#yYCy1

W dzieciństwie byłam gwałcona przez sąsiada.
Najbardziej bolało mnie to, że nie poniósł on praktycznie żadnej kary, przedstawił "żółte papiery", podleczyli go trochę za nasze pieniądze i wypuścili na wolność. Sąsiedzi i otoczenie nigdy nie zapomnieli co mi się stało, ale to każdy krzywo na mnie patrzył (dzieci w szkole przezywały od zarazy), a jemu każdy podał rękę. Mój oprawca, ogólny alkoholik, degenerat i tu zaczyna się wyznanie właściwe...

Dwa lata temu w marcu będąc już mężatka w zaawansowanej ciąży z synkiem, wracałam z imienin mamy. Jechałam samochodem nieoświetlona, wiejska drogą do domu. W ostatniej chwili zobaczyłam na środku drogi ciemną postać leżącą na środku. Gdy zaświeciłam na nią długimi, okazało się że to właśnie on, człowiek który zmarnował mi życie. Od czasów gwałtów minęło ponad 20 lat, a ja myślałam że już się z tego wyleczyłam. Lecz w tamtej chwili wszystko wróciło, każdy jego dotyk, cały ból, ten jego smród w głowie i tylko jedna myśl - PRZEJEDŹ GO! Każdy sąd mnie uniewinni, przecież jest ciemno, nikt mnie nie widzi, a on leży i sam się prosi o sprawiedliwość...

Niestety otrzeźwiałam i przypomniało mi się, że na tylnym siedzeniu siedzi mój syn i nie mogę mu fundować traumy. Płakałam całą drogę jak dziecko, nie dlatego że czułam się skrzywdzona, tylko dlatego że nie mogłam go zabić...

#cmORl

W mojej pracy, na zapleczu, bardzo długo stał taki fajny, duży kubek. Taki naprawdę wielki, czarno-biały, idealny na poranną kawę. Ale nigdy go nie dotykałam, bo myślałam, że to czyjś, więc co będę czepiać się czyjejś własności.

Ale tak mijały miesiące, a on ciągle stał w jednym miejscu, nikt go nie używał, nie pił z niego, zbierał się w nim kurz, więc bardzo prawdopodobne, że zostawił go ktoś, kto pracował tu jeszcze przede mną.
W końcu uznałam, że zrobię sobie w nim kawę, i nikt raczej nie widział, że go wzięłam, monitoringu też nie ma u nas. W końcu to żadna sensacja, że ktoś wziął w końcu ten kubek.

A jednak... Okazało się, że jest to kubek jakiegoś szefa szefów, który przyjeżdża raz na jakiś czas jak mu się zachce i nikt tego kubka nie dotyka, bo to JEGO i tylko ON z niego pije. To zabrzmi głupio, ale ludzie naprawdę zaczęli siać panikę, a że jest nas w pracy blisko 40, to trudno było zweryfikować kto go wziął. Ze stresu i zaćmienia umysłu wrzuciłam go sobie do torebki i chciałam go podrzucić incognito do kuchni, ale po kilku godzinach siania paniki sytuacja umilkła i poszłam do domu.

Tak się wystraszyłam, że go wzięłam ze sobą, i myśląc, że ktoś kiedyś może do mnie przyjdzie i może zobaczy ten durny kubek, postanowiłam go wyrzucić... Bałam się go odnieść.

Potem kupiłam sobie swój, równie duży kubek i zawsze noszę go w torebce. Śmieją się ze mnie, że pewnie boję się złodzieja kubków.

Tiaaa....

#nmMH0

Tak z rodzinnych historii, to mój kuzyn - w okresie gdy był tak koło lvl 15 - przejawiał pewne elementy metroseksualności. Przesadne dbanie o wygląd, mocno dopasowane ciuchy etc. Jako że był to rok około 2010, nie było to w domach z wielkiej płyty aż takie powszechne i wywoływało u jego ojca, a mojego wujka, trochę powodów do domysłów.

Moment prawdy nastąpił jednak pewnego popołudnia, kiedy wpadłam do nich na kawę. Oni ze mną salonie, kuzyn w swoim pokoju. Gadka szmatka, aż wujek poszedł do pokoju młodego po coś tam. Wrócił po kilku sekundach, szeroko uśmiechnięty i od progu z dumą mówi:
- Matka, jednak nie gej! Do bab wali!

Minęło jakieś 9 lat i zdałam sobie sprawę, że nigdy nie wywołałam w ojcu tak wielkiej dumy żadnym osiągnięciem w życiu, jak mój kuzyn blaszczeniem pytonga.

#JPKAy

O pornografii, nałogowej masturbacji i wynikającej z ich następstw impotencji.
Czytałam tu kiedyś wyznania kobiet o tym jak ich mężczyźni wolą zaspokajać się sami. Zaraz polecą hejty, że następną sfrustrowana baba się znalazła. Sama tak o nich myślałam. Ale na własnej skórze się przekonałam co to znaczy być z takim delikwentem. Znaliśmy się pół roku. Zaczęliśmy się spotykać. Po miesiącu wylądowaliśmy w łóżku, a tam co? Nic... zero wzwodu, zero podniecenia z jego strony. Tłumaczył się tym, że nowa sytuacja, że dawno nie był z kobietą (niby dwa lata był sam). Myślę ok, poczekam. Musimy poznać się bliżej. Nie naciskałam.

Po miesiącu następną próba podjęcia współżycia. To samo, zero erekcji, zero podniecenia z jego strony, musiałam się nieźle napracować aby postawić go do pionu. Oczywiście nie doszedł, pytam co jest? Mówi że nie wie, na koniec rzucił, że nie ta ręka (WTF?). Następna próba, trochę lepiej, drgnął na chwilę, ale w trakcie opadł i znowu musiałam się napracować. Zawsze miał rzadką spermę, albo nie miał jej w ogóle. Zwróciłam mu uwagę na ten temat, zmieszał się bardzo. Po tej sytuacji zaczął wykręcać się od seksu. To się źle czuje, a to zmęczony, wieczne wymówki. Powiedział, że jestem jakaś zboczona, że cały czas chcę seksu (raz w tygodniu) i że on nie ma potrzeby. Odpuściłam, zresztą to nie jest miłe kiedy cały czas się prosisz, a chłop leży jak kłoda.

Następne podejście było z jego strony, po tym jak powiedziałam, że ma w nosie moje potrzeby. Seks był pusty. Miałam wrażenie, że nie ma go przy mnie. Do tego zamykał oczy podczas stosunku. Zaczęłam coś podejrzewać. Seks był tematem tabu. Unikał jakichkolwiek rozmów na ten temat. Telefon nosił przy tyłku, albo w ogóle go nie wyjmował jak był u mnie. Parę razy coś sprawdzaliśmy na jego telefonie i dziwnym zbiegiem okoliczności, pojawiały się na ekranie reklamy... A na nich rozdziawione na 180 stopni kobiety. Zmieszał się strasznie i oczywiście telefon mu coś zainstalował. Od słowa do słowa wynikła awantura, w wyniku której usłyszałam, że porno i trzepanie do niego jest normalne, że wszyscy tak robią i zabawa z samym sobą jest fajna.

Powiedział, że bawi się codziennie. Była próba przymuszenia mnie do oglądania porno. Oczywiscie nieudana. Powiedziałam, że nie mam zamiaru żyć w trójkącie z jego ręką i żeby poczytał sobie o syndromie Death Grip. Rozzłościłam go okropnie. Usłyszałam, ze jestem nienormalna, że go nie podniecam, on musi zamykać oczy, żeby sobie przypomnieć sceny z pornoli, bo nie wyglądam i nie zachowuje się jak te panie na filmach i moja pochwa jest za szeroka.

#FPlyf

Mój dobry znajomy zwierzył mi się ostatnio, że powodem ich rozwodu było to, że jego żona miała bardzo bliski kontakt ze swoim młodszym bratem. Rodzice ich byli nauczycielami i wychowywali ich tak, żeby sobie pomagali pod każdym względem. Kiedy mój przyjaciel przyłapał ich razem w łóżku w trakcie stosunku seksualnego, oni zachowywali się tak jakby nic się nie stało, że to jest normalne i uważali że tak im wolno robić. Nie brali pod uwagę, że jakby była wpadka, to co z dzieckiem. Ta chora sytuacja sprawiła, że doszło do rozwodu za porozumieniem stron.

Jak się o tym dowiedzialam, byłam w szoku i nie mogłam zrozumieć jak można wychowywać swoje dzieci, że robią takie straszne rzeczy. Ja osobiście nie toleruję takich rzeczy.

#rSaqD

Tym razem coś pozytywnego i radosnego :)

Miałam bardzo traumatyczne i patologiczne dzieciństwo. Całe 5 lat studiów w dalekim mieście spędziłam na kształtowaniu siebie od nowa. Bardzo pomogła mi praca w której byłam wystawiona na oddziaływanie ludzkiej gawiedzi - zobaczyłam że nie jestem od nikogo gorsza. Teraz podjęłam pracę dzięki której powoli pada jeden z ostatnich bastionów moich traum - mianowicie jest to prowadzenie auta. Zdawanie prawa jazdy to była droga przez mękę do tego stopnia, że potrafiłam płakać na ulicy gdzie w obecności stojącej z boku wściekłej matki pocieszali mnie obcy ludzie. Po kilku tygodniach jazdy z rodzicami stwierdziłam że to pi...le bo za każdym razem wychodziłam z auta z płaczem.

A teraz co? Muszę wozić ludzi i sprzęt autem gabarytu 3,5 tony i jeżdżę normalnie po mieście jak człowiek!!!!!! Nikt na mnie ryja za nic nie drze, nie mylę pasów, nie jeżdżę wbrew znakom, na nikogo nie wjechałam. Jezu umiem prowadzić i to takie duże auta!!!

Czuję dużą ulgę i radość z tego, że udało mi się wydostać z błędnego koła patologii i agresji w rodzinie. To przełamanie strachu i niechęci do prowadzenia auta jest chyba ostatnim krokiem milowym na mojej drodze "samowychowania". Jestem z siebie dumna. Cały ten proces zajął około 6 lat i obfitował w wiele różnych przygód. Udało się.

#9rDnf

Jestem z moim chłopakiem prawie 7 lat. Jeszcze studiujemy, pracujemy, mieszkamy razem, finansowo nie narzekamy. Jesteśmy ze sobą szczęśliwi i wiemy, że chcemy spędzić razem resztę życia. Jednak jest coś co szczególnie mi przeszkadza.

Zaręczyny. Nie powiem, chciałabym przeżyć tę chwilę, gdy mój ukochany prosi mnie o rękę, ale nie naciskam, cierpliwie czekam, bo znam go i wiem, że wkrótce to zrobi. Jednak moja rodzina dostaje już czegoś na tym punkcie. "Jak do tej pory ci się nie oświadczył, to znaczy że to tchórz, boi się", "No kiedy ci się on wreszcie oświadczy? Ile można czekać?", "Sąsiadka ślub bierze, a kiedy kolej na ciebie?". Znajomi też wypytują.
Jest mi przykro, że to wszyscy mnie pytają, naciskają na mnie. Nie wiem co im odpowiadać. Wkrótce nie wytrzymam tej presji i to ja będę na niego parła, a wtedy boję się, że jedyne co będę w tej wymarzonej chwili czuła, to ulgę, że już nikt nie będzie mi zadawać takich pytań.

#zIAbK

Pojechałem ostatnio do Hiszpanii i chciałem nawiązać tam jakieś znajomości, poznać ludzi, którzy może pokazaliby mi co w tym kraju jest najfajniejsze. To zupełnie inne doświadczenie niż z wycieczką, z przewodnikiem, z Polakami. Wiadomo.

Najważniejsza rzecz, jakiej się dowiedziałem, to że z chłopakami zawsze można tam pogadać, nie ma problemu, są mili, sympatyczni, pomocni, serdeczni i tak dalej, ale do dziewczyn w ogóle nawet nie można się odzywać, bo przez samo to, że się jest facetem, to one odbierają każde "cześć" jak osobisty atak, jak próbę zamachu na ich kobiecość i cholera wie co jeszcze. Raz nawet dostałem w twarz, kiedy spytałem dziewczynę na chodniku o drogę. Krzyczała na mnie, że jak ja ją mogę tak traktować, że za co ja ją uważam, że ona nie będzie robić za informację turystyczną i żebym poszedł atakować kobiety do swojego kraju, bo w Hiszpanii kobiety są dumne! I ja sobie tak myślę, że całe szczęście, że w Polsce nie są takie "dumne" i mam nadzieję, że nigdy nie będą. To nie jest duma - to jest wprowadzane przez lata pranie mózgu, które ma taki właśnie finał.
Dodaj anonimowe wyznanie