#6fB5j

Ważnym elementem mojej historii jest fakt, że wyglądam jak typowy osiedlowy Sebek. Na szczęście nic mnie z tą grupą społeczną nie łączy, a już na pewno nie rodzaj muzyki, której słucham.

Od dziecka rodzice wychowywali mnie w akompaniamencie muzyki klasycznej i tak też zostało mi do dziś. Na odtwarzaczu muzyki mam parę ulubionych utworów, których chętnie słucham podczas jazdy komunikacją miejską. Dziś, po 8-godzinnym męczącym dniu w pracy, siedząc już w autobusie jak zwykle postanowiłem zrelaksować się przy muzyce. Pech chciał, że nie zauważyłem źle podłączonych słuchawek do telefonu, przez co moja ulubiona melodia Mozarta ryknęła na maksymalnej głośności na cały autobus.
Miny pasażerów obserwujących typowego Sebka słuchającego muzyki klasycznej - bezcenne :D

#pMVsh

Przeczytałam o tym, jak ktoś "nie ma szczęścia do ludzi", ogólnie ma pecha i zawsze trafia na tych złych. No i przypomniało to mi o ludziach, których kiedyś poznałam. On i ona, młoda para ludzi w wieku +25, czyli już nie dzieciaki, ale jeszcze nie do końca ustabilizowani. Ogólnie mieli zawsze "pecha" do ludzi i starają odcinać się od złych znajomości, przeprowadzili się i szukają nowego startu. Nieskromnie powiem, że z moim jesteśmy parą ludzi spokojnych, nie robimy problemów i chętnie pomagamy. Nie wiem, czy nazwać to kobiecą intuicją, ale podświadomość podpowiadała mi ostrożność w kontaktach z tą parą.

Ogólnie pojawiały się niewinne wpadki, typu zaspanie i niepojawienie się na umówioną godzinę, "pożyczanie" rzeczy (fajki trudno się oddaje czy szklankę cukru). Ogólnie niby się starali, ale... kilka razy jak to my poprosiliśmy o pomoc, to akurat coś innego im wypadało. Nie oczekuję, że wszyscy mają rzucić wszystko, ale dziwnie jak ludzie się na coś umawiają, a potem znikają. Po kilku dniach znowu się widzimy i nas przepraszają, bo akurat wtedy coś musieli...
To samo z pieniędzmi. Nie pożyczamy, ale możemy podzielić się jedzeniem. Pytali kilka razy o pomoc i jako iż nie dajemy pieniędzy, to dzieliliśmy się obiadem czy czymś, czego potrzebowali. Tylko jeżeli ktoś nie ma pieniędzy na jedzenie, to nie idzie do kosmetyczki czy fryzjera, albo nie kupuje fajnego gadżetu. Okazało się, że ci ludzie mają inne podejście do życia, inne priorytety. Uważam, że najpierw trzeba pomyśleć o tym, aby zapłacić rachunki, mieć co jeść, a potem wydawać na przyjemności, nie odwrotnie. Tacy byli nasi znajomi. Najpierw przyjemności, a potem płacz i liczenie, że ktoś pomoże.

Dochodzimy do konkluzji - ciągnie swój do swego. Sami wybierali znajomych. Typy cwaniaczków czy kombinatorów, dla których najważniejsze jest to co "teraz", którzy nie biorą pod uwagę konsekwencji czy ogólnie przyszłości. Jeśli mogę liczyć na ciebie, ty możesz liczyć na mnie, jak nie... to nie. Co z tego, że chcieli się zmienić, skoro nadal postępowali tak samo...

Ja rozumiem filozofię "nie zmienię się, bo coś się komuś nie podoba", ale czy nie warto krytycznie spojrzeć na siebie, jeżeli nie potrafimy się dogadać z każdym? Często "mam pecha do ludzi" oznacza tyle, że jestem człowiekiem z - delikatnie mówiąc - trudnym charakterem...

#pCGY6

Od kilku lat w okresie świątecznym dorabiam sobie jako Święty Mikołaj. Siedzę po kilka godzin w domku z piernika lub chodzę po centrum handlowym, rozmawiam z dziećmi i pozuję z nimi do zdjęć. Nie narzekam na swoją pracę, lecz jest dość monotonna.

Dzisiaj jednak zostałem bardzo mile zaskoczony, około godziny osiemnastej podeszły do mnie trzy dziewczyny około szesnastoletnie i wręczyły mi czekoladę mówiąc, że: „Mikołaj zawsze rozdaje prezenty, czemu czasem on miałby jakiegoś nie dostać”. Po czym uśmiechnęły się i życząc wesołych świąt poszły dalej.

Dziękuję, dzięki wam poczułem prawdziwą magię świąt.

#2ZNnh

Od jakiegoś czasu mieszkam w dużym bloku. Każdy kto miał przyjemność wynajmować mieszkanie w takim miejscu, wie jakie są wady i zalety życia w betonie. Główną zaś wadą są sąsiedzi. A tych sami sobie nie wybieramy i dostajemy ich w pakiecie z mieszkaniem.

Mi trafił się posiadacz małego pieska. Dupelka. Dupelek sam w sobie bardzo sympatyczny, ale miał jedną usterkę - zdarzało mu się, i to dość często, postawić klocka na klatce schodowej. Być może to z emocji, a być może właściciel zbyt długo zwlekał z wyprowadzaniem swojego pupila. Mniejsza o to.

Właściciel dupelka najwyraźniej uważał, że on nie będzie zajmował się sprzątaniem po własnym psie i po prostu psie gówienko zostawił tam, gdzie zostało ono hmmm... uformowane. Nic nie dawały prośby sąsiadów, a nawet pismo od administracji. Facet, który z natury był wybitnie niesympatycznym gburem, wypierał się, że to nie jego pies tak fajda i wręcz prowokacyjnie kazał sobie udowodnić, że tajemnicze gówienka to dzieła jego kochanego dupla (pomijając fakt, że nieraz złapany został na gorącym uczynku...)

Gdzieś tak w październiku, supermarkety postanowiły przypomnieć, że zbliżają się święta. Mój współlokator stwierdził, że to dobra okazja, aby rozprawić się z upierdliwym sąsiadem. Trzeba było jednak nieco poświęcenia. Maciek (gość, z którym wynajmowałem mieszkanie) nie bał się jednak brudnej roboty...
Nadeszła wigilia. Do drzwi właściciela pieska ktoś zadzwonił dzwonkiem. Facet naciągnął na siebie szlafrok i leniwym krokiem powlókł się do drzwi. Kiedy je otworzył, okazało się, że za wrotami nie czeka na niego żaden gość. Za to na wycieraczce leżą dwa, ślicznie zapakowane prezenty.

Nie widziałem jego miny, gdy prezenty otworzył. A bardzo żałuję. W jednym z pudełek była dorodna kość raz pełna torba psich kąsków - upominek dla dupelka. Natomiast w drugiej, znacznie większej i zdecydowanie cięższej, sąsiad znalazł ok. 8 kg psich odchodów, które Maciek skrupulatnie, od ostatnich miesięcy zbierał i wrzucał do dużego worka ukrytego w krzakach za osiedlowym śmietnikiem. Na samym czubku tej piramidy z psiego guana, zatknięta była pocztówka ze szczerymi życzeniami od sąsiadów (wszyscy się podpisali!).

Maciek odwalił kawał dobrej roboty i zasłużył na order wzorowego lokatora. Nagle bowiem problem zafajdanego korytarza zniknął, a sąsiad przeszedł nieoczekiwaną przemianę.

To może taki efekt tej "terapii szokowej", ale teraz facet do wszystkich się uśmiecha, kłania się, a ostatnio widziałem jak wyrzuca śmieci staruszce mieszkającej na jego piętrze. Innym razem wygonił ponoć z klatki jakiegoś sebixa mażącego flamastrem po ścianach. Kto by pomyślał, że psia kupa w dużej ilości zdziała takie cuda.;)

#dQ9xH

Nigdy nie sądziłem, że coś tu napiszę, ale sytuacja jest dosłownie sprzed 15 minut… Chyba będzie anonimowo (i może obrzydliwie) o tym, jak można umrzeć za życia (?).

Zacznę od tego, że mam 19 lat i zawsze byłem blisko z dziadkami - mieszkają niedaleko: wspólne obiady po lekcjach, święta, wszystkie wakacje spędzane z nimi na wsi. Mój dziadek zawsze był dla mnie autorytetem - wykształcony, powszechnie szanowany, otrzymał wiele odznaczeń państwowych, a w latach 90. był nawet wiceministrem. Imponowały mi zdjęcia ze znanymi politykami z samego szczytu i mnóstwo historii z nimi związanych. Po latach spędzonych na tej stronie wiem jednak, że musi być druga strona medalu i nie inaczej jest w tym przypadku.

Jakieś 5 lat temu, podczas zabawy w chowanego z kuzynostwem, odkryłem u dziadka w garażu schowaną skrzynkę po narzędziach ze zdjęciami nagich, młodych mężczyzn, męskie stringi i dildosy. Mocno to mną wstrząsnęło, ale nikomu o swoim odkryciu nie powiedziałem.
Kolejna sytuacja miała miejsce po jakichś 2 latach, gdy dziadek użyczył mi swój komputer do odrobienia pracy domowej i zauważyłem kilkadziesiąt zakładek ze stronami poświęconymi gejowskim filmom. Żeby nie było wątpliwości: uznałem wtedy, że to może tylko ciekawość i nie ma w tym nic aż tak dziwnego, nawet jak na ojca trójki córek. Ciekawość zaprowadziła mnie do historii przeglądanych stron i rezultat mnie nie zaskoczył. Nie to było jednak najgorsze: w ostatnio otwieranych plikach (to już zauważyłem zupełnie przypadkowo) znalazłem mnóstwo nagich zdjęć dziadka w różnych, nietypowych sytuacjach (podczas wycieczki rowerowej w jakimś polu, w samochodzie ewidentnie podczas jazdy) oraz fotografie, na których wsadzał sobie w otwory ciała różne przedmioty. Były też zdjęcia chłopców… dość młodych chłopców. Zrobiło mi się niedobrze, ale najgorszy był folder „Adaś” (zmienione imię młodszego o 30 lat bratanka dziadka). Znajdowały się w nim nagie zdjęcia wujka robione z ukrycia oraz na basenie.
Możecie się domyślać, że to także było dla mnie szokujące i wtedy pojawiły się kolejne rysy na jego wizerunku.

I teraz przechodzę do meritum: w związku ze zdalnymi zajęciami przyjechałem do dziadków na 3-4 dni.
Podczas dzisiejszej kąpieli w wannie zauważyłem w otworze na dole drzwi jego nachyloną twarz, która szybko się schowała… Przez pierwsze kilka minut zastanawiałem się, czy aby mi się to nie przewidziało.
Połączyłem fakty i wtedy do mnie doszło, że już nie da się go bronić: ukochany dziadek zmienił się w zboka.

Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, nie wiem czy mam z tym o kimś rozmawiać, czy zasugerować cioci, aby nie zostawiała kilkuletniego kuzyna samego z tym człowiekiem…
Sam niczego przykrego przedtem z jego strony nie doświadczyłem.

Każde spojrzenie i każdy dotyk będę teraz widział inaczej. Dla mnie już nie ma dziadka.

#xzXsl

Mam dziwną przypadłość, a mianowicie potrafię się rozpłakać bez powodu, przy oglądaniu, czytaniu czy nawet słuchaniu czegokolwiek, co jest choćby odrobinę wzruszające. Wystarczy głupia reklama w tv, książka, która dobrze się kończy lub historia o tym, jak ktoś komuś pomaga, a ja ryczę jak bóbr...

Dałoby się przeżyć, ale jestem facetem i mam 32 lata.

#SBWOA

Parę lat temu, zanim wyszłam za mąż, mieszkałam z wtedy jeszcze chłopakiem u jego rodziców. Niestety jego ojciec to bardzo zły człowiek. Bardzo często słyszałam obelgi w moja stronę i stronę męża, teściowa niby to próbowała nas przed nim bronić, a niby to machała na to ręką, że ona też już ma dość tego słuchać.

Pewnego dnia teść po prostu wyrzucił nas z domu. Mąż wychodził do pracy i nie miał czasu mu pomóc w zrobieniu jakiejś pierdoły, co on uznał za znieważenie i pokazał nam drzwi. Teściowa palcem nie kiwnęła, był tylko wielki płacz dlaczego się wyprowadzamy, dlaczego ją tu zostawiamy! Ja poprzysięgłam, że człowiek ten nigdy nie będzie już uczestniczył w naszym życiu, nie zasiądziemy do jednego stołu. I tak też było, nie zapraszaliśmy go na święta, spędzał je sam, gdy teściowa była u nas, nie było go na weselu. A teraz mój mąż, gdy urodziło się nam dziecko, stwierdził, że powinno zobaczyć dziadka! Człowiek, który w pewnym stopniu zniszczył mi psychikę, męża traktował jak gówno od małego, ma teraz być wielkim, wspaniałym, kochającym dziadkiem! Podejrzewam tutaj pełną ingerencję teściowej i mam już dość kłótni z nim o to. Nie wiem co robić.

#cdlLD

Zbliżają się święta, więc przypomniała mi się historia sprzed roku.

W przygotowaniach biorą udział wszyscy członkowie rodziny, tak było i tym razem. Mnie i bratu przypadło lepienie pierogów. Gadamy, opowiadamy sobie co działo się u nas ostatnio, gdy w pewnym momencie on rzuca tekstem: "I teraz do jednego pieroga dodajemy środek na przeczyszczenie, a co! Taka loteria, kto wygra, ten ma prezent". Wiadome - młode to i głupie, więc myślałam, że żartuje. Zaśmiałam się i lepiłam dalej.

Nie żartował, ale jestem pewna, że w tym roku już nie wpadnie na taki pomysł - sam został tym "szczęśliwcem" :)

#rxyl5

O równouprawnieniu płci z nieco innej perspektywy.

Gdy mój znajomy w wieku 7 lat stracił ojca, to od razu uaktywnili się dziadkowie, wujkowie, "przyszywani" wujkowie, ojcowie kolegów - proponowali dołączanie do rozmaitych męskich wypadów, wspólne pokopanie piłki czy zwykłe pogaduchy. Zawsze wszyscy byli gdzieś w pobliżu Michała, gotowi w nienachalny sposób wypełnić pustkę. Mógł w nich wręcz przebierać.

Natomiast mój tata zmarł, gdy miałam 9 lat i, jak na zawołanie, wszyscy mężczyźni zarówno z rodziny, jak i znajomych się wobec mnie zdystansowali (moi dziadkowie już wtedy nie żyli). Niby wciąż gdzieś tam sobie byli, ale żaden nie kwapił się, by spędzić ze mną choć trochę czasu. Mama skupiała się na pracy oraz na wychowaniu mnie, tak że nie miała sposobności (a może też chęci?) na ponowne układanie sobie życia; za co jej absolutnie nie winię. Jednak summa summarum wychowywałam się bez męskiego wzorca, co poskutkowało brakiem śmiałości wobec chłopaków; obawą przed odrzuceniem. Wszystkie koleżanki randkowały, a ja z facetami potrafiłam się jedynie przyjaźnić. Dopiero mój promotor na studiach licencjackich - zupełnie nieświadomie - poprzez swoje usposobienie (traktowanie studentów jak dzieci) pomógł mi się przełamać. Jak na ironię, wszyscy z niego drwili, a ja tego tak cholernie potrzebowałam!

Obecnie jestem szczęśliwą mężatką, pokonałam syndrom braku ojca. Jednak wciąż nie rozumiem, dlaczego tak się stało? Czy to ja miałam pecha, czy po prostu panuje jakieś chore przekonanie, że dziewczynka nie potrzebuje ojca?

#n5N34

Jako że zbliżają się święta, postanowiłem podzielić się z wami historią, jaka przytrafiła mi się rok temu.

Przez wiele lat pracowałem jako zawodowy kierowca międzynarodowy. Jak to w tej branży bywa, większość czasu spędzałem poza domem - wyjazdy na 3-4 tygodnie - i co się z tym wiąże, zdarzało się, że święta lub innego rodzaju uroczystości musiałem spędzać w trasie, a nie z rodziną.
Jak co roku przed świętami nasza córeczka pisała list do Świętego Mikołaja, lecz w zeszłym roku jak się spytałem żony co nasza kruszynka chciałaby dostać pod choinkę odpowiedziała, że malutka jeszcze nie napisała listu, a był to mój ostatni dzień przed wyjazdem i chciałem jechać na zakupy.
Tak więc doszliśmy do wniosku, że żonka sama pojedzie po prezenty, jak już dostanie list.

Ja się spakowałem i w kolejny dzień ruszyłem w trasę. Po trzech dniach, jak stanąłem na parkingu, żeby zrobić przerwę, chwyciłem w ręce książkę i patrzę, a tam koperta. Co się okazało - moje maleństwo jednak napisało list do Św. Mikołaja (poprosiła o pomoc mamę), a taka była jego treść:
"Drogi Święty Mikołaju, dziękuje Ci za te wszystkie prezenty, które od Ciebie dostałam, w tym roku chciałam Cię poprosić o to, żeby mój tatuś mógł spędzać święta z nami. Bardzo go kocham i jest mi smutno jak siedzimy razem z mamusią przy świątecznym stole, a mój tatuś musi sam siedzieć w aucie. Dałeś mi tyle fajnych zabawek, którymi z chęcią bym się z Tobą podzieliła, żebyś mógł dać je innym dzieciom, które mają tatusiów w święta, a nie mają takich fajnych zabawek. Ja bym tylko chciała spędzać święta z tatusiem i mamusią".

Jak to przeczytałem, siedziałem w kabinie i ryczałem jak małe dziecko. Zadzwoniłem do swojego szefa i poprosiłem go, żeby puścił mnie na święta do domu i wysłałem mu zdjęcie tego listu. Był na tyle w porządku, że pozwolił mi zjechać.

W pracy złożyłem wypowiedzenie.
Mimo tego, że lubiłem jeździć i nie ukrywam, że niemałe miałem z tego pieniądze, to jednak moje 6-letnie dziecko nauczyło mnie co jest najważniejsze.
Zarabiam teraz o połowę mniej, ale za to mogę spędzać każdą wolną chwilę ze swoją ukochaną rodziną :)
Dodaj anonimowe wyznanie