#Bttz8
W mojej rodzinie wszyscy to tak zwani „psiarze”. W domu zawsze były psy. Dla rodziców były jak kolejne dzieci, dla mojego rodzeństwa jak najlepsi przyjaciele, a dla mnie jak wścibscy współlokatorzy.
„Oficjalnie” podział psów był taki: jeden moich rodziców, jeden młodszej siostry i dwa starszej siostry. Ja swojego „na własność” nie miałem. Wszyscy stwierdzili, że to dlatego nie lubię psów i na urodziny zamiast upragnionego prezentu dostałem właśnie zwierzaka.
Od razu wyjaśniłem im, że to było bardzo nieodpowiedzialne, że to niczego nie zmienia, że nie zamierzam się nim zajmować. Machnęli na to ręką twierdząc, że się przyzwyczaję.
Całą wyprawkę malucha zostawiłem na korytarzu i nie wpuszczałem go do swojego pokoju. Nie raz były kłótnie, gdy pies nasikał albo nasrał w domu. Nic do nich nie docierało. Na szczęście moja młodsza siostra zaopiekowała się maluchem. Niestety przez to moi rodzice zaczęli traktować mnie bardziej oschle, stałem się mniej ważny niż psy.
Na szczęście za rok idę na studia, wyprowadzam się i pierwsze co robię, to kupuję sobie kota, o którym marzyłem odkąd pamiętam.
#f8kBP
Tak bardzo spodobał mi się ten motyw, że pobrałem na komputer program imitujący ów wątek serialu. Gdy nie zdążyłem wpisać liczb, to komputer się wyłączał. Bylem tym zafascynowany do tego stopnia, że w mojej głowie za każdym razem, gdy robiłem tę czynność, wyobrażałem sobie, że ratuję całą ludzkość. Co najlepsze, potrafiłem spędzać na tym całe dnie. Anonimowe jest to, że nikt nigdy się nie dowiedział o moim bohaterstwie.
Tak że tego, nie dziękujcie.
#5BiXO
Kumpel, który zrobił tę scenę i poczuł się głęboko obrażony moim wyglądam przebrany był za… Adolfa Hitlera.
#wwOYE
Ukrywałam też ciążę przed znajomymi z pracy, bo w tej firmie kopanie dołków pod innymi było codziennością i ktoś mógłby mi "podrzucić świnię" i zostałabym wyrzucona dyscyplinarnie.
A wcześniej ukrywałam fakt, że nie stosuję już antykoncepcji hormonalnej. Miałam przyklejony plaster, który działał bardzo skutecznie, ale był widoczny, jeśli nie był przykryty ubraniem. Chcąc zajść w ciążę nie zdjęłam plastra, tylko podkleiłam go taśmą dwustronną. Zablokowało to przenikanie hormonów.
Teraz jak ukryłam ciążę: brzuch był płaski, ale musiałam zamaskować brak okresu. Kaleczyłam się (w niewidocznych miejscach)i wcierałam krew w podpaski. Krwi było za mało, więc brałam zużyte podpaski (moja matka sprawdzała kosze w domu) z kosza na śmieci w pracy. Pakowałam do woreczków foliowych (wiem, wstrętne, ale kieszenie mi też sprawdzali)i niosłam do domu wewnątrz mojej pochwy. Ukrywałam również wymioty, wychodząc z domu i rzygając w miejscach, gdzie mogłam się z tym schować. Nawet zęby myłam po drodze, żeby nie było mnie czuć pawiem.
O ciąży wiedziałam ja, mój narzeczony i jego matka (ona też mi pomagała w kombinowaniu tych podpasek), reszta dowiedziała się kiedy byłam już w prawie czwartym miesiącu.
Poszłam do lekarza, oprócz badań i otrzymanych dokumentów dla kobiet w ciąży, poprosiłam o L4 do pracy i zaświadczenie o ciąży - byłam nietykalna, nie mogli mnie zwolnić. Skończyłam całe przedstawienie. Rodzice dowiedzieli się w tym samym czasie, co mój szef.
#HmpuY
Ostatnio moje marzenie się spełniło. Mąż kupił mi domek na 38 urodziny. Od trzech dni po powrocie z pracy siadam i bawię się co najmniej przez godzinę :).
#rtvAo
Nie mam jednego znajomego, kolegi czy koleżanki, ciągle tylko praca-dom. Prowadzę z mamą małą piekarnię, wszyscy znajomi myśl,ą że zbijamy kokosy, a prawdę mówiąc idzie jako tako, wypłata dla mnie jest albo jej nie ma. Mieszkam dalej z rodzicami, sama nie wiem już czy ciągnąć to dalej, ale mimo wszystko wstaję codziennie nad ranem i z wyuczonym uśmiechem na twarzy idę robić swoje.
#pciTt
Dowiedziałam się od wspólnych znajomych, że Tomek ma podwójne życie i powiedziałam o tym mojej przyjaciółce. Była bardzo przejęta, przeżywała, wyzywała, że nigdy mu nie wybaczy. Trochę czasu minęło i uwierzyłam jej, że jest w stanie żyć bez niego. Spotykałyśmy się z zupełnie innym gronem znajomych i powoli wracały relacje. Aż do pewnego dnia.
Umówiłyśmy się same na jedno piwo w pubie. Wszystko szło jakby nigdy nic i wtedy przypadkowo przyszli oni.
To był jej "były" i jego dwoje kolegów. Dosiedli się do nas i postawili nam kolejne piwo. Wzięłam zaledwie parę łyków, ale zaczęło się ze mną dziać coś złego. Jakby mrowienie całego ciała, jakbym miała zasnąć w chwilę. Resztką sił wyszłam z knajpy i uprosiłam taksiarza, żeby wziął mnie natychmiast do domu. Oni jeszcze pukali w szybę tego samochodu, że jestem księżniczką i mam nie przesadzać.
Do dzisiaj nie wiem co mi podali, ale rzygałam pół nocy. Pseudo przyjaciółkę oczywiście też straciłam, dzisiaj z Tomeczkiem mają dziecko i żyją długo i patologicznie.
#CmYOu
Znosiłam to, że musiałam myć ręcznikami podłogę często bardzo brudną. To, że szklanki musiałam przecierać ręcznikiem, którym chwilę wcześniej polerowałam muszlę klozetową. Znosiłam wiele takich sytuacji. Tak kazali - nie było innych ściereczek ani nic podobnego.
Jednak zwolniłam się po jednej z naprawdę obrzydliwych sytuacji. W pokoju był syf, kiła i mogiła. Pokój był zarzygany. Wykładzina jak i łóżko. Kierowniczka powiedziała, żebym jedynie nadmiar wymiocin zebrała ręcznikiem, a jak reszta zaschnie, to odkurzyć. A na koniec spryskać obficie podłogę zapachem do pokoju.
Nie było mowy o praniu wykładziny. W pokoju nadal waliło rzygami, ale cóż. Po tej sytuacji się zwolniłam.
Od teraz gdy gdzieś wyjeżdżam i śpię w hotelu, biorę ze sobą swój ręcznik, poszewkę na poduszkę i chodzę po całym pokoju w klapkach. W szczególności pod prysznic.
#dXSxq
Od zawsze fascynowały mnie tatuaże. Już jako nastolatka chciałam mieć własny, ale brakowało mi kasy i miałam 17 lat, więc żaden salon by mnie nie przyjął. Postanowiłam zrobić sobie wymarzoną dziarę samodzielnie w domu. Nie posiadając maszynki, szukałam innego sposobu - i znalazłam.
Robiłam płytkie nacięcia skóry żyletką i wcierałam w nie tusz z długopisu. Bolało, skóra była czerwona i spuchnięta, ale miałam swój tatuaż... Przez dwa tygodnie, bo potem wyblakł i śladu po nim nie ma żadnego.