#BdQF4

Kiedyś, jak miałam około 15/16 lat, poszłam do przychodni, żeby załatwić bilans. Wszystko przebiegało normalnie, pani mnie zważyła, zmierzyła. Potem kazała ściągnąć bluzkę, żeby mogła mnie przebadać. Jak już siedziałam bez koszulki, mając na sobie jedynie stanik, doktorka otworzyła drzwi, wychylając się zza nich na korytarz i mówiła coś do kobiety stojącej na recepcji. Niestety drzwi były na tyle uchylone, że pewien pan siedzący w poczekalni miał idealny widok na moją osobę.

Do dziś pamiętam, jak strasznie się czułam z tym, że jakiś nieznajomy facet patrzy się na mnie, gdy jestem w samym staniku. Ktoś może uznać, że to nic takiego, ale dla mnie był to wtedy bardzo żenujący i niekomfortowy moment.

#iiFDU

Dziś w ramach projektu moja szkoła miała wykład, który prowadził student prawa. Jako że dużo teraz w internecie tego, że student prawa powie ci, że nim jest nawet jak nie zapytasz, zaczęłam liczyć ile razy powie słowo "prawo".

Dokładnie 376 razy w półtorej godziny.

Jak to możliwe?
Większość zdań wyglądała tak:
"Na wydziale prawa i administracji studiujemy książkę pt. "Prawo i coś tam",
w której mówią o prawie takim, prawie takim i prawie takim".

Stereotypy nie biorą się widać znikąd :D

#q1fEM

Parę miesięcy temu skończyłam 18 lat. Wszystko było by fajnie, gdyby nie fakt, że nie jestem jak moi rówieśnicy, tzn że nie przesiaduje po nocach ze znajomymi w towarzystwie alkoholu i papierosów czy innych używek.
Wolę po prostu dobrą książkę i spokojne miejsce.
Kilka dni temu miałam dość nieprzyjemną sytuację. A mianowicie siedziałam w parku i czekałam na brata, aż przyjedzie autobusem z pobytu u dziadków (park jest naprzeciwko przystanku autobusowego).
Specjalnie wyszłam kilka chwil prędzej, aby w towarzystwie natury czytać książkę... no właśnie, kto teraz czyta książkę, zwykłą, papierową?
Siedziałam na ławce obok mnie przeszła grupka osób mniej więcej w moim wieku i podsumowali mnie zdaniem, cytuje:
"Ta to musi mieć nudne życie, siedzi i czyta. Żal mi jej".

Otóż moi drodzy, co to za społeczeństwo, że nawet nie można czytać książki publicznie?

P.S. Teraz robię zdjęcia stron książki, gdy wiem, że gdzieś będę wychodzić.
W tych czasach jak nie chodzi się ze smartfonem w dłoni to jesteś postrzegany jako "przegryw".
Pozdrawiam.
Ta z nudnym życiem.

#3JgA3

Kiedy byłem młodym nastolatkiem, w wieku około 12 lat odkryłem pewną magiczną zabawę. W moich okolicach nazywano to głaskaniem węgorza.

Pewnej nocy po zabawie, którą zwykle kończyłem na swoją rękę, poszedłem do łazienki by umyć ją, wysyłając tym samym dzieci nad morze. Była trzecia nad ranem, a ja, zacisnąwszy pięść, niosłem moje plemniki przez cały dom, oczywiście część wypłynęła mi na dłoń między kciukiem, a palcem wskazującym.

Spotkałem matkę, która spytała się mnie czemu mam zaciśniętą pięść. Szybko zmyśliłem, że jadłem ciasto i kawałek kremu mi został na dłoni, a nie chcę pobrudzić dywanu, więc niosę go do łazienki.

Zaspana złapała mnie za rękę i widząc białą maź wypływającą z niej zamoczyła palec i spróbowała z komentarzem:
- Jakiś rzadki krem.
Dopiero jak poczuła słony smak w ustach poszła do łazienki i umyła zęby.

Mam 32 lata i nadal mi to wypomina.

#4pKDE

Niedawno oglądałam teledysk do "Blood Sweat & Tears" BTS. Jest tam scena, gdzie chłopak wychyla się do tyłu na huśtawce i wygląda jakby lewitował. Tak się składa, że na przedpokoju mam haki po huśtawce dla dzieci (takiej do 10-15 kg), więc jako Polka do ostatniej warstwy cebuli pomyślałam sobie "że niby ja tego nie zrobię?".
Zawiesiłam huśtawkę, usiadłam, wychyliłam się do tyłu i poczułam się jakbym szybowała na chmurce. Spełniłam swoje marzenie o byciu jak prawdziwa gwiazda.

A tak na serio 15 szwów, wybity bark, lustro do wymiany i dwie dziury w ścianie po hakach.

#1YHbE

Jestem taksówkarzem, chcę opowiedzieć historię z pewnym klientem.

Rano, dopiero co zacząłem pracę, podchodzi klient. W średnim wieku, w garniturze. Wsiada, podaje nazwę ulicy i jedziemy. Standard. Gdy miał już wysiadać, powiedziałem cenę, ok. 40 zł, a wtedy on powiedział "Nie mam". Nawet nie spojrzał do portfela, tylko powiedział "Nie mam" i dodał "I co z tym zrobisz?". Więc zatrzasnąłem drzwi i odwiozłem go na miejsce, skąd go zabrałem.
Może zmarnowałem czas, ale satysfakcja pozostała.

#qnvm7

O tym jak znajoma zniszczyła mi życie tylko dlatego, że nie wierzy w przyjaźń damsko-męską.

Powiem tak: Jestem niepełnosprawna fizycznie od urodzenia. Jako małej dziewczynce trudno mi było znaleźć znajomych. Dziewczynka, która chodzi przy balkoniku jest średnio atrakcyjna jeśli chodzi o zabawę. Jasne, nikt mi nie dokuczał, ale moim rówieśnikom szybko się nudziły statyczne zabawy w jednym miejscu. Do tego trzeba dodać, że wszystko miało być po mojemu i nie zachęcało do zabawy. Nawet inne niepełnosprawne dzieci mnie unikały.

Kiedy jednak miałam siedem lat, do naszego bloku w mieszkaniu naprzeciwko wprowadził się mój rówieśnik – Janek. Jako chyba jedyny z chłopców na osiedlu nie szalał za piłką nożną czy innym bieganiem. Jako jedyny też nie bał się moich fochów godnych księżniczki, czy dziwnych lęków typu konieczności, że krzesło, na którym siedzę musi być oparte o ścianę, inaczej boję się tego, że mogę z krzesła zlecieć.

Zdecydowanie polecił mi dużo fajnych lektur jako dziecko, a potem załapaliśmy oboje miłością do Europy Wschodniej, godzinami słuchaliśmy razem ruskiego post-punku, czy gadaliśmy o innych rzeczach związanych z tym krajem. Nie było między nami żadnych uczuć głębszych niż przyjaźń, chociaż do tej pory przytulanie się, spacery, głaskanie mnie po głowie czy jego mówienie do mnie zdrobniale nie jest obce. Zawsze mówiliśmy sobie wszystko. No i większość ludzi uznajemy za nudnych.

Los chciał, że w gimnazjum wylądowaliśmy w jednej klasie. Janek często pomagał mi przechodzić z klasy do klasy, przez co ludzie z klasy często brali nas za parę. Pamiętam jak jego ówczesna dziewczyna wygarnęła mi, że mam się odwalić od niego. Przepłakałam w kiblu dwie godziny. Od tej pory solennie zawsze gdy miał jakąś dziewczynę to totalnie urywałam z nim kontakt bez słowa wyjaśnienia, nie chciałam żeby przeze mnie cierpiał. Po roku takiego czegoś wydusił we mnie powody mojego zachowania. Ustaliliśmy wtedy, że kontakt będziemy mieć, ale mniejszy, nie będziemy pisać do siebie przez neta czy smsy, a spotykać się czy okazywać czułość będziemy sobie tylko w towarzystwie jego ukochanej.

I tak było, chociaż jego dziewczyny i tak w większości mnie nie lubiły, a przynajmniej mi nie ufały.

Najbardziej lubiłam te okresy czasu gdy nie miał dziewczyny, wtedy nie czułam, że robię coś złego przyjaźniąc się z nim.
Poszłam do innego liceum niż Janek. Trafiłam do liceum integracyjnego. Zaprzyjaźniłam się z Magdą - dziewczyną na wózku, bardzo charyzmatyczną, inteligentną, troskliwą, ale jednocześnie dominującą, z ciągłymi zmianami nastroju (tuż po maturze zdiagnozowali u niej Borderline), no i nie chciała mi za nic uwierzyć, że nie bujam się w Janku.
Dalsza część w komentarzu.

#gA3NH

Dzisiaj idąc przez miasto, w ten deszczowy i zimny dzień, nie myślałam o niczym innym jak tylko przytulić się do mojego ciepłego chłopaka. Gdy szłam, patrzyłam sobie na witryny sklepowe, podziwiając ciuchy, przeszłam też obok kawiarni, przy której zwolniłam, zastanawiając się, czy nie wejść na ciepłą herbatę.

Weszłam do tej kawiarni i natychmiast się rozgrzałam, ale nie dlatego, że było tam ciepło, a dlatego, że zobaczyłam tam swojego chłopaka, który siedział z moją przyjaciółką... całowali się...

Wpadłam w wewnętrzną wściekłość, ale nie mam w zwyczaju wydzierania się przy ludziach. Podeszłam do nich, przywitałam się i czekałam na to, co oni powiedzą. Byli w ogromnym szoku i jedyne co wymyśliła moja (była już) "przyjaciółka", to stwierdzenie, że oni nie całowali się, tylko on próbował, jak smakuje jej nowa szminka...
Ku*wa, szczyt bezczelności!

#Iou1c

Mam kelnerkę, która została zgwałcona.
Co w tym piekielnego?
Niby nic, ale...

Klara jest kelnerką, której były chłopak posunął się za daleko w relacji ze swoją koleżanką z pracy.
Klara dowiedziała się szybko.
Zerwała z nim, a potem pojechała do koleżanki. W odpowiedzi na to, koleżanka myślała, że coś uzyska i próbowała wykorzystać jej niedolę.
Nie ma sensu wspominać szczegółów, ale wiem o całej sytuacji, ponieważ powiedziała mi o niej.
Na spokojnie, 1 na 1, w biurze.

Jestem człowiekiem wyrozumiałym, litościwym, nie skorym do gniewu i bardzo łaskawym. Ale jest jeden mały, maluteńki problem:
Przy jakimkolwiek dotyku kobiety, nawet otarcia, Klara dostaje ataku paniki.

Jak zapewne się domyślacie, to dla restauratora duży problem na kuchni (mamy jedną kucharkę, reszta to mężczyźni, więc wystarczy, że na siebie uważają, tylko czasem jest młyn i wiadomo, że wtedy nikt na nic nie patrzy), ale na sali pełnej klienteli różnorakich płci, urasta do rozmiarów kolosalnych.
Wiele razy wspominałem Klarze, aby poszła na terapię. Ona odmawia, bo nie widzi problemu. Nie jest przecież wariatką, a tylko tacy według niej tam chodzą.

Moment, w którym upuściła tacę z jedzeniem i zwinęła się w łkający kłębek na środku sali tylko dlatego, bo chwyciła ją za ramię klientka, był chwilą, w której moja cierpliwość się wyczerpała.
Cała obsługa na zmianie chodzi wokół niej jak na paluszkach, specjalnie dajemy jej klientów męskich, ale ile tak można?

Dałem jej tydzień płatnego urlopu, a sam mam dylemat: akceptować jej odpały, czy wyrzucić ją i wyjść na nieczułego sk**wysyna?
Dodaj anonimowe wyznanie