Właśnie zdałem sobie sprawę, jak to jest być przegrywem.
Na Facebooku napisała do mnie znajoma z zapytaniem, jak powinna poderwać kolegę.
Zażartowałem kilka razy, że "na kasztana", "małe kotki w piwnicy" etc... To dla niej krępująca sytuacja, bo od zawsze wszyscy się w niej zakochiwali i bardzo mnie bawiło, że trafiła wreszcie kosa na kamień. Jak już byłem usatysfakcjonowany poziomem zażenowania koleżanki, pomyślałem poważnie co mogłaby zrobić.
Wpadł mi do głowy pomysł, żeby zaprosiła go do siebie, pod pretekstem pomocy w odkręceniu kolanka, wymiany żarówki, zamontowania szafki czy czegokolwiek innego i zagrała trochę na jego poczuciu męskości.
Wiecie, taka szopka w stylu "niewiasta w opałach".
Wtedy coś zrozumiałem...
Kilka miesięcy temu inna koleżanka zaprosiła mnie do siebie, żebym jej pomógł w zawieszeniu w pokoju tablicy korkowej.
No to ja hyc, wiertarka pod pachę, poziomnica do plecaka, wkręty i kołki w kieszeń i jadę.
Na miejscu pukam. Ona w makijażu i z pięknie ułożonymi włosami. Wchodzę i widzę zawieszoną tablicę korkową.
- A, bo wiesz, jakoś sobie poradziłam. Ale skoro już tyle się najechałeś, to może się chociaż kawy napijesz?
A ja, jako tępa strzała, odpieram:
- Nieee no, wiesz, w zasadzie już piłem. Nie będę ci zawracał głowy i w ogóle.
- Okej...
I poszedłem.
Ironii dodaje fakt, że trochę się w niej wtedy podkochiwałem. Znajoma, która chciała pomysłów na podryw się uśmiała, a ja ostrzegłem ją, żeby przed użyciem tej metody upewniła się, że podrywany nie jest baranem.
Pamiętajcie, dziewczyny, mężczyźni równie często są pomocni, co niedomyślni.
Tydzień temu w mojej pracy wybuchł pożar. Na szczęście nic poważnego się nie stało, ale wszyscy zostaliśmy zwolnieni wcześniej do domów. Gdyby nie to wydarzenie, pewnie nigdy nie zorientowałabym się, że mój facet ma romans. A tak zastałam go z jakąś kobietą w naszym łóżku! Sukinsyn miał na tyle bezczelności, że zaczął się tłumaczyć przysięgając ze łzami w oczach: „Kochanie, byłem przekonany, że ona to ty!”. Najbardziej absurdalne w tym wszystkim jest to, że jestem filigranową Mulatką (ojciec pochodzi z Kamerunu), a dziewczyna, którą sobie przygruchał mój (już eks) facet była grubą, bladą babeczką o rudych włosach.
Jakieś dwa lata temu byliśmy ze znajomymi większą grupką w zoo. Ciepły dzień, ludzi dużo. Na wejściu do zoo można wypożyczyć takie drewniane wózeczki. Dziecko może w takim siedzieć, a rodzic ciągnie wózek i wozi dzieciaka.
Szliśmy sobie po chodniku, analizując mapkę. Przed nami szedł między innymi pan, który ciągnął za sobą około 2-letniego dzieciaczka, na takim właśnie wyżej wymienionym wózeczku. W pewnym momencie facet dość niedbale szarpnął mocno wózkiem przy próbie ominięcia kogoś przed sobą i... dzieciak wypadł z wózka twarzą na chodnik. Mały podniósł się oszołomiony, patrzy pytająco na ojca, jakby sam nie wiedział, czy sytuacja jest poważna i można płakać, czy może jednak nie.
Ludzie wokół patrzą na faceta ze wzrokiem pełnym chęci mordu. Facet przerażony, stoi jak stał, podrapał się po głowie i rzecze z lekkim oburzeniem: SZYMEK, ALE MÓW JAK WYSIADASZ!
Ludzie wokół jak stali wściekli na faceta, tak prychnęli. Dzieciak nawet nie zapłakał :D.
W liceum, kiedy omawialiśmy "Cierpienia młodego Wertera", udawałam, że podobnie jak resztę klasy ta książka mnie bawi i irytuje. W rzeczywistości nigdy nie utożsamiałam się tak bardzo z żadnym bohaterem.
Wyznanie o pieniądzach.
Mam 20 lat i od niedawna mam więcej grosza dzięki spadkowi po babci. Nie są to miliony, ale wystarczy na utrzymanie na studiach. Te są ciężkie i drogie (materiały, wyjazdy, dodatkowe kursy), ale marzyłam o nich od dzieciaka! Rodzice z różnych dziwnych powodów od początku się na ten kierunek nie godzili i nie chcieli mi dać pieniędzy. Nie chciałam się szarpać o alimenty sądownie, musiałam więc dorabiać już w liceum, żeby przetrwać samodzielnie od pierwszego roku (wiedziałam, że jeśli będę studiować, muszę się wyprowadzić).
Babcia wspierała mój wybór tyle o ile, więc spadek był dla mnie zaskoczeniem. Po pierwsze nie wiedziałam, że babcia ma tyle kasy, a po drugie - że da ją mi. Niby dar z nieba w tej sytuacji, nie? No NIE!
1. Matka się na mnie obraziła, obgadała przed rodziną i nie odzywa się do mnie, bo nie dałam jej połowy, której oficjalnie zrzekła się w sądzie (!), żeby nie dzielić się kasą z ojcem (nie mieszkają razem, ale przez brak rozwodu nadal mają wspólny majątek). Mówiłam jej, że jeśli z chciwości nie przyjmie zachowku oficjalnie, to ja się nie będę dzielić sama z siebie (bo niby czemu? Babcia zapisała pieniądze mi, mam konkretny cel, na który chcę je wydać i mam pełne legalne prawo rozporządzać nimi, jak mi się podoba).
2. Rodzina. Jak tylko dowiedzieli się o spadku, zaczęło się pisanie o pożyczki, darowizny i prezenty. Gdybym miała je spełnić, ze spadku nie zostałoby ani grosza, bo, jak mówiłam, nie są to miliony. Co więcej - większości osób, które do mnie dzwoniły i pisały nawet nie znałam za dobrze. Odmawianie jest męczące i nieprzyjemne, bo część z tych ludzi jest mega nachalna i niegrzeczna.
3. Ojciec uważa z kolei, że młodej kobiecie pieniądze się nie należą, więc powinnam dać je mu na "przechowanie" (bank i lokata to czyste złodziejstwo, u niego w materacu będzie bezpieczniej przecież), aż, uwaga! urodzę dziecko i będzie w końcu dobry cel na wydatki. Już pomijając ten średniowieczny argument, kasy i tak pewnie nigdy więcej bym nie zobaczyła, gdyby położył na niej łapy.
4. Po takich doświadczeniach nie poruszam tematu spadku ze znajomymi ani nawet z najbliższą przyjaciółką, która teoretycznie wie o mnie wszystko i zawsze mnie wspierała. Boję się, że pieniądze zatrują naszą relację, tak jak zatruły moje kontakty z rodzicami. A jednocześnie gryzę się, że okazuję jej taki brak zaufania...
Więc póki co nadal pracuję weekendowo, nie robię dużych zakupów (zero nowych ciuchów czy sprzętu), jeżdżę na uczelnię i po mieście starym rowerem, planuję w wakacje wyjazd do pracy sezonowej, mieszkam w tanim pokoju studenckim.
Niby mam kasę, nie martwię się, czy będę w stanie wyżyć w obcym mieście i spełniam marzenie, ale nie mogę się tym cieszyć za głośno, bo boję się negatywnych reakcji otoczenia. I czuję się z tą tajemnicą bardzo samotna!
Po latach starań w końcu udało mi się znacząco stracić na wadze - zrzuciłem blisko 20 kg.
Szkoda tylko, że w nie do końca taki sposób, w jaki bym sobie życzył.
W wyniku wypadku samochodowego amputowano mi nogę na poziomie biodra.
Ostatnio podczas codziennej sesji grania na komputerze i tracenia życia miałem otwarte okno.
Niby nic, nie? Tym razem nie.
Usłyszałem głośne kichnięcie z dworu. Z przyzwyczajenia odpowiedziałem dość głośnym "na zdrowie" przez okno. Właściwie to krzyknąłem. Od razu poczułem się wyjątkowo głupio. Co za człowiek krzyczy "na zdrowie" na całe osiedle?! I w tej dokładnie chwili usłyszałem pełne śmiechu, najgłośniejsze "dziękuję" w życiu.
Dziękuję tajemniczemu przechodniowi. Poprawił mi pan humor na resztę dnia. :)
Nie wiem, czy się śmiać czy płakać.
Mam 16 lat. Jestem raczej typem cichej myszki, no wicie - raczej mało znajomych, za to dobre wyniki w nauce, raczej bezproblemowy.
Przechodząc do historii - moja matka, gdy idzie gdzieś na spacer albo porobić coś obok domu, często zakłada moją kurtkę. Prawie zawsze zapomina potem wyjąć z niej swoje rzeczy, dlatego często znajdują w kieszeniach jakieś słodycze, gumy do żucia, kosmetyki, mniejsze, rzadko większe sumy pieniędzy.
Pewnego dnia moja matka zachorowała, przez co przez 2 tygodnie prawie nie wychodziła z domu. Ja za to tak, w swojej kurtce oczywiście.
Idąc na spotkanie z kolegami, w kieszeni tym razem znalazłem około 600 zł. Pomyślałem, że to całkiem sporo, zwykle matka zostawiała w tych kieszeniach max 50 zł. Oczywiście, jak zresztą zawsze, nic sobie z tego nie zrobiłem, nie moje, to nie biorę.
Wróciłem do domu, pieniądze po prostu zostały w tej kieszeni do samodzielnego odbioru przez właściciela. Minął tydzień, może dwa, moja matka wyzdrowiała i poszła gdzieś w mojej kurtce. Wszystko OK. Ale gdyby wszystko było OK, to nie byłoby tego wyznania.
Wieczorem moja wściekła matka wchodzi mi do pokoju i rzuca te 600 zł na biurko. Totalnie o nich zapomniała i uznała, że to moje... uwaga... na lub z narkotyków!
Nie mam pojęcia skąd ten pomysł, nigdy nic nie brałem. Prawdopodobnie wyczytała to na jakimś gówno-poradniku dla madek, że jak nastolatek ma przy sobie dużo pieniędzy, to z dragów albo odłożone na dragi.
Najśmieszniejsze jest to, że w żaden sposób nie mogę do nie przemówić, że to jej własne pieniądze, które zostawiła w mojej kurtce! Uznaje to za głupie wymówki.
Od tygodnia i kilku dni mnie kontroluje, przeszukuje kieszenie i szafki, zabrania spotykać się ze znajomymi, a jeśli wyjdę, to po powrocie szczegółowo wypytuje mnie co robiliśmy, jak na jakimś przesłuchaniu, albo robi jakieś głupie sprawdziany, w stylu świecenie latarką w oczy albo podążanie wzrokiem za palcem. Ja pie*dolę.
Historia o tym, jak być suką przez duże S.
X lat temu miałam faceta, którego kochałam do szaleństwa. Byliśmy ze sobą kilka lat. Jedyne o co go podejrzewałam, to oświadczyny i wspólna przyszłość. Zdecydowałam się przeprowadzić do większego miasta, z którym on również zawodowo był powiązany. Obiecał, że początkowo będzie dojeżdżał w weekendy, a z czasem zamieszkamy razem.
3 tygodnie po mojej przeprowadzce przyjechał na weekend. Wieczorem spędziliśmy cudowny wieczór przy winie i niesamowicie upojną noc. Rano, leżąc jeszcze razem, gdy upajałam się minionymi godzinami, usłyszałam "dziwnie jest". Zdezorientowana zapytałam o co mu chodzi. Wszystko przecież było dobrze. A tego, co odpowiedział, nie spodziewałabym się nawet w najgorszym koszmarze. Wstał, ubrał się, spakował i powiedział "sam nie wiem" - po czym wyszedł. Zostawił mnie bez słowa. Ot tak. Jeżeli ktoś wam kiedyś powiedział, że go zamurowało, to było nic w porównaniu do tego jak mnie wówczas wbiło w ziemię. Nie wiedziałam, co się właśnie wydarzyło. On mnie zostawił? Co się właściwie stało? Nie odbierał moich telefonów, nie odpowiadał na wiadomości. Nic. Zostawił mnie po tylu latach, ot tak. A na koniec jeszcze wykorzystał i dopiero porzucił.
Następne tygodnie były straszne. Czarna dziura pełna rozpaczy. Cały rok leczyłam serce po tym związku. Miałam jednak swoją godność i dałam mu spokój, cierpiąc w samotności.
I tak minęło prawie 10 lat. Zmieniłam się. Dojrzałam. Będę nieskromna - stałam się piękną kobietą. Skończyłam dwa kierunki studiów, rozpoczęłam kolejny, mam świetną pracę i fantastycznego mężczyznę.
Kilka miesięcy temu, pewnego popołudnia, dostałam od niego wiadomość. I tak od słowa do słowa umówiliśmy się na kolację.
Wiecie co zrobiłam? Odwaliłam się jak na randkę z Ryanem Goslingiem i Adamem Levine w jednym. Pół dnia się przygotowywałam do tego spotkania. Świetny makijaż, fryzura i seksowna sukienka. Do tego szpilki, w których moje nogi wyglądały jak szyja żyrafy. I-de-al-nie.
Słuchajcie, wysiadając z samochodu prawie się zabił z wrażenia. Podczas całego wieczoru zachowywał się jak dzieciak - trzęsące ręce, święcące oczy, rumiane policzki. Tracił wątek, kiedy patrzyłam mu w oczy i wciągał głęboko powietrze za każdym razem, kiedy niby przypadkiem dotykałam jego nadgarstka czy ramienia. Byłam czarująca. Wykorzystałam każdą sztuczkę, żeby poczuł się wyjątkowo. Zakończyliśmy spotkanie. Później całymi dniami do mnie wydzwaniał, wysyłał kwiaty do biura. W końcu przyjechał do mojego miasta, aby spotkać się znowu. Zgodziłam się... po czym wysłałam swojego mężczyznę. Żałuję tylko jednego, że nie widziałam jego miny kiedy, wg relacji - "dostał w ryj za bycie zakałą wszystkich facetów".
Bycie suką jest spoko.
Mam 27 lat, jestem z moim mężem 9 lat i jestem bezpłodna... Około 6 miesięcy temu adoptowaliśmy rodzeństwo (dziewczynki 9 lat i 4). Ostatniej nocy usłyszałam coś, co sprawiło, że płakałam przez całą noc.
Bogusia (4 lata) mówi do starszej siostry:
- Wiesz, jestem ci tak bardzo wdzięczna...
- Za co? - spytała Dominika.
- Za to, że kiedy mama była inna (pijana), ty dawałaś mi jeść i przytulałaś, kiedy z salonu dobiegały krzyki.
- Chodź tu, mała - powiedziała i przytuliła siostrzyczkę.
- Jak będę dorosła, stworzę taki sam dom swoim dzieciom, jaki my mamy teraz.
Przepraszam za bardzo nieogarnięte pisanie, ale dalej płaczę jak bóbr i patrzę na moje dwa aniołki przytulone na łóżku starszej...
Dodaj anonimowe wyznanie