#1XZ2z

Około roku temu w samym centrum jednego z największych miast w Polsce napadł mnie facet każąc się rozbierać, co sam także zaczął czynić. Nie wiem jak to możliwe, że nagle o 19, w centrum miasta nie było żywej duszy. Niewiele myśląc odwróciłam się i zaczęłam biec ile sił w nogach, a szanowny pan zaczął mnie gonić. Dzięki Bogu mój chłopak mieszkał niedaleko, co uratowało mi skórę. Przez dobre kilka minut nie byłam mu w stanie wytłumaczyć co się stało, tylko ryczałam jak bóbr. Sprawa zgłoszona na policji - o dziwo złapali go.
A teraz wracamy do teraźniejszości: wracam wczoraj z pracy i podchodzi do mnie ot zwykły pan lekko wstawiony prosząc "o 2 zł". Zazwyczaj machnięcie ręką i powiedzenie "nie" skutkuje. Nie w tym wypadku. Pan zaczyna za mną iść. Więc - nauczona doświadczeniem - wyciągam telefon i wysyłam wiadomość alarmową do mojego mężczyzny. Byłam bardzo blisko domu, więc przyspieszyłam kroku, a potem zaczęłam biec. Odwracam się i okazuje się, że owego nieprzyjaciela chyba zgubiłam. I tu nagle patrzę, a z ciemności, w lejącym się deszczu leci mój mężczyzna w samych klapkach i koszulce z Minonkami! Nie wiem kto był bardziej przerażony, ale tak jak byłam zmarznięta i wystraszona, tak w jednej chwili wrócił mi spokój i ciepło :)

#eQ31G

Z racji z tego, że z partnerem mieliśmy bardzo pracowite i męczące pół roku, a z powodów rodzinnych dłuższy wyjazd nie wchodził w grę, to postanowiliśmy zaszaleć i pojechaliśmy na weekend do ekskluzywnego, dość drogiego hotelu ze spa. Hotel posiadał basen zewnętrzny, a że była pogoda, to spędzaliśmy nad nim pół dnia. No i powiem Wam, że to był chyba ostatni raz, jak pojechaliśmy do takiego miejsca, bo albo my jesteśmy dziwaki, albo ludzie głupieją.

1. Rodzinka 2+2. Na pierwszy rzut oka fajni ludzi, ale przy bliższej obserwacji... Pani co chwilę warcząca na pana. Że za gorąco, że woda za zimna, że jerzyki latają nad wodą, a jakby chciała zobaczyć zwierzęta, to pojechałaby do zoo (!). Koło leżaków były małe stoliczki, jeden z chłopców, około 10-letni, wylał sok i zapytał mamy, czy ma jakieś chusteczki, to wytrze, a ta popatrzyła na niego jak na kosmitę i powiedziała, że nie po to płaci, żeby teraz ręce sobie brudzić, po czym zaczęła pstrykać na panią, która robiła drinki i zawołała "Ty, dziewczyno, posprzątaj to" i wskazała rozlany sok palcem.

2. Dwie panie w przedziale wiekowym 45-50. Mimo że było gorąco, to obie miały pełny makijaż i były obwieszone biżuterią. Jedna z nich miała bardzo ładną figurę. Serio, niejedna 20-latka o takiej marzy. I pani była tego świadoma. Jak szła, to praktycznie przed każdym opalającym się facetem jej coś upadało. A jak podnosiła, to tak żeby facet miał idealny widok na jej tyłek. Do każdego mężczyzny się uśmiechała, kokietowała wzrokiem. Panie leżały koło baru i za każdym razem jak jakiś mężczyzna szedł, to ona od razu zagadywała i flirtowała. Jak upadły jej okulary przed moim partnerem i się wypięła, to on głośno zapytał, czy może podnosić szybciej te okulary, bo zasłania mu ładne widoki. Większość osób zaczęło się śmiać i panie się szybko ewakuowały.

3. Dość młoda para. Ona - typowa dziołcha z Instagrama, usta napompowane jak u sióstr Godlewskich, cały czas poprawiała włosy, żeby dobrze wyglądać, a z telefonem szła nawet popływać. On - przeciętniak, niższy od niej, z brzuszkiem, no przystojny to on nie był. Ale jak tak go posłuchałam, to wydawał się całkiem mądry. Jakiś biznes ma związany z reklamą w sieci. I w sumie tylko on mówił, ona nie rozumiała kompletnie o czym on mówi. Odzywała się tylko w momentach, kiedy kazała mu iść po drinka, albo porobić jej zdjęcia, bo wygląda obłędnie. I tylko do tych zdjęć się uśmiechała. Tak wygląda teraz miłość?

Przez cały weekend było wiele takich sytuacji, że ludzi byli po prostu niemili dla siebie i dla obsługi. Ale mieli drogie ciuchy, modne fryzury, więc chyba czuli się lepsi od innych.

My z lubym z przyjemnością wróciliśmy do naszego małego mieszkanka w bloku i obiecaliśmy sobie, że następnym razem pojedziemy do jakiejś głuszy pod namiot.

#QBZEy

Chciałabym wierzyć, że obecna służba zdrowia jest w stanie pomóc ludziom. Niedawno miałam "przyjemność" przebywać na SORze. Mianowicie spędziłam tam 20 godzin zanim lekarz, raczył przyjąć mnie (pacjentkę z krwotokiem wewnętrznym). Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nawet jak krzyczałam z bólu (póki jeszcze miałam siłę) to upominano mnie, że mam się zachowywać, bo mi nic nie jest. A jak się nie zamknę to na psychiatrię pojadę. Nawet nie będę opisywać wszystkich wyzwisk jaki padły pod moim adresem.

Człowiek umiera w szpitalu w kolejce, kiedy przed tobą pacjenci mają zdejmowane szwy, lub zakładane cewniki, a młoda dziewczyna umiera na korytarzu.
Jak już mnie lekarz zbadał i odkrył, że za chwilę umrę to sfałszował kartę wypisu i wypisał mnie do innego szpitala na ginekologię (miałam pękniętą śledzionę - wiadomo bardzo podobne narządy).
Na szczęście przeżyłam, ale miałam tą "przyjemność", że wzywano do mnie księdza, bo mogłam nie dożyć operacji.

Naprawdę nie polecam chorować teraz w kraju, bo prędzej człowieka do grobu wpędzą niż pomogą. Począwszy od braku kultury, pomocy, po podanie błędnych leków i temu, że od informacji, że mam krwotok wewnętrzny czekałam 10 godzin na wizytę chirurga, który i tak wysłał mnie do innego szpitala.

#z5xxo

Opowiem wam o szoku jaki przeżyłem przez kilka nieumyślnych słów.

Jestem uczniem liceum i mam tam sporo kolegów i koleżanek.
Pewnego czerwcowego dnia w trakcie przerwy zaszedłem do szatni, by odłożyć tam książkę, która nie była mi chwilowo potrzebna.
W szatni była tylko jedna osoba, moja koleżanka, nazwijmy ją Asia.
Zaczęliśmy rozmowę trwającą kilka minut, aż nagle do szatni weszła druga osoba, również moja koleżanka, Julia, będąca najlepszą przyjaciółką Asi.
W tym momencie rozmowa się urwała, gdyż Asia miała do przekazania kilka ważnych informacji przybyłej dziewczynie.
Powiedziała coś o dokumentach z policji, które Julia ma odebrać od swojego wychowawcy.

Nie ukrywam, że wzbudziło to moje zainteresowanie i szybko zapytałem o co chodzi.
Musze tu napomknąć, że jestem osobą, która żartuje ze wszystkiego, niezależnie od powagi sytuacji, czy nawet czasem dobrego smaku.
Wracając do opowieści: po moim pytaniu nastała głucha cisza.
Chwilę później Julia spojrzała na mnie i powiedziała "Zgwałcili mnie".
Nie zastanawiając się długo i będąc przekonanym, że to żart, powiedziałem "ooo, nagła i niespodziewana przyjemność!".
Nikt się jednak nie śmiał.
Julia spojrzała na mnie i łamiącym się głosem powiedziała "Naprawdę".
Druga z dziewczyn podbiegła do niej i trzymając ją za ramię, wyprowadziła z pomieszczenia.

Czułem się, jakby ktoś przywiązał mnie do ławki, na której siedziałem i nie mogłem wyrzec słowa.
Minął moment zanim pobierałem się i ruszyłem za nimi.
Wtedy Asia odwróciła się i powiedziała "Ona nie może teraz o tym rozmawiać".
W tym momencie zadzwonił dzwonek i musieliśmy udać się na lekcje.

Przysięgam, że na lekcji nie usłyszałem ani jednego słowa nauczyciela.
Siedziałem w ostatniej ławce, myśląc tylko, co mogę teraz zrobić by to naprawić, przeklinałem się i plułem sobie w brodę.
Od razu po zakończeniu lekcji pobiegłem szukać Julki, by przeprosić ją za moje słowa.
Dosyć szybko znalazłem ją stojącą pod ścianą i z twarzą przerażonego dziecka zacząłem się jej tłumaczyć w słowach, których dziś już nawet nie pamiętam.
Ona nadal się nie odzywała, gdy już zginałem kolana (sic!) uderzyła mnie lekko w ramię i krzyknęła "Żartowałam, idioto... Portfel mi ukradli", po czym wybuchnęła śmiechem.

Do dziś nie zapomniałem tej sytuacji i doceniam kreatywność obu dziewczyn w zrobieniu sobie ze mnie żartu, zmieniło się tylko jedno - już nie żartuję z gwałtów.

#LVaUS

Wstyd przyznać, ale byłam (jestem?) złodziejką...

Kilkanaście lat temu pracowałam w supermarkecie. Bez prawa jazdy, 15 km od domu, do większej wioski szłam pieszo, a potem łapałam stopa. Zarabiałam zawrotne 1100 zł. Niestety - było to za mało jak na potrzeby mojej rodziny. Sytuacja była taka - ja i starszy brat pracujący, matka bierze alimenty na 4 młodszych. Ojciec pozostałej trójki nie żyje, dzieciaki nie mają po nim nawet renty (tak, razem ze mną 9 dzieci). Babcia ma emeryturę, też wszystko idzie na dom. Dlatego też bywało, że nie miałam pieniędzy żeby kupić sobie coś do jedzenia/picia w pracy.

Wracając do tematu wyznania - w pracy idąc na przerwę, okazywało się kierowniczce paragon, ona podpisywała i dopiero można było usiąść i zjeść. Szybko zauważyłam, że kierowniczka nawet nie patrzy na te paragony, tylko szybko strzela parafkę i wraca do swoich zajęć. Wystarczyło więc schować sobie paragon z batonikiem czy napojem i gotowe - a takich kasując drukowałam mnóstwo, bo obok była szkoła podstawowa i połowa uczniów przychodziła na przerwie po małe zakupy. Dla usprawiedliwienia dodam, że taki paragon nigdy nie przekraczał kwoty 4-5 zł, najczęściej Kubuś + snickers, bagietka czosnkowa + puszka pepsi.

Jednak jak to się mówi - kradzież to kradzież. Pamiętam jak strasznie się bałam na początku, że ktoś zauważy, jednak nigdy się nie wydało. Raz też zdarzyło mi się "pożyczyć" sobie pieniądze z kasetki - równe 50 zł. System był taki, że w przypadku manka (czyli braku pieniędzy w kasie) spisywało się oświadczenie w stylu - zgadzam się na potrącenie z kolejnej pensji kwoty takiej a takiej z powodu braku w kasie. O tym też wiecie tylko wy.

#PbPcu

Jestem nauczycielką angielskiego w pewnym prywatnym liceum. Nie jest to duża placówka, uczęszcza do niej może z 60 osób we wszystkich trzech klasach, więc swoich uczniów pamiętam bardzo dobrze.

Pięć lat temu dwoje uczniów w klasie maturalnej wybrało mój przedmiot, czyli angielski, jako rozszerzenie na maturze. Jednym z tych uczniów był bardzo inteligentny chłopak, który z marszu zdałby egzamin rozszerzony. Dziewczyna, która również wybrała angielski, miała jednak problemy. Oboje więc poprosili o dodatkowe zajęcia, żeby przygotować się do egzaminu jak najlepiej. Jako że niestety miałam zawalony plan i nie mogłam poświęcić im wystarczającej uwagi, zaproponowałam im, aby spotykali się na wspólne uczenie. Oboje trochę pomarudzili, ale się zgodzili. Dzięki temu oboje zdali egzamin z bardzo wysokim wynikiem. Po maturze podziękowali mi i tak naprawdę tyle ich widziałam.

W maju jednak do szkoły przyjechał młody mężczyzna. Elegancki, zadbany, z lekkim zarostem i okularach. Myślałam, że to jakaś wizytacja czy coś podobnego. Mężczyzna przyszedł jednak do mojej klasy, przedstawił się i spytał, czy go poznaję. Tak, to był ten uczeń. Opowiedział mi co działo się przez te pięć lat, że udało mu się zostać tłumaczem i tak dalej. Na odchodne wręczył mi kopertę, w środku zaproszenie na ślub. Dowiedziałam się, że to dzięki tej wspólnej nauce zbliżyli się do siebie z uczennicą, która zdawała razem z nim angielski i zostali parą. Mówił, że było ciężko, bo ona obracała się w nieciekawym towarzystwie, ale im wyszło, i to dzięki mnie i mojej propozycji wspólnej nauki. Wzruszyłam się.

Będąc na weselu jeszcze nigdy nie widziałam tak zakochanej pary.

Ot, takie wyznanie, które pokazuje, jak mała propozycja może zmienić czyjeś życie. I nie powiem, jestem z siebie dumna.

#OIale

Od roku piszę na Messengerze z chłopakiem, który szalenie mi się podoba, i z którym bardzo chciałabym się umówić, ale wstydzę się to zaproponować. Dziś w przypływie szczerości wyznał mi: „Czy wiesz, że według badań 99% facetów prowadzi z kobietami tak długie rozmowy, bo chce się z nimi umówić na randkę albo pójść z nimi do łóżka?”. Mało nie spadłam z krzesła, tak bardzo się ucieszyłam z tej aluzji, ale po chwili przyszła puenta: „Cóż, ja jestem w tym 1% bezinteresownych mężczyzn!”.

No, ja piórkuję... Dżentelmen mi się trafił!

#Pprgg

Wracamy do domu z kolegą z imprezy, a tu nagle damski głos z rowu:
- Ej... Chłopaki! pomóżcie mi chłopaka do domu zaprowadzić!
Trzeba było pomóc.

Prowadzimy gościa ledwo przytomnego pod dom dziewczyny, stajemy przed drzwiami wejściowymi, a ta piękna niewiasta wyciąga latarkę, świeci mu w twarz i mówi:
- O, kur... To nie mój chłopak!

#Yxp41

Jakiś czas temu zmarł mój dziadek. Pięć tygodni na przed jego śmiercią odwiedziłam go, a odjeżdżając do domu dręczyło mnie nieprzyjemne uczucie. Patrzyłam na tego chodzącego z laską człowieka i czułam niewyobrażalny strach, że kiedyś go stracę. Mimo to następnego dnia wołałam pospać i nie odwiedziłam dziadków, czego później pożałowałam.
Dziadek do szpitala trafił dwa dni po tym, jak ostatni raz go widziałam. Odwiedzałam go - podpiętego do respiratora, niezdolnego do samodzielnego oddychania oraz mówienia. Walczył, lecz nie dał rady. Zmarł.

Strasznie żałuję, że wtedy go nie odwiedziłam.

#Rs4qi

Na wstępie chce zaznaczyć, że jestem osobą, która bez skrupułów się mści. Krótko mówiąc wyznaję spartańską zasadę: oko za oko, ząb za ząb.
Nie mam wielu przyjaciół, ale mam przyjaciela od 5 lat. Tak - przyjaźń damsko-męska istnieje, i to taka prawdziwa :)

Pewnego piątkowego wieczoru wybraliśmy się na wiejską imprezę (typowa potańcówka przy disco polo i kubku piwa). Mój przyjaciel powiedział, że idzie tańczyć z jakąś dziewczyną i że na chwilkę zostawia mnie samą.

Uważam, że nie jestem brzydka, tak że na takich imprezach jakiś adorator się znajdzie, i tak było tym razem. Kiedy siedziałam na ławce, przysiadł się jakiś typek. Źle mu z oczu patrzyło i ogólnie był jakiś podejrzany. Od razu zaproponował mi piwo w kubku, które mi przyniósł. Ogólnie nie mój typ, ale rozśmiesza mnie sytuacja, kiedy jakiś macho myśli, że na niego lecę, więc udawałam, że jestem nim oczarowana. Udawałam, że piję to piwo (po prostu przykładałam napój do ust i jedynie płyn je dotykał), a z każdym łykiem coraz bardziej świeciły mu się oczy. Podejrzewałam, że była tam tabletka gwałtu. No nic, gość powiedział, że idzie do WC i że zaraz wróci.

Postanowiłam, że zamienię nasze piwa. Moje było pełne, a jego puste do połowy, więc ulałam, żeby moje wyglądało tak samo jak jego. Kiedy wrócił, piłam podmienione piwo patrząc mu w oczy, które myślałam, że zaraz wyskoczą mu z orbit. Kiedy skończyłam piwo, on wypił swoje jednym duszkiem i zaproponował spacer po polnych drogach, zgodziłam się i poszliśmy. Nie trzeba było długo czekać. Mrużyły mu się oczy, a nogi uginały coraz bardziej, aż padł. Zadzwoniłam po przyjaciela i z jego pomocą zaciągnęliśmy go na jakąś łąkę.

Postanowiliśmy się zemścić. Od początku miałam pomysł. Opuściliśmy mu spodnie do kolan i... Nie, nie zgwałciliśmy go. Ale chciałam, żeby tak myślał. A że zawsze noszę ze sobą pomadkę, która wygląda jak wazelina, wysmarowałam mu wewnętrzne stroną ud jej duużą ilością, nad pośladkami również. I zostawiliśmy mu karteczkę "ale jesteś ciaśniutki <3" .

Teraz jestem pewna, że mogę liczyć na moją intuicję. Jestem z siebie dumna.
Dodaj anonimowe wyznanie