#4WO7G

Ostatnio na anonimowych pojawiło się wyznanie, gdzie autorka opisuje historię o tym, jak zakochała się na nowo będąc w związku, po czym zostawia swojego chłopaka i jest szczęśliwa ze swym nowym wybrańcem; w całej historii chodzi głównie o to, że broni kobiet zostawiających swoich mężczyzn (i tu cytat z komentarza ) "Kobieta jak małpa - nie puści się jednej gałęzi, dopóki nie złapie się drugiej". Wylała się na nią duża fala hejtu, dlatego postanowiłam opisać tu swoją historię sprzed kilku lat.

Byłam ze swoim eks jakieś dwa lata, po roku związku coraz częściej dochodziło do sprzeczek i awantur, kłóciliśmy się o wszystko, po prostu nie pasowaliśmy do siebie. To co nas wcześniej łączyło było bardziej przyjaźnią niż miłością (ale jak to bywa, przyjaźń damsko-męska nie istnieje), próbowaliśmy jeszcze to naprawić, ale bezskutecznie. Starałam się zabić w nas rutynę, żeby nie siedzieć ciągle w domu i oglądać seriale, kiedy się spotkamy (spotkania odbywały się też coraz rzadziej), tylko spędzać czas bardziej produktywnie - wyjść do ludzi, zrobić coś nowego. Niestety bez skutku, on po prostu nie miał na to ochoty. Zdarzało się tak, że wolał spotkać się z kolegami niż ze mną. Chciałam się rozstać, ale on obiecywał, że się zmieni i błagał, żebym została. Wierzyłam mu, niestety to był błąd - przez jakiś czas owszem, była poprawa, ale na miesiąc maks, następnie znów to samo, później przestał się nawet starać, a ja już nie miałam sił, nie czułam do niego tego co wcześniej. I tak żyłam w toksycznym związku, do czasu gdy na urodzinach koleżanki z pracy poznałam jej brata, pana E. Od razu przypadliśmy sobie do gustu, początkowo tylko pisaliśmy, dopiero później zaczęliśmy się spotykać, to na kawę czy piwo. Odchodziłam od chłopaka, ale tak jak autorka tamtego wyznania, nie pozwoliłam na bliższy kontakt, żadnego dotyku, przytulenia czy pocałunku, po prostu poznanie pana E dało mi odpowiedź na wcześniejsze pytanie, nad którym myślałam każdego wieczoru, "Czy ja go dalej kocham?". I tak postanowiłam definitywnie skończyć toksyczny związek. Był płacz i kolejne przysięgi o zmianie, nawet groził mi, że się zabije, lecz pozostałam nieugięta, nie wierzyłam już w jego słowa. I oczywiście, kilka tygodni po zerwaniu, mój eks pochwalił się swoim kolegom, jaką to jestem zdradziecką suką, która zostawiła go dla innego, przypinając mi tym łatkę zdziry. Szczerze? Miałam to gdzieś i dziś mogę z pewnością powiedzieć, że to rozstanie było najlepszą decyzją w moim życiu. Jestem szczęśliwa z panem E, szczególnie że za trzy miesiące bierzemy ślub.
Dlatego, drodzy anonimowi, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, więc starajcie się być bardziej wyrozumiali.

#EWhGc

Zawsze byłam przeciwnikiem palenia.

Kiedyś na imprezie koleżance rozwiązał się but i poprosiła mnie, abym przytrzymała jej papierosa. Gdy wróciłam po dwóch godzinach do domu, coś niesamowicie mi pachniało, mimo kąpieli zapach nadal się utrzymywał. Były to dwa palce, w których trzymałam papierosa.

I nie chodzi mi o ten zapach zaraz po paleniu, ale o ten, co wytwarza się jakiś czas później.
Poezja dla moich nozdrzy, serio mogłabym mieć takie perfumy.

Od tamtego czasu kupuję papierosy, odpalam je i trzymam w ręku. Nie palę - czekam, aż zgasną, następnie czekam jakiś czas i przez parę godzin wącham swoje palce.

#7iwre

Mam 3 koty. Dwie kotki i kota, mówiąc dokładniej. Jedna kotka ma niestety problemy z jelitami, często wymiotuje i ma biegunki. Kuweta dla kotów stoi w przy wejściu do łazienki, na lewo od kibla.
I co ważne dla wyznania, mam problem z zatokami, przez co straciłam węch.

Wczoraj wróciłam z wakacji. Przez tydzień, gdy ja smażyłam dupsko, sierściuchami opiekowała się moja rodzicielka. Czekała na mnie już z kolacją, pogadałyśmy, przywitałam się z moimi kotami. Patrzę, a chora kotka jakaś taka większa. Pytam mamę wiec, czy stosowała się do moich zaleceń (kotka jest na specjalnej diecie i przyjmuje odpowiednie leki). Ta mówi, że musiała trochę ją utuczyć, bo taka sucha była, no przysięgała, że kotka do niej mówiła, błagając ją o wincyj! Nie powiem, aż na czerwono widziałam, ale spieczona, leniwa dupa wygrała. Mamę odesłałam do domu, a sama poszłam spać.

W środku nocy obudził mnie nacisk na pęcherz, no czuję, że zanosi się na Niagarę, więc wstaję do łazienki, nawet światła nie zapalam. Byłam półżywa, zmęczona, mgliście zarejestrowałam, że wydawało mi się, że coś mam na stopie, ale przetarłam ręką, wróciłam do łóżka i poszłam dalej spać.

Wstaję rano. Zakładam okulary, nagle zaskoczyła ostrość obrazu i od razu dostrzegam. Dłoń i stopa w zaschniętej kupie, pościel brudna, wydeptana ścieżka z łazienki do sypialni, na bielutkim, mięciutkim dywanie odcisk gównianej stopy. Kotka widać nie wytrzymała i zesrała się płynnie przed kuwetą, a ja półprzytomna tego nie zauważyłam. Ja pierdo*ę, myślę, to się nie dzieje. Normalnie jakaś niskobudżetowa komedia kina klasy B. No ale co, sprzątnąć trzeba. Gdy po skończonej robocie tak sobie myślałam, jakie trzeba mieć cholerne (nie)szczęście, żeby tak się załatwić, spojrzałam w lustro. Miałam kawałek zaschniętego gówna na policzku, kształtem przypominało leżące C. Stwierdziłam, że skoro to nie jest znak, że los sobie ze mnie drwi, to nie wiem, kurka, co jest.

#RUZzt

Pracowałam w małym rodzinnym zakładzie szklarskim, poza oczywistym przycinaniem szyb i luster zajmowaliśmy się również oprawianiem obrazów.

Pewnego dnia przyszedł młody mężczyzna przed trzydziestką z dwoma obrazami, choć to duże słowo, były to raczej rysunki dziecka wykonane farbami na płótnie.
Jeden obraz mniejszy przedstawiał kwiatka z dedykacją na odwrocie "Dla wujka... Antoś", drugi, nieco większy, to typowa martwa natura, gdzie było widać, że dziecku pomagał ktoś dorosły.
Pan chciał oprawić oba obrazy jako niespodziankę dla bratanka, ponieważ były to jego pierwsze prace, z czego mniejszy dostał od Antosia na urodziny, a drugi wspólnie namalowali (widać, że obaj raczej mieli podobne doświadczenie ;), ale to bardzo uroczy gest). Zamówienie przyjęte, kontakt do klienta zostawiony, realizacja na drugi tydzień.

Klient nie zjawił się, jedna próba kontaktu, druga, trzecia, ale jako że zamówienie w pełni opłacone, prace wylądowały na zapleczu, zdążyłam już zapomnieć o całej sytuacji, a obrazy już nawet przestały przykuwać uwagę na zapleczu.

Po około miesiącu zjawił się ów młody mężczyzna, szybko przypomniałam sobie całą sytuację i już chciałam subtelnie zażartować, że nie było to tak skomplikowane zlecenie i można było przyjść wcześniej, ale nie zdążyłam.

Pan na wstępie przeprosił za zwłokę i drżącym głosem zapytał, czy przypadkiem nie pozbyliśmy się obrazów, uspokoiłam go, iż absolutnie, czekają bezpiecznie na zapleczu i bratanek na pewno będzie zachwycony, kiedy zobaczy swoje dzieło w oprawie, wiszące na ścianie. Pan zamilkł, ja w międzyczasie wydałam obrazy, wziął je do ręki i powiedział, że Antoś dzień po oddaniu prac zginął potrącony przez pijanego kierowcę, który wjechał na chodnik. Miał tylko 7 lat.

Wyszedł bez słowa, a ja stałam jak słup dobrych kilka minut i łzy ciekły mi po policzku. Chyba nigdy tego nie zapomnę, choć było to 6 lat temu, dokładnie w dzień urodzin mojego synka.

#r6kaW

Byłem okropnym bachorem. Dopiero w wieku osiemnastu lat to zrozumiałem.

Kiedy miałem cztery lata, moi rodzice rozwiedli się, ja zostałem z matką. Ojca początkowo widywałem co weekend.
Wiem teraz, że matka robiła co mogła, żeby obrzydzić mi spotkania z ojcem - krytykowała przy mnie jego pracę (kierowca dostawczaka), fakt, że nie jest mistrzem gotowania, że nie skończył studiów itp., no a przede wszystkim pozwalała mi na wszystko. Razem z babcią tłumaczyły mi też, że jeśli ojciec zrobi coś nie po mojej myśli, mam protestować i głośno wołać.
Teraz mi wstyd, że to robiłem, bo ojciec po prostu chciał mnie wychować na ludzi.

Urządzałem dzikie sceny w sklepie, w kinie, restauracji albo na placu zabaw. Wrzaski, płacze, rzucanie się na ziemię... Domyślam się, jak ojcu musiało być wstyd z mojego powodu. W dodatku matka znalazła sobie nowego partnera, który też pozwalał mi na wszystko i powtarzałem ojcu, że mój nowy tatuś jest sto razy lepszy. Pewnego razu, kiedy tata nie pozwolił mi zrzucić jedzenia na podłogę (byłem wściekły, bo nie dostałem lodów przed obiadem), awanturowałem się tak, że aż narobiłem w majtki. Tata bez słowa umył mnie, przebrał i odwiózł matce. Pamiętam, że kiedy wychodził, powiedział jej, że wygrała. Od tej pory płacił alimenty, pamiętał o urodzinach i świętach, interesował się przedszkolem, a potem szkołą. Ale już nie zabiegał o moją uwagę i prawie nie zabierał mnie nigdzie. Nie przeszkadzało mi to.

W przedszkolu i szkole nie byłem lubiany, ale matka utwierdzała mnie w przekonaniu, że winni są wszyscy oprócz mnie.
Traf chciał, że w liceum byłem w klasie z siostrzenicą taty, ale nie zadawaliśmy się ze sobą. Kiedy Magda zapraszała znajomych na osiemnastkę, mnie pominęła. Powiedziała mi, że owszem, mój tata i jego nowa partnerka będą, ale nie ja. Bo aż za dobrze pamięta, jakie cyrki robiłem jako dziecko, a dalej jestem wrednym bachorem i nikt mnie nie lubi.

To był kubeł zimnej wody. Zacząłem się nad sobą zastanawiać i zrozumiałem, że Magda ma rację.
Porozmawiałem szczerze z ojcem i powiedział mi, dlaczego się ode mnie odsunął. Uznał, że szczęśliwszy będę z matką, bez niego, a poza tym bał się, że pewnego dnia nie wytrzyma i mnie uderzy. Wiem, że wielu innych na jego miejscu porządnie zlałoby mi tyłek.
Teraz powoli odbudowujemy naszą relację, a kiedy przestałem zadzierać nosa, to i ludzie zaczęli ze mną gadać.

Matka uważa, że nie zrobiła nic złego, ale ja już nie jestem kochanym synkiem mamusi.
Teraz idę na studia i mam nadzieję, że będzie lepiej.

#OgVYZ

Mam bardzo otyłą koleżankę. Jakiś dwa miesiące temu pojechałyśmy razem nad morze na parę dni. Koleżanka poprosiła mnie o zrobienie jej paru zdjęć w bikini, bo mój telefon robi lepsze zdjęcia. Także przez następne parę dni prawie codziennie miałyśmy amatorską sesję zdjęciową, tak dla wygłupów.

Po powrocie przesłałam jej najlepsze zdjęcia, a resztę miałam zamiar usunąć (te, na których była tylko ona). Zwlekałam z tym jednak aż do momentu, kiedy z ciekawości postanowiłam przerobić jej zdjęcia za pomocą pewnej aplikacji. Wyszczupliłam ją, usunęłam rozstępy czy inne niedoskonałości, a potem widząc efekt poczułam ogromną... satysfakcję. Widząc, jak jej tłuszcz dosłownie topi się pod wpływem tej aplikacji poczułam się jakbym naprawdę tworzyła nowego człowieka.

Teraz prawie codziennie gdy czuję stres lub zwyczajnie chcę się zrelaksować wyciągam telefon i przerabiam zdjęcia koleżanki. Ona oczywiście nie wie, że nadal mam je na telefonie, a ja nikomu nie zamierzam ich pokazywać. Mam je w osobnym folderze, żeby nikt ich przypadkiem nie zobaczył. Jest to po prostu bardzo relaksujące, jak granie w jakąś gierkę w drodze do pracy. Nikomu o tym nie powiem.

#ZjdDx

Uzależniłam się od masturbacji.

Odkąd przekroczyłam wiek 12 lat, marzyłam o czasie, kiedy rodzice jechali do sklepu na zakupy. Pół godziny "wolności" wystarczyło, by odpalić stary komputer i by zrobić swoje. Za każdym razem, kiedy rodzice wychodzili, ja odbębniałam swój nawyk.

Skąd mi się to wzięło? Kiedyś rodzice zostawili mnie ze starszą o dwa lata przyjaciółką w domu, na dosłownych parę chwil. Ta wtedy zdradziła mi w sekrecie nazwy stron dla dorosłych i powiedziała, że są tam ciekawe rzeczy. Nawet razem na jakąś weszłyśmy tego felernego dnia i grałyśmy w gry erotyczne z fabułą. Będąc sama, zaglądałam coraz częściej na tego typu strony, aż zaczęłam odkrywać swoje ciało. Kiedy nauczyłam się jak sobie sprawiać przyjemność, na dobre wpadłam w świat +18.

Nie mając jeszcze doświadczenia w usuwaniu historii wyszukiwania, amatorsko wpisując hasła i potem wyłączając tylko strony na "krzyżyk" - rodzice parę razy, kiedy i parę razy zdążyłam sobie dogodzić: zwrócili mi uwagę. Wszystko zrzuciłam na ciekawość oraz na chłopców z klasy, którzy rozpowiadają o takich stronach i mówią, by tam zajrzeć. Za chyba trzecim zapytaniem, dlaczego oglądam tego typu produkcje - założyli blokadę rodzicielską.

Nauczyłam się jak ją dezaktywować i aktywować w tydzień. :)

Był czas, kiedy potrafiłam nie iść do szkoły, symulować chorobę - by zostać w domu i dogadzać sobie godzinami. Potrafiłam ominąć rodzinne spotkania, robiąc kłótnię z rodzicami o nic, byle tylko wyszli i mnie zostawili udającą płacz w łazience - by zaś móc się zrelaksować.

Mój problem uspokoił się, kiedy miałam 16 lat. Odłożyłam na bok wszystko dla dorosłych, bo przyjęli mnie do drużyny sportowej i wyjazdy były dla mnie ważniejsze. Jednak mając siedemnastkę, na nowo wpadłam w filmy, kiedy tylko miałam okazję być sama w domu. Już umiałam korzystać z trybu incognito. Nadal jednak wpadałam w problemy szkolne i rodzinne, bo "musiałam" zostać w domu z wiadomego powodu.

Uzależnienie to trwało do czasu, aż skończyłam szkołę średnią i zamiast szukać pracy / studiów, czas spędzałam na próbowaniu różnych metod na sprawienie sobie przyjemności. Z dnia na dzień poczułam, że coś jest nie tak i mój już codzienny przymus zrobienia sobie dobrze nie jest normalną potrzebą.

Nie poszłam do lekarza. Zaczęłam się ograniczać, szukałam zajęć na samotne chwile, więcej ćwiczyłam i grałam na perkusji - wyżywając się w ten sposób. I udało mi się z tego wyjść po wielu razach poddania się, wielu wybuchach płaczu czy paniki.

#PLfM7

Kiedyś miałem przyjaciela, lecz jednego dnia wszystko się zmieniło.

Zaprzyjaźniliśmy się już w przedszkolu. Wszędzie chodziliśmy we dwójkę, rozmawialiśmy o wszystkich i o wszystkim. Nasi rodzice nazywali nas "papużki nierozłączki". W gimnazjum zaczęło się trochę zmieniać. Mój przyjaciel znalazł sobie lepsze towarzystwo, lecz i tak spędzaliśmy ze sobą sporo czasu. W pewnym momencie zorientowałem się, że zaczął pić i palić. Miałem z nim o tym porozmawiać, lecz po chwili pomyślałem, że to normalne, bo chce czuć się jak dorosły. Był to błąd. Coraz bardziej zaczęliśmy się od siebie oddalać. Nie chciał się ze mną widywać, co bardzo mnie bolało, ale akceptowałem to.

Pewnego dnia, gdy wszyscy uczniowie czekali na autobus, podszedłem do niego z myślą zaproszenia go na wspólne wyjście. Był to koniec roku szkolnego i była wspaniała pogoda na różne wypady. Stał wtedy ze swoimi znajomymi. Gdy go zapytałem, w odpowiedzi usłyszałem, że mam się od niego (ładnie mówiąc) odwalić, mam się do niego nie zbliżać, a tak w ogóle to mnie nawet nie lubi. Potem mnie zwyzywał, zaczął się śmiać, że pewnie lubię chłopców i odszedł. A ja jak słup stałem. Stałem i nie dowierzałem co się właśnie wydarzyło. W jednej chwili świat się dla mnie załamał. Mój najlepszy przyjaciel zwyzywał mnie publicznie i wyśmiał. Stałem tak pół godziny, a potem ze łzami w oczach wróciłem do domu. Choć byłem już sporym chłopakiem to wypłakałem się w poduszkę jak pięcioletnia dziewczynka.

Po pewnym czasie odezwał się do mnie przez NK i zaczął przepraszać. Pisał, że to było tylko dla żartów, a ja jak zwykle przesadzam. Przeczytałem, nie odpisałem nic i wyłączyłem komputer. Zakończyłem to bez słowa, ale z wielkim bólem.

Dziś jestem dorosłym mężczyzną, mam wspaniałą dziewczynę, lecz zero znajomych. Moje życie towarzyskie podupadło w tamtym momencie. Nie potrafię nikomu zaufać. Wyjątkiem była moja znajoma z gimnazjum, z którą jestem w tym momencie. To ona wspierała mnie w momencie "zdrady" i nasza więź się umocniła. Lecz do tej pory nie znalazłem innych znajomych. Jedna, niby błaha sytuacja, zniszczyła mi młodzieńcze życie.
Z wielkiej przyjaźni został tylko ból i smutek.

#RU7Sv

Gdy byłam mała, bardzo często opiekowała się mną ciocia. Jej dzieci były już duże, więc może wypadła trochę z wprawy nad opieką nad małym dzieckiem, bo zawsze jak mnie karmiła, wychodziła ze mną na klatkę, na wypadek gdybym się zakrztusiła, a ona musiałaby zawołać kogoś do pomocy...


Dziś się z tego śmieję, ale kiedyś jej sąsiedzi musieli się dziwnie na nią patrzeć, gdy karmiła dziecko na klatce.
Dodaj anonimowe wyznanie