#NcwUm

Spóźniał mi się okres. Wraz z chłopakiem mieliśmy wtedy po 17 lat. Nigdy nie był on jakoś w terminie, ale wtedy spóźnił się dwa tygodnie. Jako małolata tłumaczyłam to sobie stresem i negatywnymi emocjami, bo w tym czasie zdawałam maturę.


Na weekend majowy wraz z przyjaciółmi i chłopakiem pojechaliśmy pod namioty, spływ kajakowy. Gdy tak płynęliśmy, było cudownie. Nagle poczułam, że boli mnie brzuch. Nic z tym nie zrobiłam płynęliśmy dalej,gdy mój chłopak zaczął kołysać kajakiem aż wpadliśmy do wody. Byłam na niego wściekła. Gdy udało nam się wsiąść z powrotem do kajaka było w nim pełno wody.


Po nie całych 10 minutach chłopak powiedział, że musiał się skaleczyć, bo kajak wypełniła krew. Tak po tych dwóch tygodniach przyszedł okres... Kajak był cały w mojej menstruacyjnej krwi... Ale nie przyznałam mu się. Gdy dobiliśmy do brzegu szybko założyłam tampona, a on biedny szukał tej mocno krwawiącej rany.

#qY7ma

Na Walentynki wysłałam swojej przyjaciółce bukiet kwiatów. Jako, że obie jesteśmy singielkami, wiedziałyśmy, że żadna z nas nic nie dostanie, ale ona przeżywała ten dzień wyjątkowo mocno. Bilecik był po angielsku, ponieważ mieszkamy za granicą, więc myślałam, że będzie na miejscu. Słowa wyraźnie wskazywały na to, od kogo ów bukiet kwiatów był. Nie podpisałam się, byłam pewna, że się domyśli. Nie wzięła mnie nawet pod uwagę, nadal zastanawia się, od kogo to. Przyznać się, czy nie?

#96Wv1

Moja dziewczyna jakiś czas temu zachorowała i zaczęła przyjmować silne leki, które spowodowały, że sporo przytyła na wadze. Nie przeszkadza mi to, kocham ją i najważniejsze jest, by te leki jej pomogły wyzdrowieć. W każdym razie, chciałbym podzielić się z Wami obrazem mojej dziewczyny, która mimo choroby i problemów z ciałem jest najcudowniejszą i najbardziej pogodną osobą, jaką znam.

W Tłusty Czwartek przyszła do mnie i wydarła się radośnie: „Kochanie, Twój pączek przyszedł!!”, po czym śmiała się szczerze i pocałowała mnie z miłością. I to jest właśnie moja Hania - która się nie poddaje, jest silna i zawsze uśmiechnięta, a także ma do siebie wielki dystans. Każdemu życzę tak wspaniałej dziewczyny!

#VnUsU

Jako że ryby to moje wielkie hobby, znalazłem sobie robotę, która idealnie pokrywa się z moją pasją. Pracuję w sklepie akwarystycznym. Codziennie mam kontakt z niezłymi świrami, którzy, podobnie jak ja, dość dogłębnie znają temat różnych ciekawych gatunków ryb akwariowych. Przychodzą też klienci, którzy swoją przygodę z rybkami dopiero zaczynają. Tym zawsze staram się doradzić możliwie jak najlepiej i zainteresować ich kupnem mniej wymagających zwierzaków.

Czasem mój sklep odwiedzają też idioci, którzy nigdy nie powinni podejmować się opieki nad jakimkolwiek żywym organizmem. Dziś przyturlała się na przykład gruba baba z martwym gupikiem w garści. Położyła rybkę na ladzie i zrobiła mojej pracownicy awanturę na cały sklep, że sprzedajemy otrute zwierzęta, że to już trzeci gupik, który jej zdechł kilka dni po zakupie i że jak nam nie wstyd ludzi tak oszukiwać. Na szczęście akurat byłem w sklepie, więc szybko zainterweniowałem. Najpierw kazałem się babce uspokoić, a potem zacząłem wypytywać – jak rybka się zachowywała, czy nie była osowiała, czy w ostatnich dniach nie miała słabego apetytu.
- Jak to „słabego apetytu? - oburzyło się babsko. – To one nie odżywiają się wodą?

Jak jesiotry kocham! Tak obelżywych słów, jakie z moich ust posypały się w stronę klientki, chyba jeszcze nigdy wcześniej nie wypowiedziałem. Grunt, że baba zniknęła z mojego sklepu w trybie ekspresowym, zostawiając po sobie tylko niesmak i martwego gupika na ladzie.

#kVUq2

Dzisiaj rano miała wpaść do mnie przyjaciółka, znamy się od dziecka i pozwalamy sobie na przeróżne żarty i teksty, które przy nikim innym nie przejdą.  Do jej przyjścia zostało mi kilka minut, a pech chciał, że akurat zachciało mi się "dwójki", więc szybko powędrowałam do toalety. Nagle słyszę pukanie do drzwi... Mieszkam w bloku, toaletę mam zaraz przy drzwiach wejściowych, więc wychyliłam się zza drzwi i krzyknęłam radośnie "no hej, akurat sram, więc troszkę sobie poczekasz!!".
Zrobiłam co miałam zrobić i szybko otworzyłam drzwi... a tam sąsiedzka delegacja z jakąś petycją do spółdzielni.

W życiu nie spaliłam większego buraka. No i myślę, że przez dłuższy czas będę unikać sąsiadów.

#x2jt6

Jestem tchórzem. Cholernym tchórzem, który tchórzy, gdy zaczyna robić się trochę poważniej. Ale po kolei.

Jestem introwertykiem. Mam paru znajomych, ale żeby się z kimś spotkać, to istne święto. Nie mam nic przeciwko, samotność w gruncie rzeczy jest mi na rękę, choć przyznam, że brak przyjaciół czasem dobija.

Mam 23 lata, nigdy nie miałam chłopaka, zero też jakichkolwiek doświadczeń w strefie intymnej. Ponieważ nie lubię imprez w jakiejkolwiek formie, a znajomych jak na lekarstwo, postanowiłam zaryzykować internetowe znajomości. I znalazłam kogoś, z kim dobrze się gadało. Ale kiedy przyszło do zobaczenia się w realu, stchórzyłam. Skasowałam konto na portalu i udawałam, że nic nie miało miejsca. Ale za jakiś czas postanowiłam się przemóc i ponowiłam próbę. Skończyło się tak samo. I tak przynajmniej kilka, o ile nie kilkanaście razy. Wszystko okej, póki ktoś nie zaproponuje spotkania. 

Nie boję się, że to potencjalny zboczeniec. Nie ogarnia mnie panika, nie pocę się, nie trzęsą mi się ręce. Robię to, jakbym to nie była ja. Jakbym wyłączała stronę, która mało mnie interesuje, a potem zastanawiam się, dlaczego to zrobiłam.
Wiem jedno - jestem tchórzem.

#hztkP

Będąc dzieckiem zostałam porwana. Miałam około 7 lat i były to czasy, że dzieci w takim wieku często bawiły się bez opieki. Szczególnie że podwórko mieściło się pomiędzy dwoma blokami, więc rodzice po prostu pilnowali nas poprzez doglądanie przez okna.

Pewnego dnia wyszłam na dwór wyjątkowo wcześnie, zanim jeszcze pojawiły się inne dzieciaki. Pamiętam, że kręciłam się wokół piaskownicy, która akurat była nieco przysłonięta drzewami. Nagle podszedł do mnie jakiś starszy facet i zaczął zwyczajną rozmowę. Wywnioskowałam z niej, że to raczej jakiś sąsiad, bo zapytał mnie na przykład o to, kiedy Karolina przyjdzie się ze mną bawić. Nie wiem skąd znał imię jednej z dziewczynek, która akurat tu mieszkała i często pojawiała się na podwórku, ale uśpiło to moją czujność. Po chwili stwierdził, że słyszał jak woła mnie mama przez okno i zaproponował, że w takim razie odprowadzi mnie pod moją klatkę schodową. Oczywiście nie miałam nic przeciwko, bo przecież to pewnie sąsiad. Jednak wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić w przeciwną stronę. Gdy zapytałam o co chodzi, powiedział, ze zna moich rodziców i mój tata czeka na mnie u niego w domu. Lampka mi się zapaliła, ale jako zdezorientowane dziecko nawet nie wiedziałam co mam zrobić, więc po prostu z nim poszłam. Weszliśmy do jakiegoś mieszkania, które przypominało po prostu melinę. Gdy to zobaczyłam, a dodatkowo dotarł do mnie fakt, że mojego taty wcale tu nie ma, zaczęłam płakać. Ten facet jednak kazał mi siedzieć na krześle i być cicho. Pamiętam, że siedział naprzeciwko mnie, wpatrywał się we mnie i nerwowo palił papierosy. Dziś myślę, że po prostu nie wiedział co ze mną zrobić. Po chwili stwierdził, że mnie wykąpie. Byłam już naprawdę spanikowana, chciałam uciec, ale on cały czas mnie trzymał. W łazience zaczął nalewać wody do wanny, po czym kazał mi się rozbierać. Jednak ja, będąc całkowicie przestraszona, z tego strachu po prostu się posikałam. Gdy to zobaczył, warknął coś do siebie, po czym wyszedł z łazienki. Wrócił za jakieś 10 minut, mówiąc, że mam się stąd natychmiast wynosić i jeśli komuś o tym powiem, załatwi mnie i moich rodziców. I wiecie co... Ja w to uwierzyłam. Nie powiedziałam nikomu.

Zebrałam się w sobie dopiero jakiś tydzień później. Rodzice natychmiast zabrali mnie na policję. Na szczęście pamiętałam drogę do tego mieszkania, więc policja nie miała problemu z odnalezieniem tego faceta. Jak się okazało, był to stary alkoholik, który był już wcześniej podejrzewany o pedofilię. Nie upiekło mu się. A ja przyznam, że do dziś mam traumę.

Obecnie mam już swoje dzieci i właśnie przez tamto wydarzenie mam obsesję na punkcie ich bezpieczeństwa. Staram się nie przesadzać w tej kwestii, terapia mi w tym pomogła, ale naprawdę czuję ogromny strach, gdy sobie pomyślę, że wystarczy chwila nieuwagi i moje dziecko może po prostu zniknąć, a następnie zostać potwornie skrzywdzone.

#NI6SI

Trochę mi głupio jak tak teraz o tym pomyślę.

Gdy miałam jakieś 8 lat, lubiłam z balkonu, z trzeciego piętra, zrzucać różne owoce i sprawdzać, który owoc najlepiej się roztrzaska o chodnik. Sprawę dodatkowo ułatwiało to, że mój blok znajdował się od strony, gdzie stało kilka kontenerów na śmieci i bardzo często bywał syf.

Jednego razu postanowiłam zrzucić dwie bardzo miękkie gruszki. Pechowo jednak obydwie spadły do wózka dziecięcego. Dziecko w ryk, a matka, która ów ten wózek pchała, krzyknęła krótkie "co jest kur..".

Po tym szybko spierdzieliłam do środka mieszkania i zamiast poczuć, że źle zrobiłam, to się tylko śmiałam jak głupia. Rodzice zapytali o co chodzi, ale ja nie byłam w stanie im powiedzieć prawdy.
Dodaj anonimowe wyznanie