Poznaliśmy się jeszcze na studiach, od razu przypadliśmy sobie do gustu. Ja szalona, on też, byliśmy uznawani za najlepszą parę wśród naszych znajomych, żadna impreza nie mogła się odbyć bez naszego udziału. Dlaczego? Bo byliśmy świetnie dobraną parą żartownisiów i mistrzów ciętej riposty. Nie raz i nie dwa robiliśmy śmieszne numery swoim znajomym i sobie nawzajem.
I po pięciu latach intensywnej znajomości Krzysiu padł na jedno kolano i się oświadczył. Szalałam ze szczęścia, bo kochałam go najmocniej na świecie i nie mogłam doczekać się kiedy w końcu zapyta, czy uczynię mu ten zaszczyt i zostanę jego żoną.
Kiedy ja powiedziałam tak i popłakałam się ze szczęścia, on krzyknął "Tomek, wyłaź, uwierzyła! Nagrałeś?". Na początku nie wiedziałam o co chodzi. Potem to już docierały do mnie tylko słowa "najlepszy żart ever", "ekstra nagranie, trzeba pokazać znajomym", "mistrz ciętej riposty pokonany". A po chwili "Kochanie, no co ty? Chyba się nie gniewasz?", "jesteś zła, bo zazdrościsz, ty byś nie wymyśliła takiej śmiesznej wkręty hahahahahahaha".
No nie. Nie wymyśliłabym. Hahahahahaha, teraz śmieję się ze swojej głupoty, bo to tak żałosne, że aż śmieszne, że byłam z Krzysiem aż 5 lat.
Wiecie co to jest perpetuum mobile? Ja już wiem.
Kilka dni temu, po długim okresie problemów z układem trawiennym, poszłam do lekarza, który uzmysłowił mi, że mój stan zdrowia to efekt lat pracy w dość napiętej, korporacyjnej atmosferze. Okazuje się, że mam ataki chronicznej biegunki za każdym razem, gdy się stresuję.
Informacja ta wcale mi nie pomogła, a wręcz przeciwnie. Teraz dostaję bowiem jeszcze częstszych ataków sraczki, bo denerwuję się tym, że się zdenerwuję i dostanę ataku sraczki. Pomocy...
Mieszkam w "bliźniaku". Niedawno nasi sąsiedzi zza ściany wzięli do siebie pod opiekę psychicznie chorą ciocię. Mój pokój jest z wyjściem na łączony taras. Wcześniej mi to nie przeszkadzało, żyjemy z sąsiadami po przyjacielsku.
Z tym że odkąd mają nową lokatorkę, ta co noc staje na tarasie przed moimi drzwiami i delikatnie puka w szybę... drapie... uśmiecha się...
Żadne prośby, groźby nie działają. Zaczęłam bać się własnego domu. Nie ma mowy, żebym wyszła na ten taras, ani nawet żebym otworzyła okno. Śpię tyłem do okna i panicznie boję się odwrócić, bo wiem, że ona znowu będzie tam stała.
Muszę komuś o tym powiedzieć, a nikomu znajomemu się nie przyznam.
Jestem facetem i w te upały nawet gdy siedziałem w samych majtkach, to moje krocze było bardzo nagrzane i przez to momentami nawet pojawiały się odparzenia. Próbowałem najróżniejszych materiałów i typów slipów, ale w każdych było mi po prostu za gorąco.
Nago chodzić nie mogę, bo niezbyt to higieniczne (łóżko, narzuta czy cokolwiek będzie wchłaniać mój pot, a nie mam warunków do prania większych rzeczy). Kupiłem więc spódnicę (zwykła, prosta, bez wzorów, do kolan) i uwielbiam ją nosić. Najwygodniejsze ubranie, jakie w życiu nosiłem. Żałuję, że nie mogę nosić jej tak po prostu na ulicy. Pierwszy raz jest mi tak wygodnie, jednak martwię się reakcją społeczeństwa. Tutaj też pewnie posypie się hejt...
Dziękuję za uwagę i polecam ten typ ubrania wszystkim facetom, którzy chcą zadbać o swoje jajka. Miłego dnia wszystkim życzę.
U mojej teściowej trwa remont, w związku z tym jest u nas od kilku dni.
Niektóre kwiatki z jej zachowania: do wszystkich szamponów, mydeł, odżywek, płynów do naczyń itp. podolewała wody (bo za gęste i na dłużej będzie). Nie spuszcza wody po sikaniu i nam sugeruje to samo (oszczędność wody). Gasi nam światło w WC, sama też tam po ciemku siedzi (prąd drogi). I nie myje rąk po skorzystaniu z WC.
Wyłączyła mi piekarnik podczas pieczenia ciasta, pralkę podczas prania, zupę podczas gotowania (prąd i gaz za darmo nie jest). Notorycznie grzebie w śmieciach, sprawdzając, czy nic wartościowego nie wyrzucamy i potrafi narzekać na zbyt grube obierki czy resztkę masła rozmazaną na opakowaniu. Według niej za często pierzemy, myjemy się, odkurzamy, zmywamy, oglądamy telewizję...
W wolnych chwilach sterczy w oknie i krytykuje (na szczęście po cichu) naszych sąsiadów, ich stroje, samochody, zakupy i pory wychodzenia/wracania do domu. Oraz ich psy i dzieci.
Mój mąż od kilku dni ma dziwnym trafem "dużo nadgodzin", ja niestety pracuję w domu, co jest kolejnym powodem do narzekań teściowej (bo to nie praca, taka w domu, przy komputerze). Bo prąd, woda, gaz...
Za dwa tygodnie jedzie do sanatorium, może jej nie zabiję do tego czasu.
Jedna z pierwszych lepszych ściągniętych aplikacji do pisania z ludźmi z całego świata, jedno z pierwszych automatycznych dopasowań i trafiłam na niego. Zwykły polski chłopak mieszkający za granicą, ambitny, zabawny. Pierwszy rok pisania po 2-3 godzinki, a potem początkujący, szczęśliwy związek i najgorszy telefon, jaki mogłabym dostać: "miał wypadek, 1.5 tony kamieni spadło na niego z 12 metrów" . Dwutygodniowa śpiączka, liczne operacje ciągnące się w nieskończoność. Po 9 miesiącach w końcu zaczyna być lepiej, parunastogodzinne rozmowy, oświadczyny, przeprowadzka, a co najważniejsze, razem przetrwaliśmy te ciężkie chwile.
Życzcie nam powodzenia, zaczynamy nowy rozdział w nowym kraju z nowym, miejmy nadzieję, lepszym życiem. Jednak przez internet też można zbudować piękne, długie i prawdziwe relacje.
Historia ta wydarzyła się ok. 9 lat temu. Byłem wtedy słodkim ośmiolatkiem, który razem z koleżankami i kolegami miał wiele głupich pomysłów.
Ja, jako przykład "hot 8", oczywiście nie mogłem nie mieć tej jedynej kobiety swojego życia.
W tamtych czasach modna była gra, która nazywała się Futrzak. Wiecie, taka futrzana kulka, która odpowiadała na pytania. Akurat złożyło się, że mój najlepszy przyjaciel posiadał owego Futrzaka w swoim telefonie. Była tam taka opcja "Co kupić dziewczynie" i po wciśnięciu przycisku, Futrzak odpowiadał co można swojej lubej kupić.
Akurat zbliżały się urodziny mojej ukochanej. Nie wiedziałem, co mam jej podarować. Moje myśli chwiały się pomiędzy lalką a pierścionkiem. Do urodzin zostawało coraz mniej czasu, a ja nadal nie wiedziałem co zaoferować mojej kobiecie. Postanowiłem poradzić się Futrzaka.
Poprosiłem kolegę o pożyczenie telefonu, bo szybko muszę zadzwonić do mamy coś jej powiedzieć. Wziąłem ten telefon, odszedłem na bok i odpaliłem Futrzaka pytając o prezent. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy Futrzak odpowiedział "Bielizna". Pomyślałem "Bielizna? Co to w ogóle jest?" i po szkole zapytałem mamy. Odpowiedziała mi, że są to po prostu majtki.
Ja jako lekko zakłopotany chłopiec stwierdziłem, że na następny dzień pójdę do pobliskiego sklepu i kupię majtki mojej dziewczynie. Niestety nie mogłem znaleźć odpowiedniego modelu i zdecydowałem wrócić do domu.
Gdy byłem w domu zorientowałem się, że moja dziewczyna urodziny ma już następnego dnia, a ja nie mam prezentu. Postanowiłem zaryzykować i wyruszyłem w stronę szafy mojej mamy w poszukiwaniu idealnej pary majtek i znalazłem te jedyne: czerwone koronkowe stringi.
Następnego dnia dumny szedłem do szkoły wiedząc, że znalazłem idealny prezent. Od razu gdy zauważyłem moją dziewczynę poszedłem w jej stronę. Niestety prezentu nie udało mi się przekazać, bo zadzwonił dzwonek na lekcje.
Po wejściu wszystkich do sali postanowiłem działać. Podszedłem do mojej kobiety, złożyłem życzenia i dałem jej zwinięte w ręce majtki.
Wyobraźcie sobie minę nauczycielki i reszty dzieci, kiedy moja dziewczyna rozłożyła te stringi i podniosła do góry robiąc dziwne miny.
Do tej pory cholernie się wstydzę tego co zaszło i czerwienię się jak burak, gdy rodzina lub znajomi mi to wypominają.
PS. Nie, nie jestem po ślubie z tą dziewczyną.
Mam 22 lat i studiuję sobie energetykę na polibudzie w Warszawie. No i przy okazji jestem gejem - nie mówię tego, bo się chcę tym pochwalić czy coś w ten deseń, po prostu ma to znaczenie w kontekście historii. Ale po kolei...
Kiedy zacząłem studia i moi nowo poznani znajomi dowiedzieli się, że jestem homo, byli mocno zaskoczeni, ponieważ w ogóle nie wyglądam na geja. I tutaj muszę wrzucić też opis mojego wyglądu zewnętrznego - mam 190 cm wzrostu, gęsty zarost i jestem dość wyrzeźbiony. Na to co powiedzieli znajomi tylko się uśmiechnąłem i żartobliwie przyznałem im rację. Jest u mnie też na kierunku taka jedna dziewczyna, o której można powiedzieć, że jest przykładem książkowej Julki - duże kształty, krótkie niebieskie włosy, kwadratowe okulary, kolczyki na nosie i w ustach i ubiera się w taką czarną siatkę (nie mam pojęcia jak się to fachowo nazywa, ale chyba każdy wie o co chodzi). Jak się później okazało, ta Julka jest zagorzałą feministką, walczącą o prawa kobiet oraz społeczności LGBT, a sama określa swoją płeć jako queer. Jej osobowość też była dość odpychająca - potrafiła sprzeczać się o wszystko ze wszystkimi, nawet z profesorami na uczelni, dlatego też nie zaskarbiła sobie sympatii mojej i moich kolegów.
Przyszedł koronawirus i musieliśmy przenieść się na naukę zdalną. Mijały miesiące i jakoś to było. Od czasu do czasu wychodziłem z kumplami na miasto, kiedy skończył się lockdown, graliśmy też wspólnie jakieś gierki, ogólnie wszystko spoko.
Pewnego razu na msg napisała do mnie Julka. Napisała mi, że trochę czuje się samotna przez covida i chciałaby sobie ze mną pogadać i mnie lepiej poznać, bo jestem JEDYNYM NORMALNYM gościem ze studiów, jakiego miała okazję poznać. Zapytałem ją, co to znaczy ''normalny'', ona odpowiedziała, że przecież jestem dumnym członkiem społeczności LGBT. Odpisałem jej wtedy, że jestem tylko gejem, ale nie za bardzo mam ochotę bawić się w takie rzeczy, bo nie za bardzo mi się to podoba. Zaczęła mnie wtedy przekonywać, że tylko wspólnymi siłami możemy razem obalić patriarchat. Odpowiedziałem jej, że nie za bardzo mi się to podoba, bo mimo że jestem homo, to jestem też osobą wierzącą, mój starszy brat jest księdzem, a moi rodzice akceptują mnie takiego jakim jestem, więc nie mam potrzeby niczego obalać. Jak ona mnie wtedy zwyzywała... Stwierdziła, że mogę być tym kim chcę, a tymczasem jestem NIKIM i że nie mam prawa uważać się za geja, bo – jak powiedział – wierzę w zabobony, nie noszę kolorowej flagi na marszach równości i nawet nie wyglądam jak gej.
Minęło trochę czasu, a Julka do tej pory wysyła mi podobne wiadomości. Nie zablokowałem jej, ponieważ to co ona pisze jest dla mnie zawsze ciekawą lekturą przed snem i czasami mnie to nawet śmieszy :)
Od dłuższego czasu uskarżałam się na ból kolana. Rodzice często mówili mi, że to pewnie nic takiego i wymyślam, ogólnie "nie mamy czasu, żeby cię targać po lekarzach". Jestem osobą, która nie lubi okazywać słabości, więc nawet jak płakałam z bólu (zwykle po wysiłku), robiłam to cicho, zamknięta w moim pokoju.
Niedawno skończyłam 18 lat i postanowiłam, że wreszcie pójdę, żeby mnie porządnie zbadali.
Mam nowotwór w kości.
Dziękuję wam, rodzice. :)
Gdy byłam mała, zamarzył mi się... kurczak. Taki żywy. A że mieszkam w mieście, to sprawa była nieco utrudniona. Postanowiłam zatem, że wezmę jajko, będę je ogrzewać i postawię rodziców przed faktem dokonanym, gdy ptaszek się wykluje (wiedziałam, że w innym wypadku nici z kurczaka).
Wzięłam zatem pierwsze jajo z brzegu. Ogrzewałam je, trzymając w rękawie lub kładąc na kaloryferze. Pełna konspiracja. Nie wiem, ile to trwało (coś około tygodnia), ale w końcu zaczęłam się niecierpliwić, a że pojęcie o działaniu jajka miałam znikome, to postanowiłam się w końcu przyznać rodzicom do mojego ewentualnego dziecka i spytać się, kiedy mogę się spodziewać wyklucia.
Okazało się, że przez jakiś czas troskliwie opiekowałam się jajkiem ugotowanym na twardo.
Dodaj anonimowe wyznanie