Niedawno ściągałam gips ze stopy, złamanej w zderzeniu z regałem, który na nią spadł. Przypomniało mi to pewne wydarzenie, z bolącą stopą w roli głównej...
Dawno, dawno temu, kiedy chodziłam do liceum, przydarzył mi się mały wypadek na lekcji wychowania fizycznego. Niby nic poważnego, ale jedna stopa bolała jak diabli. Niestety nikt z rodziny nie mógłby po mnie przyjechać, więc po lekcjach pokuśtykałam na przystanek.
W autobusie wszystkie miejsca były zajęte. Wiedziałam, że nie dam rady wystać (ból to jedno, ale automatycznie oszczędzałam tę stopę i bałam się, że przy hamowaniu nie utrzymam równowagi i upadnę), więc podeszłam do siedzącego blisko wejścia młodego chłopaka. Powiedziałam, że bardzo boli mnie noga i spytałam, czy mógłby mi ustąpić miejsce. Chłopak od razu się zgodził, stanął obok, więc zaczęliśmy trochę rozmawiać.
Kilka przystanków dalej do autobusu weszła jakaś kobieta - na oko 60 lat. Stanęła bardzo blisko mojego nowego kolegi i raczyła nas całą gamą sapań, wzdychań i mamrotanych pod nosem przekleństw (na niewychowaną młodzież, ma się rozumieć). My wymieniliśmy tylko rozbawione spojrzenia i kontynuowaliśmy rozmowę.
Kobitka, zorientowała się, że nie robi na nas wrażenia, wpadła więc na nowy pomysł. Mianowicie powiedziała do mnie po porostu "Ustąp mi miejsca, ty niewychowane dziecko!". Zamurowało mnie, ale po chwili uprzejmie powiedziałam, że nie wstanę z powodu bólu nogi. Ta zaczęła się oburzać, że jak to, że ona jest starsza, bla bla bla. Kolega mówi jej, że nie dam rady ustać, i żeby POPROSIŁA kogoś innego. Powiedział też, że wiek nie daje jej prawa do bycia chamskim. Babka się wkurzyła i poszła sapać kawałek dalej.
W końcu zauważyłam, że zbliżamy się do mojego przystanku, więc przy asyście kolegi wstałam i podeszłam do drzwi. Czekałam, aż kierowca wjedzie w zatoczkę, gdy nagle poczułam ucisk i straszny ból w mojej biednej stopie. W autobusie momentalnie wybuchnął raban, sama nie wiedziałam co się dzieje, bo przez łzy ledwo widziałam.
Z autobusu pomogło mi wyjść parę osób, bo nie dałabym rady. Dopiero gdy posadzili mnie na ławce na przystanku, mój nowy kolega powiedział, że tamto babsko nadepnęło mi na stopę. Celowo. Z całej siły.
Kojarzycie może Karmę? Otóż pasażerowie autobusu tak zbulwersowali się zachowaniem babska, że zgłosili to kierowcy, który wyrzucił ją z autobusu. Na przystanku doszło do małego zamieszania, którym zainteresowali się... przechodzący obok policjanci. Oj, działo się :)
PS1: Nie, to nie przypadek, że policja akurat tam była. Kilkanaście metrów dalej jest komisariat.
PS2: Nie jesteśmy razem, ale przyjaźnimy się.
COVID-19.
Na tym portalu jest wiele historii o nim, dorzucę coś od siebie. Będzie to historia o upadku człowieka.
Mam, a raczej już miałem kolegę.
Marek, młody, inteligentny - po studiach. Zarabiał jako doradca finansowy, ale kasa nigdy nie uderzyła mu do łba.
Zawsze można było z nim pogadać o wszystkim, zadzwonić w środku nocy i pójść na piwko w plenerze.
Znaliśmy się od podstawówki.
W pamiętnym marcu 2020 nastąpił pierwszy lockdown. Efekt?
Ja musiałem zamknąć restaurację na klientelę i przejść na dowóz, on przeszedł na aktywność internetową w kontakcie z klientami.
W tamtym czasie się odizolowałem, jako że miałem kontakt z kurierami i dostawcami, a oni z postronnymi ludźmi.
Uznałem, że tak będzie lepiej. Widzieliśmy się normalnie natomiast na Skype, gadaliśmy na komunikatorach itp.
Któregoś dnia, Marek przesłał mi adres do BARDZO PATRIOTYCZNEJ TELEWIZJI INTERNETOWEJ (czyt. kanału na YouTube), gdzie ponoć jakiś super-uber lekarz bardzo poważny grzmiał, że ten cały covid to ściema, spisek masonerii i takie różne.
Po szybkim reaserchu widzę, że gość to żaden lekarz, tylko inżynier budowlanki i nawet pozwano go za sprzedaż jakichś tam cudownych mongolskich tabletek na raka, które naiwniacy kupowali zamiast do prawdziwych lekarzy chodzić. Reakcja Marka?
[M] - Anonimie, bo ONI się go BOJĄ! On mówi prawdę!
"ONI" wkrótce zaczęli się pojawiać w praktycznie co drugiej wypowiedzi Marka.
Potem już było coraz gorzej.
Linki do jakichś szarlatanów, nieogolonych grubasów na fotelach wyglądających jakby nagrywali w spelunie, przebierańców, totalnych wariatów.
Każdy jeden się przekrzykiwał przez drugiego o ściemach, spiskach i zagrożeniach czyhających z każdego krańca świata.
Marek to wszystko chłonął jako prawdę objawioną - nie pomagały dyskusje, napominania, pokazywania, że to wszystko to bajki jakichś obłąkańców i np. 5G to nie "spisek Szatana", tylko po prostu nowa technologia.
W maju tego roku, Marek wieczorem zadzwonił do mnie - okazało się, że stracił pracę. Jak zapewne się domyślacie, wciskał te bajki klientom zamiast z nimi pracować normalnie.
[M] - Anonim, mówię ci! Wyrzucili mnie, bo "ONI" kazali im to zrobić! Bo uświadamiam ludzi o PRAWDZIE!
Stwierdziłem że dość, czas na męską rozmowę jak przyjaciel z przyjacielem.
Powiedziałem mu, że ma się ogarnąć bo wygaduje bzdury i tak mu odbija palma, że sam sobie życie niszczy.
Wtedy nawet mnie samego zaczął wyzywać od "covidian", "posłusznych owieczek systemu", wyszczekiwał do telefonu absurdalne pytania typu "kto mi płaci", albo jakieś oskarżenia z kosmosu, że kupił mnie rząd.
To był koniec.
Koniec mojego przyjaciela, z którym mogłem porozmawiać o wszystkim. Który za mną by w ogień skoczył, zawsze doradził i był praktycznie od początku mojego życia.
Marek zablokował mnie praktycznie wszędzie prócz jednego komunikatora.
Kumulacja nieszczęść?
1. Kobieta mnie rzuciła...
2. w dniu czwartej rocznicy naszego związku...
3. w drogiej restauracji...
4. w czasie, gdy zamierzałem się jej oświadczyć...
5. powiedziała, że dzięki mnie zrozumiała, że woli kobiety...
6. i jakiś już czas zdradzała mnie z moją najlepszą przyjaciółką...
7. oraz postanowiły, że zostaną parą, zamieszkają razem i adoptują psa...
8. tylko że zostałem aktualnie sam z ogromnym kredytem, bo to już nie jej problem...
9. ale, oczywiście, nadal możemy się przyjaźnić...
W ostatnim tygodniu byłam z moją koleżanką we Wrocławiu, ona tam studiuje i zna dość dobrze miasto, a ja dawno tam nie byłam więc uznałyśmy, że fajnie będzie pojechać.
Cała sytuacja która chce opisać wydarzyła się nie długo przed północą. Z koleżanką byłyśmy na Słodowej, kto jest z Wrocławia ten wie, że można tam posiedzieć i zbić nudę.
Była jakaś 23:20, uznałyśmy, że jesteśmy głodne więc pójdziemy coś zjeść. Muszę też dodać, że byłyśmy lekko podpite. A więc koleżanka zaczęła mnie prowadzić w stronę miejsca gdzie miałyśmy zjeść, przechodziłyśmy chyba przez jakiś mostek gdy nagle zaczepiło nas dwóch facetów około 30-stki, przynajmniej na moje oko.
Na początku nie przejęłam się tym bardzo, przedstawili się. Obok mnie szedł Tomek, a obok koleżanki Patryk (oczywiście imiona zmienione).
Wszystko było okej, rozmawialiśmy sobie, na początku mówili, że pierwszy raz są we Wrocławiu i pytali czy może znamy jakieś fajne miejsce, proponowali też byśmy z nimi poszły do jakiegoś klubu.
Koleżanka powiedziała gdzie mogą znaleźć jakiś fajny klub, ale starałyśmy się odmówić w jakiś miły sposób.
Potem w trakcie rozmowy jednak okazało się, że często bywają we Wrocławiu, sami tak powiedzieli. Cała sytuacja zaczęła być dla mnie podejrzana, ale stwierdziłam, że może jednak tylko mi się wydaje.
Po jakimś czasie jednak Tomek, z którym rozmawiałam objął mnie, bez pytania, bez żadnego ostrzeżenia, wtedy straciłam całkowicie poczucie komfortu a przede wszystkim bezpieczeństwa. Zaczął mówić, żebym poszła z nim do klubu, a potem może do hotelu, sami wiecie w jakim celu. Na szczęście uwolniłam się do niego, doszliśmy do skrzyżowania i ja z koleżanką poszłyśmy w inną stronę, a oni w inną. Przynajmniej tak nam się wydawało, jednak po jakimś czasie zauważyłam, że za nami poszli. Wtedy byłam kompletnie przerażona.
Przyspieszyłyśmy kroku, na horyzoncie pojawiła się większą grupka ludzi, dziewczyn i chłopaków. Uznałyśmy, że podejdziemy do tej grupy i poprosimy o pomoc. Na szczęście pomogli nam i odprowadzili do miejsca, w które chciałyśmy się udać, a tamtych facetów zgubiłyśmy.
Nie wiem co by się stało gdybyśmy nie spotkały tamtej grupy ludzi, a chcę dodać, że ja mam 16, a moja koleżanka w tym roku kończy 20 lat.
Dziewczyny uważajcie na siebie.
Nie chodźcie same nocą po mieście.
Trzymajcie się.
Cześć, tutaj znów dziewczyna, która jest stalkowana w internecie przez nauczycielkę.
Znalazła mnie nawet na Anonimowych. Jak się o tym dowiedziałam?
Jak gdyby nigdy nic przyszłam do szkoły. Miałam z nią pierwszą lekcję. Gdy weszła do klasy, od razu kazała mi wstać. Powiedziała, że jeśli nie zmienię tego, że używam jakiegoś dziwnego slangu w internecie, to bardzo prawdopodobne, że obniży mi ocenę na koniec roku. Poza tym powiedziała, że od swoich przeżyć mam pamiętnik, a nie "Anonse czy tam anonimowane" :')
Śmieję się z tego.
Dziś byłam świadkiem, jak dwie przyjaciółki rozwalały liście świeżo zgrabione na kupę przez dozorcę.
Robiły sobie zdjęcia, podrzucały, udawały, że wąchają... Dopóki jedna z nich nie przyłożyła sobie do twarzy liści z... gównem. Jej reakcję sobie wyobraźcie.
To jest nauczka, nie rozwalajcie cudzej pracy!! :D
Bezdomne serce.
Moje serce stało się bezdomne. Jak nigdy wcześniej. Było całe dla Niej, a Ona pokochała innego...
Jeśli serce jest bezdomne to nie ma dla mnie miejsca na tym świecie.
Ona kocha kogoś a ja jestem bezdomny
PRZEGRAŁEM siebie. Przegrałem ją. Nie mam dokąd pójść...
Cały mój plan był dla Niej.
Nie pić alkoholu, zadbać o siebie, lepsza dieta, siłownia, nauka języków itd. były dla Niej.
Wyjazd zagraniczny też był dla Niej. Chciałem zarobić na uprawnienia, żeby spróbować zostać pilotem liniowym. Chciałem coś osiągnąć, pokazać że nie jestem biednym robolem z przetwórni, bez perspektyw. Że coś potrafię.
Chciałem pokazać, że dla Niej jestem w stanie być lepszym człowiekiem.
Jestem w połowie drogi. Brakuje mi połowę kwoty do mojego celu, ale nie mam już po co iść.
Wszystkie swoje siły skierowałem z głupią nadzieją, że to coś da. A Ona pokochała kogoś innego. Zaręczyła się...
Teraz mój cel nie ma kompletnego sensu. Po co się uczyć języków, zdrowo odżywiać, rozwijać...
Po co licencja, skoro jeśli dojdę na ten szczyt, który sobie wyznaczyłem to Karoliny tam nie będzie?
Nadzieja, która nakręcała każdy mój dzień zniknęła.
Mam bezdomne serce, nie mam dokąd pójść...
Opole. Studia. Do kolegi w akademiku przyjechała dziewczyna - nie widzieli się z pół roku, może dłużej. Tak za sobą zatęsknili, że wskoczyli od razu do łóżka.
Godzina 22:00. O tej porze w akademiku wszyscy dobrze się bawią, ale nikt aż tak dobrze, jak zakochana para... :D Dziewczyna bardzo głośno jęczy, krzyczy, stęka - a my, koledzy, zadowoleni, że sąsiad daje radę - siedzimy pod drzwiami i jemy popcorn :) Niestety po 2h nasza radość stanowczo przygasła, ponieważ "bzykacze" nie zrobili sobie ani minuty przerwy, a popcorn dawno się skończył. Nie kryliśmy również szoku i podziwu z uwagi na kondycję, jaką oboje się wykazali.
Godzina 24:00, większość ludzi chce spać, a po akademiku rozchodzą się dzikie jęki niczym z taniego pornosa. Ktoś stracił cierpliwość i zgłosił zagłuszanie ciszy nocnej. Przyszła pani z ochrony (pochodząca z Ukrainy - mówiła łamanym polskim), puka do drzwi i informuje, że mieszkańcy proszą o ciszę. Kolega wychylił mokrą głowę, pokiwał twierdząco, przeprosił i się schował. Zapanowała cisza.
Następnego wieczoru sytuacja się powtórzyła. Start "maratonu" 22:00. Popcorn, śmiechy pod drzwiami kolegi, jęki na całego - powtórka z rozrywki.
Godzina 24:00, ta sama pani z ochrony (wyraźnie bardziej poirytowana sytuacją) przyszła prosić o cichsze przeżywanie uniesień partnerki, inaczej sprawę zgłosi do kierowniczki. Kolega znowu kiwa głową, że rozumie, że przeprasza i zamyka się w pokoju.
3 dni później po pamiętnych nocach "rozkwitłej róży" przybyłem na urodziny kolegi do akademika obok. Wszyscy piją, palą, tańczą, ale niestety dźwięk muzyki zagłuszają... kobiece jęki. Impreza trwała do 01:00, muzyka od 30 min wyłączona, a za ścianą dziewczynę ktoś ostro zaspokaja... Ktoś wezwał ochronę, że spać się nie da. Przybyła pani z ochrony (tak, tak, przeniesiono panią z Ukrainy do akademika obok), puka zdenerwowała do drzwi, gdy nagle wychyla się spocony kolega. Babka wytrzeszczyła oczy, otworzyła szeroko buzię i krzyknęła:
- Znowu, ku*wa, ty?!
Tylko tyle. Odwróciła się na pięcie i szybko odeszła.
Pozdrawiam wszystkich z Polibudy, którzy jedli ze mną wtedy popcorn :)
PS Do sąsiada, który może to przeczyta i o którym mowa - stary, Łysy z Brazzers może Ci co najwyżej buty pastować :D
Od 3 lat jestem konsultantem sprzedaży w sklepie dla majsterkowiczów.
Dzisiejszy dzień zapadnie mi w pamięci chyba na zawsze, bo pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, w której klient przyszedł do mnie ze stringami w rękach i powiedział:
- Chcę taki sam kolor farby jak ten.
Nie każda starsza babeczka to od razu moher :)
Wracam dziś autobusem z uczelni, po 12 h zajęć padam na twarz, obok mnie staje starsza kobieta. Jako, że nie lubię takich sytuacji, postanowiłam ustąpić jej miejsca. Kobieta bardzo miła, kazała mi natychmiast siadać i się nie wygłupiać:
- Pani, ja mam 2 przystanki, na zdrowie mi wyjdzie postać :)
Na kolejnym przystanku wsiadają coraz to bardziej zmęczone babcie, w końcu słyszę moje ulubione komentarze na temat niewychowanej młodzieży i zmęczonych studentów... Już miałam wstać, tak dla świętego spokoju, jednak wyżej wymieniona towarzyszka podróży odwraca się do "koleżanek" i mówi:
- Widocznie to zależy od gęby, mi ustąpili.
:D
Dodaj anonimowe wyznanie