Kiedy miałam 8 lat, skrzywdził mnie ojciec. W najgorszy dla dziewczyny sposób... Powiedziałam mamie, zaczęły się wycieczki po lekarzach, psychologach, ogólnie 100% wsparcia - naprawdę cała najbliższa rodzina robiła wszystko, żeby pomóc mi przejść przez tę sytuację. Ojciec sam skończył swój żywot w areszcie, czekając na rozprawę. Podobno sam...
Od kiedy skończyłam 18 lat robiłam wszystko, żeby jak najmniej fizycznie przypominać ojca. Zaczęłam od wycięcia znamienia, które mieliśmy w tym samym miejscu, później korekta nosa, kwas hialuronowy co kilka miesięcy w usta, uniesienie opadających powiek, kolorowe soczewki, keratynowe prostowanie co kilka tygodni, bo ojciec miał sprężynki jak ja. Sfiksowałam na tym punkcie, każdego dnia przyglądałam się swojemu ciału w poszukiwaniu podobieństw.
2 lata temu urodziłam córkę - wygląda kropka w kropkę jak on. Te same loczki, usta, nos, zielone oczy... Gdzieś w głębi serca ją kocham, ale nie potrafię na nią patrzeć. Nie umiem zachwycać się jej urodą jak reszta - dla mnie wygląda jak potwór.
Jutro pierwsza wizyta u psycho, sama nie potrafię tego przepracować, a wiem, że unieszczęśliwiam własne dziecko.
Pewnego wieczoru zaniepokoiły mnie strasznie dziwne dźwięki spod mojego okna (parter). Brzmiało trochę jak zwierzęta, ale niekoniecznie, bo było to coś jak warczenie, pomieszane z sapaniem i bardzo nieprzyjemnymi jękami. W pierwszej chwili pomyślałam, że może to dziki, a w drugiej, że chyba tam ktoś kogoś co najmniej morduje. W panice zadzwoniłam na policję. No i okazało się, że swoimi obawami, przerwałam parze bezdomnych uprawianie miłości...
Mam tak wielkie i obwisłe wargi sromowe mniejsze, że, będąc bez ubrań, gdy odpowiednio mocno trzepię nogą, to potrafię nimi klaskać.
Byłam wtedy kilkuletnim dzieckiem. Nie wiem, ile dokładnie mogłam mieć lat, 5 albo 6? Pojechałam z rodzicami w odwiedziny do ciotki i wujka, mieszkali w dość niebezpiecznej dzielnicy. Było lato, popołudnie. Dorośli gadali przy kawie, a mnie się nudziło, więc wyszłam na uliczkę przy domu ciotki i wujka poszukać innych dzieci, z którymi mogłabym się pobawić, robiłam tak już nie raz.
I wtedy nagle usłyszałam krzyki, jakieś stłumione jęki, ktoś był wyraźnie wściekły. Odwróciłam się, kilkanaście metrów za mną, w uliczce, na ziemi leżał półnagi mężczyzna. Na nim siedział okrakiem inny mężczyzna, krzyczał i wbijał temu leżącemu nóż w klatkę piersiową, wiele razy, widziałam krew. Ten leżący coś jęczał, może płakał. Zaczęłam wrzeszczeć "MAMOOOO!", w sumie nawet nie wiem, czemu akurat mamo, teraz jestem dorosła i wydaje mi się to bez sensu, lepiej byłoby zawołać ojca, ale myślę, że dla kilkuletniego dziecka to był odruch, zawołać mamę, jak działo się coś złego. Z domu wybiegł wujek, minął mnie, pobiegł do tych mężczyzn, a mnie szybko wciągnięto z powrotem na podwórko przed domem, nie wiem, co tam się dalej działo. Pamiętam tylko, że po kilku minutach wujek stał przy ogrodzeniu, tam była pompa. Odkręcił ją i mył przedramiona i ręce, całe we krwi.
Nie pamiętam reakcji otoczenia bezpośrednio po tym zdarzeniu. Minęło kilkanaście lat, a ja nie przestałam myśleć o tym, co się wtedy stało. To do mnie wraca, raz na kilka lat. Próbowałam o tym rozmawiać z rodzicami, ale oni twierdzą, że nic nie pamiętają. Że to się nigdy nie wydarzyło. Raz, wiele lat temu, zapytałam o to ciotkę, śmiała się, kręciła głową i zastanawiała się, co ja mam w głowie...
A ja wiem, że to nie był sen. Nie naoglądałam się strasznych filmów, byłam bardzo surowo wychowywana. Gdy wieczorami chciałam posiedzieć w salonie, gdzie był telewizor, miałam nakaz siedzieć tyłem do niego i nie oglądać. Nie czytałam też strasznych książek. Nie mam schizofrenii ani innych zaburzeń psychicznych. Nie byłabym w stanie jako kilkulatka wymyślić takiej historii. Poza tym, gdy byłam dzieckiem, bardzo bałam się odgłosów karetek, policji, w sensie syren. I wiem, że zapamiętałabym, gdyby wtedy na miejsce przyjechała karetka, bo panicznie się ich bałam. Tam nie było karetki.
Z drugiej strony, po co wszyscy mieliby kłamać, kogoś kryć, że takie wydarzenie nie miało miejsca? To mogłoby, na siłę, pasować do ciotki i wujka, ale nie do moich rodziców. Nie zmyślaliby, moja mama na pewno chciałaby z czymś takim pójść na policję.
Próbowałam poszukać na ten temat informacji w internecie, ale kiepsko mi idzie. Nie ma publicznego archiwum spraw kryminalnych, spróbuję przejrzeć stare wydania gazet, ale to kilka tysięcy egzemplarzy. Nie pójdę z tym na policję, wyśmieją mnie. Męczy mnie to, nie wiem, co mam z tym zrobić.
Autobus zbliżał się do mojego przystanku, więc przeszłam, aby stanąć przy drzwiach. Wtedy usłyszałam głos jakiegoś obcego chłopaka:
- Wychodzimy? - odezwał się, na co skinęłam głową.
No i tak się jakoś stało, że wyszliśmy z autobusu, później wyszliśmy na kawę, do kina... Wychodziliśmy razem przez kilka lat, a pół roku temu wyszłam za niego za mąż. :)
Jak byłam mała, byłam dość pulchnym dzieckiem lubiącym słodycze, ale.. z uczuleniem na kakao. Jako że łasuchem byłam wielkim, dawałam się nabierać na wszystkie sztuczki rodziców, żeby tylko móc zjeść czekoladę. W ten sposób w największe kłamstwo mojego dzieciństwa, że CZARNINA JEST ZUPĄ Z CZEKOLADY wierzyłam dobre kilka lat. Oczywiście teraz nie mogę na tę zupę patrzeć, nie mówiąc o jedzeniu.
Mam dziwne upodobanie, którego raczej żadna z moich przyjaciółek nie zrozumie ;) Mega kręci mnie, jak mąż mi opowiada o tym, co robił ze swoimi byłymi. Nie wiem z czego to wynika, ale to bardzo podkręca atmosferę. Nie chodzi o to z kim, ale co robił i to, że jest to prawdziwe wspomnienie.
Ostatnio mam ciężkie miesiące i kasy mam na styk, aby zapłacić za czynsz i mieć na jedzenie, dlatego też dorywczo czasami coś zahaczę. Sprawdzałam stan konta, bo miałam dostać pieniądze za przepracowany dzień, a tam pieniądze jak za cały miesiąc. Zadzwoniłam do firmy. Podziękowali za telefon, okazało się że wysłali mi czyjąś wypłatę. Oddałam nadmiar pieniędzy. Pewnie by się nie zorientowali za szybko i kilka osób mi mówiło, że mogłabym się nie przyznawać, ale uczciwość wygrała.
Nie mogłabym udawać, że nic się nie stało.
Mój brat popełnił samobójstwo kilka lat temu. Wyskoczył z 16. piętra. Tyle tylko, że wybrał jeden z najbardziej egoistycznych sposobów i ze sobą „na drugą stronę” zabrał maleńkie dziecko. Spadł na wózek, centymetry przed pchającą go matką.
Dlaczego teraz to mówię? Bo moja kumpela z nowej pracy od kilku dni jest przybita, rozdrażniona… Inna po cichu wyjaśniła mi powód - zbliża się listopad, a ona kilka lat temu straciła dziecko w taki straszny sposób… spadł na nie samobójca.
Nie potrafię jej spojrzeć w oczy.
Raz zdarzyło mi się przysnąć w pociągu. Wracałam od rodziny i byłam strasznie zmęczona. To była bardzo wczesna pora, chyba koło 4, więc pociąg świecił pustkami. W moim wagonie siedział jeszcze mężczyzna, ale na tyle daleko, że nawet nie zwróciłam uwagi. Niestety. Obudziło mnie lekkie szarpnięcie. Jak się okazało, ten mężczyzna, korzystając z tego, że śpię, bez skrępowania podszedł do mnie, żeby podotykać mego biustu. Gdy ocknęłam się, on uśmiechnął się i wybiegł z pociągu, który właśnie zatrzymał się na stacji. Nawet mu się nie przyjrzałam.
Od tamtej chwili już nigdy nie zasnęłam w żadnej komunikacji i wręcz zaczynam nieco panikować, gdy zostaję w przedziale/wagonie sama.
Dodaj anonimowe wyznanie