#ZlLMw

Cześć. Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek napiszę jakieś wyznanie, ale już nie wiem, co robić. Może ktoś miał już kiedyś taki problem ?

Mam 25 lat. Pracuję na pełnym etacie w supermarkecie, dodatkowo zaczęłam studia dzienne, więc przez 4 dni w tygodniu nie ma mnie w domu przez jakieś 15-16 godzin.
Mam chłopaka (X), jego ojciec zmarł nagle rok temu, a matka jest po operacji kręgosłupa, dostaje niską rentę i kwalifiuje się do następnej operacji, po której boi się, że już nigdy nie wstanie z łóżka. X aby utrzymać dom i mamę musi wyjeżdżać za granicę. 3 tygodnie jest w Polsce, a 3 w innym kraju, więc wypłata też jest różna zależy jak te 3 tyg. ułożyły się w danym miesiącu.

Jeśli nie ma mojego X w domu, to ile mogę - pomagam jego mamie (wyprowadzam psa, przynoszę zakupy, aby nie musiała dźwigać). Ogółem nie narzekam na swoją przyszłą teściową. Zawsze była i jest dla mnie wsparciem, a jesteśmy z X razem już 10 lat. Kiedy X jest w Polsce, to mieszkam u niego. Wiem, że to chore, ale boje się do niego wprowadzić na stałe. Problem tkwi w mojej mamie. Jest chorobliwie zazdrosna o teściową, a jeśli ją spotka na ulicy to z wielkim uśmiechem i szczęściem woła za nią - "cześć Zosia, co u Ciebie?" - jakby miała dwie twarze !

Mama ciągle robi mi wyrzuty, że nie ma mnie w domu, że mama X uwinęła sobie mnie wokół palca, że jesteśmy dla niej "bankomatami", że jak to tak mogę własną matkę zostawiać w domu jak psa. Dodam jeszcze, że mam starszego brata, który mieszka jakieś 2km dalej (w podobnej odległości mieszkała bym razem z X), ma on dwoje dzieci, z czego od poniedziałku do piątku najmłodszym 2-letnim opiekuje się nasza mama, kiedy to on i bratowa wychodzą rano do pracy.

Ale to mnie jej zachowanie rujnuje psychikę, ciężko mi się słucha, że mam sobie iść do drugiej mamusi, skoro mi u niej tak dobrze, żebym jej dom wyremontowała, żebym jeszcze jej rachunki popłaciła. A prawda jest taka, że oni nie chcą ode mnie ani grosza za nic.. Zawsze byłam wsparciem dla swojej mamy, byłam przy niej kiedy rozwodziła się z ojcem - alkoholikiem, wspierałam ją, pomagałam jej.. a teraz, kiedy ja bym chciała ułożyć swoje życie, to ona jest tego wielką przeciwniczką, ponieważ musiała bym zamieszkać razem z mamą X.

Chciała bym mieć normalne relacje ze swoją mamą, nie chcę dostawać ścisku żołądka, kiedy ona dzwoni, chciała bym normalnie przyjść do domu, a nie że ona patrzy na mnie "spod byka" i fuczy w moją stronę, nie chce płakać już też z powodu jej bolesnych słów.
Rozmowy z nią nic nie dają. Na chwilę zrobi się jej mnie szkoda, a na drugi dzień już nic nie pamięta. 

Każdy mi doradza, abym spakowała swoje rzeczy, wyniosła się i zerwała kontakt z mamą, ale to jest dla mnie zbyt trudne. Szkoda mi jej, że zostanie sama.

#V82kj

Jestem 2 lat po ślubie. Mój mąż to tzw. deska. Seksu zero. Dodam, że na początku było trochę lepiej. Teraz tylko spać do południa i nic nie robić. Po ślubie przestał zwracać na mnie uwagę. Nie ma żadnych problemów w pracy i żadnych innych poza nią również. Jest porostu skończonym leniem.

Nigdy mu nie stoi, a mnie się odechciewa cokolwiek jak o tym pomyśle. Zaczęłam zaspokajać się do pornoli. Nic na to nie poradzę i nic mnie bardziej nie podnieca niż widok stojącego, dużego penisa. Jak widzę to całe podniecenie które tam jest, od razu mam ochotę na seks. 

Z mężem jestem chyba dla wygody, nic już do niego nie czuję i nie poczuje przez tego flaka. A w pornosach taki duży wybór. Można mieć takiego penisa jakiego się chce i tyle ile się chce. Masturbuje się codziennie rano i wieczorem. Szczerze, w życiu nie miałam lepszego seksu. Może trochę to smutne, ale na zdradę się nie zdecyduje.

#y0oRk

Pierwszy związek na poważnie miałam w wieku 28 lat. I w zasadzie jakoś wcześniej specjalnie nie chciałam mieć nikogo. Wszelkich adoratorów szybko spławiałam i cieszyłam się stanem wolnym, bo dość późno dojrzałam do bycia z kimś i po prostu nie interesowało mnie to wcześniej.

Jakoś jak miałam 25 lat, moja koleżanka z pracy ubzdurała sobie, że znajdzie mi faceta. Mimo moich próśb, by tego nie robiła, bo ja nie potrzebuję jej pomocy w tej kwestii, ona i tak się uparła.
Pracowałyśmy w sklepie i codziennie robiła mi wstyd przy klientach, próbując któregoś ze mną umówić. Oczywiście od razu mówiłam klientowi, że wcale nie zamierzam się z nikim umawiać, a koleżanka chyba sobie żartuje.
Jednak i tak byłam wytykana palcami i wielu klientów już na wejściu się ze mnie śmiało.

Któregoś dnia przyszła do nas wściekła kobieta i zaczęła się na mnie wydzierać, że chciałam poderwać jej męża, ale ten jej o wszystkim opowiedział. Próbowałam się wytłumaczyć, ale na nic się to zdało.

Po raz kolejny prosiłam tę wariatkę (bo inaczej jej nie nazwę), żeby przestała to robić, ale ona tylko się głupio uśmiechała i mówiła, że przecież chce mi pomóc, bo nie mam nikogo, a na pewno bym chciała mieć. Postanowiłam pokonać ją tą samą bronią i zaczęłam proponować podstarzałym facetom randkę z nią :)
Kilku się nawet zgodziło, jeden przyszedł do niej z kwiatami.

Ależ była na mnie wściekła... Ale także zrozumiała, co mi robiła i się uspokoiła.

#U4nry

Moja mama "dbała" o porządek, ale tylko powierzchownie. Czyli na meblach poustawiane pierdołki dość ładnie, kurz niby starty (tylko przy brzegu), ale jak się otworzy szafki, to można się przeżegnać.. Mi z czasem zaczęło to przeszkadzać. 

Zaczęłam w swoich szafach i biurku sprzątać częściej, sprzątaniem łazienki zajmowałam się ja, zazwyczaj w sobotę. Porządki przed świętami typu mycie szafek w kuchni należały do mnie. Lubiłam to robić. Czasem chciałam poukładać w szafie mamy, ale zawsze był tekst, że nie mam tego robić, bo potem nie będzie mogła nic znaleźć (bo przecież w bałaganie o wiele lepiej się szuka...). Ale za każdym razem, jak na moim biurku leżało coś, co np. powinno być gdzie indziej, to były głupie teksty typu "jeszcze tylko na***ć na środku" albo "zobaczymy, jak będziesz miała u siebie".

I wiecie co? 
Ponad 2 lata mieszkam w dość sporym domu i mam o wiele czyściej niż ona w 2 pokojach. Teraz jak przyjeżdża do mnie, to udaje taka porządnicką. A to zobaczy gdzieś w kącie pajęczynę i wielka tragedia, bo jak ja mogłam jej nie zauważyć i nie sprzątnąć! I zaraz ona musi to zrobić, bo ją to razi.. A kiedy ja jestem u niej i wspomnę coś, że ma kurz na półkach, to "nie mam czasu posprzątać" albo "na święta będę sprzątać".

Cieszę się, że nie jestem taka jak ona w tych kwestiach. Przykładu nie dawała żadnego, ale jak coś było nie na miejscu, to wielka tragedia.

#k6nDb

Mam ze sobą taki problem, że wszystkich próbuję uratować. Taki syndrom herosa.
Długoletnia depresja, próba samobójcza, choroba dwubiegunowa - wiem, jak jest na dnie. Jak paskudne potrafi być życie i jak źle człowiek może się czuć. Doświadczyłam mnóstwa zawodów i cierpienia, ale dalej prę na przód. 

Po co piszę to wyznanie? Potrzebuje z siebie wyrzucić to, że tylko bardziej się nienawidzę. Zaczyna mi na kimś zależeć i jeśli ta osoba ma jakieś problemy, źle się czuje, czy cokolwiek, rzucam wszystko i lecę pomóc. Bo wiem, jak to jest, kiedy nikt nie pomaga, jak jest czuć się źle, więc nie mogę dopuścić do tego, żeby osoba, na której mi zależy tak się czuła. 

Nie ma tu żadnej puenty. Chce mi się płakać, bo ludzie widząc to, trzymają mnie blisko, dopóki mnie potrzebują, a potem zapominają o moim istnieniu. Dałam z siebie zrobić ścierę i nie umiem wydostać się z tego błędnego koła.

#pTnhT

M. poznałam dwa lata temu w wakacje. Pracowałam za granicą w szkole językowej, w której on był wolontariuszem. Zaskoczyło, zaczęliśmy się spotykać. Wakacyjny romans skończył się wraz z powrotem do domu. Byłam załamana. Z czasem zdałam sobie sprawę, że ta relacja nie była zdrowa, a moje życie jest lepsze bez niego. M. jednak często pojawiał się w moim życiu na chwilę, zawsze twierdząc, że chce być przyjacielem, jednak ciągle próbując zaciągnąć mnie do łóżka. Teraz mieszkam w tym samym mieście, więc próbował swoich sił ponownie.

Zirytowana, napisałam mu długą wiadomość, że nie chcę kontynuować tej znajomości. Że męczy mnie jego towarzystwo, bo przychodzi i siedzi godzinami na telefonie, a powtarzanie tych samych historii o jego przygodach doprowadza mnie do szaleństwa, bo są lepsze tematy do rozmowy. Że nie chce go więcej widzieć, bo marnuję tylko energię na tę znajomość.

Odpowiedź, którą dostałam, zwaliła mnie z nóg. M. zaczął zapewniać, że chce być moim przyjacielem, ale na związek nie mam co liczyć, bo nie jestem w jego typie i nic we mnie nie widzi.

I bądź tu kobieto mądra. Mówisz facetowi, że ma spadać na drzewo, a on się zachowuje jakbyś właśnie uklęknęła na jedno kolano i wyciągnęła pierścionek. No kutwa, jak on do tego doszedł to ja dalej nie wiem.

#VVkhu

Mam 32 lata i nie mam ręki do roślin doniczkowych. Za cholerę nie mam. Wszystkie po oddaniu pod moją opiekę usychają lub gniją. A ja naprawdę uwielbiam rośliny.
Przez lata próbowałam różnych gatunków o różnych wymaganiach, czytałam o specyfice każdego z nich zanim jakiś nabyłam. Trzymałam się wytycznych w przypadku każdej mojej roślinki. Wszystkie padły.

Większość z nich z niedostatku wody, a te tropikalne w wyniku zbyt częstego podlewania. Nawet kaktusa uśmierciłam. O ironio.

Ok, powiecie, że nie jest to anonimowe, bo mogę o tym powiedzieć znajomym, w końcu to nie żaden wstyd, że urodziłam się takim beznadziejnym ogrodnikiem, ALE... chodzi o to, że ja, żeby bardziej na danego kwiatka się „otworzyć” i uwrażliwić (a w konsekwencji lepiej się nim zajmować) - każdemu z nich nadaję imiona. A w związku z tym, że dostały już imiona i żyły ze mną przez jakiś czas, ciężko jest mi się ich pozbyć po niechybnej śmierci. 

Tak, „zwłoki” Tymka, Majki, Lusi, Stefcia, Rózi i Bodzia wciąż są ze mną. Było ich więcej, ale mąż się ich pozbył pod moją nieobecność. On się ze mnie strasznie nabija i choć wiem, że ma racje i sama się czasem podśmiewam z tej swoje paranoi, to w głębi serca naprawdę jest mi strasznie smutno za każdym razem kiedy zdycha kolejna roślinka. 

Właściwie to jestem mu wdzięczna, że kilka z nich po prostu wyrzucił bez uzgodnienia ze mną, bo wiem, że moralność nie pozwoliłaby mi na to pozwolić, a tak w jakimś sensie sumienie mam czyste, bo przecież o niczym nie wiedziałam, prawda?
Jestem w połowie ciąży - mam nadzieje, że matką będę lepszą niż ogrodnikiem.
Trzymajcie kciuki za mojego syna, żeby pożył dłużej niż jego przyrodnie, zielone rodzeństwo!

Ps. Poważnie. Módlcie się za niego.

#dHQwS

Kiedyś była taka maść ABC, z jadem żmii.
Mojego tatę bolały korzonki. Mama poleciała do sklepu po "cudowną maść"...
Tata już zwarty i gotowy czeka na mamę, żeby ta jak najszybciej go posmarowała. 

Mama jak to mama ulotkę chciała czytać ale Tata nie zastanawiając się długo powiedział żeby nie zajmowała się pierdołami tylko, że ma go posmarować i nie żałować zawartości tubki. Więc jak kazano, tak zrobiła. Nawaliła mu chyba pół opakowania na plecy i wtarła w całość pleców, nie tylko w lędźwie. Nie minęło parę minut.

Mama zaczęła się skarżyć, że strasznie ją ręce pieką po tej maści, poszła umyć ręce ale dalej piecze. Za jakieś 10 minut Tata też jęczy, że go plecy palą. Ja miałam wtedy może z 10 lat, a że pora była późna trzeba było iść spać. Poszłam umyć twarz i wytarłam oczy tym ręcznikiem w który mama chwilę wcześniej wytarła ręce po maści. 

Jaki jest koniec tej historii? Tatę przestały boleć korzonki za to paliły go plecy, a po próbie zmycia tego specyfiku było jeszcze gorzej. Mama dostała od maści uczulenia, a ja wylądowałam w szpitalu.

#XFk5f

Dawno, dawno temu moja babcia opowiedziała mi historię o mojej mamie.
Była to smutna opowieść o kobiecie, która za alkohol potrafiła oddać to, co kobieta ma najcenniejsze.
Ja, jako mała dziewczynka postanowiłam, że nigdy, ale to nigdy będę taka jak ona.

Teraz mam 35. Mam męża, dwójkę dzieci, pracuje na etacie i od przynajmniej 5 lat zmagam się z alkoholizmem.

Oni o tym nie wiedzą, bo pije, kiedy wszyscy już pójdą spać.

Walczę ze sobą. Potrafię nie pić kilka tygodni, ale wystarczy tylko impuls i znów płynę.
Mówią, że geny nie wpływają na człowieka. Nie ważne kto cię urodził, ważne kto cię wychował. G.... prawda. Babcia nie piła, nie paliła, a ja powielam prawie cały schemat życia mojej matki.

Czuję, że przegrywam sama ze sobą.
Bo niby walczę, ale ten mój atak przeciwko mojemu wrogowi jest coraz słabszy.

#cCpTS

Denerwują mnie niedoskonałości, które mogę poczuć palcami na swojej skórze. Bardzo często drapiąc się po plecach wykrywam małe grudki, które irytują mnie do tego stopnia, że muszę je wygrzebać. Przez to mam problem z wypryskami i czasem bolesnymi krostami tworzącymi się w miejscach, gdzie się drapię. Anonimowe jest to, że zwykle po wydobyciu takiej grudki zjadam ją.
Dodaj anonimowe wyznanie