#gcU9f
Chodziłem po skałkach, jeździłem na motorze, robiłem wszystko co dawało adrenalinę. Nie zliczę ile razy skończyłem w szpitalu i budziłem się w łóżku, widząc nad sobą zapłakaną żonę. Raz spadłem ze skałek, innym razem rozbiłem się autem. Cyklicznie co kilka miesięcy trafiałem cały poobijany do szpitala (zaznaczę, że nigdy nie zrobiłem nic, co by mogło komuś zrobić krzywdę, zawsze tylko własnym życiem ryzykowałem). Czy to mnie zmieniło? Ani trochę, patrząc z perspektywy myślę, że byłem uzależniony od tej adrenaliny. Moja żona nie raz płakała, błagała, bym się uspokoił, widziałem, jak każda kolejna moja wizyta w szpitalu łamie jej serce, ale nie zabraniała mi niczego. Wiedziała, że to kocham. A ja wychodziłem z założenia, że życie mamy jedno i trzeba je przeżyć.
Byłem idiotą. Wiem to.
W aucie nie wiedzieć czemu popsuła mi się ta zapinka do pasów. Po prostu w pewnym momencie pas odskakiwał ze środka, czy mi to przeszkadzało?
Przecież nic się nie stanie...
Któregoś dnia rano wziąłem auto żony, nie wiem dlaczego, po prostu jej kluczyki rzuciły mi się w oczy jako pierwsze, a bardzo się śpieszyłem.
Kilka godzin później dostałem telefon. Żona jadąc moim autem do rodziców miała wypadek, cholerna babcia nagle, bez powodu zahamowała aż do zatrzymania na obwodnicy. Zupełnie nie pamiętam drogi do szpitala, a na miejscu okazało się, że żona jest w stanie krytycznym i leży na stole operacyjnym. Pas bezpieczeństwa najprawdopodobniej puścił (Majka przez śmiertelny wypadek brata od dzieciństwa była przewrażliwiona na punkcie pasów, nie pojechałaby bez nich) i podczas hamowania wyleciała przez przednią szybę. I to wszystko przez ten sam pas, którego ja nie chciałem naprawić.
Gdy przywieźli ją z operacji byłem przerażony, jej ciało było pocięte przez fragmenty szyby, miała połamane żebra, przebite płuco, złamaną nogę i rękę, przy czym wciąż nie było wiadomo co z obrzękiem mózgu. Lekarze dziwili się, że w ogóle żyje.
Siedziałem przy niej w każdej możliwej chwili. Nikt nigdy nie zrozumie co czułem w tamtej chwili myśląc, że mogło to się zdarzyć później, gdy wracałaby z naszym synem. Pierwszy raz czułem jakby świat mi się zawalił, wyłem jak dziecko.
Po wielu miesiącach rehabilitacji Majka doszła do siebie, lecz z chodzeniem wciąż ma problem, a ja?
Motor sprzedałem, uważam na siebie, nie skaczę już z klifów, nie jeżdżę crossem bez kasku po lesie, nie wspinam się bez zabezpieczeń (co mi się zdarzało). Uspokoiłem się.
Teraz rozumiem jak moja żona musiała się martwić i wiem, że może życie mamy jedno, ale tylko jedno, więcej szans nie dostanę.
Szkoda tylko, że żeby zmądrzeć musiałem prawie stracić żonę. Podziwiam ją za to, że znosiła moje szaleństwa i właśnie za to kocham ją jeszcze bardziej.
śmiertelny wypadek brata w dzieciństwie wiązał się dla niej z ogromną traumą a ty debilu jeszcze jej dokladales stresów? No brak słów...dobrze że zmadrzales.
Ja się dziwię, że tak długo z nim wytrzymała.
Pasja jak każda inna hyh szkoda że z niej zrezygnował
No, ale z drugiej strony to jego życie, nie?
Ale trzeba nie mieć za grosz serca i empatii, żeby robić coś takiego ukochanej osobie, która miala takie zle doświadczenia.
Szubidubi przeciez wiedziala z kim sie wiaze. Serca to trzeba nie miec aby poznac kogos i kazac mu zmieniac cale swoje zycie.
Czyli z powodu wydarzenia sprzed wielu lat w życiu żony miał rezygnować z życiowej pasji i realizowania siebie? Ona wiedziała z kim się wiąże, a nie miała prawa oczekiwać, że on zmieni całe swoje życie.
Właśnie o to chodzi, że nie zmuszała go do zmiany zachowania. Dzielnie trwała obok, bo wiedziała, że to kocha.
Ludzie mają różne pasje... Nie każdy ma bezpieczne, ale swoje. Nie musi Ci się to podobać. A zresztą może dowiedział się o wiele później, a w wyznaniu napisał o tym wcześniej.
Ty o swoją żonę bałeś się ten jeden raz. Pomyśl, że ona przeżywała to, co Ty wiele, wiele razy. Strach, panika, płacz przy łóżku, świadomość, że możesz się już nie obudzić. Podziwiam ją, że miała w sobie tyle siły, by przeżywać ten strach o Twoje życie tyle razy.
I właśnie, życie mamy jedno, WSZYSCY. Nie tylko Ty, ale i Twoja żona, i dziecko, i przyjaciele, i rodzina.
Oczywiście bardzo Ci współczuję, dobrze, że żona żyje, i że postanowiłeś się uspokoić. Lepiej późno, niż później.
i to zwlaszcza w kontekcie wypadku jej brata, przeciez autor wiedzial...
Czyli wiedząc, ze żona weźmie twoje auto nie poinformowałeś jej o zepsutych pasach? Dodatkowo wiedząc, ze jest na ich punkcie przewrażliwiona? Albo wyznanie jest wymyślone, albo jesteś idiota.
@Luuuuuuzik albo zapomnial
... albo w jego standardach była myśl: „nic się nie stanie”
Byłeś strasznym egoistą,niezbyt mądrym na dodatek. Dobrze,że się opamiętałeś.
Dokładnie, życie mamy jedno, a ja rownież podziwiam twoją żonę za jej cierpliwość. Dobrze, że się ogarnąłeś zanim wydarzyła się tragedia.
Ciekawi mnie tylko co się stało z babeczką która zahamowała tak na tej obwodnicy. I tylko utwierdzam sie w przekonaniu, że w odpowiednim wieku powinny być zbierane dokumenty uprawniające do jazdy.
„Zanim wydarzyła się tragedia”? Jego żona przypłaciła jego lekkomyślność miesiącami rehabilitacji i kalectwem...
Nie wieku, tylko np jakieś badania raz na 5 lat powyżej 60 lat. Bez możliwości kombinowania.
A ja jestem za testami psychologicznymi dla kierowców przed 25. Bo to najczęściej oni powodują wypadki myśląc podobnie jak Autor, że są nieśmiertelni
Ważne, że zrozumiałeś jak bardzo twoje wygłupy źle wpływały na psychikę twojej żony. Szkoda tylko, że dopiero po jej wypadku. Mam nadzieję, że dobrze jej to wszystko zrekompensujesz.
Guzik, a nie rozumiesz. Ona się z tym męczyła przez długi, długi czas - mając w dodatku bolesne wspomnienia związane ze śmiercią brata - a ty bałeś się tylko raz. Masz więcej szczęścia niż rozumu i wiesz co? Nie zasługujesz na taką kobietę.
A ja nie zdziwię się jak Cię rzuci... Nie życzę Ci tego, ale wiesz sam jak jest.. nawet jak z tym skończyłeś.
Piękny morał, masz tylko jedno życie, więc je szanuj
Brzmi jakbyś się za dużo naoglądał niezniszczalnego.