Czasami żeby z kimś porozmawiać wchodzę na czat jako kobieta i flirtuje całymi godzinami, bez jakiś seksualnych podtekstów, po prostu rozmawiam, żartuje i przebojem zdobywam serca rozmówców!
W realu nie umiem tak, jestem zupełnym przeciwieństwem. Nie chciałbym być kobietą, nie przebieram się w damskie ciuszki po kryjomu, na czacie pisze jako kobieta, bo odnoszę wrażenie że ludzie są wtedy milsi a miłe słowa, których mi bardzo brakuje, rekompensują mi trudy dnia co dziennego.
Uwielbiam kiedy ktoś pisze do mnie kotku etc. To chyba chroniczna, koszmarna samotność i zdziwaczenie. Takie to moje anonimowe wyzwanie.
Chciałbym wam opowiedzieć parę historii z dzieciństwa.
Chodziłem do przedszkola gdzie zawsze było do wyboru leżakowanie lub oglądanie filmu, który któryś z przedszkolaków przyniesie z domu. Pewnego dnia chciałem się pochwalić przed wszystkimi moja ulubiona bajką na VHS o kocie w butach. Po skończonym seansie poszedłem do przedszkolanki po moją kasetę, lecz ona powiedziała żebym przed pójściem do domu przyszedł po nią, a ona będzie bezpieczna.
W sumie się zgodziłem bo to był dobry pomysł. Natomiast gdy już zbierałem się do domu i poprosiłem o kasetę usłyszałem, że już mi ją oddala po seansie i na pewno gdzieś zgubiłem i mam jej dać spokój. Ja przestraszony wróciłem do domu i powiedziałem rodzicom że zapomniałem kasetę w przedszkolu. Na następny dzień powiedziałem im, że się gdzieś zawieruszyła.
Druga historia jest o tym jak moje kuzynostwo przychodziło w odwiedziny, otwierali mi szafki, wszystko wyciągali, niszczyli i zostawali, a ja często zapłakany musiałem to sprzątać po nich pod batem rodziców. Gdy natomiast się spytałem rodziców czemu oni mogą robić co chcą u mnie a pokoju a ja mam im usługiwać, usłyszałem że tak zawsze jest bo są gośćmi, gdy ja będę u nich będę mógł robić to samo.
Kiedy okazja się trafiła i byłem na urodzinach u kuzynach, też zacząłem oglądać co mają na polkach i zacząłem się bawić, doszło do szarpaniny bo kuzyni sobie nie życzyli abym się tak zachowywał, poszli poskarżyć się wujkowi, ten przyszedł nastraszył i nawrzeszczał na mnie plus spuścił mi lanie, tych uśmiechniętych min kuzynów nie zapomnę do końca życia.
Wieczorem przyszli po mnie rodzice i gdy usłyszeli jak się zachowywałem na urodzinach, otrzymałem powtórkę lania parę metrów od stojącego wujka i kuzynów. Patologiczna kurtyna.
Mam bardzo dobrego przyjaciela. Znamy się od wielu lat - jeszcze z podstawówki.
Co ważne dla wyznania, ten przyjaciel pochodzi z bardzo wierzącej, konserwatywnej rodziny. Sam też jest zagorzałym katolikiem.
W Liceum, przyjaciel mój, poznał pewną dziewczynę. Również dość konserwatywna, aczkolwiek nie aż tak, jak on. Bardzo dobrze się dogadywali, zostali parą. Oczywiście, fizyczną miłość, zaplanowali skonsumować po ślubie.
I tutaj meritum. Otóż, na jednej z naszych wspólnych imprez, mój przyjaciel przesadził z alkoholem i zasnął snem starego alkoholika. Natomiast między mną a jego dziewczyną, zaczęło się robić gorąco. Skończyliśmy w łóżku, zdradziła go.
Wyszło tak, że przyszła żona mojego przyjaciela, straciła dziewictwo ze mną. Ja mam liberalne podejście do seksu, on już nie bardzo. To byłby straszny szok dla niego - gdyby wiedział. Męczyły nas wyrzuty sumienia, chciałem mu o tym powiedzieć. Ona jednak twierdzi, że wciąż go kocha, że nie musi on o tym wiedzieć. Uważa, iż jak już dojdzie do ślubu, to i tak się nie zorientuje.
Trwamy już w tym kłamstwie kilka lat. Oni są w narzeczeństwie i mają wyznaczoną datę ślubu. I w sumie, mocno się zastanawiam, co z tego wyniknie.
Kiedy byłam mała, na wsi u wujka Wacka w drewutni zwanej toaletą, na dworze, z nudów wpadł mi w ręce przypadkowy kij, którego użyłam do zamieszania kałowej zupy z dupy w tym oto zasranym drewniaku.
Ciąży nade mną fatum. Kilka dni po tym, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży - niechcianej, mój mąż miał bardzo poważny wypadek w pracy. Został sparaliżowany, upadł z wysokości. Żaden lekarz nie był w stanie stwierdzić czy ten paraliż w ogóle zniknie.
Nigdy nie byłam w takiej rozpaczy jak wtedy, a do tego jeszcze doszła ciąża. Decyzja dla mnie była jasna, nie wiem jak inaczej miałabym się opiekować mężem, będąc w ciąży i mimo tego, że byłabym w stanie urodzić i pokochać, to ewidentnie nie w takiej sytuacji. Przyznam, że biorąc leki poronne, które cudem zdobyłam, nie czułam nic, poza strachem o zdrowie męża. Jednak po jakimś czasie przyszło trochę szczęścia. Mąż już zawsze będzie niepełnosprawny, porusza się na wózku, ale chociaż reszta ciała poza nogami, doszła do siebie po tym wypadku.
Było ciężko, jemu o wiele bardziej niż mi, ale jakoś dawaliśmy radę. Do momentu, gdy zaczęłam źle się czuć. Myślałam, że to z przepracowania. Jednak prawda była gorsza. Rak płuc. Życie znów mi się zawaliło. Jednak lekarz stwierdził, że mam spore szanse, aby z tego wyjść. Nadal to trwa. Od 2 miesięcy walczę z rakiem. Daje rade jakoś funkcjonować i jednocześnie pomagać mężowi, choć widzę jak ten bardzo się stara być w pełni samodzielny i mnie odciążyć.
Mimo tego moja psychika bardzo źle funkcjonuje, być może mam depresje, a do tego straszną bezsenność. Wybrałam się do psychologa. Fatum dalej ma się dobrze, bo gdy opowiedziałam psychologowi o wszystkim co się działo, usłyszałam, że mój rak to kara za aborcje, tak samo jak złe samopoczucie. Naprawdę nie wiem już czemu życie mnie tak kara, jestem wycieńczona. Ostatnia nadzieja to wizyta u psychiatry za 4 dni.
Mam pewien problem z moją mamą. Być może dla niektórych to zabrzmi śmiesznie, że nastolatka „ma problem z mamą”, ale uważam, że moja sytuacja faktycznie wymaga uwagi.
Mam 16 lat. Nie jestem jeszcze pełnoletnia i jestem na utrzymaniu mojej mamy, więc doskonale rozumiem fakt, że może ona dyktować mi pewne warunki. Jestem pod jej dachem i to w końcu moja matka, więc naturalnie liczę się z jej zdaniem i szanuję moją rodzicielkę. Jestem jednak zdania, że moja mama wykorzystuje swoją pozycję rodzica i nadużywa władzy rodzicielskiej. Bo powiedzcie mi, czy to jest normalne, żeby rodzić mówił 16-letniemu dziecku co ma jeść albo jak ma się ubierać? Czy każda matka nakazuje córce jakie smaki lodów ma lubić, jakiej muzyki słuchać, z kim w klasie rozmawiać?
Moja mama nie pozwala mi wcale wychodzić z domu. WCALE. Nie mogę spotykać się z koleżankami, nie mogę pójść na randkę z kolegą, nie ma opcji, żebym poszła do kina na film, który mi się podoba. Jeśli wychodzę, to tylko z nią lub ojcem, ewentualnie ze starszym bratem, ale nigdy sama. To matka wybiera jaki film obejrzymy, decyduje o tym co będę oglądać w telewizji (bo telewizor stoi jeden w salonie), wybiera za mnie nawet smak pizzy, jak jesteśmy w restauracji. Kiedy wybierzemy się na zakupy, matka wybiera mi ubrania, nawet nie mam szans, by wejść do sklepu, w którym ciuchy mi się podobają. Nie cierpię zielonego, a ona na siłę kupuje mi swetry w tym kolorze. Czuję się, jakbym nie miała prawa do swojego zdania nawet w najdrobniejszych sprawach.
Ojciec na to nie reaguje, brat ma gdzieś – cieszy się, że on może robić co chce, choć jest tylko o rok starszy ode mnie. Nie wiem dlaczego moja mama tak mnie traktuje, wierzę, że jest to powodem miłości, ale nie jestem już w stanie tego znieść. Zastanawiam się, czy nie powinnam pójść i opowiedzieć o tym wszystkim psychologowi w szkole.
Chociaż tyle, że mam chwilę wolności słowa w Internecie – aczkolwiek czas na kompie też mi kontroluje (dwie godziny dziennie). Jestem zrozpaczona, bo wiem, że moi rówieśnicy nie żyją w takich warunkach jak ja. Czuję się jak odludek.
Mam nerwice. W momentach krytycznego zdenerwowania robię sobie krzywdę, np uderzam głową w ścianę lub uderzam się z otwartej w twarz. Ostatnio uderzyłam się tak mocno, że uszkodziłam sobie staw żuchwy.
Jestem na pierwszym roku studiów i mama prosiła o pomoc w trochę większych, domowych porządkach pod pretekstem "To będą twoje ostatnie takie porządki w tym domu" (chociaż ja jakoś w to nie wierzę).
Po wielkim sprzątaniu zostało mi sprawdzenie VHS-ów, czy warto je zostawiać chociażby po to, żeby odzyskać obraz na płytę. No i się zaczęło oglądanie Reksia, Buliego i innych bajek. Ale wśród tych VHS-ów znalazł się jeden jakiś dziwny, bo jedyne co na nim było to 40 kilka minut reklam. Pytam się mamy, po co jej taka kaseta była potrzebna i odpowiedź zwaliła mnie z nóg: "Inaczej nie można było cię nakarmić, jak byłeś mały, a gdy puszczaliśmy ci reklamy, to jak zahipnotyzowany otwierałeś buzię i jadłeś bez problemu".
Przed chwilą, przeżywając wyjątkowy kryzys, sięgnęłam po pudełko ulubionych czekoladek, w którym chomikowałam ostatnie sztuki słodkości na najczarniejszą godzinę. Wiele razy powstrzymywałam się przed tym ze świadomością, że im dłużej poczekam, tym chwila, w której się do nich dorwę, będzie piękniejsza.
Było puste.
Będzie... Dość niesmacznie.
Wczoraj wieczorem, na skutek nadmiernej ilości papieru w muszli klozetowej, zatkał się kibel. Po zalaniu całej masy znajdującej się na dnie muszli, woda w kolorze mocno brązowym prawie wylewała się z kibla. Po kilku nieudanych próbach odetkania toalety wpadłem na to, aby odlać część brązowej wody wraz z pływającym na powierzchni stolcem do wiadra. To się udało, natomiast kolejne próby odetkania spełzły na niczym. Po kilku kolejnych próbach odetkania brązowa woda z pływającym stolcem na wierzchu znów zaczęła być problemem, ponieważ praktycznie wylewała się z muszli.
Po krótkiej chwili wreszcie zrozumiałem, co trzeba zrobić. Wreszcie to do mnie dotarło.
Dotarło do mnie również, że nie mam rękawiczek i muszę to zrobić gołymi rękami...
I tak też się stało. Włożyłem prawą rękę w odmęty brązowej i niewyobrażalnie cuchnącej wody. Po kilku płynniejszych ruchach i odruchach wymiotnych udało mi się ręką odetkać kibel.
To było straszne.
Cały śmierdziałem gównem.
Cała łazienka również.
Nie chcę już więcej o tym wspominać...
Dodaj anonimowe wyznanie