#kjfRu

Wyznanie anonimowe może nie jest, ale się pochwalę swoim pechem...

Dzisiaj miałam podejść do egzaminu praktycznego na prawo jazdy. No właśnie... Miałam.

Podczas gdy wchodziłam już do WORD-u, zadzwoniła do mnie mama, życząc mi "połamania nóg". Nie zauważyłam ostatniego stopnia (może było ich z 5) i spadłam niefortunnie, łamiąc nogę w dwóch miejscach.
 
Dziękuję, mamo, nigdy więcej nie odbiorę od Ciebie telefonu :/

#VDSJZ

Wczoraj, kiedy szłam sobie po jednej z ulic w centrum miasta, w którym mieszkam, podtoczył się do mnie dość nietrzeźwy, pachnący przetrawionym jabolem i niemytymi stopami menel. „Kierowniczko!” - chuchnął mi w twarz cuchnącym wyziewem – „Poratuj dwoma złociszami. Pilna potrzeba jest!”. Zgodnie z prawdą odrzekłam, że nie noszę przy sobie gotówki i wszystkie operacje finansowe wykonuję za pomocą karty płatniczej albo operacji bankowych. „To zrobimy tak...”- sapnęło żulisko, wyciągając z kieszeni utytłanych spodni smartfon – „Zrób mi, szefowo, przelewik BLIK-iem…”.

Technologia poszła do przodu i jak widać, menele są na bieżąco z nowinkami.

#FKXK7

Z cyklu: Jak radzić sobie z napalonymi gówniarzami?

Ja, stodoła, brat cioteczny i pytanie "Ruchasz się?". Powtórzone co najmniej pięć razy. Co robi bezbronna licealistka? Wyjaśnia bratu, że to nieładnie i nie tak zagaduje się do dziewczyn? Nie! Wskakuje mu na kolana z ogniem w oczach i zaczyna go rozbierać. Chłopina z przerażenia prawie mdleje. A ja z kamienną miną bez słowa siadam obok. Od tej chwili napaleniec dał sobie siana z podrywem i do dziś czerwieni się w moim towarzystwie.

#Try8M

Kiedy miałam 13 lat, zaczęłam zapuszczać włosy. Mając 22 lata, miałam włosy sięgające pasa. I - mówiąc krótko - uwielbiałam je.
Poświęcałam dużo czasu na ich pielęgnację, regularnie je przycinałam. A z racji tego, że interesuję się fryzjerstwem, prawie codziennie czesałam je w inny sposób. Kiedy ktoś sugerował, żebym je ścięła, stanowczo odmawiałam. Nie wyobrażałam sobie siebie w innej fryzurze, zwłaszcza że jestem bardzo wysoką dziewczyną, więc takie długie kosmyki dobrze się u mnie prezentowały.

Do czasu. Pewnego razu wracałam z uczelni przez park. Tego dnia włosy miałam rozpuszczone. Nagle usłyszałam za sobą pełen zachwytu okrzyk "mamusiu, patrz jakie ta pani ma śliczne włosy, myślisz, że mi też takie urosną?!". Zaintrygowana odwróciłam się i zobaczyłam na ławce dziewczynkę, może 10-letnią... Całkiem łysą.
Zamarłam, zrobiło mi się strasznie żal tego dziecka. Dziewczynka, gdy zobaczyła, że na nią patrzę, spytała, czy może dotknąć moich włosów. Jej mama chciała zaprotestować, ale usiadłam na ławce obok małej, a ona delikatnie pogłaskała moje włosy. Potem zebrała je w kucyk, przyłożyła sobie do głowy i zapytała nas jak wygląda. Powiedziała mi, że przed chorobą miała proste blond włosy, ale o wiele bardziej podobają jej się moje kasztanowe fale.

Chwilę potem się pożegnałyśmy i podjęłam drogę do domu. Byłam jednocześnie przejęta, smutna, zła na los, zaskoczona pogodą ducha dziewczynki i siłą jej mamy.
Byłam już pod swoją klatką, kiedy podjęłam decyzję. Zawróciłam na pięcie, poszłam do "swojego" salonu fryzjerskiego i ścięłam włosy do ramion. Moje ukochane kosmyki oddałam fundacji, która robi peruki.

Nie żałuję. Wręcz przeciwnie - gdy przypominam sobie tamtą dziewczynkę "przymierzającą" moje włosy, wiem, że posłużą lepiej jakiemuś choremu dziecku niż mi.

#HoLpL

Ja, mały 5-letni gnojek, pojechałem z mamą na ogromny targ. Jak może się to skończyć? Odpowiedzcie sobie sami.

Mama kupowała rękawiczki ogrodowe i powiedziała, że za chwilę idziemy kupić banany. Powiedziałem, że już to zrobię i puściłem się pędem do stoiska, kilka złotych miałem w kieszeni, kupiłem banany, wytłumaczyłem, że mama obok, tak że luzik. Pożegnałem panią, a potem zaczęły się kłopoty. Mama zniknęła.
No nieźle, myślę, i lecę do mojego samochodu i tam czekam, na pewno mama tam przyjdzie.
Po chwili na targ przyjeżdża policja, zamknęli jakoś teren, ja się przyglądam zaciekawiony o co chodzi i czekam dalej.
Po jakiejś godzinie mama zapłakana przychodzi do samochodu, a ja stoję z tymi bananami i jak gdyby nigdy nic mówię:
- No ile można czekać?

#Q352D

Dziś pojechałem z rodzicami do Ikei. Zgubiłem ich gdzieś w okolicach działu z ramkami do obrazów, więc nawet zadowolony z tego obrotu spraw, kontynuowałem moją tułaczkę samemu. W pewnym momencie z megafonu rozległ się znudzony głos jakiejś pracownicy: „Krzysztof Anoński ( to ja – przyp. aut.) proszony jest przez swoich zrozpaczonych rodziców o natychmiastowe przyjście do Strefy Dziecka! Jeśli ktoś widział błąkające się po sklepie, samotne dziecko, proszę o jak najszybsze powiadomienie obsługi!”.

Na Boga! Mam 39 lat i osobiście przywiozłem moich rodziców na zakupy, a ci zamiast wdzięczności odwzajemniają mi się takim obciachem!

#8Wofi

Mój ojciec pracuje w Policji jako antyterrorysta. Poza tym, że robota niebezpieczna, to w jego przypadku ma jeszcze jedną, istotną wadę. Otóż gdy przychodzi po pracy do domu i ściąga buty, zapach jego stóp mógłby zabić lepiej niż karabin maszynowy. Niby rzecz normalna, bo chłop z krwi i kości, a cały dzień nawet latem chodzi w ciężkich buciorach. Z matką nawet się już przyzwyczailiśmy. W domu codziennie aplikujemy odświeżacz powietrza, matka pierze jego skarpetki po trzy razy, a ja rano zawsze wącham rzucone gdzieś w kąt skarpetki, aby przypadkiem nie założyć tych należących do niego.

Gdy poznałem fajną dziewczynę i zacząłem przyprowadzać ją do domu, moja nieprzyzwyczajona do tych atrakcji wybranka dała mi do zrozumienia, że moglibyśmy coś zrobić z tym problemem. Znalazłem w internecie informację, że problem można załatwić u podologa. Jako dobry syn wykupiłem więc staremu pierwszą wizytę. Jak to zobaczył, to ryknął śmiechem i powiedział, że z jego zdrowiem psychicznym wszystko OK, a poza tym nie chodzi już do szkoły, żeby był mu potrzebny PEDAGOG.

Tak że tego... Ojcu stopy dalej walą, a teraz ponoć cała komenda się śmieje, że syn go wysyła do pedagoga.

#aA8Ij

Jestem dość młodym instruktorem jazdy i pracuję w jednym z ośrodków kształcenia kierowców. Dwa lata temu trafiła do mnie osiemnastoletnia dziewczyna. Od pierwszych jazd załapała czym jest sprzęgło i tak dalej :) Bardzo dobrze dogadywaliśmy się i prawdę mówiąc, z przyjemnością czekałem na jazdy z nią. Nie musiałem wtedy martwić się, że wjedzie w kogoś i rozbije samochód :D

Pierwszego egzaminu nie zdała ku mojemu zdziwieniu. Umówiliśmy się na dodatkowe i nieodpłatne 2 godziny, by potrenować - zawsze tak robię z każdym moim kursantem, który nie zda. Wkrótce przyszedł drugi egzamin, który też obalała. I tak jeszcze 8 razy i za każdym razem jakieś głupie błędy, których nigdy na jazdach nie popełniła. Gdy zapisywała się na jedenasty egzamin poprosiła, bym towarzyszył jej podczas niego. Zgodziłem się, ponieważ jako instruktor mam takie prawo i chciałem zrozumieć czemu nie potrafić zdać.

Przyjechaliśmy razem do WORDu i po czterdziestu minutach zdała perfekcyjnie. Gdy szczęśliwi wyszliśmy z ośrodka rzuciła mi się na szyję. Przytuliłem ją mimo, że nie powinienem, ale nie chciałem rujnować jej szampańskiego humoru. Gdy wsiedliśmy do mojego samochodu zbliżyła się i zaczęła mnie całować. Byłem w takim szoku, że dopiero po kilku sekundach odepchnąłem ją. Spytałem tylko co jej odbiło. Ona zaś odpowiedziała, że przecież wie, że tego chcę i znowu zaczęła się przybliżać. Tym razem szybciej zareagowałem i odsunąłem ją. Kazałem jej wysiąść i uspokoić się. Odjechałem bez niej.

Dwa dni później zadzwoniła do mnie, by przeprosić i wytłumaczyć całą sytuację. Okazało się, że była we mnie zakochana przez ten cały czas. Co najlepsze, egzaminy specjalnie oblewała, by móc spędzić ze mną więcej czasu! Cóż, więcej nie spotkaliśmy się, ale do dziś nie mogę uwierzyć w jej zauroczenie i że byłem warty tylu niezdanych egzaminów :D

#KvDsq

Wspomnienie o nauczycielu, który nie był tak do końca bystry i rozgarnięty.

W latach 90. uczęszczałem do Technikum Budowlanego w pewnym mieście na południowym wschodzie Polski. W 4 klasie, a więc już pełnoletni i obcykani z nawykami i charakterami nauczycieli, zrobiliśmy pewien numer.

Korzystając z notorycznego spóźniania się na lekcję nauczyciela z przedmiotu technicznego pod nazwą "instalacje sanitarne", z kolegami wpadliśmy na pomysł podniesienia średniej z tego przedmiotu. Nauczyciel nie należał do bystrzachów. Pomysł podchwyciła cała klasa (25 chłopa i 2 dziewczyny) i jak jeden mąż napisaliśmy kartkówkę - jeden z nas dyktował pytania z książki, podawał, na której stronie są odpowiedzi i tak poleciało, że w 15 minut było po wszystkim, kartki schowane w biurku u "psora''.
Za tydzień pytamy jak tam kartkówka, a "psor'' oczka jak 5 złotych i mówi, że nie sprawdził i nie pamięta. To my na to, że schował głęboko do biurka. Nauczyciel wyciągnął szufladę z biurka i znalazł nasze kartkóweczki, do końca lekcji sprawdzał i stwierdził z zadowoleniem, że kartkówka wypadła nadzwyczaj dobrze, same 5 i 4!  :D
Dodaj anonimowe wyznanie