#rxyQN
Dwa miesiące później przypadkiem okazało się, że dziadek w czasie moich snów umierał na raka jelit, niewyobrażalnie się męcząc. Podobno pytał o mnie, kiedy się pojawię, ale nikt do mnie nie zadzwonił.
Znajoma była ze mną, jak dostałam telefon z tą wiadomością. Ciarki przeszły i mi, i jej.
#yplxQ
Tak się poznałyśmy i tak przerzuciłyśmy się po dwóch latach na Facebooka, gdzie wygodniej było pisać i szło wysyłać sobie zdjęcia czy filmy. A potem byłyśmy w czasie, w której nasza znajomość miała już pięć lat - i nadal nie widziałyśmy siebie na żywo poza zdjęciami, filmami, wieloma wiadomościami głosowymi i połączeniami (bo nr tel. swój wzajemny sobie dałyśmy). Zdecydowałyśmy się umówić na kawę w mieście, które obie miałyśmy w połowie naszej drogi do siebie - obie byłyśmy z dwóch krańców Polski, trochę kombinować trzeba było, ale stwierdziłyśmy, że to robimy.
Przejechałam niemal 300 km na darmo. Dojechałam do miasta z umowy, poszłam z mapami Google pod wybraną kawiarenkę i już się miałam rozpłaszczać, kiedy zadzwoniła Ola. Odebrałam. Powiedziała, że nie może przyjechać, bo coś jej wyskoczyło. Choć byłam wściekła, przełknęłam to z szacunkiem na granicy cierpliwości. Poszłam sobie na tę kawę sama, a później wróciłam do domu.
Ale w tym momencie kontakt się urwał. Ola przestała odpisywać na wiadomości, przestała odpowiadać na telefony i SMS-y, usunęła też konto na Wattpadzie. Nie umiałam się z nią nijak porozumieć. Zostawiałam jej miliony pytań, nawet martwiłam się, że coś się stało.
Gdzie przepadła, nie wiem. Nie mam możliwości kontaktu z nią poza pojechaniem wielu km do jej rodzinnego miasta, na co nie umiem się zdobyć. Dziwnie mnie przed tym krokiem coś wewnątrz blokuje.
Nie rozumiem, co się stało.
#f8D5W
Jechałam na zakupy ruchliwą drogą z sygnalizacją świetlną. Stanęłam na światłach, czekam na zielone, doczekałam się. Zielone, wciskam gaz, a samochód nie chce ruszyć. Zdziwiłam się, bo auto na pewno sprawne, mąż mechanik niedawno wszystko sprawdzał i auto chodziło jak igła. No trudno, cisnę znowu - dalej nic, nie ruszam.
Nagle przed nosem zauważyłam rozpędzonego tira, który przejechał na czerwonym świetle... Ja w szoku. Nie powiem, roztrzęsłam się, bo gdybym wjechała na krzyżówkę, to pewnie bym tego nie przeżyła. Po chwili odpalam auto i... bez problemu ruszam.
Mówcie co chcecie, ale ja naprawdę wierzę, że moja mama dalej nade mną czuwa.
#JiCIM
Lata temu, gdy musiałem się nim opiekować w wakacje, a chciałem sobie pograć na kompie, wymyśliłem sposób, żeby go czymś zająć. Kazałem mu być stróżem jak prawdziwy żołnierz i chodzić wokół domu przez 10 minut sprawdzając, czy wszystko okej. Mały podchwycił temat i spokojnym, lecz dziarskim krokiem krążył wokół domu z plastikowym karabinem w ręce i patrolował okolicę.
Niestety mam wcielonego diabła w duszy i czas przedłużyłem do godziny, potem dwóch, a ja sobie spokojnie grałem. I tak przez kilka dni :D
Skończyło się, jak mama się dowiedziała o jego patrolach i dostałem szlaban na kompa.
#O9FEi
Kiedy wróciłem do domu ze swoim "Ignacym", bawiliśmy się świetnie, dopóki nie ścisnąłem go tak, że jego ogon postanowił pójść własną drogą. Jako dzieciak nie wiedziałem, co to są konwulsje, więc mało nie narobiłem pod siebie ze strachu, bo byłem w szoku, że... zarówno oderwany ogon, jak i pozostała część Ignacego zaczęła panicznie wierzgać.
Do tej pory zastanawia mnie mój pierwszy, paniczny odruch. Pognałem do szafki z narzędziami ojca, wyjąłem z niej młotek, po czym z całej siły przyłożyłem nim obu częściom Ignasia...
Do tej pory mam wyrzuty. Ignacy, jeśli jesteś gdzieś tam nad nami, wybacz!
#tpLNM
W naszym bloku mieszka rodzina z trójką dzieci, w tym dwie dziewczynki. Nie można powiedzieć o nich patologia, ale idealną rodziną też nie są. No ale wiedzieliśmy, że im się nie przelewa i ojciec postanowił, że pójdzie piętro wyżej i zapyta, czy łóżko może chcą. Chcieli. Z ochotą wzięli! Łóżko miałoby być dla najstarszej dziewczynki, widziałam jej szczęście na buzi. I tak historia mogłaby się zakończyć, gdyby nie to, co wydarzyło się kilkanaście dni później.
Rodzice tych dziewczynek wnosili MOJE łóżko do bloku obok. Jak się dowiedziała potem moja mama, łóżko zostało sprzedane za dwie stówy....
Tak się wychodzi na pomocy "biednej rodzinie".
#eotc0
Ona przy świeczce uczyła się kuchni. Ja miałam swoją świeczkę i z nudów poszłam do pokoju, w którym na samym środku pokoju stała lampa z abażurem i frędzelkami na dole, bardzo modna w tamtym czasie. Przechodząc obok tej lampy pomyślałam "a co by było, gdyby"... No i podeszłam z tą świeczką do tych frędzelków, przyłożyłam płomień i wiadomo, sprawy potoczyły się bardzo szybko. Lampa zaczęła płonąć, a ja oczywiście zamiast wołać pomocy, to poleciałam po wodę (której praktycznie nie było) i nalałam sobie ledwo kubek. Wpadam do pokoju, leję na ten abażur i nic! No to dalej po następny kubek, i tak kilka razy.
Na całe szczęście tata zdążył wrócić do domu. Wszedł na korytarz i patrzy, a tam przez szklane drzwi "świeci się" abażur. Wpadł do pokoju, szybko wyciągnął lampę na dwór i ugasił ją w końcu.
Oczywiście ochrzan był nieziemski, ale ja do dnia dzisiejszego wszystkim mówię, że to przez przypadek, a nie z myślą: "a co by było, gdyby"...
#P8mz3
Byliśmy szczęśliwi i planowaliśmy dziecko. Udało się, zaszłam. Partner wspierał mnie jak mógł, rozpieszczał, ogólnie sielanka. Do czasu, aż wkradła się moja zazdrość. Zazdrość o jego dwie "przyjaciółki" - Anię i Karolinę. Pisywał z nimi regularnie, ale z początku nie doszukiwałam się niczego złego, poza tym mieszkamy za granicą, a one w Polsce.
Coś mnie tknęło i zaczęłam szpiegować jego komórkę. Widziałam wszystko co robi. Dowiedziałam się, że jeszcze nie będąc ze mną zarywał do Karoliny, ale dostał kosza i pozostali w przyjaźni. W konwersacjach Ania uświadomiła mu, że Karolina jest w nim zakochana i w sumie to chciałaby, żeby coś z tego wyszło, ale że ja już byłam w ciąży, to tak trochę nie bardzo.
Będąc w Polsce na urlopie, w tajemnicy wynajął samochód specjalnie po to, żeby spotkać się z Karoliną. Wysyłał jej kwiaty i książki na urodziny.
Pokłóciliśmy się o to, powiedziałam, że o wszystkim wiem, i dlaczego trzymał to w tajemnicy. Starał się mnie przekonać, że to nic i to my jesteśmy już rodziną i dziecko jest najważniejsze. Nasze stosunki się oziębiły i kazałam mu wybierać: albo ja i dziecko, albo ona/one. Zerwał z nimi kontakt.
Po kilku miesiącach nasza relacja się poprawiła, dziecko urodziło, wszystko było dobrze. Do czasu...
Nie wiem, czy to już z nudów na macierzyńskim, ale przejrzałam jego telefon. Odnowił z nimi kontakt, z K zaczął nawet już flirtować i dzwonić (podpisał ją inaczej w telefonie).
Nie wiem w sumie co dalej. Rozważam polubownie odejście z dzieckiem, ale wiąże nas kredyt, albo próbę wskrzeszenia naszej relacji, ale wiem, że teraz to już w ogóle nie będę mogła mu zaufać.
Poza tym jestem DDA, bardzo ciężko nawiązuję bliskie relacje, mój poprzedni związek był wyniszczający, a przy obecnym partnerze znalazłam szczęście. Myślałam, że już tak zostanie, ale bez zaufania będzie ciężko.
#3GDQe
Album pełen moich zdjęć był przekomiczny, ponieważ jako małe bobo byłam łysa i miałam genialne miny. Oglądamy sobie, raz na jakiś czas wybuchając śmiechem. Aż do pewnego momentu.
Na jednej stronie jako pierwsze było bardzo ładne zdjęcie mnie na jakimś polu campingowym. W tle namioty, ludzie w całkiem ładnych ubraniach, motocykle, auta i inne takie. Stoję sobie w biało-niebieskiej koszuleczce w paski i gatkach. Ogólnie wyszłam przyzwoicie, więc pokazują na nie palcem mówię:
- O, patrzcie jakie fajne!
Nagle rodzice i starsza siostra wybuchają głośnym śmiechem. Ja nie wiedząc, o co im na wszystkie choinki świata chodzi, pytam się, dlaczego się tak śmieją. Odpowiedź była prosta.
Na tym campingu był zjazd motocyklistów. Ja bardzo zafascynowana panami z brodami w skórzanych kurtkach, przy których stały wypasione maszyny, podeszłam do jednego z mamą i zaczęłam wyciągać rękę w jego stronę. Bardzo miły mężczyzna pomiział mnie brodą, trochę się pośmiałam, jednak gdy z powrotem się wyprostował, mała ja ponownie wyciągnęłam rękę. Tym razem sprecyzowałam swoje żądania mówiąc "daj!" i skacząc, pokazując małą rączką na kask. Brodacz podał mi przedmiot z uśmiechem na twarzy, a ja zabrałam go i odbiegłam kilka kroków dalej. Mama zaczęła rozmawiać z przesympatycznym panem, przez co i on, i ona stracili zainteresowanie moją osobą.
W oddali zauważyłam jakieś dziecko, które sika, bądź robi co innego, do nocnika. Mając na sobie majteczki, z powodu braku pampersów, nagle uświadomiłam sobie, że też chce mi się załatwić. Sikałam w majty wiele razy, ale tu chodziło o coś grubszego. Chyba głupio mi było zesrać się do majtek, albo natchnął mnie ten dzieciak w oddali, ale w jednym momencie położyłam dar od motocyklisty na ziemi, ściągnęłam majtki, usiadłam i z zadowoleniem na twarzy zrobiłam swoje do kasku...
Na szczęście poszkodowany miał niezły ubaw z tej sytuacji.