#lTkku
Poczucie wstydu po porażce albo popełnieniu błędu jest tak ogromne, że zaczynam od razu wpadać wręcz w amok kłamstw, tylko po to, żeby nie wystawić się bardziej na pośmiewisko i krytykę.
Jestem tchórzem i jestem żałosna i niezręczna towarzysko do tego stopnia, że wolałabym siedzieć zamknięta w pokoju i najlepiej nie prowadzić żadnych pogaduszek, bo zwyczajnie nie potrafię prowadzić rozmowy. Niby jestem inteligentna, niby coś umiem powiedzieć, ale to jest niewystarczające. Ciągle mam poczucie bycia niewystarczającą na każdym poziomie. I w szkole jako uczennica, i w domu jako córka, siostra i ciotka, i jako przyjaciółka czy znajoma.
Cała ta sytuacja zaczyna mnie przygniatać, a odraza jaką czuję do siebie po grudniu, który był dla mnie kompletną porażką, jest niewyobrażalna. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że od miesięcy nie wpadłam w taki ciąg kłamstw, jaki teraz ciągle trwa, a miałam już nadzieję, że pozbyłam się kłamania jako mechanizmu obronnego.
A próbowałaś pogadać z jakimś dobrym psychologiem? Porada banalna, ale obcy ludzie z internetu nie zrozumieją w pełni Twojego problemu i nie pomogą. Trzymaj się ciepło :)
dokladnie, zwlaszcza dorastanie przy niepelnosprawnym rodzenstwie jest trudne
Twoje doświadczenie życiowe sprawiło, że nauczyłaś się o siebie myśleć w ten sposób. Może Twoi bliscy zwracali uwagę tylko na to, co robisz źle, skupiali się na negatywach? Albo nie potrafili udzielić wsparcia i zainteresowania, skupieni byli na problemach członków rodziny, mających trudności ze względu na swój stan zdrowia? Może poczucie dumy (po sukcesie) jest u Ciebie skojarzone z poczuciem wstydu (np. komunikaty typu: 5tka w szkole, a dlaczego nie 6tka, mogą się do tego przyczyniać). Czasem w takich przypadkach kłamstwo wydaje się jedyną słuszną strategią, zwłaszcza kiedy człowiek nie zna innych sposobów radzenia sobie. Dobra wiadomość jest taka, że tak samo jak nauczyłaś się myśleć o sobie w kategoriach "porażki", możesz się nauczyć myśleć o sobie jako kimś wartościowym i mającym prawo do życia na tej planecie. Samoocena, to opinia o sobie, jaką sami formułujemy. A opinia, to nie fakt. To jakiś rodzaj osądu/oceny. Poprawa samooceny wymaga pracy nad sobą i zaakceptowania swoich dobrych stron i wad. Psychoterapeuta pomaga przebyć tę drogę i może wspierać w procesie, tworząc bezpieczne miejsce gdzie człowiek przygląda się sam sobie i decyduje o tym, jak chce siebie postrzegać. Trzymam kciuki za pracę nad rozwojem samooceny i pozostawiam z myślą, że to możliwe, aby ją zwiększyć i mieć więcej satysfakcji z życia!
Nie jesteś żałosna, nie jesteś tchórzem ani nie jesteś porażką. Jeśli czujesz się tak, szczególnie gdy przez długi czas, to znaczy, że coś jest nie tak. Prawdopodobnie masz jakąś chorobę psychiczną typu depresja czy stany lękowe. Najlepiej byłoby iść do psychologa po pomoc, ale jeśli nie masz możliwości to choćby spróbuj sama sobie pomóc z internetem. Przy szukaniu informacji ważne jest aby szukać je z dobrych źródeł np artykułów naukowych. Pamiętaj, że diagnozę może wystawić tylko profesjonalista. Dobrze by było z kimś porozmawiać. Możesz poszukać kogoś na internecie, ale musisz bardzo uważać. Pełno jest tutaj zboczeńców czy toksycznych ludzi którzy pogarszą twoją sytuację. Pamiętaj, że jesteś jeszcze młoda, jeszcze masz czas aby nauczyć się rozmawiać z ludźmi. Czy to będzie jak będziesz miala 20+ czy 30+ to nieważne. Nie musisz być ideałem dla wszystkich. Masz być po prostu sobą. Wiem, że przetrwasz ten ciężki okres. Powodzenia :)
Powiem tak: kirke88 już napisał(a?) ci bardzo mądry komentarz, więc postaram się nie rozpisać o tym samym, bo po co. Ale chciałam dodać od siebie parę ważnych rzeczy. Po pierwsze, jestem bardzo dumna z ciebie, że zauważasz co jest nie tak, zdajesz sobie sprawę co należy naprawić, np. dostrzegasz, że kłamanie to mechanizm obronny i chcesz pozbyć się tego nawyku. To chyba najważniejszy pierwszy krok do poprawy - zobaczyć co trzeba poprawić i zabrać się za to.
Also, trzeba pamiętać i powtarzać sobie, że zmiana postrzegania siebie i przełamywanie towarzyskiej niezręczności to proces, czasem długi i żmudny. Po drodze może zdarzyć się kilka nieprzyjemności, które trzeba będzie przeboleć i przełamać się żeby próbować dalej. Ale warto się nie poddać i wmawiać sobie aż do skutku, że zasługujesz na więcej. Zasada jest taka, że im bardziej systematycznie próbujesz przekraczać swoje wyuczone granice, im więcej wychodzisz ze strefy komfortu (np. zagadując ludzi z własnej inicjatywy albo wypowiadając się przed grupą osób), tym szybciej przyzwyczajasz się do takich sytuacji. To sprawia, że czujesz przed nimi coraz mniej lęku, a mniej lęku = bardziej swobodne zachowanie i mniejsze poczucie "niezręczności".
Nasza samoocena, cóż, zależy w dużej mierze od tego jak mówią o nas inni. Wiadomo, że nawet nieprawdziwe przytyki w twoją stronę usłyszane kilka(dziesiąt) razy zaczynają w końcu brzmieć prawdopodobnie (dlatego nie warto w ogóle takich słuchać!). Na przykład mi bardzo dużą poprawę przyniosło znalezienie w liceum dwóch wspaniałych przyjaciółek i przebywanie z nimi przez większość czasu - dopiero one uświadomiły mnie że wcale nie jestem brzydka i nudna/niefajna (well, pomogło też to że przestałam wtedy słuchać codziennie własnej mamy-manipulatorki lubującej się w wypominaniu mi błędów xD). Pomóc w tym może też terapia i bardzo to polecam, szczególnie kiedy mieszkasz z rodziną - terapia pomogłaby ci nabrać dystansu do sytuacji w domu.
Powodzenia i trzymaj się tam 💗
@Lunathiel lepiej bym tego nie dopowiedziała. świetne praktyczne wskazówki 🙂!
No tak, niepełnosprawność fizyczna to wielka wada, ja to bym wydziedziczyła samą siebie z rodziny jak bym miała niepełnosprawne rodzeństwo bo to by zbyt mocno wpłynęło na moją samoocenę.
Jak zwykle gówno zrozumiałaś :D
Autorko, trochę Cię rozumiem sama mam siostrę z autyzmem i dodatkowo z nerwicą natręctw. Ile mi nerwów narobiła darciem ubrań, bo jej się nie podobały, a w tym tygodniu załatwiła nam telewizor. Trzymaj się ciepło i niezałamuj się.
Po pierwszych pięciu słowach zaprzestałem czytania, weźcie wypierdalajcie z żaleniem się tutaj
Po przeczytaniu nicka użytkownika przestałam czytać, pisze tylko chamskie/seksistowskie komentarze.
Do psychologa, ale migusiem!
spoko mam podobnie. Zawsze ludzie byli dla mnie postrachem, bo czułam, podskórnie, że zawsze mnie oceniają. A ja przecież jestem dobra i nie mogę pokazać żadnego zła które siedzi we mnie. A to jest możliwe gdy zbytnio się otworzę
dodatkowo to chyba również zależy od charakteru. każde z rodzeństwa niby ma sytuację taką samą, ale stać się mogą kompletnie różnymi ludźmi. Ja zawsze byłam zamknięta, a ojciec był dla mnie powodem do wstydu.
Odpowiedzią na to jest chyba nauczyć się z tym żyć. Założyć, że ludzkie ułomności mogą być czymś wyjątkowym, a może nawet nie są ułomnościami. Np. jeśli trudności sprawiają mi kontakty towarzyskie i unikam ludzi jak ognia, mogę rozwinąć w sobie cechę jaką jest silny indywidualizm, pielęgnować swoją potrzebę samotności i korzystać z niej np. rozwijając się w swoim kierunku. Nieumiejętność komunikacji to chyba najpodlejsza z nieumiejętności, bo człowiek to istota społeczna mimo wszystko, ale z biegiem lat jak wszystko się dobrze ułoży człowiek może zacząć mieć na to wy**bane
Witaj. Jesli chcialabys to z checia z Toba bym porozmawiał :D
Mianowicie ? Co jest zlego w rozmowie z kims ?