#6kCnb
Moja matka od zawsze była osobą despotyczną. Musiało być tak, jak sobie wymarzyła, nie uznawała żadnego sprzeciwu. Z ojcem dobrała się idealnie, bo ten z kolei chciał przede wszystkim świętego spokoju. Chociaż zarabiał kilkukrotnie więcej, to ona zarządzała finansami domowymi. Możecie więc sobie wyobrazić, jak trudne było dla mnie dorastanie, gdy chce się mieć choć tę odrobinę wolności. Mi to najczęściej nie było dane, więc wyprowadziłam się tak szybko, jak to było możliwe.
Cofnijmy się w czasie o rok. Chłopak mi się oświadcza, ja cała w skowronkach przyjmuję oświadczyny. Datę ślubu ustalamy na połowę sierpnia, szybko rezerwujemy kościół i salę weselną, powiadamiamy rodziny. Wszystko pięknie, ładnie, każdy się cieszy i życzy szczęścia.
Luty tego roku. Matka dzwoni i mówi, że sorry, nie będziemy z ojcem na twoim ślubie, bo znalazłam taki fajny wyjazd do Włoch właśnie w tym terminie, sama rozumiesz. Nie, nie rozumiałam. Zrobiłam jej największą awanturę w życiu, wypomniałam jej wszystko, czym się nie przejęła - uważa, że dobrze robi i prawdopodobnie z takim przeświadczeniem umrze. Byłam jednocześnie wściekła i przeraźliwie smutna. Jestem ich jedynym dzieckiem, tak potraktowanym w jeden z najważniejszych dni życia. Przepłakałam kilka dni.
Faktycznie na ślubie się nie pojawili. Brak ich błogosławieństwa, pusta ławka w kościele, ojciec nie wzniósł toastu. Ludzie się pytali, dlaczego ich nie ma - mówiłam prawdę, nie jestem ich niańką. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, że zaczynam nowy etap życia z ukochaną osobą u boku, z drugiej poziom zażenowania postępowaniem "rodziców" był bardzo wysoki.
Wrócili tydzień po ślubie. Matka zaprosiła nas na obiad, wciąż sądząc, że nic się nie stało. Mąż zaproponował, że pójdzie sam, powie, co sądzimy o tym zachowaniu i wyjdzie - w moim przypadku istniało zbyt duże prawdopodobieństwo, że się rozpłaczę, czego chciałam uniknąć. Tak zrobił, matka tylko go ochrzaniła, że tyle jedzenia przygotowała, ojciec poprosił go na stronę i przeprosił za zachowanie żony. Mąż powiedział mu, że teraz już za późno, nie wspierał swojej córki, gdy to było najbardziej potrzebne, niemal nie uczestniczył w jej życiu, i nawet nie jest pewien, czy powinien się mianować ojcem.
Kontaktów z nimi zupełnie nie utrzymujemy. Czasem widuję mojego "ojca", gdy idę na cmentarz (regularnie kładę kwiaty i znicz na grobie babci, a jego matki), ale nigdy nie podchodzę. Dla mnie nie są już rodziną.
Współczuję serdecznie rodziców, ale odrobinę cieplej na sercu się robi, gdy czytam, jakiego masz męża. Dobrze, że na niego możesz liczyć
Aż się nie chce wierzyć. Może zrobiła to specjalnie żeby coś zademonstrować? Też bym się już nie odezwała.
oczywiscie, ze tak bylo
przeciez mogla znalezc wyjazd w innym terminie
przynajmniej zakonczyli kontakt raz na zawsze
Matka matką ale ojciec wcale nie lepszy, gdyby nie był takim pantoflarzem mógłby się przeciwstawić żonie i chociaż sam iść na ślub córki
kochanie jest profit
przynajmniej niie zepsuli ci slubu, nie naciskali, z e ma byc tak, jak ona chce, nie komentoala we wredny sposob itp.
dobrze, ze sie odcieliscie
Z tego co piszesz wynika, że Twoi rodzice wpisują się idealnie w schemat narcystyczna matka- przyzwalająca ojciec. Kto nie spotkał w swoim życiu narcyza, ten można nie uwierzyć, że można się tak zachowywać lub też bronić ojca, który jednak nie jest tu ofiarą, ale częścią układu. Przykro mi, że tak się stało, ale przede wszystkim podziwiam za podjęcie decyzji o bronieniu siebie i urwaniu kontaktu, bo to chyba jedyne co można zrobić jeśli nie chce grać się w grę takich ludzi.
Może i dobrze, że ich nie było. Przynajmniej pozbyłaś się ze swojego życia ludzi, dla których jesteś przezroczysta.
Miło czytać że ktoś powinien się odciąć i umiał to zrobić.
Szkoda taty, bo przy takim charakterze na pewno bardzo cierpi. Może jemu warto darować?
Moim zdaniem nie zasługuje na miano ojca. Jest dorosłym człowiekiem, nie pięcioletnim dzieckiem, wiec dlaczego nie postawił się zonie w tak ważnej sprawie, jak obecność na slubie jedynej córki? Dobrze zrobili, że się odcięli od tych pseudorodziców.
Jedynie szkoda mi trochę Twojego taty bo jest zdominowany przez Twoja psychiczną matkę. Mimo że to dorosły chłop nie umiał jej się postawić. Wiem, że to dla Ciebie bardzo trudne ale dobrze że nie utrzymujesz z nimi kontaktu. Jak można wybrać wycieczkę zamiast wesela córki... Mogli sobie jechać nawet miesiąc później skoro mają kasę. W głowie się nie mieści.
Na miejscu ojca (jeśli już bym się związał z taką idiotką), zgodziłbym się na wyjazd do Włoch, po czym na lotnisku powiedział, ze nie lecę, noc ślub córki jest dla mnie najważniejszy, życzył miłego wyjazdu i powiedział, ze po powrocie będą czekały papiery rozwodowe, jeszcze raz życząc udanej wycieczki :)
Dobrze, że mówiłaś, że rodzice nie przyszli, bo pojechali do Włoch na wycieczkę.. jak ich nie widzieli, ludzie sobie pewnie pomyśleli różnie.
Masakra...