#n5N34

Jako że zbliżają się święta, postanowiłem podzielić się z wami historią, jaka przytrafiła mi się rok temu.

Przez wiele lat pracowałem jako zawodowy kierowca międzynarodowy. Jak to w tej branży bywa, większość czasu spędzałem poza domem - wyjazdy na 3-4 tygodnie - i co się z tym wiąże, zdarzało się, że święta lub innego rodzaju uroczystości musiałem spędzać w trasie, a nie z rodziną.
Jak co roku przed świętami nasza córeczka pisała list do Świętego Mikołaja, lecz w zeszłym roku jak się spytałem żony co nasza kruszynka chciałaby dostać pod choinkę odpowiedziała, że malutka jeszcze nie napisała listu, a był to mój ostatni dzień przed wyjazdem i chciałem jechać na zakupy.
Tak więc doszliśmy do wniosku, że żonka sama pojedzie po prezenty, jak już dostanie list.

Ja się spakowałem i w kolejny dzień ruszyłem w trasę. Po trzech dniach, jak stanąłem na parkingu, żeby zrobić przerwę, chwyciłem w ręce książkę i patrzę, a tam koperta. Co się okazało - moje maleństwo jednak napisało list do Św. Mikołaja (poprosiła o pomoc mamę), a taka była jego treść:
"Drogi Święty Mikołaju, dziękuje Ci za te wszystkie prezenty, które od Ciebie dostałam, w tym roku chciałam Cię poprosić o to, żeby mój tatuś mógł spędzać święta z nami. Bardzo go kocham i jest mi smutno jak siedzimy razem z mamusią przy świątecznym stole, a mój tatuś musi sam siedzieć w aucie. Dałeś mi tyle fajnych zabawek, którymi z chęcią bym się z Tobą podzieliła, żebyś mógł dać je innym dzieciom, które mają tatusiów w święta, a nie mają takich fajnych zabawek. Ja bym tylko chciała spędzać święta z tatusiem i mamusią".

Jak to przeczytałem, siedziałem w kabinie i ryczałem jak małe dziecko. Zadzwoniłem do swojego szefa i poprosiłem go, żeby puścił mnie na święta do domu i wysłałem mu zdjęcie tego listu. Był na tyle w porządku, że pozwolił mi zjechać.

W pracy złożyłem wypowiedzenie.
Mimo tego, że lubiłem jeździć i nie ukrywam, że niemałe miałem z tego pieniądze, to jednak moje 6-letnie dziecko nauczyło mnie co jest najważniejsze.
Zarabiam teraz o połowę mniej, ale za to mogę spędzać każdą wolną chwilę ze swoją ukochaną rodziną :)
patilogia Odpowiedz

Mój ojciec jest kierowcą od wielu lat. Właściwie, cała moja rodzina na tym zarabia - ojciec jeździ w firmie mojej mamy :D Ale nigdy nie było tak, że na święta nie było go w domu. Każdy z naszych pracowników ma wtedy wolne. Nie rozumiem jak można ludzi wysyłać wtedy w trasy.

NiePieknaINieMloda

Dokładnie.

W mojej rodzinie też jest dużo kierowców zawodowych. I nigdy nie zdarzyło się tak, że ktoś nie zjechał na święta.

NaStoProcent Odpowiedz

Wzruszającą historia. Dobrze zrobiłeś składając wypowiedzenie z pracy. Rodzina jest ważniejsza pd pracy.

Redheadblondie Odpowiedz

Mój tata też był kierowcą, nie wiem, jak to robił, ale zawsze na Święta był w domu.
Jeździł do Finlandii, pamiętam, ze pisałyśmy z siostrą listy do mikołaja i dawałyśmy tacie, żeby je mu zawiózł. :')

Bibliofilka1234 Odpowiedz

Niestety też miałam tak na swieta. Najgorsze było składanie sobie życzeń przez telefon. Ale największą niespodzianka było jak parę razy wszedł w wigilię przed kolacja..

Tardiss Odpowiedz

Podziwiam, nie kazdy bylby zdolny do zlozenia wypowiedzenia, jesli zarabialby duzo pieniedzy. Wesolych swiat :)

Niveam Odpowiedz

Mój tata też jeździ, tylko, że ma 28 dni w trasie i tydzień w domu. Chyba, że mają być święta to jeździ dłużej by móc zjechać na święta :)

Okularnica98 Odpowiedz

Wzruszyłam się :')

rozana Odpowiedz

Ciekawe jak długo żona będzie zadowolona... Nie mówię, że tak będzie w Twoim wypadku, ale znam masę, naprawdę masę kobiet, których faceci są zawodowymi kierowcami. Z jednej strony narzekają, ale jak ich mąż jest w domu przez dłuższy czas albo zmienia pracę to na początku jest miód. A potem zaczyna się marudzenie, bo nie na wszystko można sobie pozwolić, bo nie mogą znowu wymienić mebli, bo facet im przeszkadza, bo się pyta gdzie były... Trochę to przykre, a jest tak częściej niż ludzie są w stanie sobie wyobrazić :/

pattster

Tak to jest, jak się traci więź z partnerem i przyzwyczaja się do jego nieobecności i obecności luksusów, które daje jego wieczna praca.

harfield Odpowiedz

Fajna coreczka :)

FankaAnonimowych Odpowiedz

Bardzo fajne wyznanie, choć trochę mnie irytowały w czasie czytania te określenia "kruszynka", "maleństwo". Ale można dlatego, że mnie się to źle kojarzy - mój ojciec akurat lubił być taki słodki dla mnie i mojej siostry przy ludziach, a gdy znajomi znikali, to dzieci były ojcu obojętne... Ale oczywiście nie twierdzę, że autor jest taki sam :) Jeśli historia jest prawdziwa i autor faktycznie tak ciepło podchodzi do swojego dziecka, jak to wynika z historii, to tylko pozazdrościć takiego ojca!

Zobacz więcej komentarzy (22)
Dodaj anonimowe wyznanie