#wwIp6

Moja rodzina nigdy nie była przychylna jakimkolwiek kandydatom na ewentualnego zięcia. Za to za moim chłopakiem wprost przepadają.

Jemu wydaje się, że to dlatego, że jest taki fajny, ale tak naprawdę rodzice są okropnymi materialistami. Jedyny powód ich wyjątkowej sympatii to fakt, że mój obecny chłopak jest bogaty, w przeciwieństwie do poprzednich wybranków.

#PKgPM

Ze względu na swoją chorobę oraz niemożność znalezienia pracy  poszedłem na rentę.
Mam łącznie z zasiłkiem pielęgnacyjnym 1200 zł na rękę. Nie ukrywałem tego, no i się zaczęło...

Znajomy, który całe życie na czarno robił, bo nie stronił od wystawnego życia za młodu, i nabrał pożyczek/chwilówek, których nie był wstanie spłacić, zaczął do mnie mieć pretensje, że takich jak ja to powinni do kopania rowów brać, a nie za darmo siedzi taki lewus w domu i z jego podatków żyje! Takimi jak ja to się państwo opiekuje, a on musi na czarno za...ć,  bo ma długi, bo państwo wspiera te s....kie banki, które zdzierają z młodych ludzi pieniądze, bo dają im POŻYCZKI.

Obgaduje mnie, a raczej drze japę przy tanim piwku ze znajomymi pod sklepem, mało tego, ma taki swoich ludzi, którzy mówią tak samo jak on - niepełnosprawnych do kopania rowów lub do zamiatania chodników wysłać, a nie z naszych podatków się utrzymują.

Chętnie bym się z nimi na zdrowie zamienił, może wtedy by inaczej gadali.

#EH8yB

Zawsze wychodziłam z założenia, że facet musi kobietę szanować i dbać o nią. Dlatego też nigdy nie spodziewałam się, że opisana poniżej sytuacja będzie miała miejsce w moim życiu.
Z Kubą byłam w związku niecałe dwa lata – dla jednych długo, dla innych krótko. Jednak porównując tempo związku i bieg wydarzeń do stażu, to zdecydowanie za mało się znaliśmy, by to wszystko się wydarzyło.
Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, straciłam głowę już pierwszego wieczoru – dosłownie, bo zalana w trupa dałam mu się posiąść na domówce u koleżanki. Rano obudziłam się z okrutnym kacem, ale prawda jest taka, że niczego nie żałowałam, czułam się wręcz wniebowzięta. Było nieziemsko, tematy rozmów się nam nie kończyły, mieliśmy identyczne poczucie humoru. Czułam, że naprawdę znalazłam swoją drugą połówkę.
Po 6 miesiącach związku Kuba wprowadził się do mojej kawalerki. Byliśmy zakochani i nierozłączni: na każdą imprezę razem, na rodzinny wyjazd razem, o tej samej godzinie wychodziliśmy do pracy i jechaliśmy tym samym tramwajem, zawsze wspólnie robiliśmy zakupy. Nie było opcji, żeby któreś poszło samo na spotkanie ze znajomymi. I tu przechodzę do sedna.
Kiedyś koleżanka z pracy namówiła mnie na piwo - poszłyśmy razem tuż po wyjściu z biura. Kuba tak się zdenerwował, że… czekał na mnie w domu z pięściami. Tak, podniósł na mnie rękę, po raz pierwszy w życiu jakikolwiek mężczyzna użył wobec mnie przemocy. Zawsze mówiłam sobie, że gdy coś takiego się wydarzy, idę na policję i kończę znajomość w jednym momencie. Niestety, tak się nie stało.
Wyrzuciłam go z domu, a on przepraszał, przychodził z kwiatami, błagał, spał pod moimi drzwiami. Wybaczyłam, wprowadził się z powrotem i gdy dobiliśmy do naszej pierwszej rocznicy, oświadczył mi się. Omamiona zaręczynami i myślami o ślubie, mając przed oczami zakładanie rodziny i wspólną przyszłość, pozwoliłam sobie zapomnieć o tym, co zrobił. Było spokojnie przez kilka miesięcy, aż znowu się nie wkurzył. Tym razem mocniej. Powód? Chciałam, jak każda panna młoda, mieć wieczór panieński.
Gdy tydzień przed panieńskim powiedziałam mu, że moja przyjaciółka organizuje mi taką imprezę, zwariował. Byliśmy miesiąc przed ślubem, a on zafundował mi fioletową śliwę pod okiem i rozciętą wargę. Odeszłam od niego, ślubu nie było, żadne błaganie ani kwiaty tym razem nie pomogły. Przyznam, że pęknięte serce bolało bardziej niż to podbite oko, ale wiem, że musiałam tak postąpić.
Mieliśmy już wykupioną podróż i Kuba wczoraj zaproponował mi, żebyśmy zrobili sobie pożegnalny wyjazd, wykorzystując zakupioną podróż do Egiptu. Waham się, boję się, że się złamię – dlatego piszę to tutaj, by dostać choć odrobinę motywacji, by się więcej już nie dać tak traktować. Kto był w podobnej sytuacji, ten wie, jakie to trudne.

#7shih

Zalecam odłożyć wszelkie jedzenie.

Mam zezowate szczęście i choruję wtedy, kiedy najmniej powinienem. Kilka lat temu, na jednym z konwentów, byłem dość mocno przeziębiony, co miało objaw w ilości zużytych chusteczek. W pewnym momencie poczułem przymus wysmarkania się, więc wziąłem chusteczkę, skierowałem się korytarzem w stronę kosza i zacząłem smarkać.

Wyrzut powietrza z płuc był nieco zbyt mocny, przez co około pół kieliszka glutów jakimś sposobem wyleciało mi znad chusteczki i ku złamaniu praw fizyki, nie oberwałem tym w oko - glut spadł na ziemię z niemałym plaśnięciem.

Rozejrzałem się wokół nie dowierzając, co się odpieprzyło, szybko namierzyłem leżące gluty i... poszedłem dalej, udając, że to nie moje, i nie wiem, co się stało. A ludzi wokół co najmniej kilkadziesiąt.

#LMiLp

Dwa lata temu postanowiłem przenieść sobie biuro do piwnicy. Mam tam małe okienka, więc zrobiłem remont, położyłem ładną wykładzinę, powstawiałem meble, komputer, sprzęty wszelakie, zniosłem swoje papiery i dokumenty, wszystko podłączyłem, nie domknąłem okna, orkan Grzegorz wszystko mi zalał, dziękuję, dobranoc.

#aLzGH

Jako świeżo upieczona mama zdążyłam się nasłuchać masy rad odnośnie wychowania dziecka. Najczęściej padało: „Zrezygnuj z posiadania psa” – mam bernardyna i większość znajomych radziła mi, by oddać tego olbrzyma po urodzeniu dziecka. Oczywiście nie brałam tego pod uwagę ani przez chwilę.

Dziś moja córeczka ma pół roku, świetnie się rozwija i bawi przy boku futrzanego przyjaciela i nigdy nie pomyślałam, że mogłoby być nam lepiej bez psiaka. Dodatkowym plusem jest brak problemu ze smoczkiem – pies zabiera małej smoczek na każdym kroku, tak mu się spodobał dziecięcy gadżet, a córkę to bawi, więc oducza się smoczka w śmiechu i zabawie, nie płaczu.

Polecam psa dla każdego dziecka i dziecko dla każdego psa.

#604bH

Mam 30 lat i roczne dziecko. Pewnego dnia wybraliśmy się na zakupy bez żony do centrum handlowego.W pewnym momencie, jak oglądałem coś na półce, podeszła obca kobieta, zabrała wózek z dzieckiem i odjechała. Dogoniłem ją 5 m dalej, a ta zaczęła mi robić awanturę, że chcę jej dziecko porwać. Przyleciał ochroniarz i zaczął mnie "obezwładniać", a kobieta zaczęła uciekać razem z wózkiem. Ochroniarz starszy pan, więc go odepchnąłem i pobiegłem za kobietą i moim płaczącym i przerażonym synem. Zatrzymałem ją i przyznaję, zacząłem być agresywny, bo żarty się skończyły. Odepchnąłem ją i chciałem stamtąd uciec. Ona w krzyk, że jestem porywaczem.

Nie wyglądam groźnie, więc kilka osób zagrodziło mi drogę, jakiś dres kazał mi oddać dziecko matce. Tłumaczę, że to obca kretynka i że to moje dziecko. Gość na to, że jak nie oddam dziecka matce, to wyjaśnimy sprawę inaczej. Zaczęli mi "wyrywać" syna z rąk. Ludzie obrzucali mnie najgorszymi wyzwiskami.
Przepychanki słowne (i nie tylko) trwały dobrych kilka minut. W końcu powiedziałem, że mam w plecaku zapasowe pieluchy i ubranko dla dziecka, żeby przekonać ludzi, że to mój syn, na co kobieta powiedziała, że jej ukradłem ten plecak. Więc kazałem jej powiedzieć co jest w plecaku, skoro to jej plecak, jakie ubranka, jakie kolory, jakiego rozmiaru jest pielucha i jakiej firmy. Kobieta nie odpowiedziała, tylko się rozpłakała i wpadła w panikę, że chcę jej ukraść dziecko i koncertowo zaczęła mdleć. Jak nie potrafiła odpowiedzieć na pytania, to pojedyncze osoby zaczęły wierzyć, że to ja mam rację... zdecydowanej większości było żal tej biednej kobiety, że już z nerwów nie pamięta co ma w plecaku, który jej ukradłem i jeszcze zasłabła, biedaczka... Ktoś nawet poszedł po wodę dla niej.

Wykorzystując zamieszanie, kobieta nagle się zerwała i uciekła... Zostałem tylko ja, mój syn na rękach, który powoli przestawał płakać, policjant, który pewnie by do mnie strzelił jakby miał broń ze sobą i tłum ludzi mimo wszystko patrzących na mnie z wyrzutem i pretensjami.

Nie wiem, czy ta kobieta była chora, czy może była to prawie idealnie zaplanowana akcja porwania dziecka na handel.

#0uzLt

W moim byłym gimnazjum uczył nauczyciel, którego nie cierpiał chyba każdy uczeń, w tym ja, ja go wręcz nienawidziłem, był jednym wielkim chodzącym chamem, bucem i co tylko przyjdzie wam do głowy. Co ważne dla historii, jeździł starym maluchem, który parkował zaraz obok szkoły.

Pewnego dni tak przegiął swoim zachowaniem w stosunku do naszej klasy, w szczególności do mnie, że postanowiłem się zemścić, a że wtedy rozumem nie grzeszyłem, to wybrałem chyba najgorszą możliwą opcję... Wlazłem mu do auta (co wcale trudne nie było) i nasrałem na przednie siedzenie.

Co się działo potem w szkole chyba nie muszę opisywać, wściekł się niemiłosiernie, razem z dyrektorem próbowali znaleźć winnego, ale z racji, że to były czasy, w których kamera w szkole była rzadkością, upiekło mi się.

#O2alh

Jakiś czas temu czytałam wyznanie #ZF4m2 o 18-latce, która przez matkę nie nauczyła się podstawowych zasad higieny i zamarłam! Czułam jakbym czytała o sobie: tyle samo lat, ta sama sytuacja.

Mieszkam na wsi, moi rodzice wyznają zasadę o kąpaniu się raz w tygodniu, w sobotę - to samo z myciem włosów. Do tego chodzenie po domu w tych samych przepoconych skarpetkach, znoszonych majtkach bez zmieniana ich nieraz kilka dni. Obcinanie paznokci, mycie uszu albo nawet zębów bardzo rzadko. Sama, ponieważ nie zostałam nauczona dobrych nawyków, nie wiedziałam, że to złe. Gdy chodziłam do podstawówki, nie zwracałam uwagi na tłuste włosy i tym podobne, a nikt z grzeczności mi ich nie wytykał. Dopiero gdy dorastałam zaczęłam zwracać uwagę na wygląd, patrzeć na inne dziewczyny. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Do tego natrafiłam w internecie na kilka opinii "jak można kąpać się raz w tygodniu", "ja kąpię się raz dziennie".

Zrozumiałam, że to wszystko nie jest normalne, chciałam już dłużej nie odstawać od innych. Chciałam żyć normalnie i dbać o siebie jak normalna dziewczyna w moim wieku. Krok po kroku, ucząc się wszystkiego sama, metodą prób i błędów. Nie mogłam w końcu spytać się o sprawy higieny żadnej z koleżanek, bo były one dla nich oczywiste. Rodzice dalej tłumaczyli mi, że nie ma nic złego w ich przyzwyczajeniach (ale o tym później). Próbowałam szukać odpowiedzi w internecie, ale tam trafiałam głównie na prześmiewcze, ironiczne komentarze.

Zaczęłam kąpać się najpierw dwa razy w tygodniu, a z czasem może i nie codziennie, ale co dwa dni. Włosy tak samo. Zęby dwa, trzy razy dziennie. Uszy codziennie. Stosuję różne kremy, zawsze po myciu antyperspirant. Regularnie obcinam paznokcie. Czuję się z sobą coraz lepiej, ale nadal mam problemy z wiedzą na temat tego, co jest dobre, a co nie. Codziennie myję w zlewie nogi, pachy i okolice intymne, ale ostatnio przeczytałam, że podobno jest to niehigieniczne i że bakterie z nóg zostają w zlewie. Nie wiem co robić, nie mam się kogo poradzić.

Moi rodzice wiecznie mnie krytykują, mówiąc, że jeśli nie czuć ode mnie potem i brudem, to nie trzeba się myć. Według nich tylko marnuję wodę i czas.
Mama przez całe życie wpajała mi, że tylko prostytutki się golą. Mimo jej zakazu, zaczęłam golić pachy i nogi, choć bardzo ją to denerwuje. Chciałabym to samo zrobić z rękami i okolicami intymnymi, ale przez nią zaczęłam się tego bać. Od zawsze powtarzała mi, że na rękach wyrosną mi grube włosy, z którymi będę się męczyć do końca życia, a na kroczu się zatnę i zostanę kaleką. Wiem, że przesadza, ale to zostało już głęboko zakorzenione u mnie w głowie.
Mówią, że to paranoja i na pewno chcę się w ten sposób przypodobać znajomym, ale ja po prostu zaczęłam się sama sobą brzydzić. Chcę jedynie zmienić swoje złe nawyki, tylko oni tego nie rozumieją
Dodaj anonimowe wyznanie