#8vHCj

Jak byłam mała, często nocowała u nas kuzynka. Zawsze „bawiłyśmy się” w lekarza i nawzajem wpychałyśmy sobie np. klocki, udając, że to lekarstwo albo dziecko, które po jakimś czasie wyciągałyśmy...

Raz nocował też kuzyn i kuzynka chciała pokazać mu, jak wygląda cipka, więc ja robiłam za manekina, nogi do góry i kuzynka tłumaczyła kuzynowi, którędy dziewczynki sikają i gdzie może włożyć palca, bo jest dziurka.

#9zpRP

Dziś mija dokładnie rok od czasu, kiedy zostałam porzucona przez męża dla 34-letniej kobiety (ja mam prawie 50). O ironio, miała tyle lat, ile trwał nasz związek. Wtedy myślałam, że świat się skończył, a mnie nic pięknego już nie spotka. Czułam się jak stary, wyrzucony na śmietnik mebel. Wsparcie super ludzi i moich trzech dorosłych córek pozwoliło mi stanąć na nogi. Nie ukrywam, że nie było łatwo.
Dziś, z perspektywy czasu, mogę napisać coś, w co wtedy nigdy bym nie uwierzyła – to, co się stało, było najpiękniejszym i najlepszym, co mogło mnie spotkać. Obudziłam się ze złego snu i zrozumiałam, że żyłam cały czas nie swoim życiem. Dzięki temu doświadczeniu zaczęłam odbudowywać siebie. Znalazłam w sobie siłę, której wcześniej nie znałam. Zmieniam pracę, a od października rozpoczynam studia psychologiczne – coś, o czym zawsze marzyłam. Życie nigdy wcześniej nie smakowało tak, jak teraz. Czuję, że naprawdę żyję, że oddycham pełną piersią, że jestem wolna. 

Piszę to, żeby dodać otuchy tym z Was, którzy są teraz w kryzysie, w bólu, w zwątpieniu. Wiem, jak to jest czuć, że już nigdy nie będzie lepiej. Ale będzie. Naprawdę. Zakończenie relacji i silne uzależnienie od osoby narcystycznej czy toksycznej powoduje u nas emocjonalny rollercoaster, a nam, o ironio, wydaje się, że ten partner jest całym naszym światem – a kiedy odchodzi, wydaje się, że tego świata już nie ma. A prawda jest taka, że dopiero wtedy zaczynamy odkrywać życie – swoje własne życie, piękne i pełne możliwości.
Jeśli teraz cierpisz i jesteś na początku drogi, proszę – trzymaj się tej myśli: że za jakiś czas uśmiechniesz się i pomyślisz, że to, co Cię spotkało, było początkiem Twojej największej przemiany i pięknej drogi. 
Jestem tu z Wami i wierzę, że każdy z nas ma w sobie siłę, żeby odbudować siebie i zacząć żyć naprawdę! I pamiętajcie: NIC NIE DZIEJE SIĘ NAM, A DZIEJE SIĘ DLA NAS.

#gwmud

Jestem już długi czas z dziewczyną, około 7 lat. Po takim czasie czas się ożenić, ale tutaj pojawia się problem, bo dziewczyna powiedziała, że ona nie chce mieszkać w domu, w którym mieszkam ja sam, bo jej się nie podoba wystrój i położenie pokoi oraz to, że dom należy do mnie, a nie do nas. Pierścionek już kupiłem, ale w mojej głowie ciągle mam to, że ona nie będzie chciała się wprowadzić do mnie i myślę, czy pytać ją o rękę, bo po co, skoro będziemy mieszkać osobno. Może ktoś miał podobny problem i powie, co w tej sytuacji zrobić.

#8xyRq

Byłem pomysłowym nastolatkiem. Warszawa, nowo otwarta druga linia metra. Oczywiście piękne toalety, niedaleko których stało wyposażenie do jakiegoś punktu usługowego, który też miał być w podziemiach. Miałem wtedy przenośny mikrofon, stanąłem za tym wyposażeniem, żeby się nie rzucać w oczy, i kiedy ktoś dotykał klamki drzwi od toalet, mówiłem na cały głos: „KUPA JEST PŁATNA!!”.
Ludzie różnie reagowali – większość po prostu wchodziła, kilka osób odskoczyło jak oparzone, jeden facet wybuchnął głośnym śmiechem.
Teraz po latach to już by nie przeszło, bo wszędzie kamera na kamerze i zaraz by mnie zdjęli.
Mam nadzieję, że nikt przeze mnie nie narobił w spodnie.

#Torfp

Od początku wakacji pracuję w restauracji/pubie nad morzem. Ostatnio przyszedł do nas klient ze stuzłotowym banknotem w dłoni, oparł się o bar i wymachując stówą, spytał:
– Macie pięćdziesiątkę?
Spojrzałam w stronę kasy. Akurat było dość krucho z drobnymi, więc odpowiedziałam mu:
– Niestety nie mamy jak rozmienić, akurat kończą nam się drobne, a bardzo ich potrzebujemy...
Gościu strzelił facepalma:
– Wódkę, dziewczyno! Macie, kurrrrna, wódkę?!

#lIgfc

Muszę to w końcu z siebie wyrzucić. 
Ponad  trzy lata temu zerwałam z moim narzeczonym. Od samego początku wydawało mi się, że to ten jedyny. Po pięciu latach związku czegoś mi brakowało, sama do końca nie wiedziałam czego. Często słyszeliśmy w żartach, że on jest za dobry dla mnie. I faktycznie. Po tych trzech latach, po kilku poznanych facetach, sama przed sobą przyznaję, że to był ten jedyny. Na siłę szukałam w nim nowych wad. Miał je jak każdy, a ja je tylko wyolbrzymiałam. Próbowałam go zmienić — nie wiem po co. Kiedyś się z tego śmiałam, ale teraz tak, był dla mnie za dobry. Cholernie za nim tęsknię. Od paru miesięcy nie ma niemalże dnia, kiedy bym o nim nie myślała. Tak bardzo bym chciała cofnąć czas, żeby znów był obok mnie. Najbardziej też chyba żałuję, że na koniec „nawrzucałam mu”. Patrzyłam na to, jaki on jest, a nie na to, jaka ja jestem wobec niego. Źle go traktowałam. Nie szanowałam go. Mogłabym go przepraszać codziennie do końca życia, byle by tylko był ze mną.
Dodaj anonimowe wyznanie