#Lc95y

Historia sprzed 10 lat.

Miałam 19 lat. Poszłam na domówkę. Nie imprezowałam często, więc niezmiernie cieszyło mnie takie wyjście.
Był tam on. M. Nie przypominam sobie, żebym rozmawiała z nim sam na sam. W tłumie ludzi - owszem, jak najbardziej.

Dwa dni później się dowiedziałam od koleżanki, że ja i M... jesteśmy parą. WTF? Nie wypiłam aż tyle, żeby pominąć taki szczegół. Wróciłam z imprezy spacerem, o własnych siłach.
M. wyciągnął od kogoś mój numer telefonu. Chwilę pisaliśmy. Chciał się spotkać. Najwcześniej o 22. Nie odpowiadało mi to. Nie jeżdżą u mnie autobusy nocne. Nie kleiły się rozmowy SMS-owe. Facet wydawał mi się dziwny. Nie zgodziłam się. Raz. Drugi raz. Sześćdziesiąty piąty raz też byłam na nie.
M. wpadł na pomysł, że skoro nie zgadzam się, to... trzeba mi zapłacić. Doszedł nawet do 1500 zł za spotkanie.
Odmówiłam. Wtedy zaczęło się wydzwanianie i ciągłe SMS-owanie. Wyzywanie mnie, że go olewam i nie odpisuję. Pisał mi wprost, że skoro nie odbieram telefonu około północy, to pewnie jestem z jakimś gachem, klientem. Kilka godzin później proponował spotkanie i twierdził, że mu się podobam. Dzwonił czasem po 250 razy dziennie.
Gość wiedział, kiedy wracam do siebie. Wiedział, gdzie mieszkam. Wiedział nawet jakim samochodem jeździ mój tata. Wypisywał mi SMS-y ze szczegółami co robiłam. Ale nigdy do mnie nie podszedł, na przykład na zakupach.
Potem zaczęły się groźby, że jeśli się nie spotkam z nim, to on się zabije. Potrafił mi wypisywać mnóstwo SMS-ów pełnych nienawiści, tak jakby miał za chwilę odebrać sobie życie "ale najpierw odbierz telefon".
Co dziwne, moi bliscy znajomi byli zdania, że facet jest zakochany i warto dać mu szansę.

Na jego profilu w mediach społecznościowych zobaczyłam skrót jego rozmowy z moją starą znajomą. Nazwijmy ją A. Odezwałam się do niej. Dowiedziałam się, że M. wyzywał ją otwarcie, ponieważ miała faceta, więc musiała z nim sypiać, więc była dziwką według M. Od niej dowiedziałam się też o innych dziewczynach, którym groził.
Wtedy zmieniłam numer telefonu.

Raz wydawało mi się, że go widzę gdzieś na mieście.
Zablokowałam wiele profili na Facebooku, z których do mnie pisał. Czasem zakładał nowe i odzywał się, ale raczej mu się to znudziło.

#JUC8M

Ludzie mają różne nawyki związane z snem. Jedni śpią z misiem, inni z włączoną lampką czy zasuniętymi roletami/żaluzjami. Ja natomiast od zawsze śpię przy otwartym oknie, czy zima czy lato, uchylone lub lekko otwarte okno miałem zawsze. Żyję w 10-tysięcznym mieście, kolo którego przebiega droga krajowa, a moje mieszkanie znajduje się w odległości 300 metrów od niej, dźwięk przejeżdżających pojazdów i otulające me ciało chłodne nocne powietrze wprawiają mnie w błogi stan relaksu.

Wraz z klasą (2 technikum) pojechaliśmy na wycieczkę do Warszawy. Trochę wypiliśmy. Z nocy pamiętam tyle, że kumple z pokoju pozamykali okna, więc poszedłem spać na balkonie.

Pozdrawiam wszystkich warszawiaków i zazdroszczę.

#sJ4t3

Wczoraj przyłapałem moich 70-letnich dziadków, jak siedzieli razem na ławce w ogrodzie i palili. Myślałem, że dziadek wrócił do papierosów, ale coś mi nie pasowało, bo zapach nie ten. Podszedłem, powąchałem, no i jak nic palili sobie blanta.
Pół godziny później zauważyłem, że zniknął mój ostatni zapas z szafki ze skarpetkami. Nie sądziłem, że dziadek będzie mi podkradał ziele.

#RXq1q

Mam przyjaciela, Maćka, który jest straszną sknerą. Odkąd pamiętam zawsze na wszystkim usiłował zaoszczędzić. Ubierał się w sklepach z odzieżą używaną, na randki zabierał dziewczyny do budki z chińskim żarciem, a kiedy zrobił prawo jazdy, to kupił jakiegoś rozklekotanego strucla z silnikiem 1.1 i instalacją gazową. Do dziś pamiętam jak w Biedronce usuwał łodygi z pomidorów przed ich zważeniem. Kiedyś też opracował metodę zdrapywania żyletką stempla ze skasowanych biletów MPK, aby móc je ponownie użyć.

Nie mam pojęcia, jak Maćkowi się to udało, ale w końcu poznał miłość swojego życia. Biorąc pod uwagę, że jego wybranka jest równie skąpa jak on, śmiem podejrzewać, że poznali się w klubie dla anonimowych dusigroszy.

Parę miesięcy temu zostałem zaproszony na ich ślub. Nie zdziwiło mnie, że główną potrawę stanowił bigos, a wódka smakowała jak ekonomiczne paliwo rakietowe z niezbyt popularnej meliny. Przegięciem natomiast było zrezygnowanie z zespołu czy nawet najtańszego wodzireja na rzecz muzyki puszczanej ze Spotify. Jako że ani Maciek, ani jego pani nie posiadają płatnych kont, weselnicy zmuszeni byli co parę minut wysłuchiwać reklam...

#kekjS

Jestem matką dwójki dzieci, ale nic mnie tak nie obrzydza, jak sesje ciążowe na fejsie. Ciąża to czas ważny dla przyszłych rodziców. Idź na sesję, wsadź zdjęcia do albumu. Ciążowy brzuch nie jest ładny, kobieta nie wygląda wtedy atrakcyjnie... a te pozy tatusia gładzącego brzuch... Druga rzecz, która mnie razi, to fakt, że ludzie tak się odzierają z intymności i to jest obleśne. Odkąd każdy ma dostęp do sieci społecznościowych, to wszystkim się wydaje, że są gwiazdami. Straszne.

#bcT6X

Historii o ofiarach przemocy było na tym portalu mnóstwo, dlatego nie będę się rozpisywać na temat mojego poprzedniego związku. Byłam klasyczną ofiarą przemocy. Głównie psychicznej i finansowej, rzadziej fizycznej. Mogłabym napisać całą książkę o tym, jak bardzo spieprzone było moje życie. Jednak, jak już wspomniałam, takich historii było tutaj mnóstwo. Moja rodzina nie wiedziała o tym, w jaki sposób traktuje mnie partner i co się dzieje, chociaż się domyślali. Nic nie mówili, bo po prostu mieli nadzieję, że w końcu sama otworzę oczy i go zostawię. I tak było, po prawie pięciu latach związku zabrałam naszą półtoraroczną córkę i wróciłam do rodziców (odetchnęli wtedy z ulgą).
Minęło 7 lat. W tym czasie zdążyłam poznać świetnego faceta, wyjść za mąż, ułożyć sobie życie i nauczyć się nim cieszyć.

W mojej historii jest coś anonimowego. Mój były doprowadził mnie do takiego stanu, że zaczęłam się modlić o to, aby któreś z nas trafił szlag. Nie potrafiłam sobie wyobrazić tego, że mogłabym od niego po prostu odejść. Tak bardzo się go bałam. Próbowałam popełnić samobójstwo, dosłownie w ostatniej chwili się zawahałam. Kiedy wszedł do łazienki, zaczął mnie nagrywać telefonem, żeby mieć dowody na to, że jestem niezrównoważona psychicznie. Nagrywał mnie też w czasie kłótni. To była jego gwarancja na to, że nie odejdę. Groził mi, że pokaże te nagrania w sądzie i odbierze mi dzięki temu władzę rodzicielską. Moja nienawiść do niego zaczęła znacznie przeważać nad miłością. Urosła do takich rozmiarów, że już nie tylko myślałam o jego śmierci. Po tylu latach nadal wstyd mi się do tego przyznać, ale zaczęłam mu dosypywać do jedzenia i picia tabletki na podniesienie ciśnienia (przepisał mi je lekarz, bo miałam za niskie). Niestety (albo stety) ilość ta była na tyle mała, że go to nie zabiło, ale za to potwornie się czuł. Kiedy wychodził wieczorami na piwo z kolegami, miałam nadzieję, że alkohol w połączeniu z lekami zrobi swoje, ale najwyraźniej złego diabli nie biorą. Na szczęście udało mi się od niego odejść, a była to spontaniczna decyzja, bo miałam tylko pojechać w odwiedziny do rodziców. Zostałam u nich i już do niego nie wróciłam. Odebrałam mu władzę rodzicielską, wywalczyłam alimenty. Okazało się, że nagrania, którymi mnie tak szantażował, są dowodami przeciwko niemu.

Nienawidzę go za to, że doprowadził mnie do takiego stanu, że nie tylko modliłam się o jego śmierć, ale próbowałam go zabić. Po tylu latach ciężko mi sobie wyobrazić jak bardzo zniszczonym musiałam być człowiekiem, skoro dopuściłam się czegoś takiego.

#K47AV

Chyba się zakochałam we własnym psie.

Na wstępie powiem, że miałam kilka związków, z czego jeden trwał pięć lat, ale czar prysł, zaczęliśmy się kłócić, a próby naprawy naszych relacji nie dawały efektu, więc rozstaliśmy się.

Doskwierała mi samotność, więc przygarnęłam ze schroniska psa rasy husky. Jego błękitne oczy i smutne spojrzenie od razu mnie kupiły, a gdy go zabrałam szybko się ucieszył, że ma obszerny dom. Mieszkam z mamą, a ona sama chciała mieć zwierzaka, ale myślała o kocie. Była sceptycznie nastawiona do psów, ale też uległa jego oczom oraz radości, jaką eksplodował zaraz po wejściu do domu. Niemal natychmiast pojechałam kupić mu zabawki oraz posłanie. Nie mógł się przekonać do spania na legowisku, próbowałam go tresować przysmakami, ale zaczął traktować posłanie jako wielką, miękką miskę na chrupki. Za to na Lokiego (kocham Toma Hiddlestona i Ryana Reynoldsa, ale nazwanie go Deadpool brzmiałoby dziwnie, więc padło na imię Loki) podziałała ta sama metoda w przypadku mojego łóżku. Po paru dniach przestał sypiać na podłodze i spał obok mnie. Przytulenie się do jego futra i słuchanie jego zrelaksowanego oddechu podczas snu to najlepsze rzeczy <3
Szybko zaczęłam dawać mu buziaki, w głowę, tułów, grzbiet, szyję, potem podbródek. I znikąd pojawiła się myśl, że chciałabym, by pocałował mnie w usta. Znaczy polizał, ale poza moim polikiem nigdzie indziej nie liże. Jednak jego spojrzenie jest niesamowite. Ostatni raz widziałam takie jedynie u mojego poprzedniego chłopaka w pierwszych trzech latach związku. Tak jakby pragnął mnie. Jeszcze bardziej mnie to speszyło i zawstydziło, ale poczułam też silne bicie serca. Kiedy on tak na mnie patrzy, czuję się jakby mówił "Kocham cię", ale nie jak zwierzę może pokazać swoją miłość do właściciela, ale jak istota pragnąca drugiej osoby, pożądająca wręcz.
Często myślę o tym, że chciałabym czuć jego język i gorący oddech w mych ustach.
Jednak przeraża mnie to, że mogę złamać granicę, której nie powinno się przekraczać.
Wiele razy śnię o tym, że staje się człowiekiem, obejmuje mnie, patrzy mi w oczy swoim hipnotyzującym spojrzeniem i składa na mych ustach namiętny pocałunek.

Strasznie ciąży mi to na duszy i sercu. Nie wiem co o tym myśleć. To jest najbardziej nieszczęśliwa miłość jakiej kiedykolwiek doznałam i trwa ona już dwa lata. Moja mama o niczym nie wie i nie mam tak naprawdę kogokolwiek, komu mogłabym się zwierzyć z tego. Nie chcę też być traktowana jako chora psychicznie, ale nie mogę zaprzeczyć, iż myślę, że większość z was zaproponuje mi terapię. Jeśli z niej skorzystam, to boję się, że stracę coś cennego. Miłość, nawet nieszczęśliwa, jest piękna.

#sGFof

Pracuję jako kucharz w małej restauracji. Czasami jak jest potrzeba pomagam też na sali, ale jestem raczej nieśmiałym człowiekiem i nie przepadam za tym.

Tego dnia właśnie byłem na sali i widzę, że weszła para w średnim wieku. Obydwoje z dużą nadwagą, każde ważyło chyba ze 120-130 kg. Ale oczywiście podszedłem do nich jak do każdego klienta, przywitałem i uprzejmie spytałem, dla ilu osób stolik sobie życzą. Tu właśnie sprawa się posypała. Oni powiedzieli, że dla dwóch, ale jakimś cudem usłyszałem, że dla pięciu! Przecież to nawet nie brzmi podobnie.

Spytali, czy mogą usiąść w ogródku. Mamy tam małe stoliki i jeden czteroosobowy, więc myśląc że potrzebują 5 miejsc odpowiedziałem “Tak, prawdopodobnie się państwo zmieszczą". Gość na mnie dziwnie popatrzył i powiedział "To może lepiej siądziemy tutaj” i wskazał na wolny stolik czteroosobowy na sali. Odpowiedziałem “Oczywiście, to może dostawię krzesło?”. Teraz facet się już zdenerwował i powiedział “Nie trzeba, jakoś tu zmieszczę moją wielką dupę". Coś mi tu nie grało, więc wyjaśniłem, że chciałem aby mieli więcej miejsca. To wcale nie pomogło. Gość był czerwony ze złości i spytał, czy mam jakiś problem.

Wtedy coś mi zaświtało i ponownie spytałem, dla ilu osób potrzebują stolik, dowiedziałem się, że dla dwóch, przeprosiłem i wyjaśniłem nieporozumienie. Niestety nie rozbawiło ich to, ale zdecydowali się zostać. Ja zaszyłem się w kuchni dopóki nie poszli.
Dodaj anonimowe wyznanie