#kH8CW

Kiedyś na Anonimowych przeczytałam wyznanie chłopaka, który miał przyjaciela i po kilku latach okazało się, że ten przyjaciel nigdy nie istniał, a autor cierpiał na chorobę psychiczną.
Niby to było zwykle wyznanie, ale niestety od czasów przeczytania tego wyznania obawiam się, że moi przyjaciele albo rodzina nie istnieją, a ja nawet nie zdaję sobie z tego sprawy.
Wychodzę do baru z kolegą i jak tylko ktoś się krzywo popatrzy, to od razu myślę, że siedzę sama i rozmawiam ze sobą.
Czasami mam wrażenie, że właśnie różne rzeczy lub ludzie nie istnieją i tylko ja je widzę.

#86b1y

Jestem osobą uzależnioną od hazardu. Wiele w swoim życiu przez to straciłem. Tylko nerwy, utrata znajomych i pieniędzy. Obecnie wygląda na to, że tracę również rodzinę (partnerkę, z którą mam małego synka). Niejednokrotnie oszukiwałem, znowu zaczynałem grać I zawodziłem wszystkich dookoła. Mimo że wiele razy to powtarzałem, to chce spróbować raz jeszcze, chce skończyć z hazardem raz na zawsze.


Obecnie jestem "czysty" niecałe pół roku. Od kobiety usłyszałem, że mnie kocha ale już nie ufa. Byliśmy wspólnie 4,5 roku. Pełne chwil dobrych I złych (które często wynikały z hazardu, braku zainteresowania z mojej strony). Chyba pierwszy raz w życiu dostałem aż takiego kopniaka odkąd nie jesteśmy razem (około 2-3 msc).


Bardzo ją kocham, naprawdę pragnę jeszcze raz wszystko spróbować naprawić. Ale czy jestem w stanie odbudować zaufanie? Może ktoś był/Jest w takim związku? Może ktoś poradzi w jaki sposób, co robić żeby krok po kroczku budować wszystko na nowo. Wiem, że jej strach przed przyszłością, przed tym czy znowu nie zagram, jest ogromny. Ale naprawdę chce to zmienić...
Anonimowy Hazardzista.

#1IsmF

Zostałam wielokrotnie zgwałcona. Przez różne osoby. Może to moja własna głupota, może niewiarygodny pech, tego nie rozgryzłam.

Pierwsza sytuacja miała miejsce gdy miałam ok. 10 lat. Brat mojej koleżanki, na co dzień mieszkający w internacie w innym mieście stwierdził, że genialnym pomysłem będzie podanie mi i mojej koleżance alkoholu. Jako głupie dziecko, chcące zaimponować starszej osobie, wzięłam potężnego łyka wódki smakowej. Resztę pamiętam jak przez mgłę - okropny ból, zawroty głowy i było mi strasznie niedobrze. Nie rozumiałam co się stało, jedynie solidny opiepsz od mamy, że czuć ode mnie alkohol.

Druga sytuacja miała miejsce, gdy miałam ok. 13 lat. W międzyczasie wpadłam w nieciekawe towarzystwo i picie alkoholu było dla mnie normą. Był 1 stycznia, po sylwestrowej imprezie zostało nam trochę szampana i wódki, więc zaprosiłam swojego najlepszego przyjaciela na kontynuacje imprezy. Wpadł do mnie ze swoim kolegą, trochę wypiliśmy i dość szybko skończyliśmy zabawę. Gdy wyszli X zadzwonił do mnie, że jego kolega zapomniał telefonu i zaraz po niego przyjdzie, ale sam, bo rodzice X się niecierpliwią i musi szybko wracać do domu (jego rodzice byli dość specyficzni, powrót o danej godzinie lub jak zadzwonią albo szlaban, dlatego rozumiałam sytuację). Chwilę później przyjaciel X już był pod moimi drzwiami. Otworzyłam, aby oddać mu telefon, a on szarpnął drzwi i wtargnął do środka. W skrócie: zrobił co chciał, zabrał telefon i wyszedł. X opowiedziałam o tym dopiero, gdy on sam pokłócił się z tym kolegą. Wtedy zaczęło się piekło. X był po mojej stronie, jego kolega natomiast rozpowiedział w całym miasteczku, że sama tego chciałam a teraz oczerniam go bo "dostałam kosza". Był osobą dość popularną, to jemu wszyscy uwierzyli, a ja miałam zrujnowaną opinię przez kilka lat.

Kolejna sytuacja miała miejsce kilka lat później na imprezie, na którą zabrała mnie przyjaciółka. Nikogo oprócz niej tam nie znałam. Impreza miała miejsce w ogromnym domu jednego z jej znajomych. Y na chwilę i zniknęła, prawdopodobnie na "parkiecie". Dosiadło się wtedy do mnie 2 chłopaków. Przedstawili się, pogadali o pierdołach. Zapytałam ich, czy nie wiedzą, gdzie jest łazienka, a oni stwierdzili, że mnie zaprowadzą. Poszliśmy na górę, pokazali mi drzwi. Gdy już miałam łapać za klamkę, we 3 (dołączył do nich jeszcze jeden kolega) wepchnęli mnie do pokoju obok łazienki. Tym razem we 3 "zrobili co chcieli" i zostawili mnie tam. Nikt nie słyszał gdy krzyczałam - prawdopodobnie przez muzykę, lub to, że podobno ta część domu była "zamknięta" dla imprezowiczów. Gdy ogarnęłam się poszłam prosto do wyjścia. Przyjaciółce powiedziałam, że źle się czuję ponieważ właśnie zaczął mi się okres. O nic więcej nie pytała a ja wróciłam do domu. Opowiedziałam jej o tym następnego dnia. Reszta w kom.

#e4Ex5

Napiszę o czymś, co przez przypadek odkryłem, ma to związek z najważniejszą mi osobą, nie wiem czy dobrze zrozumiałem, co miała myśli pisząc do 2giej osoby. Do rzeczy.

Otóż przed rozpoczęciem pandemii spędzałem dzień ze swoją kobietą u mnie na mieszkaniu, następnego dnia pojechała, i tak już się nie widzimy około 2 tygodnie w związku z pandemią itd. Wczoraj chciałem poszperać na fb co nowego z nudów, i oho: nie wylogowała się z fb.

Pewnie jak się już domyślacie to, co zrobiłem było paskudne i niedopuszczalne:
wszedłem w jej wiadomości.

Znalazłem konwersację z jej koleżanką, w której koleżanka żaliła się na byłego, że dalej go chce itd., oraz jak ją zdradził na jakimś melanżu z inną. Na koniec rzuciła tekstem: ciekawe czy czuje do siebie wstręt po tym, co zrobił. Odpowiedź mojej kobiety jest następująca:

Ja parę razy do siebie czułam po grubym melanżu, potem mi przeszło. Ciężkie jest życie po twardych narkotykach xd". Jak Wy odbieracie tą konwersację? Czy miała na myśli, że również mnie zdradzała, czy mogło chodzić bardziej o moralniaka pomelanżowego, który faktycznie się pojawia, gdy się bierze jakieś gówno... Nie wiem co o tym myśleć, jesteśmy już ponad 5 lat ze sobą, zaraz miało być wspólne mieszkanie... Na domiar złego odkryłem też, że okłamuje mnie co do pieniędzy jakie zarabia, nie próbuje jej zaglądać w portfel, ale mamy budować wspólną przyszłość, która jeszcze dobrze się nie zaczęła, a ja już się takich rzeczy dowiaduję...

#XpPeZ

Ostatnio zauważyłam u siebie pewna przypadłość. Zaczęło się zapewne wcześniej, a ja nie zwracałam na to uwagi, jednak ostatnio podczas chociażby kłótni z partnerem jest powodem mojej ogromnej frustracji. 

W momencie gdy się denerwuję, nie mogę się opanować i zaczynam się uśmiechać, a im większą złość czuję, tym szerszy uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Jakiś czas temu czytałam, że może to być jakiś problem neurologiczny. Chciałabym panować nad mimiką, jednak z drugiej strony mam wrażenie, że jeśli nawet bym próbowała coś z tym zrobić, to zostanę wyśmiana.

#zntQC

Jakieś 6 lat temu byłam na wycieczce w Egipcie. Wiecie, all in i te sprawy.
Trafiła nam się super okazja nurkowania, więc w sumie czemu by nie skorzystać, skoro z lubym oboje lubiliśmy nurkować. 

Po wejściu na łajbę, wytłumaczeniu co tu będziemy robić oraz zasad pod woda, nastała chwila rozluźnienia, a my płynęliśmy nadal do miejsca, gdzie miała odbyć się atrakcja.
Postanowiłam iść do toalety, była to ciasna, mała klitka z zamkiem niczym z toi-toi (taki trójkąt obracany, ledwo trzymający drzwi).
Gdy wypłynęliśmy na pełne morze z zatoki, zaczęło tak huśtać, że te cholerne drzwi się otworzyły...

Goście z pokładu na mnie, ja z gaciami na kostkach w tym szale i wstydzie próbowałam zamknąć te drzwi, po czym poślizgnęłam się i wpadłam do tego kibla...
Tak!!! We własne gówno. Straciłam już godność do reszty i miałam ochotę zapaść się pod ziemię, na szczęście nasza przewodniczka zakończyła ten cyrk i szybko zamknęła drzwi... Śmiechom oczywiście nie było końca, a ja jedyne na co miałam ochotę to wyjść i nigdy nie wrócić. Do tej pory mam w pamięci wzrok tych wszystkich ludzi, gdy te drzwi tak dyndały...

#C23KE

Hej anonki, chciałbym Wam się do czegoś przyznać... nie lubię seksu. Nie wiem czy jestem aseksualistą, sam bym raczej podczepił to jak to u mnie wygląda pod fetysz. Miewałem różne partnerki seksualne, nawet bym powiedział, że w młodości chętnie zbierałem różne doświadczenia erotyczne, by się przekonać, czy ten seks którym się tak wszyscy zachwycają jest naprawdę taki fajny. I przyznam, że dla mnie nie jest.


Fakt faktem, seks jest przyjemny, ale miałem okazję poznać smak sporej ilości doświadczeń życiowych, spróbować wielu rzeczy i nie postawiłbym z pewnością seksu nawet w "TOP 10 najlepszych rzeczy na świecie". I biorąc pod uwagę z czym się wiąże seks, to jak dla mnie nie jest wart ani trochę zachodu. Po pierwsze jest to całe ryzyko zajścia w ciążę, a nie chciałbym zostać ojcem. Po drugie jest to dość męczące. Po trzecie gra wstępna, która przyznam, że sprawia mi o wiele więcej przyjemności niż sam seks. Zresztą zwykle przez cały ten czas myślami i tak jestem gdzieś indziej. Raz pamiętam miałem dawno temu przygodny seks i cały ten czas myślałem o napojach energetycznych...

Co ciekawe ja nie lubię uprawiać seksu stricte takiego klasycznego, ale to nie znaczy, że nie lubię bliskości z kobietami. Bardzo lubię petting. Lubię masować moją partnerkę po miejscach intymnych, smyrać po całym ciele, całować się. Nie lubię za to wsadzać swojego penisa w układ rozrodczy kobiety i tyle. Dlatego uważam to raczej za fetysz z mojej strony i poza tym dość specyficznym faktem uważam siebie za heteroseksualistę jak większość (chyba) facetów na świecie.

A propos tego pamiętam jak zdarzało mi się o tym z niektórymi rozmawiać i padały myśli, że "jak nie lubisz seksu z dziewczynami... to może powinieneś spróbować z facetami? może jesteś gejem?" ... i cóż... mnie faceci ani trochę nie pociągają. Kobiety owszem podobają mi się, podniecają mnie i w ogóle. Do facetów raczej podchodzę z odrazą.

Dodam, że jestem od dłuższego czasu w szczęśliwym związku. I mimo tego, że na początku były niewielkie problemy związane z tą naszą bliskością to daliśmy radę i teraz się dość dobrze pod tym względem dogadujemy.

#VBkqs

Jak pewnie wielu z was lubię sobie wyobrażać użytkowników anonimowych.

Obecnie nie mogę przestać myśleć o Wcaleniechutliwe i Eureenergie. Widząc jak świetnie dogadują się w komentarzach, mój mózg projektuje historię ich romansu.

Cały czas wyobrażam sobie jak Wcaleniechutliwe, słodki i nieśmiały chłopak, stara się zwrócić uwagę popularnego, acz burzliwego Eure, który na początku w ogóle nie dostrzega intencji swojego kumpla. Jednak wytrwały Wcaleniechutliwe uparcie dąży do celu i rozkochuje w sobie swój obiekt westchnień.

Po prostu nie mogę się powstrzymać od tych myśli, gdy czytam ich rozmowy!
Dodaj anonimowe wyznanie