Kiedy byłam mała, na wsi u wujka Wacka w drewutni zwanej toaletą, na dworze, z nudów wpadł mi w ręce przypadkowy kij, którego użyłam do zamieszania kałowej zupy z dupy w tym oto zasranym drewniaku.
Jeśli małe dziecko mogło dosięgnąć kijem to znaczy ze dół powinien być dawno zasypany a ubikacja przeniesiona na nowe miejsce. Ale może na wsi ludzie są bardziej odporni na widoki i zapachy.
Czy to wiersz biały?
Fenomen stylu, wyznaj coś jeszcze :D
Nie wiem czemu, ale mnie to rozbawiło :D
A ten kij okazał się laską do chodzenia i ktoś go użył, zastanawiając się czemu tak je*ie gównem. Takie byłoby kompletne anonimowe.
Jeśli małe dziecko mogło dosięgnąć kijem to znaczy ze dół powinien być dawno zasypany a ubikacja przeniesiona na nowe miejsce. Ale może na wsi ludzie są bardziej odporni na widoki i zapachy.
I ten oto zasrany drewniak jest na plusie. Nie rozumiem, ale muszę się przyłączyć.
Kurczę u mojej prababcia też był taki wychodzę, ale nigdy nie wpadłam na taki pomysł. Czuje, że straciłam coś z dzieciństwa :)
Plebiscyt na najgorsze gówno na głównej wygrany.
Koniec świata!
wujek Wacek zabrzmiał złowieszczo...