#afxou

Moja mama odbierając dzisiaj pocztę ze skrzynki znalazła list i w sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, oprócz tego, że nadawcą był jej tata.

Kiedy otworzyła kopertę, znalazła w niej okrągłe 500 zł.

Jak się okazało, jej chory na Alzheimera ojciec i mój dziadek, każdemu z czwórki swoich dzieci wysłał 500 zł, bo usłyszał w telewizji, że na każde dziecko należy się 500 zł miesięcznie.

#5UzpE

Gdy mój mąż mnie bił, rodzina mówiła, że przesadzam, mogłam sprowokować i powinnam bardziej się starać.
Gdy dzwoniłam zapłakana do matki, opowiadając jak mój mąż znęca się nade mną psychicznie, usłyszałam, że on biedny, robi co może, żeby mnie jakoś ustawić.
Gdy przez stres poroniłam ciążę, usłyszałam od wszystkich najbliższych z rodziny, że co ze mnie za kobieta i jak mogłam być taką egoistka i stresować się, wiedząc, że jestem w ciąży.
Gdy odeszłam do innego mężczyzny, na odchodne dostałam od ojca w twarz i liczne obelgi oraz zarzuty, że jestem niewierną k*rwą i wstyd im, że mają córkę, która zamiast rodzić dzieci i być oddana mężowi, wymyśla sobie jakieś rozwody i pozwy.

Od 3 lat nie mam już kontaktu z rodziną, były mąż dostał wyrok za znęcanie się. Obecnie jestem zaręczona ze wspaniałym mężczyzną, który jako jeden jedyny zawsze na pierwszym miejscu stawia moje dobro, a nie jaki obiad ugotowałam bądź czy stosownie się ubieram.
A co do rodziców, to nie chcę ich więcej widzieć na oczy. Nie mogę tego pojąć, jak pozornie wspaniali ludzie, wpłacający duże sumy na organizacje charytatywne, pobożni katolicy, zawsze w pierwszych ławkach kościelnych, z perfekcyjną opinią, gdy tylko przekraczali próg domu, stawali się potworami.

I taki anonimowy smaczek na koniec - ciążę poroniłam celowo. Stres po prostu pomógł.

#byBVV

W moim domu jest taka niepisana zasada, że jeżeli jest coś do zrobienia, każdy to po prostu robi, bez jakichś grafików, obowiązków itp.
Ważnym elementem dla naszego wyznania jest też to, że z racji poszanowania prywatności wszystkich domowników zazwyczaj ogłaszamy, że ktoś nas odwiedza (dzięki czemu jest czas na np. ogarnięcie siebie i domu).
I najważniejsze - w salonie stoi fortepian.

Tego dnia przybycie kolegów ogłosił mój brat. Wszystko OK, jedyne co, to trzeba będzie poskładać pranie z suszarki, która zwyczajowo stoi w salonie. Wziął się za to mój tato, który uznał, że najwięcej prania należy do niego, gdyż pranie akurat było w kolorze brązowym.

Teraz muszę dodać jeden osobisty fakt. Każda lekko puszysta kobieta posiada w kolekcji swojej konfekcji pewien nieco intymny element: takie wysokie majtki a'la Bridget Jones. Wciska się w nie otyłość, a na to narzuca się sukienkę. Gdy kupowałam moje majty, nie było zbyt dużego wyboru. Trafiły do tego prania, gdyż były utrzymane w odcieniu soczystego brązu.

Wracając do historii. Brat z kolegami zajęli salon, a ja poszłam się uczyć do swojego pokoju. Zorientowałam się, że coś jest nie tak, kiedy wyszłam ze swojego pokoju po coś do kuchni. Dwóch kolegów wyraźnie chichrało, natomiast trzeci, o błękitnych, mądrych oczach i włosach w kolorze moich majtek, lekko się uśmiechał, jakby zawstydzony.
Wracając z kuchni mimochodem przejrzałam się w lustrze i nie stwierdziwszy jakichś wyraźnych braków, zaczęłam szukać przyczyny rozbawienia kolegów poza swoją osobą.

Co się stało? Otóż mój tato wziął swoje pranie, a moje majty pozostawił na fortepianie, co umożliwiło im skuteczne zakamuflowanie się przed moim spojrzeniem. No właśnie, tylko moim. Spojrzeniu kolegów mojego brata nie umknął mój krępujący element garderoby. Natomiast mój brat wykazał się taką samą ślepotą jak ja.

Wracając do swojego pokoju, i ja dostrzegłam przyczynę ogólnej wesołości. I zrobiłam najgorszą rzecz, jaką mogłam zrobić: zaczęłam się tłumaczyć. "Eeeyyyy... Zazwyczaj noszę bardziej fikuśne". Powiedziałam słowo "fikuśne" chyba pierwszy raz w życiu. Obserwowana przez piękne, błękitne oczy. Nie wiem, czy bardziej czerwona byłam ja, czy mój brat.

Historia kończy się tak: ja szybkim ruchem zabrałam majty i swoją osobę do drugiego pokoju, a za każdym razem, gdy widziałam któregoś z tych dwóch kolegów, moja twarz płonęła czerwienią.
Właśnie, tylko dwóch. Ten trzeci jest jedyną osobą, która ma dostęp do moich majtek.

Po wyprowadzce do dużego miasta w celu podjęcia studiów, postanowiłam pójść do sieciowego sklepu z bielizną.
Ajentem okazał się właśnie błękitnooki Bartek. Od tej pory zawsze przychodzę tam kupować majtki, a on wita mnie pytaniem: "Dzisiaj kolekcja formalna, fortepianowa czy fikuśna?".

Mój kochany przyjaciel gej <3

#ZyvFL

Wczoraj usiłowałem zmienić parę ustawień w moim routerze, bo ostatnio coś za wolno mi Internet „chodził”. Aby tego dokonać, musiałem kilka razy zresetować to urządzenie. Za trzecim czy czwartym podejściem ktoś zaczął tłuc pięścią w moje drzwi wejściowe. Otworzyłem je i zobaczyłem stojącego na korytarzu czerwonego ze złości, ubranego jedynie w zmięte bokserki i zaplamioną żonobijkę, sąsiada. Nawet nie zdążyłem mu „Dzień dobry” powiedzieć, kiedy ten zaczął drzeć się na mnie, że zadzwoni na policję, jeśli jeszcze raz wyłączę Internet, że przez moją „zabawę” wyłączyłem mu ściąganie ważnego filmu, a żonie zerwało połączenie video z córką, która w Anglii pracuje. Bardzo wylewnie przeprosiłem za chwilową awarię i obiecałem, że router zaraz będzie działał prawidłowo. Zamknąłem drzwi i wtedy coś do mnie dotarło...

#9GFeK

Miałam kiedyś pewną znajomą. Uważała się za taką mega rastafariankę, że sam Bob Marley zechciałby zmartwychwstać, żeby uścisnąć jej dłoń. Ja natomiast zawsze byłam uważana za osobę tajemniczą, ale z bardzo rozrywkowym towarzystwem. Być może dlatego wiele osób posiada mylne wrażenie, że mam dostęp do mniej lub bardziej legalnych specyfików. Owa znajoma mocno naciskała, bym załatwiła jej "coś porządnego". Męczyła, męczyła, w końcu uległam i ukręciłam coś solidnego z oregano, mięty i wszystkich zielonych ziół dostępnych w mojej kuchni. Sprzedałam za okazyjną cenę licząc, że wreszcie da mi spokój.

W sumie sprzedawałam jej przyprawy zakręcone w bibułkę przez ponad 2 lata. Z czasem kontakt urwał. Sądziłam, że wreszcie zorientowała się jak bardzo doiłam ją na kasę i wciskałam kit.

Po prawie roku napisała do mnie znów. Prosząc o pomoc i twierdząc, że zjechała cały świat i nigdzie nie znalazła tak dobrego towaru jak u mnie.

#mTRzQ

Obserwuję wyznania na temat nauczania zdalnego. Zdania są podzielone. Ci, co byli dręczeni w szkole lub wykańczani psychicznie cieszą się, że mogą uczyć się z domu. Inni tęsknią za kontaktem z ludźmi. A ja polecę trochę boomersko - martwię się o to pokolenie, co ma nauczanie zdalne, podstawówka, liceum czy studenci. Bo to jest wszystko źle zorganizowane, przynajmniej w Polsce.

Wyniki matur próbnych już są niezadowalające. Ale jak mają być na dobrym poziomie, gdy większość na nauczaniu zdalnym na jednym ekranie ma teams/zoom cokolwiek, a na drugim serial lub grę? Nie mówiąc o tych, co odpalają e-lekcje, a potem idą spać. Okej, na początku memy o nauczaniu zdalnym nawet śmieszyły, ale z biegiem czasu śmieszą mniej, zwłaszcza jak jest się młodym dorosłym i wkroczyło się już w dorosłe życie podatków, płacenia rachunków, pracy i widzi się młodsze pokolenie, które tego nie ogarnie.

Gdy czytam komentarze ludzi młodych np. na TikToku, jestem przerażona ilością błędów ortograficznych. Nie czepiam się już skrótów typu sb, nwm - język ewoluuje i nic z tym nie zrobimy, ale "chistoria, muwi, wogule"... Serio?

I pewnie zostanę zwyzywana od boomerów, trudno. To tylko moje obserwacje tego, jak nieskuteczne jest nauczanie zdalne, jak upośledza, a nie rozwija zdolności młodych ludzi. Gdy pomyślę o swoich zajęciach w szkole, potem na studiach, przez ile musiałam przejść, np. praktyki, to nie było łatwo, czasem lenistwo brało górę, ale koniec końców trzeba było to zaliczyć. Jest pandemia, czasy wystawiają nas na próbę, ale zastanawiam się, jak pokolenie nauczania zdalnego poradzi sobie za parę lat.

#9EY88

Jak twierdzi większość ludzi, pozory mylą. Całkowicie to popieram.

Kilka lat temu w moim gimnazjum została utworzona jedna klasa sportowa składająca się z samych chłopaków. Ale nie byle jakich. Fryzurka bogiem, szpan wszystkim nałogiem, lusterko i lakier do włosów niezbędne jak powietrze. Podrywali każdą dziewczynę, ich język specjalnie wybitny nie był, wszyscy ledwo zdawali do następnej klasy, tysiąc razy na minutę poprawiali ukochane modne fryzurki.

Wyobraźcie sobie zszokowanie całej szkoły, gdy pewnego dnia ta cała lalusiowata klasa przyszła z całkowicie ogolonymi głowami. Był to hołd dla umierającego na raka brata jednego z nich...

#BpKbL

Na pierwszych randkach z moim aktualnie mężem dostawałam bukiety kwiatów. Pewnego dnia zażartowałam, że jestem taką biedna studentką, że zamiast kwiatów mogłabym dostawać szczypiorek z rzodkiewką.
Mój luby wziął to dosadnie i przez blisko dwa lata dostawałam pięknie opakowany bukiet warzyw z jedną różą w środku.

Tak że z głodu nie umarłam na studiach.
Dodaj anonimowe wyznanie