Było to w 1 klasie liceum, gdzieś pod koniec roku, pamiętam jak dziś, że to był piątek. Wiosna, ciepło, więc do szkoły poszłam w sukience, po lekcjach miałam tylko kilka minut by zdążyć na autobus, więc szybko założyłam plecak i pobiegłam na przystanek. Niestety pod plecak zawinęła mi się sukienka i przez pół szkoły szłam z "gołą dupą".
I to nie tak, że było mi widać kawałek tyłka, nie, nie... cała dupa na wierzchu... Przebiegłam tak przez szkołę, parking, a na pasach, gdzie nikt nigdy się nie zatrzymywał, nagle wszyscy mnie przepuszczali. Koleżanki próbowały pokazać mi co się dzieje, ale były trochę za daleko i myślałam, że mi machają, więc odmachałam I pobiegłam dalej.
Skapłam się dopiero w busie, jak wszyscy zaczęli się za mną oglądać.. Oczywiście cały weekend przepłakałam próbując namówić mamę na zmianę szkoły, na szczęście mi na to nie pozwoliła, stwierdzając, że jak nie miałam dziurawych majtek, to nie jest tak źle.
Wesele, w zasadzie chwila przed północą i ja w białej sukni. Wszyscy się bawią, Pan młody co chwila tańczy z jakimiś ciociami, kuzynkami oraz innymi dziewczynami. Ja również jestem oblegana bo każdy chce zatańczyć z Panną młodą..
Co ważne dla historii - za czasów podstawówki, gimnazjum i liceum byłam raczej chłopczycą. Jeździłam na desce, nosiłam za szerokie ubrania i zazwyczaj miałam krótkie włosy związane w kitke lub schowane pod czapką. Miałam swoją paczkę - czterech chłopaków i jedna ja. Zazwyczaj nie traktowali mnie jak typowej dziewczyny tylko po prostu jak kumpla. Nawet często śmieszkowali, że przecież ''Aga to Aga, a nie kobieta''. A jak już byłam w jakimś związku to śmiali się, że jestem gejem i takie tam. I super, to były świetne czasy których nie chciałabym zamienić na żadne inne. Nie miałam koleżanek tylko tych swoich patałachów od Coli, kapsli, koncertów itd.
Minęły lata, szkoła się skończyła a ja poszłam do pracy. Chłopięcy styl mi się znudził i zaczęłam ubierać się kobieco. Tak po prostu, być może dorosłam. Każdy z chłopaków również zaczął sobie układać życie w związku z czym nasze drogi nieco się rozeszły aczkolwiek co jakiś czas ktoś wysłał jakiegoś mema na czacie grupowym albo spotkaliśmy się raz na pół roku na piwo.
Wracając do wesela - oczywiście przypadło też tak, że każdy z moich przyjaciół również chciał ze mną zatańczyć. Ci sami faceci którzy całe życie traktowali mnie jak kumpla nagle stali się tacy mili, spokojni i wzięło im się na rozmowy podczas tańca.
Pierwszy powiedział że podobałam mu się od zawsze i bardzo żałuje, że nigdy nie spróbował mnie zdobyć. Ale bardzo cieszy się moim szczęściem i ma nadzieję, że dobrze wybrałam.
Kolejny powiedział po prostu, że szkoda że to on nie jest dzisiaj Panem młodym.
Trzeci patrzył jakoś tak dziwnie na mnie i na koniec tańca przytulił mnie jak nigdy wcześniej.
Jedynie czwarty chłopak ze mną po prostu zatańczył bez dziwnych komentarzy. Nawet zaśmiał się, że w końcu ogoliłam wąsa i wyglądam jak człowiek.
Także super, zebrało się im na wyznawanie uczuć akurat w dniu mojego ślubu. Akurat tego dnia każdy jeden uznał, że to będzie świetna chwila, żeby zniszczyć moje wszystkie wspomnienia związane z nimi w jednej chwili. A gdy lata wcześniej płakałam po raz kolejny po załamanym sercu to żaden z nich nie zrobił nic w kierunku tego, żeby dać mi do zrozumienia, iż coś jest na rzeczy.
W ten oto sposób chyba przestałam wierzyć w przyjaźń między facetem i kobietą i przez resztę wieczoru obserwowałam mojego męża jak tańczył z koleżankami. Bo co, jeśli on też uznał, że w sumie szkoda ze to ta Marysia nie jest dzisiaj w białej sukni?
Jako dziecko miałam nadwagę, przez co byłam wyśmiewana w szkole. Dorośli z najbliższego otoczenia cały czas powtarzali mi pewne magiczne słowa o treści "Nie jedz, to schudniesz". Głupiutkie dziecko wzięło to bardzo dosłownie i w wakacje przestało jeść. W ciągu dnia jadłam jedno malutkie jabłko, takie niedojrzałe, prosto z drzewa, oraz miniaturowy kawałeczek chleba, gdzieś tak 3x3 cm. A i tak miałam wyrzuty sumienia, bo nawet jak jadłam tak małe ilości, mama albo tata przyczepiali się do mnie o to i mówili "Jesteś taka gruba, nie jedz!".
Byłam coraz słabsza, ledwie trzymałam się na nogach, miałam mroczki przed oczami, ale nadal usiłowałam nie jeść. I byłam zła, że mój organizm tak reaguje, bo myślałam, że inni potrafią nie jeść miesiącami i nic im nie jest, tylko ja taka beznadziejna i słaba i bez jedzenia nie mogę żyć.
Za przykład miałam stawianą ciotkę, która regularnie przyjeżdżała do nas na kilka dni i przez ten czas jadła tyle co nic albo zupełnie nic. Matka zamiast ją potępić za to, mówiła do mnie, że powinnam z niej brać przykład! Że ona nic nie je i dlatego jest taka ładna i zgrabna.
To było 25 lat temu, to nie były czasy internetu, gdzie porady na temat odchudzania można było znaleźć wszędzie. Miałam w głowie tylko to, co mówili mi dorośli i może to co wyczytałam w gazetach, jakieś herbatki na odchudzanie od doktora xxx, czy jakieś programy telewizyjne z ćwiczeniami lub też metamorfozy sylwetek, gdzie nawet nie było dokładnie opisane jaką dietę zastosowała dana osoba, tylko coś typu "Mniej jadłam i ćwiczyłam" okraszone zdjęciami "przed" i "po".. Wycinałam te artykuły z gazetek i zbierałam do segregatora, tak jak zbierało się wtedy te kolorowe karteczki na wymianę. Oczywiście moje całe kieszonkowe szło na te śmieszne herbatki i inne specyfiki, rodzice jeszcze to popierali!
Piłam środki przeczyszczające, nie jedząc prawie nic.
Efekt był taki, że doprowadziłam się do dużej niedowagi, anemii, braku okresu i rozwaliłam sobie układ pokarmowy. Do tego stopnia, że potem już bez herbatek nie przyjmował pokarmu, wszystko lądowało w kibelku, a ja chodziłam z ciągłymi mdłościami i zwijałam się z bólu, jednak nic nikomu nie mówiłam, bo nie chciałam okazać słabości. Przecież miałam nie jeść! Jak ciotka, jak te panie z gazetek, jak sąsiadka, która chwaliła się do mamy, że je tylko jabłka, pije cytrynę i chudnie.
Zaczęło się w wakacje i trwało przez cały rok szkolny, zawaliłam naukę, bo chudnięcie było dla mnie ważniejsze.
W końcu wylądowałam w szpitalu z takimi bólami, że nie mogłam funkcjonować. Okazało się, że mam wrzody żołądka i dwunastnicy i jeszcze trochę, a doprowadzę do ich pęknięcia. Spędziłam w szpitalu dużo czasu, żeby doprowadzić się do porządku. Moi rodzice nie mieli sobie nic do zarzucenia, uważali, że to nie ich wina, tylko moja.
Długo zastanawiam się jak odgryźć się na szefie, który od pewnego czasu stal się chamem, karierowiczem i wyzyskiwaczem. Mobbing u nas nie jest rzadkością, niesprawiedliwe traktowanie pracowników na porządku dziennym.
Ostatnio miałam (nie)przyjemność jechać z nim w jednej windzie. Stał odwrócony do mnie tyłem, nawet udał, że mnie nie widzi. Nie myślałam długo, wyciągnęłam z torebki rogalika nadzianego kremem czekoladowym, przełamałam go i ocierając się o niego wysmarowałam mu kremem spodnie, co wyglądało jakby upaprał się "dwójką".
Moja radość była niesamowita, kiedy pojawił się na hali produkcyjnej, a każdy z pracowników wybuchał śmiechem. Nawet ktoś zatkał sobie nos, rycząc ze śmiechu i udając, że śmierdzi nieziemsko. Taka mała zemsta, a ile satysfakcji...
Zawsze miałem raczej dziewczęcą urodę, a do tego nosiłem długie włosy, które były w kolorze blond. Ludzie którzy mnie nie znali zazwyczaj mylili mnie z dziewczyną. Pewnego dnia „najfajniejszy chłopak w szkole” zaprosił mnie do siebie.
Był typowym podrywaczem więc stwierdziłem, że dla beki się zgodzę. Był w innej klasie i nie wiedział, że moje damskie imię to tylko przezwisko ;). Gdy już byliśmy u niego i zaczęło robić się gorąco przyznałem się, że tak naprawdę jestem facetem.
Był zawiedziony, ale ostatecznie zaliczyłem swój pierwszy seks w życiu. Ja byłem na górze.
Mówi się, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Czasem nawet to nie jest prawdą.
Moja matka od zawsze była osobą despotyczną. Musiało być tak, jak sobie wymarzyła, nie uznawała żadnego sprzeciwu. Z ojcem dobrała się idealnie, bo ten z kolei chciał przede wszystkim świętego spokoju. Chociaż zarabiał kilkukrotnie więcej, to ona zarządzała finansami domowymi. Możecie więc sobie wyobrazić, jak trudne było dla mnie dorastanie, gdy chce się mieć choć tę odrobinę wolności. Mi to najczęściej nie było dane, więc wyprowadziłam się tak szybko, jak to było możliwe.
Cofnijmy się w czasie o rok. Chłopak mi się oświadcza, ja cała w skowronkach przyjmuję oświadczyny. Datę ślubu ustalamy na połowę sierpnia, szybko rezerwujemy kościół i salę weselną, powiadamiamy rodziny. Wszystko pięknie, ładnie, każdy się cieszy i życzy szczęścia.
Luty tego roku. Matka dzwoni i mówi, że sorry, nie będziemy z ojcem na twoim ślubie, bo znalazłam taki fajny wyjazd do Włoch właśnie w tym terminie, sama rozumiesz. Nie, nie rozumiałam. Zrobiłam jej największą awanturę w życiu, wypomniałam jej wszystko, czym się nie przejęła - uważa, że dobrze robi i prawdopodobnie z takim przeświadczeniem umrze. Byłam jednocześnie wściekła i przeraźliwie smutna. Jestem ich jedynym dzieckiem, tak potraktowanym w jeden z najważniejszych dni życia. Przepłakałam kilka dni.
Faktycznie na ślubie się nie pojawili. Brak ich błogosławieństwa, pusta ławka w kościele, ojciec nie wzniósł toastu. Ludzie się pytali, dlaczego ich nie ma - mówiłam prawdę, nie jestem ich niańką. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, że zaczynam nowy etap życia z ukochaną osobą u boku, z drugiej poziom zażenowania postępowaniem "rodziców" był bardzo wysoki.
Wrócili tydzień po ślubie. Matka zaprosiła nas na obiad, wciąż sądząc, że nic się nie stało. Mąż zaproponował, że pójdzie sam, powie, co sądzimy o tym zachowaniu i wyjdzie - w moim przypadku istniało zbyt duże prawdopodobieństwo, że się rozpłaczę, czego chciałam uniknąć. Tak zrobił, matka tylko go ochrzaniła, że tyle jedzenia przygotowała, ojciec poprosił go na stronę i przeprosił za zachowanie żony. Mąż powiedział mu, że teraz już za późno, nie wspierał swojej córki, gdy to było najbardziej potrzebne, niemal nie uczestniczył w jej życiu, i nawet nie jest pewien, czy powinien się mianować ojcem.
Kontaktów z nimi zupełnie nie utrzymujemy. Czasem widuję mojego "ojca", gdy idę na cmentarz (regularnie kładę kwiaty i znicz na grobie babci, a jego matki), ale nigdy nie podchodzę. Dla mnie nie są już rodziną.
Kiedy miałam jakieś osiem lat, moja kuzynka przerabiała w szkole Narnię. Jako że miałyśmy dosyć bliski kontakt, to miałam okazję do słuchania jej narzekań na tę powieść niemal bez przerwy. Jako ambitna i chętna do nauki dziewczynka stwierdziłam, że skoro ta lektura jest tak beznadziejna, to wypada przeczytać ją dwa razy, a przecież jak mi ją zadadzą, to nie będę mieć tyle czasu! Poza tym marzył mi się podziw w oczach nauczycielki po usłyszeniu jaką ma wybitną uczennicę. Od razu więc wzięłam się za czytanie i tak oto przepadłam.
Już po jakimś czasie miałam wręcz obsesję na punkcie Narnii, ubłagałam nawet rodziców, aby mojej siostrze dać na imię Łucja. Co prawda jakoś specjalnie nie pokazywałam swej obsesji, ale zawsze kiedy przechodziłam obok jakiejś szafy, czułam dreszczyk emocji.
Jakoś dwa lata później przypomniałam sobie o czymś wręcz niezwykłym. Pominęłam jedną szafę w domu! Tę największą, w sypialni rodziców. Wiedziałam, że oni bardzo nie lubią, kiedy ktoś wchodzi do ich pokoju, więc powiedziałam im, że idę do koleżanki, po czym zakradłam się do szafy. Po dosłownie chwili przegrzebywania jej usłyszałam otwierane drzwi i zmarłam, słysząc również głosy rodziców. Zapewne niektórzy już się domyślają - byłam świadkiem ich igraszek. Przesiedziałam w szafie aż do końca.
Na tym mogłoby się skończyć to wyznanie. Mogłoby, ale tak się złożyło, że później jeszcze wielokrotnie wchodziłam do tej szafy z zamiarem podsłuchiwania odgłosów rodziców, a nawet kilka razy zdecydowałam się ich lekko podglądać.
Nie mam żadnej traumy, wręcz bym to powtórzyła.
Cały nakład gazetki pewnych delikatesów poszedł do utylizacji, ponieważ nikt nie zauważył, że na sfotografowanej wędlinie siedzi mucha.
Moja mama pracuje w przychodni. Kilka dni temu dostała wezwanie do sądu od jakiejś kobiety za zaszczepienie jej dziecka bez jej zgody. Dziecko na szczepienie przyprowadził ojciec.
Jako nastolatka zostałam odurzona i wykorzystana na jednej z imprez. Nigdy o tym nikomu nie powiedziałam bo było mi zwyczajnie wstyd a poza tym pamiętałam twarz oprawcy jak przez mgłę.
Miałam po tym traumę, którą pomógł mi przezwyciężyć mój już były chłopak. Bardzo go kochałam jednak miałam problem ze zbliżeniami. Zwyczajnie coś mnie blokowało. Naciskał coraz bardziej a w końcu zrobił to wbrew mnie. I wtedy mnie olśniło. To co mi przeszkadzało to fakt, że to on zgwałcił mnie na tamtej imprezie. Spakowałam się i uciekłam.
Dodaj anonimowe wyznanie