Przez koronawirusa siedzę w mieszkaniu z moim chłopakiem i mam w związku z tym niepowtarzalną okazję, by poznać go jeszcze lepiej. Nie sądziłam, że po trzech latach związku czegoś jeszcze nie odkryłam i że coś mnie zadziwi. A jednak.
Dziś zobaczyłam, że Miłosz sika na siedząco.
Nie wiem czy to efekt stresu koronawirusowego, czy coś jest z nim nie tak. To jest w ogóle normalne?
Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Uważam, że się do tego kompletnie nie nadaję i więcej radości by mi sprawiło spokojne życie, gdzie będę mieć mnóstwo czasu na swoje pasje i podróże. Niestety, stanowisko mojego męża jest niezmienne, zawsze chciał mieć dwójkę, a najlepiej trójkę maluchów. Nigdy mu się do tego nie przyznałam, bo bałam się, że ode mnie odejdzie i znajdzie się inną, która da mu rodzinę. Kiedy się mnie pytał o tę kwestię, zawsze odpowiadałam wymijająco, że może kiedyś. Już o nacisku ze strony jego rodziny nie wspomnę. Jego matka to typowa starsza kobieta z wartościami życiowymi jak za komuny, uważa, że kobieta nie jest kobietą, jak nie ma dziecka.
Mąż zaczął naciskać, żebyśmy odstawili prezerwatywy. Nie stosujemy już ich od roku i ciągle się zastanawia, czemu nie mogę zajść w ciążę. Nie wie jednego, że właśnie od roku stosuję wkładkę domaciczną i udaję, że jestem tak samo zaskoczona jak on. Będę rżnąć głupa jak długo się da, w końcu moje szczęście też jest ważne w tym wszystkim.
Jak byłem nastolatkiem, miałem w szkole dobrego kolegę. Po dłuższym czasie znajomości zaczęliśmy rozmawiać o bardziej prywatnych sprawach. Pewnego razu postanowiliśmy, że wyślemy sobie zdjęcia miejsc intymnych. Tak też zrobiliśmy, a później nas to wciągnęło i robiliśmy to ciągle. Potem zaczęliśmy też to robić na żywo. Doszło do tego, że zrobiliśmy sobie loda!! Nie byliśmy gejami i nim nie jestem, nie wiem jak mój kolega, bo parę lat temu straciliśmy ze sobą kontakt. Może to dobrze. Czytałem parę podobnych historii, ale czy to było normalne?!
Zakochałem się w dziewczynie mojego brata. Znałem ją wcześniej, ale nasz kontakt był znikomy. Swój czar rzuciła na mnie nie kiedy indziej, jak na moim własnym weselu. Jest piękna, zabawna, wykształcona i taka seksowna. Wielu facetów się za nią ogląda. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Ciągle o niej myślę, oglądam jej zdjęcia na fb i popadam w paranoję. Miewam z nią sny, a ostatnio żona złapała mnie na tym, że przez sen wymawiałem jej imię. Uratowało mnie tylko to, że obie tak samo na imię mają.
Źle mi z tym. Nie zdradziłem żony, ale tak się czuję. Podobnie jak w stosunku do brata. Nikomu nigdy o tym nie powiem. Żałuję ślubu, żałuję, że ją poznałem. Moje życie to teraz udręka. Czasem się zastanawiam jak by to było, gdybym dziewczynie brata wyznał prawdę. Może ona też to czuje? Wiem, że im się nie układało. Na jakiś czas nawet się rozeszli, ale potem wrócili. Co robić?
W obliczu kwarantanny nikt się nie spodziewał, że najgorszym okaże się spędzanie czasu z własną rodziną. Oboje z bratem mamy tylko ojca, który jest zimnym pracoholikiem, który swoje niespełnione ambicje próbuje odbić na nas. Ojciec całe życie wszystko rozwiązuje krzykiem i szantażem, gdybym miała policzyć ile razy nam wystawiał walizki za drzwi (najwięcej razy przed osiemnastką), to chyba bym się doliczyła do przynajmniej setki.
Razem z Michałem psychicznie wysiadamy, to są prawie 23 lata życia w ciągłym krzyku, pretensjach, wyzwiskach... (mamy zamiar się wyprowadzić, bo wiemy, że musimy, ale oboje chcemy skończyć licencjat (a zostało nam niewiele) i wyjechać za granicę, dlatego oszczędzamy każdy grosz).
Dotychczas było łatwiej, ze względu na pracę ojca, bo na ogół go nie ma, ciągle jest w rozjazdach po świecie. Ale od prawie dwóch tygodni siedzi w domu i to jest najgorszy koszmar.
Michał jako typowy pedant ma w pokoju wszystko wysprzątane i poukładane, ale nie dla ojca, który co rano wpada do pokoju z krzykiem, że jest syf, po czym zrzuca mu wszystko z szafek.
Ja żeby unikać ojca odwróciłam tryb życia, idę spać koło 6, a wstaję o 15-16, tak by jak najmniej czasu z nim spędzać. Ale nie przeszkadza mu to w tym, by wpadać codziennie koło 9 do pokoju i otwierać mi wszystkie okna, "bo tu jest zaduch". Śpię w mokrych włosach, więc dzięki temu otwieraniu okien od tygodnia jestem chora, a zatoki mi po prostu rozwala z bólu. I nie, do ojca nie dociera żaden taki argument, bo jemu przeszkadza ten smród zamkniętego pokoju, co z tego, że on w nim nie siedzi, ma się wietrzyć. I nawet mimo że na ogół wstaję zamknąć to okno, to czasem specjalnie robi to na tyle cicho, że mnie to nie budzi i budzę się dopiero jak cały pokój przypomina wnętrze lodówki.
Michał po prostu wychodzi, stwierdził, że ma już tak dosyć, że woli wyjść niż dłużej siedzieć w tym domu.
Obawiam się, że teraz w dobie kwarantanny dłużej tak nie pociągniemy, obecnie szukam mieszkania, oszczędności nam się skurczą, a nasz wyjazd opóźni, ale jeśli będziemy dalej siedzieć z tym wariatem, to mnie ojciec wykończy zdrowotnie, a Michała psychicznie.
Bardzo mnie wkurzają wyznania typu "tak mi źle, tak niedobrze, bo nie mam chłopaka /dziewczyny. Sam fakt bycia singlem jest OK, ale ta presja otoczenia"...
Gówno, nie presja. Takie żale to próba zwrócenia na siebie uwagi i może ktoś fajny się mną zainteresuje. Koleżanki mają Cię w dupie? Kumple wystawili? Może jednak nie jesteś tak fajna/y, jak Ci się wydaje. Nie ma wolnych osób w Twoim otoczeniu? Nikt nie zwraca uwagi na Twój "krzywy ryj" (cytat z któregoś wyznania) - a może to Ty masz za wysokie wymagania?
Mam w swoim otoczeniu osoby po 40., które są ciągle same, bo w każdym szukają potencjalnej partnerki/partnera, jednocześnie od razu sabotując tę osobę - za małe cycki, za duża dupa, nos jakiś dziwny, kiepski samochód itp., itd. A sami nie mogą wiele dać od siebie.
Kurde, spójrz w lustro na siebie takim wzrokiem, jakim patrzysz na ludzi na ulicy, oceń siebie tak, jak oceniasz innych! Ile sobą prezentujesz? Nagle nie masz fajnej fury, bo albo nie masz jej wcale, albo masz 15-letnie auto na rodziców. Dostrzeżesz, że masz może krzywy nos, małe cycki, dużą dupę albo inne wady, które widzisz u innych.
Spuść z tonu, a szybko kogoś znajdziesz. Bo gdybyś na serio był / była pogodzona z byciem singlem, to takie wyznania by nie powstawały.
Dziękuję za uwagę.
W naszym sąsiedztwie mieszka staruszek o poczciwym wyglądzie i charakterze, który wręcz woła o zniszczenie wszelkiego życia na ziemi. Trudno nam zliczyć ilość policyjnych interwencji w naszych domu, a jeszcze trudniej zatrzęsienie notatek ze skargami na zbyt głośne tupanie (podobno kot też tupie). Ostatnio dziadek przeszedł samego siebie, bo wezwał policję z powodu zakłócania ciszy nocnej... Gwoli ścisłości chodziło o moje chrapanie, które zdaniem żony i dzieci naprawdę nie jest aż tak głośne.
Wczoraj wróciłem z Ameryki Południowej do Polski lotem humanitarnym zorganizowanym przez polski rząd. To była bardzo sprawnie przeprowadzona akcja, dzięki której udało się ewakuować ze sparaliżowanego stanem wojennym kraju prawie 200 naszych rodaków.
Załadowano nas do samolotu podstawionego na lotnisku wojskowym. Każdy z nas dostał bilet bez przypisanego do niego siedzenia. W efekcie oczywiście doszło do kilku awantur o fotele. Najbardziej szkoda mi było stewardess, które musiały użerać się z pełnymi dąsów turystami. Dużo wysiłku kosztowało je zapanowanie nad wściekającą się dziewczyną, która stanowczo domagała się miejsca przy oknie i miała ogromne pretensje do obsługi lotu o brak możliwości zapewnienia jej takiego…
Dawno się tak nie wstydziłem za moich krajanów.
Złamałem ostatnio prawo, wraz z sąsiadami złamaliśmy prawo, ale nie żałujemy i wiemy, że nie podniesiemy odpowiedzialności (najprawdopodobniej).
Kojarzycie syndrom zbieractwa? W skrócie chodzi o to, że osoba nim dotknięta znosi do mieszkania dosłownie wszystko. Do tego dochodzi skrajny brak higieny, zapuszczenie mieszkania, gromadzenie też worków ze śmieciami itd.
Na naszym piętrze jest 5 mieszkań, pięter jest 3, my mieszkamy na 1. Parter jest zagospodarowany jako rowerownia, skrytki lokatorskie itd. Na naszym piętrze w mieszkaniu o pow ok. 40 m kw. mieszka pan Tadeusz (imię zmienione). Pan Tadzio jest zbieraczem, znosi do mieszkania wszystko co tylko się uda i nigdy nie wyrzuca niczego, z jego mieszkania unosi się odór zgnilizny, odchodów, gryzoni itd. tak intensywny, że nawet na ostatnim piętrze klatka schodowa cuchnie okrutnie. Uwierzcie mi, nie ma na takich ludzi sposobu, ani policja, ani sanepid ani nawet opieka społeczna nic mu nie mogą zrobić. Mieszkanie jest własnościowe, pan Tadzio jest (akurat!) poczytalny, więc nie ma jak wpłynąć na to, co robi we własnym mieszkaniu. Do czasu.
Nadarzyła się okazja, pan Tadzio, wnosząc do swojej rezydencji kolejny fotel znaleziony na śmietniku, spadł ze schodów. Rabanu narobił mnóstwo, ktoś wezwał pogotowie, przyjechali, pana Tadzia zabrali.
Jako opiekuńczy sąsiad pojechałem do szpitala zapytać co z nim, bo chłop rodziny nie ma i tylko my się nim "zajmujemy", że może potrzeba mu coś przywieźć itd. Lekarz nie chciał zdradzić szczegółów, ale ugiął się nad losem samotnika i powiedział, że pan Tadzio ma złamane biodro, będzie miał najprawdopodobniej operację i że przez dwa tygodnie najmniej musi zostać w szpitalu.
Pewnie już się domyślacie, co stało się dalej.
Poszedłem do sąsiadów (przez pana Tadzia staliśmy się nie tyle przyjaciółmi, co po prostu ludźmi z tym samym problemem), wszyscy się zgodzili. Mieszkanie pana Tadzia było otwarte, zamówiliśmy jeden z tych kontenerów remontowych i opróżniliśmy mieszkanie ze wszystkiego w trzy dni. Zostały meble, które nie były zgnite i takie przedmioty, które można umyć - szklanki, talerze itd.
Zrobiliśmy zrzutkę i za te pieniądze wymieniliśmy wykładziny, materac, kupiliśmy część ubrań, ręczników itd. Do tego odmalowaliśmy ściany, wyczyściliśmy łazienkę, kuchnię itd.
Nie obchodzi mnie wasze zdanie w kwestii, czy dobrze czy źle zrobiliśmy - wyniesienie czterech zdechłych szczurów i zapełnienie całego kontenera odpadami i zużytymi sprzętami, z których wylazło robactwo wszelakiej maści, przekonało mnie w 100%, że zrobiliśmy to, co należało. Pierwszy raz od dawna można wyjść na klatkę schodową nie martwiąc się, że ubranie przesiąknie odorem lub że jakiś szczur/mysz przebiegnie przed nogami.
Do powrotu Tadzia zostały 3 dni.
Dawno temu odrzuciłam chłopaka, pochodził z bogatej rodziny. Od tego czasu podsyła mi chłopaków i płaci im za to, żeby mi dokuczali. Minęło 9 lat, a on nadal to robi. Dzisiaj pieniądze są ważniejsze niż znajomości, ważniejsze na tyle, by wejść z kim związek, by zabrać kogoś na wesele i sprawić, by poczuł się jak gówno, dlatego z nikim się nie umawiam. Pewnie myśli, że sprawia mi to ból, ale mi jest samej dobrze, bo nikt mnie więcej nie skrzywdzi.
Dodaj anonimowe wyznanie