Jak byłam mała, często nocowała u nas kuzynka. Zawsze „bawiłyśmy się” w lekarza i nawzajem wpychałyśmy sobie np. klocki, udając, że to lekarstwo albo dziecko, które po jakimś czasie wyciągałyśmy...
Raz nocował też kuzyn i kuzynka chciała pokazać mu, jak wygląda cipka, więc ja robiłam za manekina, nogi do góry i kuzynka tłumaczyła kuzynowi, którędy dziewczynki sikają i gdzie może włożyć palca, bo jest dziurka.
Przez okres wieku 12-15 lat myliłam Leonarda DiCaprio z Leonardem da Vinci.
Dziś mija dokładnie rok od czasu, kiedy zostałam porzucona przez męża dla 34-letniej kobiety (ja mam prawie 50). O ironio, miała tyle lat, ile trwał nasz związek. Wtedy myślałam, że świat się skończył, a mnie nic pięknego już nie spotka. Czułam się jak stary, wyrzucony na śmietnik mebel. Wsparcie super ludzi i moich trzech dorosłych córek pozwoliło mi stanąć na nogi. Nie ukrywam, że nie było łatwo.
Dziś, z perspektywy czasu, mogę napisać coś, w co wtedy nigdy bym nie uwierzyła – to, co się stało, było najpiękniejszym i najlepszym, co mogło mnie spotkać. Obudziłam się ze złego snu i zrozumiałam, że żyłam cały czas nie swoim życiem. Dzięki temu doświadczeniu zaczęłam odbudowywać siebie. Znalazłam w sobie siłę, której wcześniej nie znałam. Zmieniam pracę, a od października rozpoczynam studia psychologiczne – coś, o czym zawsze marzyłam. Życie nigdy wcześniej nie smakowało tak, jak teraz. Czuję, że naprawdę żyję, że oddycham pełną piersią, że jestem wolna.
Piszę to, żeby dodać otuchy tym z Was, którzy są teraz w kryzysie, w bólu, w zwątpieniu. Wiem, jak to jest czuć, że już nigdy nie będzie lepiej. Ale będzie. Naprawdę. Zakończenie relacji i silne uzależnienie od osoby narcystycznej czy toksycznej powoduje u nas emocjonalny rollercoaster, a nam, o ironio, wydaje się, że ten partner jest całym naszym światem – a kiedy odchodzi, wydaje się, że tego świata już nie ma. A prawda jest taka, że dopiero wtedy zaczynamy odkrywać życie – swoje własne życie, piękne i pełne możliwości.
Jeśli teraz cierpisz i jesteś na początku drogi, proszę – trzymaj się tej myśli: że za jakiś czas uśmiechniesz się i pomyślisz, że to, co Cię spotkało, było początkiem Twojej największej przemiany i pięknej drogi.
Jestem tu z Wami i wierzę, że każdy z nas ma w sobie siłę, żeby odbudować siebie i zacząć żyć naprawdę! I pamiętajcie: NIC NIE DZIEJE SIĘ NAM, A DZIEJE SIĘ DLA NAS.
Właśnie dostałam opieprz od pewnego tatusia roku, bo nie widzę, że dzieci jadą.
Dlaczego nie widziałam?
Bo siedzę na przystanku na wąskim chodniku i czytam książkę.
Grupa dzieciaków na rowerach prawie przejechała mi po nogach, no ale to ja mam uważać…
Jestem już długi czas z dziewczyną, około 7 lat. Po takim czasie czas się ożenić, ale tutaj pojawia się problem, bo dziewczyna powiedziała, że ona nie chce mieszkać w domu, w którym mieszkam ja sam, bo jej się nie podoba wystrój i położenie pokoi oraz to, że dom należy do mnie, a nie do nas. Pierścionek już kupiłem, ale w mojej głowie ciągle mam to, że ona nie będzie chciała się wprowadzić do mnie i myślę, czy pytać ją o rękę, bo po co, skoro będziemy mieszkać osobno. Może ktoś miał podobny problem i powie, co w tej sytuacji zrobić.
Moja mama myje się w łazience przy otwartych drzwiach. Możecie myśleć różne rzeczy, ale ona nie widzi w tym nic dziwnego :) Ma 60 lat, a ja 20.
Jak przychodzą znajomi, to wchodzi im do łazienki bez pukania.
Byłem pomysłowym nastolatkiem. Warszawa, nowo otwarta druga linia metra. Oczywiście piękne toalety, niedaleko których stało wyposażenie do jakiegoś punktu usługowego, który też miał być w podziemiach. Miałem wtedy przenośny mikrofon, stanąłem za tym wyposażeniem, żeby się nie rzucać w oczy, i kiedy ktoś dotykał klamki drzwi od toalet, mówiłem na cały głos: „KUPA JEST PŁATNA!!”.
Ludzie różnie reagowali – większość po prostu wchodziła, kilka osób odskoczyło jak oparzone, jeden facet wybuchnął głośnym śmiechem.
Teraz po latach to już by nie przeszło, bo wszędzie kamera na kamerze i zaraz by mnie zdjęli.
Mam nadzieję, że nikt przeze mnie nie narobił w spodnie.
Wyjadam mojemu psu chrupki – takie kosteczki. Najlepsze są te żółte. Nikomu się do tego nie przyznam, wiecie tylko wy.
Szkoda mi tylko Maksia, zawsze patrzy na mnie z ogromnym wyrzutem w oczkach. Ale co poradzić, kiedy to silniejsze ode mnie?
Od początku wakacji pracuję w restauracji/pubie nad morzem. Ostatnio przyszedł do nas klient ze stuzłotowym banknotem w dłoni, oparł się o bar i wymachując stówą, spytał:
– Macie pięćdziesiątkę?
Spojrzałam w stronę kasy. Akurat było dość krucho z drobnymi, więc odpowiedziałam mu:
– Niestety nie mamy jak rozmienić, akurat kończą nam się drobne, a bardzo ich potrzebujemy...
Gościu strzelił facepalma:
– Wódkę, dziewczyno! Macie, kurrrrna, wódkę?!
Muszę to w końcu z siebie wyrzucić.
Ponad trzy lata temu zerwałam z moim narzeczonym. Od samego początku wydawało mi się, że to ten jedyny. Po pięciu latach związku czegoś mi brakowało, sama do końca nie wiedziałam czego. Często słyszeliśmy w żartach, że on jest za dobry dla mnie. I faktycznie. Po tych trzech latach, po kilku poznanych facetach, sama przed sobą przyznaję, że to był ten jedyny. Na siłę szukałam w nim nowych wad. Miał je jak każdy, a ja je tylko wyolbrzymiałam. Próbowałam go zmienić — nie wiem po co. Kiedyś się z tego śmiałam, ale teraz tak, był dla mnie za dobry. Cholernie za nim tęsknię. Od paru miesięcy nie ma niemalże dnia, kiedy bym o nim nie myślała. Tak bardzo bym chciała cofnąć czas, żeby znów był obok mnie. Najbardziej też chyba żałuję, że na koniec „nawrzucałam mu”. Patrzyłam na to, jaki on jest, a nie na to, jaka ja jestem wobec niego. Źle go traktowałam. Nie szanowałam go. Mogłabym go przepraszać codziennie do końca życia, byle by tylko był ze mną.
Dodaj anonimowe wyznanie