#AgXVJ

Jakiś czas temu byłam przez lekarzy faszerowana hormonami. W związku z tym, że nie uważałam wtedy szczególnie na kaloryczność i tłustość jedzenia, okropnie się roztyłam.
No trudno, użalanie się nad sobą kalorii nie spala. Kierunek siłownia, przejście na dietę... ale co z paskudnymi rozstępami? Trzeba iść i kupić jakiś specyfik, coby się ich pozbyć.
Wybrałam się więc do okolicznej drogerii, przeszłam wszystkie alejki, a nie-mamusiowych preparatów nie ma. No okej.
Stanęłam przy półeczce arcybezpiecznych, hipoalergicznych balsamów na szczęśliwe brzuszki i zaczęłam czytać składy, wybierać, przebierać, przeglądać, coby wybrać coś dobrego i w miarę budżetowego.
Widząc moje niezdecydowanie, podeszła do mnie starsza pani, w typie "teściowa". Zaczęła zachwalać zalety jednego z kremików, mówiąc, jak to jej synowa jest zadowolona, wcale nie widać, że rodziła dwa razy. Ja lekki zonk, ale słucham, nie chcę być niegrzeczna i rozemocjonowanej babci przerywać. Do momentu, gdy kobieta się spytała:
- Ale który to miesiąc? Bo jeszcze po pani nie widać...

No cóż... Powiedziałam, że szósty.

#8Lf5v

Byłam świadkiem dziwnej sytuacji. Otóż czekałam na przystanku na autobus, a obok mnie stała rodzinka z małym dzieckiem na rękach: babcia, jej córka i ok. 18-letnia dziewczyna, i to właśnie ona trzymała to dziecko. Cała trójka paliła papierosy, przy okazji wydmuchując dym prosto w buzię maleństwa.

Nie żeby mnie to obchodziło czy coś, ale chwilę później stanął młody chłopak z e-papierosem. I co w tym dziwnego, spytacie?

No jak przystało na prawdziwą madke, dziewczyna zaczęła się pruć na tego chłopaka, że co on sobie wyobraża, jak może truć jej dziecko, że zaraz zadzwoni na policję itd. Jej matka i babcia się dołączyły i zaczęła się awantura. Cała trójka tak się zaczęła drzeć, że aż to dziecko się obudziło. A ich jedynym argumentem było, że dbają o dobro "bąbelka".

Aha... Czyli jak one palą przy dziecku, to jest OK, ale jak ktoś inny to robi, to już źle? Co się porobiło z tymi ludźmi...

#FtBYL

Wstyd się przyznać, ale gdy byłam w podstawówce, to byłam małą złodziejką.

Koledzy i koleżanki zapraszali mnie do domu, a ja bezwstydnie "brałam" co mi się podobało. Raz koleżanka z klasy, jeden z większych kujonów, zaprosiła mnie do swojego domu, żeby się pobawić. Jakoś bardzo się nie lubiliśmy, ale raz nas coś naszło. Koleżanka jak i jej mama były bardzo w porządku, ale podczas pójścia do toalety zobaczyłam pomadkę, którą zawsze chciałam mieć. Wzięłam ją jak i parę innych rzeczy, nie pamiętam już co to było. Koleżanka na drugi dzień rozpowiedziała wszystkim, że zabrałam jej te rzeczy. Nikt tego nie wziął na poważnie, rozeszło się po kościach. Innym razem ukradłam słodycze z kolegami z żółtego sklepu z czarnym pieskiem. Któregoś razu złapał nas ochroniarz, rodzice się dowiedzieli i również rozeszło się po kościach. Uznałam, że mogę, bo co mi zrobią.

Przyjdźmy do historii właściwej. Miałam dwie koleżanki z podwórku. Tak samo głupie jak ja, tylko że ja byłam cwańsza. Jedna z nich znała Kaję. Kaja była w jakiś sposób upośledzona, nie wiem na co była chora. Nie ogarniała wszystkiego. Zaprzyjaźniłyśmy się z nią, bo miała bogatych rodziców i mieszkała w ładnym domu. Chodziliśmy do niej, bo miała fajne zabawki i jej mama zawsze nas uraczyła dobrym obiadem albo słodyczami. Kaja miała skarbonkę, miała w niej dużo banknotów. Nie wiem co nas podkusiło, ale wzięłyśmy z tej skarbonki 10 złotych. Zapytałyśmy Kai, zgodziła się i powiedziała, że nic nie powie mamie. Umówiłam się z koleżankami, że pójdziemy do siebie zjeść obiad i spotykamy się u mnie. I wiecie co zrobiłam? Gdy przyszły, to wygnałam moje dwie koleżanki, powiedziałam, że to moje i nie będę się z nimi dzielić. Sama sytuacja bardzo mnie zestresowała tak bardzo, że powiedziałam dziadkowi. On stwierdził, że jak dała, to moje. Znowu czułam, że mogę. Koleżanki były obrażone i się nie dziwię. Sama chodziłam do Kai. Jej skarbonka mnie kusiła, chciałam mieć pieniądze na wszystkie te fajne rzeczy. Zapytałam jej, czy mogę sobie wziąć 50 zł, znów się zgodziła. Wzięłam i od razu uciekłam do domu. Bardzo byłam nerwowa. Zobaczyłam przez okno, że idzie jej mama, już wiedziałam, że Kaja jej powiedziała. Postawiła mi ultimatum: albo oddaję, albo mówi moim rodzicom. Spanikowałam, oddałam wszystko łącznie z tym co zdążyłam wydać z tych 50 zł.

Nie wiem dlaczego to robiłam i skąd miałam tyle odwagi. Jako już dorosła osoba rozumiem, że fajne rzeczy materialne to nie wszystko.Czasem gdy mi brakuje pieniędzy to myślę, żeby ukraść komuś znajomemu, ale to tylko myśli. Nie jestem zwierzęciem i umiem się kontrolować. Osoby zdesperowane albo głupie kradną i jest to strasznie słabe. Byłam dzieckiem, nie dostałam nigdy kary za to, że kradłam. Może rodzice nie mieli nic przeciwko. W każdym razie mam żal, że musiałam sama to zrozumieć.

#bWAoO

Jeżeli są tu osoby, które borykają się z uciążliwymi telefonami typu: „dzwonię, żeby przedstawić panu najnowsze oferty, przygotowane specjalnie dla pana!”, to mam sposób na pozbycie się problemu.

Gdy ci upierdliwi zboczeńcy dzwonią do mnie, pytają: „czy rozmawiam z panem Pawłem Kowalskim?”. Wtedy odpowiadam: „Paweł to mój były mąż, który poszedł w cug z jakąś młodszą pindą, więc nie, nie rozmawia pan z Pawłem, a jego byłą żoną. I nie mam pojęcia gdzie jest, z chęcią bym się sama dowiedziała, żeby mu skopać jego puszczalski tyłek, przysięgam, że bym gnoja zabiła!”. Potem dorzucam kilka przekleństw.

Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby zadzwonili dwa razy z tej samej firmy.

#t7CFq

Od dwóch miesięcy chodzę z chłopakiem, który wcześniej był dla mnie bardzo długo dobrym przyjacielem. Nigdy nie myślałam o tym, że zamknęłam go we friendzonie, wręcz przeciwnie - często zarywaliśmy do innych osób w swojej obecności albo wymienialiśmy się swoimi uwagami na temat uczuć. Nie narzucaliśmy się sobie fizycznie, ale fakt - najbardziej lubiłam go spośród płci męskiej w tamtym czasie.
Jednak stało się - pocałował mnie na imprezie, kiedy oboje byliśmy trochę podpici. Na nieszczęście zauważył to jego kolega i rozniosła się wieść, że X wyszedł z friendzonu.

Gdy wytrzeźwieliśmy, omówiliśmy całą sytuację. X wyznał mi swoje uczucia, mówił, że zawsze bardzo mnie kochał, odkąd pierwszy raz się spotkaliśmy. Pomyślałam, że czemu nie, może by dać mu szansę, w końcu dobrze się czułam podczas pocałunku, który był właściwie moim pierwszym.

Nie wiedziałam tak naprawdę, jak wyglądają związki. Dziwnie mi też było gadać o tym z koleżankami. Dlatego przez pierwszy tydzień nie mogliśmy się od siebie z X oderwać. To nie były już tylko niewinne pocałunki. Zaczął wkładać mi rękę pod bluzkę, ale nie idąc dalej. Było chyba OK. Jednak później już pozwalał sobie na zbyt wiele. Za każdym razem mówiłam "stop", to było dla mnie za dużo, w końcu jestem pierwszy raz czyjąś dziewczyną. Ale on wtedy zaczął się obrażać i nie odzywał się do mnie albo zachowywał jak gbur do czasu, aż dawałam zgodę na to, by robił ze mną, co chciał. Wtedy przez chwilę był naprawdę kochany. W końcu przestałam się opierać, choć na szczęście nie pozwoliłam na to, żeby mnie rozdziewiczył.
Zaczął podkopywać moje poczucie wartości w bardzo sprytny sposób - komplementami, które zawierały przywary. Krytykował wszystko, co robię. Robił to również przy znajomych, choć czasem nawet oni mówili, że trochę chamsko się wobec mnie zachowuje.
Przestaliśmy rozmawiać. Idąc na spotkanie wiedziałam, jak się ono skończy. A przedtem przecież tyle ze sobą rozmawialiśmy!

Ostatnio nie spędza ze mną czasu, nawet na tym, na czym wcześniej mu tak zależało.
Powiedziałam mu, że bardzo mi przykro, że czuję, że mnie krzywdzi. Spytał, czego w takim razie się spodziewałam od związku, powiedział, że już skończyliśmy rozdział, w którym byliśmy przyjaciółmi.

Dzisiaj trafiłam na YT na film Gargamela o współczesnych polskich trenerach uwodzenia. Ich nauki aż za bardzo przypominały mi to, co stosował na mnie X. Dlatego sprawdziłam jego konto na YouTubie.
Tak, subskrybował co najmniej 5 takich kanałów.

Słyszeliście ten żart o kostce rosołowej? Poszłam o krok dalej i moje gówno już jest w jego słuchawce prysznicowej.
Dodaj anonimowe wyznanie