#MF45P

Gdy byłem mały, czasem do mojej babci wpadała jej kuzynka z córką. Była to siwiuteńka jak gołąbek staruszka, na oko 10 lat starsza od mojej babci, bardzo miła i łagodna. Jej córkę wspominam jako sympatyczną, elegancką i bardzo oddaną mamie, ale w ogóle nie podobną do nikogo z naszej rodziny. Szczególnie dobrze kojarzą mi się ich odwiedziny, bo gdy tylko zorientowały się, że oprócz naszych regularnych kotków i ich okazjonalnego przychówku przygarniamy każdego kociego przybłędę, wraz ze słodyczami dla mnie i sióstr zawsze przynosiły dla naszej miauczącej nierogacizny jakieś kocie przysmaki typu whiskas (które na początku lat 90. koty w okolicy oglądały głównie w telewizji).

Pewien czas temu zapytałem się mamę o tamte ciocie: "wiesz, mamo, ta siwiuteńka kuzynka babci, ta z 10 lat od niej starsza...". Odpowiedź mojej mamy totalnie mnie zszokowała.

Starsza ciocia wcale nie była starsza, była kilka dobrych lat młodsza od babci. Jako młodziuteńka dziewczyna trafiła do obozu koncentracyjnego, gdzie dr Mengele dokonywał eksperymentów na ludziach. Ciocia została tam wysterylizowana i jak to określiła kiedyś moja babcia "zszyta byle jak, zawinięta w papier toaletowy i wyrzucona na śmietnik". Udało jej się jednak przeżyć i po wojnie zamieszkała w jednym z większych polskich miast. Zakochała się tam nieszczęśliwie w facecie, który był przystojny, ale pił i ją krzywdził: wypominał, że nie jest prawdziwą kobietą, bo nigdy nie da mu dziecka. Ciocia tolerowała to jednak, tak samo jak jego liczne zdrady.

W końcu doszło do sytuacji, że zamieszkała z nimi jego ciężarna kochanka. Ciocia opiekowała się nią i pomagała jej, ale gdy tylko kobieta urodziła dziecko, wyniosła się i zerwała wszelkie kontakty. Ciocia zdecydowała się wychowywać maleństwo jako swoją własną córkę. Jej mąż nie zmienił się jednak za bardzo i zanim dziewczynka dorosła, ciocia opuściła go razem z córką. W okresie gdy było im ciężko, a on nadal nieźle sobie radził, ciocia zażądała alimentów, na które on oczywiście nie chciał się zgodzić. Gdy został sądownie do nich zmuszony, wysłał im miesięczną kwotę, która była niemal identyczna z ówczesną roczną opłatą za posiadanie psa. Razem z pieniędzmi nie omieszkał dołączyć małej karteczki z dopiskiem "podatek na psa".

Gdy dziewczynka dorosła, skończyła studia i miała dobrze płatną pracę, a jej ojciec stoczył się prawie na dno, to on zażądał od niej alimentów. Rozprawa w sądzie nie trwała jednak długo, bo dziewczyna zaniosła sędziemu kwitek, który lata temu dostała od ojca wraz z karteczką z napisem "podatek na psa".

Po poznaniu tej historii, jako dorosły facet, inaczej popatrzyłem na tamte ciocie. Mniej jak na dobre wróżki z kocią karmą, a bardziej z miłą refleksją, że można zachować swoje człowieczeństwo i wrażliwość pomimo krzywd i dostać od życia happy end.
potworzszafy Odpowiedz

Cóż mogę powiedzieć, historia piękna, choć tragiczna

chrobot Odpowiedz

miaucząca nierogacizna :-)

parohot Odpowiedz

niesamowita historia

nathalieee95 Odpowiedz

Bardzo mnie poruszyło to wyznanie... Jak to życie może nas zaskoczyć

nata Odpowiedz

W sumie to fragment o kotach i Whiskasie nie miał tu żadnego znaczenia.

Tiktaktiktak123

Ale był śmieszny xD

Musiałem napisać o kotach, bo to dowodziło jakie to były kochane, wrażliwe kobiety. Widziały jak ja i moje siostry strasznie te koty kochaliśmy, zawsze im coś o nich opowiadaliśmy, znosiliśmy je z podwórka, prezentowaliśmy je oficjalnie przy stole, więc pewnego razu postanowiły zrobić nam przyjemność i zaczęły przywozić nam eleganckie kocie żarcie i to naprawdę nas strasznie ucieszyło. Same też bardzo przejmowały się losem zwierząt, uratowały i przygarnęły np. biednego psa bez ucha, nad którym jakieś małe sku*wiele się znęcały. Właśnie to były rzeczy, za które je zapamiętałem. One były wyjątkowe na tle tabunów roztrajkotanych cioci i przyjaciółek babci.

Onabeznicka

W sumie whiskas to bardzo kiepska karma, ale pewnie w czasach, w których telewizor był wyrocznią uchodziła za wybitną. :(

JestemGorszegoSortu Odpowiedz

Łykacie jak pelikany...

Chyba powinienem się cieszyć, że mnie pomawiają o bajkopisarstwo. Historia kuzynki babci jest opisana w 100% tak jak ją usłyszałem od rodziny, zapewne z pierwszego źródła pewne detale uległy by zmianie, doszło parę sprostowań i na pewno pewne wątki, które - założę się - byłyby jeszcze bardziej wstrząsające. Niestety zarówno babcia jak i jej kuzynka już od dawna nie żyją. Z tamtą ciocią nie mamy kontaktu, mimo wszystko to była jednak dalsza rodzina - więzi utrzymywały się tak długo jak żyli dziadkowie. Nigdy nie wymyśliłbym sam takiego wyrażenia jak "zawinąć w papier toaletowy i wyrzucić na śmietnik" dotyczącego ofiary eksperymentów medycznych. Nie wiedziałem nawet, że za psa trzeba płacić i funkcjonowało to już w latach 70-tych (gdy pisałem wyznanie musiałem sprawdzić na czym to polega). Jakkolwiek melodramatyczny mam styl, zapewniam, że historia nie jest zmyślona :)

JestemGorszegoSortu

Ok, wierzę. Podchodzę do wyznań sceptycznie, bo połowa jest zmyślona.

Bol20ec

@JestemGorszegoSortu Większosc" wyznan " nie powinna w ogole stać kolo tego wyznania.

Softkitty1

Bez przesady nie widzę tu żadnej fantastyki.

Dodaj anonimowe wyznanie