Kiedy moja babcia przychodziła się opiekować mną i rodzeństwem, zawsze przychodziła z cukierkami, które sama zjadała, a pozostawione papierki po nich podrzucała do naszych pokoi, za co dostawałyśmy opieprz od mamy.
Co zrobiłam ja? Przy następnej okazji, kiedy wywieszała pranie, zamknęłam ją na balkonie. Siedziała tam ponad godzinę, dopóki mama nie wróciła. (Na zewnątrz było dość zimno).
PS Robiłam tak jeszcze kilka razy, a ona dalej obżerała się „naszymi” cukierkami.
Mój mąż w młodości miał problem z policją. Na grillu u znajomej poczęstował dwóch kolegów z klasy marihuaną. Nie będę wdawać się w szczegóły, ale ogólnie sprawa wypłynęła, koledzy się wywinęli, a mój Kuba dostał 3 lata w zawiasach.
Kiedyś, po alkoholu wygadał się o tej sprawie wśród mojej rodziny. Rodzice, jako wrogowie narkotyków, wyrzucili go za drzwi ,a mnie nie chcieli wypuścić z domu, żebym do niego nie wróciła. Akcja działa się gdy byliśmy już narzeczeństwem.
Mi ostatecznie udało się opuścić lokum ale relacje pomiędzy nami, a cała reszta rodziny są napięte. Nie zapraszają nas na święta, nie odzywają się i ogólnie nie chcą za bardzo z nami utrzymywać kontaktu. Rodzice i rodzeństwo po pół roku, dało nam szansę, przepraszając ale reszta rodziny uważa nas za zło wcielone.
Ostatnio dowiedziałam się że moja kuzynka przebywa w areszcie, jej dziecko z teściowa, a jej mąż hula sobie po Polsce i ucieka przed policją. Wyłudzali pieniądze przez Internet w najbardziej bezmyślny sposób na świecie czyli sprzedając nową elektronikę, pobierając za nią opłatę i nigdy nie wysyłając do nowego właściciela. Interes nie trwał długo.
Oczywiście, babcia lituje się nad kuzynka bo "na pewno nie wiedziała", burzy się na skorumpowane sądy, głupie prawo i agresywna policję bo jej Kamilka siedzi. Jak to tak? Matka w areszcie?
Ja wiem, że to rodzina i nie można się cieszyć z cudzego cierpienia, ale jak tylko o tym pomyśle, to nie mogę przestać się uśmiechać. Dziecka mi tylko szkoda choć podejrzewam, że z teściowa ma lepiej niż z własną matką.
Jestem 25-letnią kobietą i mam problem z płaczem...
Rzadko czuję smutek, a płacz nim spowodowany umiem powstrzymać(po śmierci dziadka nie płakałam na pogrzebie, powstrzymałam się od tego i dopiero kiedy zostałam sama, pozwoliłam sobie na płacz).
Nie płaczę z powodu bólu. Wielu osobom łzy napływają do oczu, kiedy uderzą się w łokieć, mały palec u stopy czy nos. Ja tak nie mam.
Nie wzruszam się na filmach czy przy czytaniu książek.
Nie umiem za to powstrzymać płaczu wywołanego złością.
To chyba moja najsilniejsza emocja, denerwuję się bardzo szybko i za każdym razem mam łzy w oczach.
Zaciskam wtedy zęby i marszczę brwi... wyglądam jak wkurzona postać z Dragon Ball z cieknącymi po policzkach łzami.
Wiele razy żeby nie najeść się wstydu musiałam uciekać do innego pokoju czy toalety.
Złoszczę się o pierdoły i niemal od razu, nie kontrolując tego i często nawet nieświadomie, zaczynam płakać. Złość mija mi bardzo szybko, ale wstyd za płacz z byle powodu zostaje.
Wyobraźcie sobie dorosłą kobietę, która płacze, bo weszła w kałuże, skończyło się mleko do kawy, ktoś nie włożył brudnej szklanki do zmywarki albo nie wyrzucił rolki po papierze toaletowym.
Mam 17 lat i po prostu potrzebuje się wygadać. Rok temu zmarł mój ojciec, zmarł przez alkohol. Przez to, że zawsze pił w domu nigdy nie miałam łatwo. Bił mamę, krzyczał i nawet bił nas.
Mam 5 rodzeństwa. Młodsze i starsze. Moja mama od zawsze sama musiała się nami zajmować. Nigdy nie miała łatwo. Nie znała swojego prawdziwego ojca a jej mama wolała przejmować się swoim partnerem niż córką. Odkąd pamiętam w każde wakacje chodzimy z mamą zarabiać.
Mama nie ma stałej pracy, pracuje dorywczo. Zbieramy truskawki, borówki i robimy wszystko inne na czym po prostu możemy zarobić. Wszystkie pieniądze jakie zarabiałam i zarabiam ja i moje rodzeństwo( teraz już tylko mój młodszy brat bo reszta jest już pełnoletnia i zarabia na siebie) trafiały do mojej mamy. Nie dostawaliśmy z tego nic. Myślałam, że to normalne i nigdy mi to nie przeszkadzało bo miałam co jeść i gdzie spać. Odkąd pamiętam też, moja mama nie potrafi okazywać miłości. Wiem, że to dlatego, że sama jej nie dostawała. Jest bardzo nerwowa i nie ma dnia żeby na mnie i mojego brata nie krzyczała.
Słyszałam już wiele rzeczy w złości u niej. Że nas zabije i pójdzie siedzieć ale będzie miała święty spokój. Gdy byłam kiedyś chora powiedziała, że wreszcie jednego będzie mniej. Niestety, nie zrobiło się mniej bo wyzdrowiałam. Ciągle są krzyki, że nic nie robimy, że tylko potrafimy jeść i spać. Gdy miałam 15 lat próbowałam popełnić samobójstwo bo nie dawałam sobie z tym wszystkim rady. Moja mama oczywiście myślała, że to wszystko wina szkoły i ludzi którzy mi tam dokuczali. Nie miała pojęcia, że to przez nią.
Powinnam wtedy iść do psychologa, nie poszłam bo mamie było szkoda pieniędzy. Jest mi naprawdę źle. Boję się własnej matki. Staram się nie odzywać do niej pierwsza bo ona zawsze reaguję podniesionym głosem czy krzykiem. Nie potrafi odzywać się do nas normalnie. Gdy mój brat zrobi coś źle czy ja zrobię coś źle zawsze mówi, że tylko jebnąć w łeb kogoś takiego. Tydzień temu zaczął się rok szkolny. Poszłam do drugiej liceum. Mój brat do pierwszej technikum. Znowu trzeba kupować książki i znowu narzekanie ile to ona na nas musi wydać.
Aktualnie mam weekend. W poniedziałek muszę zapłacić pani od angielskiego 107 zł, nie wiem jak to zrobię. Bo gdy mówiłam o tym mamie w wakacje wszystko było w porządku, mówiła, że zapłaci a dziś się na mnie wydarła, że nie wie po co mi tyle pieniędzy i jak ona ma zapłacić i co ja wymyślam. To ostatni termin na wpłaty. Muszę zapłacić. Nie wiem co robić. Czuje się ogromnym problemem. Tylko jem, zamiast robić coś w domu to się uczę i trzeba wydawać na mnie pieniądze. Jest mi naprawdę strasznie źle.
Co najgorsze jestem ogromnym tchórzem bo nie potrafię się zabić. Nie chcę umierać ale wiem, że gdyby mnie nie było to mojej mamie byłoby łatwiej. Miałaby mniej wydatków. Nie wiem co robić.
Często gdy słyszę o zbiórkach jakiś ubrań, wybieram się do ciuchlandu.
Nie stać mnie, by oddać nowe niezniszczone ubrania. Idę wtedy do lumpeksu i wybieram w miarę ładne ubrani,a które kupuję i zanoszę na tą zbiórkę.
Satysfakcja jaką wtedy czuję jest ogromna.
Właśnie jestem na ostrym dyżurze - okazuje się, że jak była przywali ci mrożoną bagietką w jaja, to może narobić naprawdę sporo szkód...
Jestem jednym z tych, których nazywacie ABS-ami czy Sebkami. Wieczorami chodzę po okolicy z kumplami, gotowy wpierdolić wszystkim, którzy „mają jakiś problem”.
Czy mi to odpowiada? Pewnie nie do końca, ale środowisko tych gości to jedyni ludzie, którzy zawsze stoją za mną murem i którzy akceptują mnie mimo wszystko. Inni ludzie zawsze mnie odrzucali, bo coś im w moim stylu bycia nie grało. Nie takie poczucie humoru, nie takie ulubione filmy, nie taki styl muzyki.
Teraz przynajmniej nie jestem sam.
Kiedyś w jednym wyznaniu dziewczyna opisywała sytuację, jak potknęła się o małego chłopca na wózku inwalidzkim i odczuła przez to ogromne zakłopotanie, do momentu, aż okazało się, że chłopiec z tego wózka wstał. Mój ulubiony komentarz brzmiał mniej więcej "wrócili już z żebrania".
Zawsze powtarzam ten komentarz mojemu mężowi, jak pcha mój wózek inwalidzki i natrafiamy na taką przeszkodę czy okoliczność, że muszę z niego wstać w miejscu publicznym. Spojrzenia ludzi są niesamowicie wymowne - jedyną niepełnosprawnością, której wózek się "należy" jest paraliż, jeśli jednak nie jesteś sparaliżowany, ale ze względu na chorobę nie możesz samodzielnie wyjść z domu czy podjąć wysiłku dłuższego niż parę minut, to po prostu z niego nie wychodź! Siedź w domu i nie przyczyniaj się do chwiania wiary społeczeństwa w uczciwość niepełnosprawnych.
Tak, oczywiście ironizuję ;-) Jeśli jesteś niepełnosprawnym takim jak ja - nie bój się wózka, da Ci wiele radości z opuszczania domu! A jeśli jesteś zdrowy - ciesz się i nie baw się w podwórkowego diagnostę-detektywa, poza Twoim oceniającym spojrzeniem mamy wystarczająco dużo problemów w życiu ;-)
Dzisiaj rano jadąc autobusem słuchałam sobie muzyki na słuchawkach. W połowie drogi zorientowałam się, że słuchawki są zepsute, a muzyka która miała być w słuchawkach, była słyszana przez wszystkich w busie.
Dodam tylko, że były to na początku mocne rockowe utwory, a później rapy i to te najbardziej wulgarne. Zdziwiłam się, że nikt nie zwrócił mi uwagi. Wyszłam cała czerwona ze wstydu, jednak nic mi to nie da, bo wszyscy mnie znają, to mała miejscowość, masakra...
Dwa razy w tygodniu chodzę na siłownię, po ćwiczeniach biorę tam prysznic. Około pół roku temu standardowo po zajęciach poszłam się umyć, jako że prawie wszystkie kabiny były zajęte, weszłam do jedynej wolnej, jak się później okazało z uszkodzonym zamkiem.
Po skończonym prysznicu zaczęłam się wycierać, aby wytrzeć stopę oparłam się o drzwi kabiny, co nie było dobrym pomysłem, gdyż uszkodzony zamek nie wytrzymał mojego ciężaru, w wyniku czego nagusieńka wylądowałam z impetem na zewnątrz prysznica.
Zdarzenie to widziało co najmniej pięć osób, a mi wstyd do dziś.
Dodaj anonimowe wyznanie