#Y54hd

Najlepszy przyjaciel mojego byłego nazywał się Borys. Zawsze się z Borysem lubiliśmy, często spędzaliśmy czas we trójkę. Pewnego dnia, gdy przyszłam do mojego eks, zdziwiłam się dlaczego nie ma Borysa, bo powinien też tam być. Chłopak stwierdził, że miał go dość, bo ma wrażenie, że Borys mnie mu odbija. Gdy dowiedziałam się co zrobił, to z nim zerwałam i od tego czasu jestem z Borysem.

Nazwiecie mnie szmatą? Nic dziwnego, bo jeszcze nie wiecie, że Borys to wyjątkowo uroczy mix owczarka. A za to, że mnie polubił, a i ja uwielbiałam go, został przywiązany do bramy pobliskiego schroniska (z którego notabene został adoptowany niecały rok wcześniej, jako kilkumiesięczny podrostek). Tak, mój były porzucił swojego psa tylko dlatego, że jego dziewczyna go lubiła, a raczej dalej go lubię, bo gdy to piszę, leży zwinięty w kłębek koło mnie.

Adopcja tego futrzaka to była najlepsza decyzja w moim życiu, dziś mija od niej już 5 lat. Teraz jestem w nowym związku, za niedługo będzie nasz ślub. Uwielbiamy zarówno wspólne wycieczki, jak i wylegiwanie się na kanapie. Na naszym ślubie też nie zabraknie Boryska, dlaczego? Bo po prostu jest członkiem naszej rodziny. A mój były? Średnio obchodzi mnie co u niego teraz słychać, ale mam nadzieję, że kiedyś ktoś go potraktuje tak samo jak on potraktował swojego przyjaciela.


PS Imię psiaka nie zostało zmienione na potrzeby wyznania. Co jak ktoś ze znajomych mojego eks odgadnie, że o niego chodzi i co tak naprawdę zrobił z psem? Cóż, też mnie to nic nie obchodzi :D

#SXhsc

Jeszcze w szkole średniej bardzo podobała mi się pewna dziewczyna. Powiedziałem jej o tym, ale wtedy po raz pierwszy usłyszałem to epickie "zostańmy przyjaciółmi". No świetnie, pogodziłem się z faktem i wróciłem do życia.
Dwa lata później odezwała się do mnie, mówiąc, że pamięta, co jej mówiłem i że z tego względu uważa, że skoro jest już w ciąży, to byłbym świetnym ojcem dla dziecka i na pewno chciałbym jej pomóc z wychowaniem.

No gratuluję żelaznej logiki.

#rTZej

Dwa lata temu miałam wypadek samochodowy, w wyniku którego przez wiele miesięcy byłam częściowo sparaliżowana. Początkowo zupełnie się załamałam, jednak po jakimś czasie uwierzyłam w to, że znów zacznę chodzić. Motywacji dodał mi chłopak, w którym zakochałam się z wzajemnością.

Ciężka rehabilitacja, mnóstwo wyrzeczeń i żelazna systematyka sprawiła, że pomalutku zaczęłam widzieć postępy mojego powrotu do zdrowia. Rok temu mój ukochany oświadczył mi się. Przysięgłam sobie, że do ołtarza pójdę o własnych siłach. W moją rehabilitację włożyłam więc jeszcze więcej energii. Udało się! W dniu ślubu mogłam chodzić bez podpierania się laską!

Szkoda tylko, że dzień wcześniej zatrułam się nieświeżymi krewetkami, dostałam upiornej sraczki, odwodniłam się i wylądowałam w szpitalu podłączona do kroplówki… Ceremonię trzeba było przesunąć.

#tv35K

Nie lubię swojej matki. Nie biła mnie ani nic w tym stylu. To po prostu nie jest osoba, z którą się dogaduję, z którą chcę podtrzymywać znajomość. Mimo to sporadycznie się z nią spotykam i mam ku temu tylko jeden powód.

Pamiętam, jak prowadziła mnie do przedszkola i mi tłumaczyła, że jeśli nie będę się nią na starość zajmować, to pozwie mnie o alimenty. To jedno z moich najwcześniejszych wspomnień, które podtrzymywała we mnie poprzez powtarzanie mi tego przy każdej okazji aż do matury.

Teraz utrzymuję z nią kontakt ze strachu.

#QIzkg

Założyłem konto na rosyjskim portalu społecznościowym (VK) i w ogóle o tym zapomniałem. Niedawno okazało się, że w jakiś cudowny sposób ktoś poznał moje hasło do tamtego konta. Na Facebooku miałem oczywiście te same dane i... to samo hasło. Efekt? Wszyscy znajomi, w tym mamy i babcie, dostali ode mnie linki do rosyjskiego porno, a ja na jakiś czas nie miałem w ogóle dostępu do swojego konta.

#E3mX0

Wczoraj nocowała u mnie po raz pierwszy moja dziewczyna. Jesteśmy razem od trzech miesięcy - myślałem, że jak na ten czas, zdążyłem dowiedzieć się o niej dość wielu rzeczy i całkiem dobrze ją poznać.
Przyszła z pluszowym kotem, którego nazwała Filemon, po zmarłym (prawdziwym) kocie. Przyniosła mu miskę i kuwetę oraz zabawkę. Położyła go spać między nami. Na moją zdziwioną minę zareagowała: „No co, wiem, że to trochę szalone, że go wzięłam, ale przecież nie zostawię Filka samego w domu na całą noc!”.

Zrywać czy sprawdzać poziom opętania, może to nieszkodliwe?

#b6BFv

Czasy podstawówki, jakaś 4, może 5 klasa, jakieś 20 lat temu. Ja, mała łobuziara ze zwariowanymi pomysłami, zawsze interesowałam się bardzo biologią, zwierzątkami, roślinkami i wszystkim co z tym związane. To była moja pasja odkąd pamiętam. Miałam również pieska, nie za wielkiego kundelka, który zawsze i wszędzie mi towarzyszył (nawet przychodził czasami po mnie do szkoły, bo często biegał samopas po osiedlu, jak większość psów w tamtym czasie, a po drodze do szkoły żadnych ulic nie było, więc mama go wypuszczała krótko przed końcem moich lekcji). Moim marzeniem na tamte czasy był zakup mikroskopu... Oj, jak bardzo chciałam takowy mieć! Zbierałam każdy grosz, sprzedawałam bazie na straganie, piasek na dzień zmarłych, roznosiłam gazety itp. Udało mi się uzbierać tyle, aby na jakiś tam średniej klasy mikroskop wystarczyło.

Po zakupie robiłam preparaty z wszystkiego: z włosów, krwi (własnej), naskórka itp. itd. Jednak zawsze chciałam zobaczyć, jak wyglądają i poruszają się plemniki, oj, jak bardzo mnie to interesowało! Ale skąd pobrać próbkę? Strzepałam gruchę psu, do słoika zebrałam wystarczającą ilość materiału (nawet dużo więcej niż potrzebowałam) i udało się! Małe, ledwo co widoczne pod moim mikroskopem, ruszające się punkciki. Jaka ja wtedy byłam szczęśliwa... W sumie pies chyba też.... Resztę ejakulatu ze słoika potem wylałam sąsiadowi, którego nie znosiłam, na wycieraczkę (miałam naprawdę czasem głupie pomysły za dzieciaka, nie mam pojęcia skąd one się brały). W ogóle to nie wiem co ja miałam wtedy za siano w głowie...

Nikt o tym nie wie i się nigdy nie dowie, a ja jestem teraz technikiem weterynarii i tak, potrafię pobierać nasienie od zwierząt, potrzebne do sztucznej inseminacji, od świnek, krówek, koników i piesków itp. Tylko nikt nie wie, jak długie mam doświadczenie w tej dziedzinie.

#goWV0

Zniszczyłam życie swojej siostrze i... nie żałuję.

Pochodzę ze wsi, z bardzo, ale to bardzo staroświeckiej rodziny. Takiej, gdzie do rodzica możesz się zwracać jedynie "proszę ojca", "proszę matki". W telewizji mogłam oglądać tylko programy zaakceptowane przez rodziców. W soboty obowiązkowo pieczone ciasto. Gdy kawaler stara się o pannę, może ją odwiedzać tylko w poniedziałki i środy, oczywiście mogą spędzać czas tylko w towarzystwie trzeciej osoby. A jego wizyty muszą być zaakceptowane przez rodziców panny. Mimo wszystko myślę, że rodzice nas kochali i na swój sposób chcieli nas wychować na porządnych (ich zdaniem) ludzi. Poza tym byliśmy bogatą (mieliśmy dużo hektarów) i szanowaną rodziną.

Ja w tej rodzinie zawsze byłam czarną owcą. Moja młodsza siostra bezwarunkowo akceptowała te (moim zdaniem nieżyciowe już) zasady, dobrze jej z tym było. A mi było z tym od początku źle. Zamiast uczyć się robienia makaronu, uciekałam na łąkę z kradzionymi od babci książkami (nie wolno było mi czytać, szkoda czasu). Zamiast uczyć się uprawy domowych pomidorów, zmykałam rowerem do miasta i za ostatnie grosze kupowałam godzinę w kafejce internetowej (nie mieliśmy komputera). Wiem, że byłam przez to traktowana przez moich rodziców i pół wsi jako dziwak i rodzice martwili się, że nie znajdzie się kawaler, który mnie zechce.

Za to znalazł się taki, który zechciał moją siostrę. Syn sąsiadów, również z dużą liczbą hektarów. Przychodził w każdy poniedziałek i każdą środę, a ja wielokrotnie musiałam z nimi siedzieć jako przyzwoitka. Moja siostra była wniebowzięta. Choć z czasem zrozumiałam, że bardziej wizją ślubu, wesela i założenia rodziny (już najwyższy czas! Miała już 18 lat!) niż samym kawalerem. Rodzice również byli zachwyceni. Dobry kawaler, z dobrej rodziny, z dużą liczbą hektarów.

Im więcej czasu z nimi spędzałam, tym bardziej zniechęcałam się do chłopaka mojej siostry. Był pewny siebie, arogancki, traktował siostrę przedmiotowo, z czasem wręcz chamski. Siostra chyba również z czasem zaczęła to trochę dostrzegać, ale swaci już się dogadali w sprawie wesela (rodzice z obu stron), a poza tym chyba nie chciała rezygnować z marzenia o rodzinie.
Na drodze do jej (nie)szczęścia stanął malutki problem. Według tradycji młodsza siostra nie może wyjść za mąż przed starszą siostrą bez jej zgody. A ja... nie zgodziłam się.
Mimo próśb, gróźb, wyrzucenia z domu, wydziedziczenia. Potraktowałam to jako kop do usamodzielnienia się, wyjechałam do miasta, znalazłam pracę, z czasem podjęłam studia. A we wsi? Wybuchł olbrzymi skandal, wesele nie odbyło się. Sąsiad po 3 miesiącach ożenił się z inną sąsiadką. Mają już 2 dzieci, nie jest tajemnicą, że on dużo pije i dużo ją bije. Siostra została starą panną (ma już 24 lata), do dziś nie mamy kontaktu. Z rodzicami również. Nie żałuję.

#57VR1

Pewnego razu mój znajomy poszedł do lasu poszukać choinki na święta, oczywiście nielegalnie. Znalazł choinkę, wyciął i przyniósł ją do domu.

Na drugi dzień przyjechała do niego straż leśna. Okazało się, że ukradł choinkę, na której była zamontowana fotopułapka... Rozpoznali jego żonę, jak ubierała choinkę.😂

#S54S4

Czytałam na tej stronie kilka wyznań na temat jak to kobiety będące w domu robią z siebie męczennice, nikt im nie pomaga, wszystko robią same, ale w sytuacji gdy np. mąż chce zmyć naczynia, to słyszy "zostaw, ty nie umiesz".
Uważam, że to objawia się tak z braku pracy zarobkowej, te kobiety chcą pokazać, że też ciężko pracują, a nie tylko mąż.

Tak było u mnie w domu, moja mama codziennie myła podłogi, nawet w pokoju gościnnym, gdzie nikt nie zaglądał, jak nie było gości. Wiecznie zmęczona, gburowata.
Mama nie pracowała od czas mojego urodzenia, czyli 24 lata, wraz z tatą z bezsilności nie wiedzieliśmy co robić.

Znajomy taty zaproponował mamie pracę na 1/2 etatu w swojej firmie jako pomoc asystentki. Po namowach i z powodów finansowych zgodziła się spróbować. Po trzech miesiącach, jak mama zapoznała się z pracą w biurze, znajomy taty dał jej cały etat.

Teraz mama jest uśmiechnięta, zadbana, a obowiązki domowe dzielimy na troje.
Obiady czasami kupujemy gotowe, przed świętami zatrudniliśmy panią do sprzątania.
W Wielkanoc porozmawiałam z mamą od serca i przyznała mi się, że teraz, odkąd pracuje, czuje się szczęśliwa, ma swój świat, swoich - a nie wspólnych z tatą - znajomych, swoje sprawy, a nie tylko jaki obiad ugotować w niedzielę. I paradoksalnie mimo że ma dużo mniej  wolnego czasu, wszystko jest zrobione i w domu, i w pracy.

Od maja moja mama będzie chodzić na basen, jeszcze kilka miesięcy temu byłoby to nie do pomyślenia.
Dodaj anonimowe wyznanie