Powiedziałam mojemu partnerowi, że jestem w ciąży. Był przeszczęśliwy. Z tej radości aż wyrzucił naszego 14-letniego psa z domu, żeby w przyszłości nie przeszkadzał dziecku. Czyli prawdopodobnie skazał go na śmierć albo ogromne cierpienie.
Obdzwoniłam wszystkie schroniska i nigdzie go nie ma. Jestem w rozsypce, tego psa mam od dzieciństwa, jest dla mnie jak członek rodziny. Nie wiem, czy chcę być z człowiekiem, który potraktował żywą, czującą istotę w taki sposób. Prawdopodobnie nie chcę.
Było to jak miałam może 3 może 4 lata. Wtedy sny mieszały mi się z rzeczywistością. Miewałam bardzo realne sny, a lokacje ze snów były bardzo podobne za każdym razem, więc wiedziałam gdzie idę. Nadal we śnie mam kilka lokacji, które nie istnieją w normalnym świecie, ale znam je dokładnie że świata snów. Przez bardzo realistyczne sny prawie doprowadziłam do rozwodu rodziców.
Tato często zabierał mnie na spacery. Podczas takich spacerów czasami były budki z przekąskami/piwem blisko placu zabaw, więc tato sącząc piwko pilnował małą mnie. Taki widok musiał mi zapaść w pamięć, bo często we śnie ja się bawiłam a tato siedział gdzieś przy stoliku barowym.
W jakimś momencie w moich snach była duża zjeżdżalnia kończąca się kulkowym basenem. Śniłam o tym miejscu dość często, aż zaczęłam prosić tatę w normalnym życiu, aby mnie tam zabrał.
Sytuacja ze strony mamy wyglądała następująco: dziecko prosi, aby tato zabrał w miejsce "gdzie są kulki". Tato nie ma pojęcia gdzie to jest. Dziecko opisuje dokładnie ze szczegółami co tam jest, tato nadal nie ma pojęcia, a pytany przez mamę mówi, że nie ma pojęcia o co chodzi. Sytuacja powtarza się kilkukrotnie przez kilka tygodni, dodatkowo dziecko starając się "przypomnieć" tacie mówi o pani, z którą przecież tam rozmawiał. Przez kilka tygodni ojciec tłumaczył mamie, że nie ma zielonego pojęcia kiedy zabrał mnie w miejsce gdzie jest basen z kulkami, nawet nie ma pojęcia gdzie może być taki basen, no w naszym mieście takiego nie było. Nie ma też pojęcia o żadnej Pani z którą rozmawiał.
Po jakimś czasie kiedy mama była obrażona, "bo dziecko nie kłamie", okazała się, że owszem nie kłamie, ale śni.
Sen/sny pamiętam nadal dokładnie, a Pani była barmanką w tym śnie ;)
Jestem dzieckiem z gwałtu. Gdy miałam 5 lat, moja mama skoczyła z okna. Odebrała sobie życie. Praktycznie nie pamiętam nic z lat, gdy żyła, poza jednym zniekształconym obrazem, gdzie mama płakała, ja chciałam podejść do niej i ją przytulić, ale usłyszałam tylko, że mam iść do pokoju. Potem kilka lat spędziłam w domu dziecka, aż w końcu adoptowała mnie nowa rodzina. Cóż, dach nad głową i jedzenie miałam, ale gdy tylko urodziło się im ich własne dziecko, mnie traktowali jak intruza w domu. Mając 18 lat, wyprowadziłam się.
Obecnie nie mam skończonej szkoły, pracuję na zmywaku i wynajmuję najtańszy pokój w jakiejś ruderze. Ogólnie w życiu nie mam nic - rodziny, pieniędzy, wsparcia, miłości. Jednak nie przeżywam tego aż tak, nauczyłam się tak żyć, więc jest to dla mnie normalne. I o ile jestem w stanie funkcjonować mimo tego wszystkiego, to jednak jedyną rzeczą, przez którą płaczę co noc i odechciewa mi się żyć jest faķt, że pochodzę z gwałtu. Nie wiem jak to wyglądało ani kto zrobił to mojej matce, więc ciągle to sobie wyobrażam. Cały czas moją głowę nachodzą bolesne myśli w jakim bólu zostałam poczęta, czy matka znała oprawcę, dlaczego on to zrobił, co czuła moja matka w trakcie gwałtu jak i po nim, no i najgorsze - czemu mnie urodziła? Nie chodzi o to, że mam myśli samobójcze, ja zwyczajnie podświadomie czuję się winna śmierci matki.
Wiem doskonale, że tak nie jest i nie ponoszę żadnej winy za to, ale to jest takie podświadome. Osoby w podobnych sytuacjach pewnie to rozumieją. Czuję też straszne obrzydzenie do siebie przez to, że jestem spokrewniona z potworem. Naprawdę nie da się tego opisać, jak bardzo boli świadomość, że jest się dzieckiem gwałciciela.
W czasach licealnych byłam piekielnie zazdrosna o koleżankę swojego chłopaka. Zazdrość ta opierała się tylko i wyłącznie na jej urodzie i stylu ubierania - bardzo długich blond włosach, szczupłej sylwetce, cerze mlecznej i czystej; nawet bez jednego pryszcza. Ciuchy zawsze zagraniczne i zawsze chwilę po staniu się szałem w tamtych czasach. Nawet akcesoria czy drobne pierdółki sprawiały, że byłam zazdrosna, bo sama nie mogę ich mieć.
Spędzali ze sobą dużo czasu, mieli wiele wspólnych tematów, wspólnie uczęszczali na imprezy. Bardzo ją lubiłam i nigdy nie mogłam powiedzieć złego słowa o tej znajomości. Kontakty się urwały. Ostatni był wiele lat temu na weselu wspólnego znajomego ze szkoły. Teraz, z moim już mężem, mieszkamy w innej części kraju, a ona wyjechała za granicę.
Nikt nie wie i nigdy nie dowie się, że ta chorobliwa zazdrość uczyniła mnie stalkerką. Pomimo tego, że się już nie widzimy, ja ze swojego wyglądu też jestem zadowolona, kolekcjonuję jej zdjęcia w ukrytym folderze. Mam ich ponad 200. Nie wiem kiedy dokładnie się to zaczęło. Chyba wrzuciła na instagram zdjęcie gdzie wyglądała niezwykle zjawiskowo. Od tamtej pory, każde jej zdjęcie, które mi się w jakiś sposób spodoba, ląduje w mojej skrytce. Moim źródłem są media społecznościowe jej i jej znajomych. Nigdy nie zbieram zdjęć, na których wyszła niekorzystnie. Nigdy też nie mam zamiaru wykorzystać ich w jakichś niecnych celach.
Ot, moje dziwactwo. Myślę, że był to impuls i naszło mnie akurat w czasie wzmożonego stresu. Pomimo, iż mam do tego zbieractwa jakiś bezsensowny sentyment, to dojrzałam już do decyzji o jego zaprzestaniu i usunięciu mojego folderu.
Mając 11 lat, chodziłam do klasy z chłopcem, który był synem dyrektora szkoły. Bardzo korzystał ze swojego "przywileju" poprzez znęcanie się nade mną i innymi dziećmi. No cóż, jemu było wszystko wolno, bo syn dyrektora. Miarka się przebrała, gdy popchnął mnie ze schodów i złamałam obie nogi. Co zrobił jego ojciec?
Dopilnował usunięcia nagrania z monitoringu na korytarzu, gdzie to się wydarzyło. Potem w sądzie próbował kłamać, że to był tylko wypadek, ale na szczęście sąd nie miał podstaw by mu wierzyć. Sprawę wygrałam, a dyrektor dostał zakaz wykonywania zawodu. A co do jego syna, jakoś rok temu widziałam go na mieście, gdzie prowadził bardzo agresywną kłótnię z jakąś dziewczyną.
Moj 22 letni brat twierdzi, że tabletki antykoncepcyjne zabijają płody. Na nic moje tłumaczenia, że tabletka działa w zasadzie tak, że nie doprowadza do zapłodnienia, a nie zabija zapłodnioną komórke. Nic, jak do ściany, bo on wie lepiej, bo przeczytał w jakimś religijnym magazynie.
Żona mojego przyjaciela jest w ostatnim tygodniu ciąży. Przedwczoraj zmarł jego wujek z drugiego końca Polski, więc jadą dzisiaj całą rodziną na pogrzeb, żona zostaje w domu. Spytał mnie, czy jeśli zaczęłaby rodzić, to ją zabiorę do szpitala, odpowiedziałem, że pewnie.
Teraz czuję się jak ojciec zastępczy, siedzę nakręcony w robocie i nie mogę się na niczym skupić, wiercę się na krześle i co chwila sprawdzam, czy dzwoniła.
Teściowa chce wyremontować sobie pokój w mieszkaniu, który pamięta późne lata 70. Dzisiaj budowlańcy są zarąbani robotą i przy okazji się cenią, więc ucieszyła się jak w końcu znalazła takiego, który ma wolny termin.
Pan starszy przyszedł, obejrzał 25-metrowy pokój, w którym ma wyrównać ściany i sufit, potem pomalować, pokręcił głową, podumał i wypalił z ceną "Proszę pani, 1800 plus materiały". Teściowa się wściekła, ale wytłumaczyliśmy jej, że no cóż, takie czasy, dorzucimy grosza, niech bierze gościa. Wzięła. Przyszedł na kolejne oględziny. Ogląda pokój raz jeszcze i mówi "ale wie pani, ja mam problemy z sercem, musicie jakoś wnieść te materiały". Teściowa się znów wkurzyła, bo mieszkają na 3 piętrze, sama ma ponad 70 lat i w dodatku mocno rozwiniętą astmę, ale ponieważ ciężko o kogoś do remontu, to umówili się na ostateczną rozmowę. Tym razem obecny był szwagier. Pan budowlaniec znów ogląda, dotknął palcem ściany, przejechał ręką po suficie, skrzywił się i wypalił do szwagra:
- No, ale wie pan co, pan będzie musiał zeskrobać farbę z sufitu.
Bum! Szwagier zachował resztki zimnej krwi i spokojnie odpowiedział:
- Dobra, ale to za co ja panu płacę, skoro mam wnieść materiały i zeskrobać sufit?
Budowlaniec niezrażony go pocieszył:
- Nie, nie, spokojnie, ja też do tego rękę przyłożę.
Kazali mu wyjść i nie przychodzić. Szwagier sam wyremontuje pokój.
Kiedy miałam osiem lat, mama spakowała moje rzeczy, wyrzuciła na korytarz i kazała wypi***alać.
Nikt nigdy mi w to nie uwierzył.
Nie mam dwóch zębów, jedynek dolnej i górnej. W wieku 14-15 lat razem z kumplami obejrzeliśmy "Podziemny krąg", przesłanie ani głębsza interpretacja tego wspaniałego filmu były dla nas niczym, liczyło się to, że się "naparzali". Jak się pewnie domyślacie, zorganizowaliśmy sobie taką walkę w stodole taty jednego z nas.
Oczywiście nie było tak "epicko" jak na filmie, ale ogólny bilans był dość niezły - jakieś 4 wybite zęby, kilka rozciętych brwi, sporo siniaków i wybite palce.
Cała akcja odbyła się tylko raz, za drugim razem każdy miał jakieś wytłumaczenie. Jednym wprost rodzice "wybili" takie "zabawy" z głowy, nie dając wiary w tłumaczenie, że to na WF albo podczas zabawy, jak przyszli z rozoranym łukiem brwiowym i zdartymi knykciami na dłoniach.
Do dzisiaj nikt nie wie, że w taki debilny sposób straciłem zęby i noszę protezy, całe szczęście nikt nigdy tego nie znajdzie na żadnym YT...
P.S. Wygrałem swój pojedynek.
Dodaj anonimowe wyznanie