Bez zbędnych wstępów...
Niektórzy udają orgazm, a ja udaję, że go nie mam. Nie wiem jak to zmienić.
Ogólnie bardzo wstydzę się to w jakikolwiek sposób zasygnalizować, kompletnie nie wiem jak to zmienić.
Mam 24 lata i jestem 4 lata w stałym związku z Markiem. Jesteśmy zaręczeni, mieszkamy ze sobą i planujemy ślub na przyszły rok. Problem polega na tym, że się zakochałam. I to nawet nie w chłopaku. Ani w dziewczynie.
Od dziecka byłam bardzo kochliwa, jeżeli chodzi o postacie z bajek, filmów czy anime. I o te ostatnie się właśnie rozchodzi. Zanim poznałam mojego chłopaka, "leczyłam" swoją nieszczęśliwą miłość z liceum w anime. I z jednego anime zakochałam się w jednym bohaterze. Pomogło mi to w jakiś sposób, przeniosłam wszystkie swoje uczucie na postać z pikseli. Gdy poznałam mojego obecnego narzeczonego, zlepek pikseli poszedł na bok, wiadomo, czas wrócić do życia realnego. Od kilku miesięcy jednak mamy kryzys. I wtedy moja wielka miłość do tej postaci wróciła ze zdwojoną siłą. Stało się to wręcz obsesją. Podczas seksu widzę tylko jego, zamiast Marka, gdy się pokłócimy czuję, jak jest obok i głaszcze mnie po włosach, twarzy. Rozmawiamy ze sobą, doradza mi. W głowie.
I zawsze, ale to zawsze jest obok mnie. Pieprzony zlepek pikseli. Przestałam odróżniać prawdziwe wspomnienia od fałszywych, bo zaczęłam tworzyć nowe oraz modyfikować stare z tą postacią. Coraz częściej łapię się na myślach samobójczych, jakbym tylko po śmierci mogła naprawdę go spotkać. Mój luby nic nie zauważył, bo ja wciąż udaję. Albo nie chce widzieć.
To nie jest normalne, nie potrafię się skupić, skoncentrować, wyizolowałam się od znajomych i rodziny.
Za dwa tygodnie mam pierwszą wizytę u psychiatry. Zobaczymy, czy w jakikolwiek sposób mi pomoże.
Dla ciekawskich - anime to Hetalia Axis Powers, postaci jednak nie zdradzę.
Mój facet ostatnio zaczął podejrzewać, że jestem lesbijką. Bo zawsze chciałam i w końcu wygospodarowałam na tyle czasu, żeby zapisać się na boks. Co w tym złego? Ano to, że chcę być bardziej męska od niego i na pewno chcę przejąć obowiązki mężczyzny i z tego ewidentnie wynika, że zdradzam go z jakąś dziewczyną. Ciągle wypytuje mnie gdzie i z kim byłam, sprawdza mój telefon, kilka razy niespodziewanie odwiedził mnie w pracy lub wcześniej wrócił do domu. Kocham go, ale ta jego obsesja jest strasznie męcząca.
Za każdym razem gdy jadę zatłoczonym metrem, pociągiem, autobusem lub tramwajem i stoi obok mnie ktoś z plecakiem na plecach, to dostaję furii. Jestem jednak zbyt nieśmiały, by zwrócić temu komuś uwagę, więc co chwila niby ''przypadkiem'' trącam, ciągnę i szarpię plecak z zakłopotanym wyrazem twarzy, do momentu aż delikwent sam go nie zdejmie. Zawsze działa! :D
Kilka miesięcy temu zmarła moja babcia. To była spokojna śmierć we śnie, wszyscy byliśmy na to gotowi. Zbliżał się pogrzeb i musiałam jakoś wytłumaczyć całą sytuację mojemu 5-letniemu synowi. Postanowiłam postawić sprawę jasno i od razu wytłumaczyć wszystko: od pojęcia śmierci, pogrzebu, różnych wierzeń dotyczących życia po śmierci i tak dalej...
Nie spodziewałam się jednak, że na wieść o śmierci babci mój syn zareaguje ogromnym entuzjazmem i że będę musiała mu wytłumaczyć, że babcia nie zamieni się z automatu w zombie.
Po krótkim wywiadzie okazało się, że to mój szwagier naopowiadał mu różnych niestworzonych historii, kiedy to pod moją nieobecność i w tajemnicy przede mną oglądali sobie horrory.
Wydawało mi się, że jestem nieśmiertelny i wiem, że żałośnie to brzmi, ale tak było.
Chodziłem po skałkach, jeździłem na motorze, robiłem wszystko co dawało adrenalinę. Nie zliczę ile razy skończyłem w szpitalu i budziłem się w łóżku, widząc nad sobą zapłakaną żonę. Raz spadłem ze skałek, innym razem rozbiłem się autem. Cyklicznie co kilka miesięcy trafiałem cały poobijany do szpitala (zaznaczę, że nigdy nie zrobiłem nic, co by mogło komuś zrobić krzywdę, zawsze tylko własnym życiem ryzykowałem). Czy to mnie zmieniło? Ani trochę, patrząc z perspektywy myślę, że byłem uzależniony od tej adrenaliny. Moja żona nie raz płakała, błagała, bym się uspokoił, widziałem, jak każda kolejna moja wizyta w szpitalu łamie jej serce, ale nie zabraniała mi niczego. Wiedziała, że to kocham. A ja wychodziłem z założenia, że życie mamy jedno i trzeba je przeżyć.
Byłem idiotą. Wiem to.
W aucie nie wiedzieć czemu popsuła mi się ta zapinka do pasów. Po prostu w pewnym momencie pas odskakiwał ze środka, czy mi to przeszkadzało?
Przecież nic się nie stanie...
Któregoś dnia rano wziąłem auto żony, nie wiem dlaczego, po prostu jej kluczyki rzuciły mi się w oczy jako pierwsze, a bardzo się śpieszyłem.
Kilka godzin później dostałem telefon. Żona jadąc moim autem do rodziców miała wypadek, cholerna babcia nagle, bez powodu zahamowała aż do zatrzymania na obwodnicy. Zupełnie nie pamiętam drogi do szpitala, a na miejscu okazało się, że żona jest w stanie krytycznym i leży na stole operacyjnym. Pas bezpieczeństwa najprawdopodobniej puścił (Majka przez śmiertelny wypadek brata od dzieciństwa była przewrażliwiona na punkcie pasów, nie pojechałaby bez nich) i podczas hamowania wyleciała przez przednią szybę. I to wszystko przez ten sam pas, którego ja nie chciałem naprawić.
Gdy przywieźli ją z operacji byłem przerażony, jej ciało było pocięte przez fragmenty szyby, miała połamane żebra, przebite płuco, złamaną nogę i rękę, przy czym wciąż nie było wiadomo co z obrzękiem mózgu. Lekarze dziwili się, że w ogóle żyje.
Siedziałem przy niej w każdej możliwej chwili. Nikt nigdy nie zrozumie co czułem w tamtej chwili myśląc, że mogło to się zdarzyć później, gdy wracałaby z naszym synem. Pierwszy raz czułem jakby świat mi się zawalił, wyłem jak dziecko.
Po wielu miesiącach rehabilitacji Majka doszła do siebie, lecz z chodzeniem wciąż ma problem, a ja?
Motor sprzedałem, uważam na siebie, nie skaczę już z klifów, nie jeżdżę crossem bez kasku po lesie, nie wspinam się bez zabezpieczeń (co mi się zdarzało). Uspokoiłem się.
Teraz rozumiem jak moja żona musiała się martwić i wiem, że może życie mamy jedno, ale tylko jedno, więcej szans nie dostanę.
Szkoda tylko, że żeby zmądrzeć musiałem prawie stracić żonę. Podziwiam ją za to, że znosiła moje szaleństwa i właśnie za to kocham ją jeszcze bardziej.
O tym, jak ludzie są skrajnie głupi.
Mieszkam na wsi, mamy duże podwórko i dużego psa, który jest strasznie przytulaśny. Ostatnio odwiedziła mnie kuzynka z dziećmi. Zachwycona tym jak dzieciaki świetnie się bawiły i dogadywały z moim futrzakiem, postanowiła sprawić sobie swojego czworonoga. Pomogłam wybrać pieska w schronisku, z którego ja wzięłam swojego.
Spytacie co w tym głupiego? Ano to, że jakiś miesiąc później dzwoni do mnie ciocia, czy nie wzięłabym psa kuzynki - „bo ty masz takie duże podwórko, to się wybiega, a nie będzie się kisił w bloku”. Pomyślałam, że kuzynka gdzieś jedzie, więc pytam na ile mam psiaka wziąć. „Nooo... na stałe. Kuzynka już go nie chce”.
Jak to nie chce? Minął dopiero miesiąc!
Co się okazuje?
- pies nie wyprowadza się sam, tylko trzeba się z nim przelecieć kilka razy dziennie (bo u mnie miał do dyspozycji 24/7 podwórko i ona nie wiedziała że to tak często się wychodzi...)
- pies gryzie zabawki dzieci (bo jest mały, a nikt nie zadbał, żeby miał własne zabawki)
- na spacerze ciągnie do innych psów zamiast bawić się z dziećmi
- próbuje zabierać dzieciakom jedzenie.
I nie, nie zapytała, czy pomogę jej go ułożyć. Ona po prostu go już nie chce.
Jak można było nie wiedzieć o tak podstawowych rzeczach? Psa oczywiście wzięłam, kuzynka już pyta kiedy może wpaść, żeby dzieciaczki się z futrzakami pobawiły. A idź ty...
Mieszkam na wsi i chcę wysterylizować suczkę. Oczywiście wieść się szybko rozniosła i zaczęły się komentarze ;)
1. Ale pierwszy miot musi mieć!!
Po pierwsze - nie musi. Po drugie - ma ;)
2. Po co, przecież małe pieski to sama radość.
Owszem, ale cztery mi w zupełności wystarczą
3. Zawsze możesz komuś oddać.
Ten miot był do oddania i jakoś chętnych brak.
4. Gdybym wiedział, tobym wziął.
Mają niecałe trzy miesiące, którego byś chciał?
Oczywiście każdy się wycofuje :)
5. To dla dobra psychicznego suczki. Najwyżej potopisz.
Chyba tego nie muszę komentować?
Co się stało z tym światem...
Na obozie harcerskim koledzy podpuścili mnie, że jak się dotknie krowie wymię, to tak jak dotknąć biustu kobiety. No to dotknąłem.
Okazuje się, że byki nie bardzo lubią, jak się je łapie za jądra...
Na szczęście niedaleko była drabina przystawiona do drzewa i jakoś się uratowałem.
Nie mogłam kiedyś odnaleźć portfela w torebce.
Oczywiście spanikowałam trochę, ciśnienie mi się podniosło, a mózg zaczął pracować w innym trybie.
Zaczęłam wyjmować z torby wszystkie rzeczy, w tym energetyka w dużej puszce. Mając go w ręce stwierdziłam, że skoro go już wyjmuję, to czemu się za chwilę go nie napić? Otworzyłam napój i odstawiłam na bok.
Wielka ulga, portfel odnaleziony. Myślałam w tej chwili tylko o tym, jakim wygrywem jestem, zapominając o wszystkim dookoła.
Pakuję więc wszystkie rzeczy z powrotem do torby i zadowolona ruszam dalej w świat. Po jakiejś półgodzinie naszła mnie ochota napić się energetyka. No więc otwieram torbę, a tam powitała mnie cudowna woń...
Totalnie zapomniałam, że otworzyłam tę puszkę.
Torebka była niestety skórzana i napój nie przesiąkł, tylko sobie tam pływał, zalewając mi wszystkie rzeczy
I tak właśnie straciłam telefon...
Dodaj anonimowe wyznanie