#WieNd

Parę miesięcy temu znalazłem telefon komórkowy należący do dziewczyny z mojego roku. Urządzenie nie miało żadnej blokady, więc bez trudu mogłem sobie przejrzeć jego zawartość i dzięki temu namierzyć właścicielkę zguby. Żeby tego było mało, w pamięci telefonu było sporo nagich, wyzywających zdjęć tej dziewczyny i przyznam się bez bicia – zrobiły one na mnie duże wrażenie. Smartfon oczywiście oddałem, a Kasia (bo tak się nazywała owa niewiasta) w ramach podziękowań zaprosiła mnie na pizzę. Potem ja zaprosiłem ją do kina i tak już to jakoś wyszło, że zostaliśmy parą.

Spotykamy się już prawie pół roku i jedyny raz, kiedy widziałem Kasię nago, miał miejsce w dniu, w którym przeglądałem zawartość zgubionego przez nią telefonu...

#UNzbl

Pewnego dnia spotkała mnie dość intrygująca historia. W zwykły dzień postanowiłem wybrać się do supermarketu usytuowanego w moim dość niewielkim mieście. Przy wejściu od razu zaczepił mnie on. Był to wybitny smakosz tanich win. Rozmowa z nim przebiegła mniej więcej o tak:
- Dobry kierowniku. Rzuci pan 2 zł na alkoholowy trunek?
- Wielmożny panie, dać ot tak nie mogę, lecz mam ambitniejszy plan. Zaoferuję ci pracę.
(Jako młodociany kapitalista jestem przeciwny wszelakiemu rozdawnictwu i uważam, że nie ma nic za darmo)
- Na czym by ta praca niby miała polegać?
- Będzie mi pan woził wózek sklepowy, podczas gdy ja będę robił zakupy.

Ów pan bardzo dobrze się spisał, wiernie wożąc mi wózek sklepowy.
Powiecie, że to wyzysk i niemoralne, ale to wyznanie pokazuje, że nie ma nic za darmo. Nawet sobie nie wyobrażacie jaki wyraz twarzy przyjął ten pan, gdy otrzymał parę złotych. Teraz zamiast żebrać oferuję wożenie wózków w supermarkecie.
Zwykła sytuacja, a nieco zmieniła tok myślenia tego pana.

#uzonW

Mam zaburzenia odżywania. Czy duże? Nie wiem. Chcę zrzucić około 16 kilogramów. Udało mi się to w czterech piątych prawie. Niestety mam drugi napad jedzenia w tym miesiącu. Ciągle myślę o jedzeniu, o tym ile będę ważyć kolejnego dnia, o tym ile kalorii przyjmę w danym produkcie czy posiłku. Na YouTube mam playlisty z jedzeniem i oglądam jak inni przygotowują desery czy inne pyszne potrawy, jakich podświadomie nie mogę nawet zjeść. To cholerstwo powoli zabija. Czasem robi mi się ciemno przed oczami, raz czy dwa kręciło się w głowie. Drugi raz już zdarzyło mi się wywoływać wymioty, bo czuję wyrzuty sumienia. Pomimo zrzuconych kilogramów, nie czuję różnicy w sylwetce. Praktycznie żadnej. Inni mówią, że widać dużą zmianę, ale ja tego nie odczuwam. Jem rano, dosłownie mając "napady'', aby do wieczora nie zjeść nic. Ciągła myśl o przybraniu na wadze jest porażająca. Waga stała się domeną życia. Tylko po to, aby wyglądać lepiej.

Zanim zdecydujecie się na odchudzanie, lepiej to rozważcie, bo od tych zaburzeń nie ma ucieczki.

#IdReU

Jestem wolontariuszką w fundacji opiekującej się kotami. Kiedy przyszłam pierwszy raz, przywitał mnie bardzo gruby kot, dosyć stary i z chorymi oczami. Pomimo wad bardzo go polubiłam.

Pewnego razu przyszła jakaś dziewczyna, chciała wybrać sobie przyjaciela. Wyglądała jak taka, która pije, pali i imprezuje. Ale jej charakter był inny. Ona bardzo chciała zaadoptować właśnie tego grubego kocurka, choć nikt inny nigdy go nie chciał. A wiecie co mi powiedziała gdy spytałam, dlaczego akurat jego wzięła? Że kiedy ona była mała, to żyła w domu dziecka i nikt nie chciał jej.

Popłakałam się.

#0PG1H

W zasadzie odkąd pamiętam "uprawiałem seks" z kuzynkami, trwało to może do 10 roku życia. Były starsze ode mnie o kilka lat, ale jako też dzieci same nie bardzo wiedziały co robią.
Niby nic, ale cóż, trauma została. Mam upośledzone postrzeganie miłości i wręcz obsesję na punkcie seksu.

#arPh6

Wracałem sobie zmęczony z pracy przepełnionym autobusem, gdy nagle dobiegł mnie głos staruszki:
- Przepraszam najmocniej, to jest mój przystanek.
Spoko. Przesunąłem się na tyle, na ile pozwoliło mi miejsce. - w praktyce wciskam się w lukę pomiędzy jakimś podchmielonym dresem, a grubym facetem o znudzonej minie. Tymczasem babcia nie ustępowała:
- Przepraszam najmocniej, to jest moja poręcz.

Zgłupiałem. Uznałem, że starowinka ma jakąś demencję, czy inną geriatryczną przypadłość, więc pomyślałem, że najzdrowiej będzie tę sytuację zamienić w żart.


- Ha! - rzekłem teatralnym (acz oczywiście - kulturalnym) głosem, na tyle głośno, aby wszyscy podróżni usłyszeli. - Czyżby wielmożna pani rościła sobie prawa do przystanku autobusowego, poręczy, siedzeń oraz, jakżeby inaczej - kasowników biletowych?


Rozejrzałem się i zobaczyłem, że pasażerowie rozdziawili swe paszcze i rechoczą radośnie. Jakaś dziewczyna wyciągnęła nawet telefon i postanowiła uwiecznić na filmie tę zabawną sytuację.

Starowinka wówczas rzekła:


- W żadnym wypadku, drogi panie, nie śmiałabym przywłaszczać sobie ani kasowników biletowych, ani siedzeń, lusterek, czy tablic z rozkładem. Raczyłby pan jednak puścić moją poręcz, bo pragnę wysiąść na tym przystanku?


I wtedy zorientowałem się, że przez całą drogę kurczowo trzymałem się długiej, aluminiowej, rurki, którą babcia najwyraźniej kupiła, aby zamontować sobie w łazience... A najgorsze jest to, że przez mój "teatralny" występ pewnie zaraz zostanę gwiazdą Internetu.

#P7vAH

Dziś przebyłem 180 km samochodem po tym, jak moja narzeczona, która obecnie dorywczo pracuje w innym mieście, zadzwoniła do mnie i bardzo przejęta kazała mi do siebie przyjechać, bo miała mi coś bardzo ważnego do powiedzenia. W drodze zastanawiałem się, czy może jest w ciąży, wygrała 200 milionów w kumulacji totolotka albo dostała spadek po zmarłej niedawno babci. W każdym razie moja euforia i niecierpliwość sięgnęły zenitu.
Niestety wkrótce moje emocje zostały ugaszone wiadrem zimnych pomyj. Cała ta podróż była po to, abym dowiedział się, że od ostatnich dwóch miesięcy miłość mojego życia zdradza mnie ze swoim szefem i że w związku z tym najwyższy czas zakończyć związek ze mną.

#mdgLy

Moja rodzina nigdy nie była zbyt wierząca. Zwłaszcza starsze pokolenia. Zbliżała się jednak niedziela palmowa i jako małe szkraby, około 7-8 lat, dostaliśmy w szkole długoterminowe zadanie domowe - przygotować palmę.

Oczywiście jako dzieciak przypomniałem sobie dzień przed deadlinem. Przybiegłem więc po pomoc do dziadka mówiąc, jaki mam pilny problem. Dziadek, emerytowany inżynier, błyskawicznie zabrał się do pracy i przy mojej skromnej pomocy szybko zamknęliśmy temat.

Następnego dnia, siedząc w ostatniej ławce w szkole, obserwowałem dziwactwa, jakie inne dzieci przyniosły. To były jakieś kolorowe zielska, trawy, głownie żółte, miejscami z kwiatami.

Ja siedziałem z około półmetrową palmą zrobioną z jakiejś tektury, wielkimi, pięknymi zielonymi liśćmi, zwisającymi dumnie z czterech stron. Dziadek dodał nawet kokosy.

Reakcji katechetki nie pamiętam, ale zawsze gdy wspominam mojego kochanego dziadka przypomina mi się ta sytuacja :)

#fkzjD

Mając około 10 lat, poszłam do biblioteki po konkretną książkę. Okazało się, że nie ma jej dostępnej, więc podeszłam do pani prosząc o zarezerwowanie książki. Pani wchodzi do systemu, pyta się mnie o dzień urodzenia, a ja jak gdyby nigdy nic mówię z uśmiechem.
- Środa.
Widząc zmieszaną minę bibliotekarki, szybko zmieniłam swoją odpowiedź.
- A nie, przepraszam! Chyba jednak piątek...

Do teraz czuję wstyd, gdy o tym myślę :)

#qUz88

W wieku 10 lat bawiłam się z bratem w chowanego... mama z tatą pojechali na szybkie zakupy świąteczne i byliśmy sami w domu, więc mogliśmy chować się wszędzie tam, gdzie normalnie rodzice nie pozwalają.

Była moja kolej by się ukryć, więc szybciutko pobiegłam do łazienki i z racji tego, że byłam bardzo drobna jak na swój wiek, to schowałam się w pralce. Owinęłam się wszystkimi brudnymi ubraniami, żeby jeszcze ciężej było mnie znaleźć... I nie... nikt mnie nie wyprał ani nie zaklinowałam się, stało się coś o wiele gorszego.

Moi rodzice wrócili do domu i najpierw do łazienki weszła mama. Ja w totalnym bezruchu nie zdradzam mojego położenia, myślę sobie "jak teraz dowie się, że tu jestem, to wyda mnie bratu i w dodatku dostanę ochrzan". Więc siedzę tam dalej, gdy do łazienki wchodzi tata i zamyka za sobą drzwi. Ja oczywiście wszystko bacznie obserwuję... A tata najpierw zdejmuje mamie bluzkę, potem spodnie... Siedziałam tam dobre 20 minut, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Po tym, jak skończyli, grzecznie zaczekałam aż wyjdą, odczekałam jeszcze chwilę i wymknęłam się niepostrzeżenie z łazienki.
Mojego brata oczywiście rozproszył film w telewizji... A jaki? "Kevin sam w domu".
Nie mam żadnej traumy czy coś... Nie boję się też pralek.
Ale za każdym razem, gdy w telewizji leci Kevin, mam przed oczami moich rozebranych rodziców  widzianych z perspektywy dziecka ukrytego w pralce...
Dodaj anonimowe wyznanie