Od zawsze nie czułam się ze sobą dobrze. Nadwaga, brzydka cera, można byłoby wymieniać godzinami. Kompleksy przytłaczały i będą przytłaczać, ale ostatnio zdarzyło się coś małego, a niesamowitego.
Zazwyczaj wracam do domu tramwajem, tym razem jednak linia została zamknięta, więc zmuszona byłam przesiąść się na autobus. Oczywiście na twarzy miałam gbura, bo padał deszcz, dłuższa droga do domu wcale mnie nie pocieszyła. Wsiadłam do pojazdu i usiadłam sobie, odetchnęłam. Kawałek dalej spoglądał na mnie chłopak na wózku inwalidzkim i nagle szeroko się uśmiechnął, byłam zaskoczona, ale odwzajemniłam to. Przejechaliśmy dwa przystanki uśmiechając się do siebie, gdy wyjął z plecaka zawieszonego na oparciu zeszyt i coś starannie napisał, mimo mało sprawnych rąk. Podniósł to, napisane było "masz śliczny uśmiech". Ten, który mu wtedy posłałam, był jednym z najszczerszych w moim życiu.
Nie zapomnę tego, od tamtego czasu czuję się piękna. W serduchu.
Do teraz nie wierzę w to co się wydarzyło...
Wczoraj zostałam nazwana desperatką i usunięta z listy znajomych mojego eks przez jego aktualną dziewczynę...
- eks, z którym normalnie rozmawialiśmy po rozstaniu i nie rozstaliśmy się w kłótni
- dziewczyny kompletnie nie znam
- od prawie roku jestem zaręczona
- plus zostałam poinformowana o tym, że mój eks mnie zdradził...
..a cała akcja wydarzyła się, bo... dałam "lubię to" pod ich wspólnym zdjęciem.
Nadal nie wierzę, że tacy ludzie istnieją... Ich procesy myślowe na wieki pozostaną dla mnie tajemnicą.
Dziś utwierdziłam się w przekonaniu, że polska cebula nie ma konkretnego wieku, ani nie zależy od sytuacji materialnej.
Pracuję jako kelnerka w jednej w sieciówek. Praca jak każda inna, a mam dzięki niej trochę pieniążków niezbędnych na studiach.
Skończyły się święta i w centrach handlowych zaczęły się wyprzedaże, więc masa ludzi ruszyła na łowy. Po męczących zakupach przychodzi więc czas na uzupełnienie masy, którą zgubiło się podczas biegania między butikami. Normalna rodzina - ojciec, matka i nastoletnia córka. Dobrze ubrani, po obfitych zakupach i po prostu najzwyczajniej w świecie głodni. Kiwają na mnie ręką, więc podchodzę i przyjmuję ich zamówienie. Wszystko wygląda zupełnie normalnie. Dostali swój posiłek, wyglądało na to, że zjadają go ze smakiem. Szkoda tylko, że korzystając z mojej nieuwagi (po prostu zajęłam się innymi gośćmi) wyszli z restauracji nie płacąc rachunku.
Podejrzewam, że ich córka czyta to wyznanie. Chciałam jej tylko pogratulować rodziców i ich technik wychowania. Dzięki Wam ja byłam w plecy prawie 100 zł. Dla Was to może niedużo.. Dla mnie praktycznie dwa dni ciężkiej pracy.
Nie pozdrawiam...
Mam 21 lat i dziś po raz pierwszy widziałem na żywo kobiece piersi. Niby nic dziwnego, ale były to piersi mojej babci, której spadł poziom cukru - dlatego badali ją ratownicy.
Pierwsze koty za płoty! Hehs.
Pewnego dnia ja, zwykła studentka (no prawie), wstałam rano z zamiarem pójścia na uczelnię. Założyłam szarą bluzkę, a że nie miałam ochoty na patrzenie na plamy pod pachami od potu, i tak, antyperspiranty dość słabo pomagają, przypomniało mi się o pewnym "life hacku", który widziałam na znanym portalu. A mianowicie przecięcie podpaski (a raczej wkładki) na pół i przyklejenie od środka w miejsce, gdzie się pocimy.
Poszłam zadowolona, z myślą, że uwolnię się od tych plam.
Ech, co innego mogło się zdarzyć... Wkładka wypadła mi spod bluzki przy chłopaku, który mi się podoba.
Teraz myśli, że wypycham stanik.
Nie polecam. NIE UFAJCIE INTERNETOWI.
Dziś będąc w sklepie powiedziałem do sprzedawczyni, że płatność będzie zbliżeniowo (zawsze tak płacę). Wyciągnąłem telefon, żeby przyłożyć do terminala (preferuję płatność za pomocą aplikacji, a nie jak inni - kartą), a pani sprzedawczyni zaczęła wyzywać mnie od hakerów i oszustów :D
Moi rodzice należą do tych "fajnych". Parę lat temu strasznie to doceniałam, bo widziałam, jak większość moich znajomych nie może nigdzie wyjść i tkwi w domu. Z czasem jednak przestało mi się to podobać. Dlaczego? Ano dlatego, że zaczęłam się czuć niepotrzebna.
Rodzice nie dawali mi pieniędzy czy pozwolenia na wyjście z uśmiechem, życząc mi miłej zabawy. Zawsze byli zapatrzeni w ekran telefonu, telewizora i jedynie przytakiwali, mówiąc, abym wzięła potrzebną sumę z ich portfela. Gdy miałam problem z zadaniem domowym, to nie pomagali mi z nim, a kazali "uczyć się samodzielności" i szukać odpowiedzi w internecie. Nigdy też nie okazywali mi specjalnie uczuć, nigdy nie powiedzieli mi, że mnie kochają. Nie pamiętam kiedy ostatnio mnie przytulili, pochwalili. Mama w trudnych dla niej chwilach traktowała mnie jak jej terapeutę, i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że miałam wtedy ok. 10 lat i swoje problemy z rówieśnikami, a w domu wysłuchiwałam o nadchodzącym rozwodzie rodziców, do którego ostatecznie i tak nie doszło, rodzice chyba zakochali się na nowo. Pamiętam też wszystkie nieprzespane noce, wszystkie złe oceny - nie mogłam się skupić na nauce, bo gdy tylko zasiadałam w ciszy, martwiłam się sytuacją w rodzinie. Za to im starsza jestem, tym więcej mam na głowie nie tylko przez szkołę, ale również przez ojca, który dokłada mi zadań w domu.
To przez nich nie umiem okazywać uczuć, nie czuję z nikim więzi. Nie tęsknię za nikim, nie czuję... w zasadzie to nic nie czuję. Czuję tylko, jak odstaję od mojej ostatnio dość szczęśliwej rodziny. Mam wrażenie, że żałują dnia mojego urodzenia, mimo że zawsze starałam się być idealna, tylko żeby mnie pokochali.
Mój kumpel miał kiedyś dziewczynę. Biedaczek zakochał się na amen. Wszystko mu w niej odpowiadało - zadziorny charakter, inteligencja, poczucie humoru, no i łóżkowe preferencje. Laska była bardzo skora do łóżkowych udziwnień, co mojemu kumplowi, staremu zboczeńcowi, bardzo pasowało.
Pewnego dnia okazało się, że dziewczyna spotyka się z kimś innym za plecami mojego przyjaciela. Konkretnie - z trzema różnymi facetami. Dziewczę mieszkało z rodzicami w ich domu jednorodzinnym i regularnie spraszała tam swoich gachów (w tym także i jej "oficjalnego" chłopaka). Już nawet nie pamiętam, jak ta sprawa wyszła na jaw, ale jedyne co sobie przypominam, to fakt, że mój kumpel poważnie się załamał. Nie powiedział jednak swojej ukochanej o tym, że odkrył jej mały sekret.
Niedługo po tym, mój kumpel spontanicznie wpadł do mnie na piwo. Uśmiechnięty od ucha do ucha, podśmiechując sobie pod wąsem. Usiadł na taborecie, otworzył piwo i wyszczerzył do mnie kły. Zapytałem go, skąd ta nagła zmiana humoru. No i opowiedział mi o swojej dobrze przemyślanej akcji, którą właśnie wykonał. A było to tak:
Zadzwonił do swojej niewiernej dziewczyny, która nie miała pojęcia, że została zdemaskowana. Po paru chwilach rozmowy przez telefon, zaczęli trochę świntuszyć i niewiasta zaproponowała swojemu chłopakowi, żeby ten jak najszybciej wpadł do niej do domu, bo rodzice mieli wrócić dopiero za półtorej godziny. Kolega już po dziesięciu minutach był na miejscu. Trzymając w rękach kwiatek. Od razu przystąpili do akcji, połączonej ze "zwiedzaniem" domu. Często ponoć tak robili - kopulowali więc na blacie kuchennym, pod prysznicem, na dywanie w salonie, a na koniec, kumpel rzucił swe dziewczę na wielkie łóżko jej rodziców. Odwrócił ją brzuchem do dołu, wyjął dwie trytytki (wiecie - takie plastikowe opaski zaciskowe) ze swoich spodni i przypiął partnerkę do metalowego wezgłowia. Laska ponoć zakwiczała z radości. A jeszcze bardziej ucieszyła się, gdy, kolejnymi dwoma przymocował jej nogi do jednego z elementów w po drugiej stronie łoża.
Biedna, przekonana była, że jej ukochany rzuci się na nią, tak unieruchomioną i dokończy, to co wspólnie zaczęli. Ale nie. Kolega jak gdyby nigdy nic założył na siebie ubranie, przed lustrem poprawił włosy i nie zwracając uwagi na coraz głośniejsze krzyki skrępowanej ofiary, grzecznie podziękował swojej dziewczynie za urocze miesiące związku. Już chciał wyjść z domu, gdy na stoliku w przedpokoju zobaczył kwiatek, który jej przyniósł. Wrócił więc do sypialni, bezceremonialnie wetknął go w zadek dziewczyny i jak gdyby nigdy nic wyszedł z domu.
Przyszedł od razu do mnie. Opowiedział mi tę historię, spojrzał na zegarek i rzekł "O, jej rodzice od pięciu minut są już w domu. Ciekawe co powiedzą na nowy wazon w sypialni..."
Na basenie Fala w Łodzi jest strefa saun. Miałam wtedy 17 lat, tuż przed 18. Jest tam strefa nagości, ale czasem są także środy dla pań. Dodam, że lubię tzw. gorące łóżka. Są zbawienne na moje plecy po treningu i siedzeniu w szkole.
I tak położyłam ręcznik i leżę golusieńka w pozycji ręce nad głową, a nogi lekko rozchylone. Pełen relaks. I nagle słyszę głos kolegi z klasy „Cześć, Laryna”... Patrzę – stoi koło mnie. Ja w pozycji wywalone piersi, nogi w pełnym rozchyleniu... No jak aktorka z pism dla dorosłych.
Co się okazało? Otóż pomyliłam dni i ta środa nie była dla pań, ale koedukacyjna. Na szczęście kolega okazał się wychowany w kulturze saunowania i nie podszedł do tego jak gówniarz. Nikomu nie powiedział, ale co się napatrzył, to jego.
Od tego czasu mam zapisane wszystkie dni pań w kalendarzu.
Wypadałoby napisać jakiś wstęp, a więc mam 21 lat, spotykam się ostatnio z 2 lata starszym chłopakiem, przed powrotem do domu na święta chciałam nam stworzyć jakiś romantico nastrój, coby nas na jakieś przedświąteczne amory zebrało. Studencki budżet na wiele nie pozwala, zwłaszcza kiedy kończy się miesiąc, ale stwierdziłam, że raz się żyje, żarcia z domu trochę zostało, z głodu nie umrę.
Godzinę czasu spędziłam w sklepie z pachnidłami do kąpieli, pierwszy raz w życiu miałam zrobić zakupy w takim miejscu, czytam ulotki o zapachach, wącham wszystkie po kolei, w końcu myślę, facet to pewnie jakieś cytrusowe będzie chciał, a no i nutka chilli do tego jeszcze, żeby dodać pikanterii całej sytuacji, do tego jakąś sól, żeby woda ładny kolor miała. Pędzę do Rossmanna, w końcu trzeba klimat zrobić, świeczki się przydadzą. Facet się pewnie nie spodziewa, w końcu jeszcze tego nie robiliśmy, kupię prezerwatywy, coby zaskoczenia nie było, jak już sytuacja się gorąca zrobi, a tu on nieprzygotowany na taką opcję. Po drodze do domu wpadł mi pomysł, że może jakieś wino bym kupiła, na rozluźnienie atmosfery. Ostatnie 15 zł na koncie, ostatni papieros w torebce, podejmuję trudną decyzję co wybrać. Wino czy fajki. Zaciskam zęby i myślę sobie, że jutro wracam do domu, więc wytrzymam jeden dzień bez palenia. Kupuję wino.
W domu szybko gole nogi, jednocześnie nakładając na twarz maseczkę i susząc włosy, bo on zaraz przyjdzie, a ja jeszcze niegotowa. Ledwo się wyrobiłam, przyszedł, siedzimy, rozmawiamy (on uprzedzony wcześniej o wspólnej kąpieli i zaproszony na noc), ja w międzyczasie zaczynam wszystko przygotowywać, pytam się go, czy idzie ze mną, on wchodzi, żeby skorzystać z toalety, ja czekam na jakąś reakcję, może go zaskoczyłam czy coś i w tym momencie zostaję strollowana najbardziej w swoim całym dotychczasowym 21-letnim życiu tekstem "Seeeerriiiooo? Wiesz co, ja to już idę spać, ale jak chcesz, to ci mogę plecy umyć, bo nie jestem fanem kąpania się dwa razy dziennie". Nie wiedząc co zrobić, odwróciłam się na pięcie, powiedziałam tylko "dobranoc", po czym w samotności upiłam się winem w wannie, paląc fajki z jego ramy, oglądając "Star Wars" na laptopie i zastanawiając się gdzie popełniłam błąd.
Jak się okazało, mogło być gorzej. Pomarańczowy olejek do kąpieli mnie uczulił.
Dodaj anonimowe wyznanie