci czy coś, co ma jakąś przyszłość
- "nie no, przecież kochasz to dziecko, to najważniejsze".

Tak, kocham moje już ś.p dziecko, ale moja miłość go nie uleczy. Nie wyobrażam sobie także, aby obcy ludzie mieli dawać nam pieniądze, które mogliby poświęcić na leczenie kogoś, kogo faktycznie można wyleczyć. W życiu nie skazałabym własnego męża na życie jedynie ciężką pracą, niczym robotnik bez chwili wytchnienia. Też absolutnie nie chciałabym zrezygnować ze swojej tożsamości i zostać chodzącym przewijakiem, pieluchą, wózkiem inwalidzkim czy strzykawką.
Pogodziłam się z tym, co się stało. Uważam, że postąpiłam słusznie. Czuję żal, że straciłam dziecko, lepiej, żeby go nie było, niż żeby miało tak tragiczne życie, które w ten tragizm wciągnie i nas.

#vwgZG

Obudziłam się strasznie obolała, nie mogłam otworzyć w pełni lewego oka, miałam na sobie krew, a w mojej pochwie znajdowała się butelka po piwie. Dopiero po chwili zamroczenia dotarło do mnie co się stało.

Wybrałam się na domówkę u znajomej z uczelni, z okazja zdanych egzaminów. Było normalnie, trochę ludzi, większość mi znajomych. Bawiliśmy się, rozmawialiśmy, piliśmy alkohol. Pamiętam, że nie wypiłam specjalnie dużo, myślę, że były to maksymalnie 3 piwa. Zatem co się stało? Było już późno, ludzie zbierali się do domów. Chciałam wzywać taksówkę, ale dwóch kolegów stwierdziło, że mieszkają na tej samej ulicy co ja i mogą mnie odprowadzić. Tak też było. Pamiętam, że szłam z nimi, zwyczajnie rozmawialiśmy o czymś, wymienialiśmy poglądy, nie działo się zupełnie nic niepokojącego. Przez jakiś czas. Później mam jakąś lukę w pamięci. Pamiętam, że upadłam i uderzyłam się w głowę. Nie wiem, czy zostałam popchnięta czy to przypadek, ale urwał mi się film. Mogła to być wina alkoholu w połączeniu z upadkiem, albo sam upadek. Następnie mam same prześwity pamięci, widzę obraz, jak ci dwaj otwierają moje mieszkanie i wciągają mnie tam albo jak jeden z nich przygotowuje sobie jakieś jedzenie w mojej kuchni. Później widzę fragment, jak któryś z nich uderza swoim członkiem o moją twarz, a drugi mnie rozbiera. I na tym koniec. Ocknęłam się dopiero rano, ledwo żywa.

Co się okazało po czasie, gdy pamięć zaczęła wracać?
Tym dwóm kolegom alkohol zaczął się już trochę udzielać, dla zabawy mnie popchnęli na ulicy, niefortunnie upadłam na krawężnik i straciłam przytomność. Z początku uznali, że tylko mnie odprowadzą (adres znali, bo mówiłam, w kieszeni kurtki miałam klucz od domu), bo jestem "he, ,he najebana", ale w domu najwyraźniej strasznie ich podnieciło moje bezwładne ciało i postanowili się nim zabawić. Nie zgwałcili mnie. Jedynie dotykali, wkładali we mnie różne przedmioty, a spuchnięte oko jest wynikiem tego, że uderzano w nie penisem.

Jaka jest "oficjalna" wersja, którą przyjmuje moje otoczenie?
Pijana laska chce się zabawić z kolegami w swoim domu, gdzie ich zaprowadza, po drodze jest tak nietrzeźwa, że się przewraca i obija o wszystko. W domu zaciąga ich do łóżka, po czym proponuje dziwne zabawy, bo jest fetyszystką (kolega widział wibrator w mojej szafie!), ale oni tacy moralni,tylko mnie tam lekko tknęli i postanowili sobie iść, żeby biednej laski nie wykorzystywać. Cóż za honor.

I taką opinię mają moi znajomi, ludzie z mojego kręgu, uczelni czy sami ci dwaj. Gdy próbuję powiedzieć prawdę jak było, słyszę, że pewnie jestem feministką i mam kaca moralnego, więc chcę całą winę zrzucić na biednych chłopców, którzy chcieli tylko pomóc. Bo przecież kobiety zawsze po pijaku wciągają do łóżek, a takie co posiadają wibratory to już w ogóle!
Sprawa na policji, jest w toku.

#livX7

Jestem nieczułą suką bez serca, zaślepioną pieniędzmi, i obym zdechła. Tyle tytułem wstępu.

Mam niewiele ponad 20 lat, męża, dziecko i studia. Nie opływamy w miliony, ale też niczego nam nie brakuje do dobrego życia. Ostatnio jednak los się do nas uśmiechnął i trafiliśmy sporą sumkę w lotto. Pierwszą naszą myślą i marzeniem był własny dom, toteż zaczęliśmy się rozglądać za jakimś ładnym gniazdkiem. Niedużym, skromnym, jednorodzinnym.

Po paru obejrzanych posiadłościach kupiliśmy nieduży, ładny domek w stanie surowym. Mój ukochany lubi remontować, wiec zabrał się sam za wykańczanie go. Znika z domu zaraz po pracy na wiele godzin, coby jak najszybciej się przeprowadzić na własne (mieszkamy z teściami). Ostatnio pokoje były gotowe pod malowanie, więc tym razem na naszą budowę pojechałam ja. Malowałam sobie spokojnie pokój, kiedy zadzwonił mój mąż i powiedział, żebym szybko wracała.

Okazało się, że pochwalił się wygraną swojej mamie, a ta momentalnie wpadła w euforię mówiąc, że nareszcie będą mieli godne życie, spłacą długi i może na jakieś wakacje wystarczy, trzeba kuchnię wyremontować, no i auto też by się przydało. Tuż po tym wpadła w histerię, kiedy dowiedziała się, że niestety, ale nie spłacimy ich długów, bo wykańczamy dom.

Obecnie mamy się pakować i wynosić, bo nic dla nas rodzina nie znaczy i patrzymy tylko na siebie. A ja dodatkowo przez pieniądze zrobiłam się pazerna, bo ciężko mi pożyczyć głupie 10 tysięcy, bo co to dla nas, a ona spożytkowałaby je dużo lepiej.

Ech, "rodzina"...

#2rtmz

Zlew mi się dzisiaj zatkał, więc jako dorosła kobieta postanowiłam, że nie będę czekać aż mój luby wróci z pracy i zajmę się tym sama.

Wszystko szło gładko, a przynajmniej do czasu, aż z odpływu nie wystrzeliła jakaś czarno-brązowa klejąca maź. Która, ku mojemu przerażeniu, zaczęła się jeszcze ruszać...

A więc jako dorosła kobieta, zamknęłam to w pierwszym lepszym słoiku po ogórkach, a kiedy zaczęło trzeszczeć i warczeć, wsadziłam do zamrażarki.

Chwilowo czekam na chłopaka i nie zbliżam ani do kuchni, ani do łazienki.
Dodaj anonimowe wyznanie