Niedawno zdiagnozowano u mnie padaczkę. Może nie wiecie, ale to nie zawsze jest taki napad jak z filmu, że drgawki i padasz na podłogę. Czasem twój mózg po prostu się wyłącza. Możesz nawet nie upaść, ale przez kilkanaście sekund lub minut cię nie ma. Masz dziury w pamięci, jesteś zagubiony. Niby niegroźne, ale wyobraź sobie, że akurat trzymasz coś gorącego lub prowadzisz samochód i wyłączasz się. Ja takie napady miałam odkąd pamiętam. Nagle odnajduję się w sytuacji, że ktoś patrzy na mnie wyczekująco, domyślam się, że coś mówiłam i ta osoba czeka, aż dokończę, ale ja nie wiem zupełnie o co chodzi.
Dlaczego się wcześniej nie zbadałam? Byłam dzieckiem. Powtarzano mi, że jestem roztrzepana, że mam głowę w chmurach i nie wiadomo co jeszcze. Karcono mnie za to. Cały czas obwiniałam siebie i tak wyrastałam. Aż z wiekiem napady nasiliły się, zrobiło się poważnie i w końcu wylądowałam w szpitalu, co rozpoczęło całą procedurę diagnozy.
Nigdy nie zapomnę miny neurologa, kiedy zapytał mnie od kiedy mam takie objawy, a ja, że odkąd pamiętam. I nikt nie zauważył? No nie.
I może nie powinnam, ale mam cholerny żal do całej rodziny i nauczycieli w szkole, którzy woleli mi wmawiać, że to mój charakter, niż zabrać mnie do lekarza. Bo może gdybym zaczęła wcześniej brać leki, to nie miałabym takich dziur w pamięci i ataki nie zrobiłyby się tak poważne. W tym momencie boję się nawet podjąć normalnej pracy, bo nie wiem, co się ze mną dzieje.
Kiedyś chodziłam z mamą po mieście, szukając dla mnie stroju na zawody.
W pewnym momencie minęłyśmy ok. 20-letniego chłopaka. Po coś się zatrzymałyśmy, a on nagle do nas podszedł i do mojej mamy z tekstem:
- Dzień dobry, chciałem tylko powiedzieć, że ma pani piękną córkę - puścił mi oczko i poszedł. Ja się trochę zmieszałam, a mama krzyknęła dziękując i odeszłyśmy.
Kawałek dalej zapytałam się jej:
- Ile mu zapłaciłaś?
Na co moja kochana mamusia odpowiedziała:
- Nic, próbowałam, ale jak cię zobaczył, zrobiło mu się żal i postanowił zrobić to charytatywnie.
Jestem złośliwym draniem.
Moja sąsiadka kupiła niedawno drukarkę, do której, jak się okazało, z każdego komputera lub komórki można podłączyć się przez Wi-Fi. Od jakichś dwóch tygodni przynajmniej raz dziennie wysyłam jej anonse dotyczące kupna suplementów diety dla kobiet z menopauzą, zachęty do wpłaty datków na Radio Maryja oraz dietetyczne przepisy dla osób z chroniczną, nerwową biegunką. Za każdym razem, kiedy to robię, słyszę jak moja sąsiadka wścieka się i wrzeszczy do swojego męża, że ten kupił najtańszą dostępną na rynku drukarkę i przez to teraz musi się użerać z urządzeniem, które nęka ludzi reklamami.
Nie napiszę tu o jakiejś niesamowitej przygodzie czy śmiesznej sytuacji. Otóż napiszę o moich przeżyciach z lat, które miały być najlepszymi w moim życiu, ale nie były.
Kiedy byłam mała zmarł mój tata, zostałam sama z mamą. Nigdy nie było łatwo, zawsze na coś brakowało. Później mama znalazła kolejnego partnera, z którym ma jednego syna, mojego brata. Zawsze byłam gorzej traktowana. Ojczym zawsze traktował mnie zupełnie inaczej niż swojego rodzonego syna. Żadne z rodziców nie pojawiało się w ważnych dla mnie dniach, czy to pasowanie na ucznia w pierwszej klasie, czy przedstawienie z okazji Dnia Matki czy Ojca, pierwszego balu. Zawsze z zazdrością patrzyłam na inne dzieci, że ktoś był z nich dumny, ktoś na nie patrzył, chwalił, podziwiał, a ja byłam całkiem sama. Później razem z bratem stawaliśmy się coraz starsi, on poszedł do szkoły, a ja zaczęłam naukę w gimnazjum.
Nie byłam jakimś grzecznym dzieckiem. Nie sprawiałam też dużych problemów. Drobne wpadki, głupota, nie najlepsze oceny, złe towarzystwo, ale nigdy nie było to coś poważnego. Wtedy też byłam inaczej traktowana. Dostawałam kary, na rok, parę miesięcy. Natomiast mój brat na dzień bądź dwa. Kiedy ja dostawałam karę, nikt nie odzywał się do mnie w domu. Chyba że krzyczałam, że ich nienawidzę albo płakałam, wtedy obrywałam i kazano mi się zamknąć, mój brat był wtedy przytulany i mówiono mu, że on jest najlepszy, a ja jestem zła. Kiedy on coś źle zrobił, to dostawał karę, a ja razem z nim, tak "profilaktycznie". Nikt mi nigdy nie powiedział, że mnie kocha i że dobrze, że jestem, odbijał się na mnie również brak taty, płakałam z tęsknoty, przeklinałam Boga, że mi go zabrał i że gdyby był z nami, to byłoby inaczej, że byłabym potrzebna, a tak to jestem niepotrzebnym dodatkiem dla mojej kochającej się rodziny. Coraz bardziej nienawidziłam brata, tak też go traktowałam. Z ogromną nienawiścią.
I wiecie co? Mam też psa. Który jest ze mną odkąd pamiętam. Zawsze kiedy płaczę jest ze mną, przytula się do mnie, śpi, czasem nawet płacze. Z całego świata ludzi mam tylko jedno zwierzę. Może na koniec morał wydać się śmieszny, ale pies to naprawdę najlepszy przyjaciel człowieka. Traktujmy te zwierzęta z miłością, dbajmy o nie, bo nigdy nie wiadomo, czy tylko ten jeden psiak nam nie zostanie.
Swoją przygodę z masturbacją rozpoczęłam w wieku 13 lat.
Jak wiadomo, w tym wieku jest się jeszcze, jak by nie było, mentalnie dzieckiem.
Pamiętam, że któregoś wieczoru postanowiłam spać w łóżku z mamą, bo się bałam spać sama po jakimś horrorze.
Noc mijała, a ja tylko przewracałam się z boku na bok, nie potrafiąc zasnąć. Stwierdziłam, że jak zrobię sobie po cichutku dobrze, to się zmęczę i zasnę. Byłam naprawdę ostrożna, nie wydawałam z siebie żadnego dźwięku i leżałam jak kłoda, żeby tylko nie obudzić rodzicielki.
Po wszystkim, gdy już się układałam, żeby smacznie zasnąć, mama stwierdziła, że musi wziąć jakieś tabletki na spanie, bo też nie umie zasnąć.
Byłam w takim stresie, że wie o wszystkim, co przed chwilą zrobiłam, że poszłam spać do siebie pod pretekstem, że nie potrafimy zasnąć przez jej twarde łóżko.
Dzisiaj tato wręczył mi kluczyki do samochodu z okazji 18. urodzin. Powiedział, że jak zdam na prawko, będę mógł jeździć, gdzie będę chciał.
Nie miałem serca powiedzieć mu, że mam dopiero 17. urodziny...
Pewnej środy wybrałam się do pracy jak co dzień, z małą różnicą, że poprzedniej nocy spałam tylko 5 godzin, więc byłam mocno zmęczona. Początek pracy wydawał się paskudny, bolały mnie kości, głowa, a na oczy ledwo widziałam, po jakimś czasie doszły lekkie zawroty głowy i tzw "mroczki przed oczami". Nie przejęłam się zbytnio, bo trwały one ułamek sekundy.
Nagle przed oczami zrobiło mi się ciemno i nie mogłam pozbyć się tego uczucia. Spanikowana wołam koleżankę i mówię do niej:
- Chyba dziś nie dam rady pracować, strasznie źle się czuję, w głowie mi się kręci, a na dodatek teraz nic nie widzę i mam ciemno przed oczami.
Koleżanka spojrzała na mnie i radośnie odparła:
- Monika, ale właśnie mamy awarię prądu.
Mam kuzyna z zespołem Downa. Jest kochanym chłopczykiem i dzisiaj obchodził 10. urodziny. Zadzwoniłam do niego i pytam:
Ja: - Jaki chcesz prezent na urodziny? Co ci kupić?
Kuzyn: - Pzitul mniee...
Chyba nie trzeba więcej słów...
Prawie jak każdy facet mam problemy z zapamiętywaniem dat. Gdy oświadczałem się swojej dziewczynie, była ona bardzo zdziwiona.
Ale gdy powiedziała mi, że jest to najlepszy prezent na 4 rocznicę naszego związku, to byłem bardziej zdziwiony od niej.
Stoję na klatce schodowej i czekam na rodzinę. Klucze mam w kieszeni, ale udaję przed sąsiadami, że ich nie zabrałam. Kilka dni temu moja siostra odebrała sobie życie, miała zaledwie 30 lat. A ja teraz boję się być sama nawet w swoim mieszkaniu. ;(
Dodaj anonimowe wyznanie