Mam zaburzenia odżywania. Czy duże? Nie wiem. Chcę zrzucić około 16 kilogramów. Udało mi się to w czterech piątych prawie. Niestety mam drugi napad jedzenia w tym miesiącu. Ciągle myślę o jedzeniu, o tym ile będę ważyć kolejnego dnia, o tym ile kalorii przyjmę w danym produkcie czy posiłku. Na YouTube mam playlisty z jedzeniem i oglądam jak inni przygotowują desery czy inne pyszne potrawy, jakich podświadomie nie mogę nawet zjeść. To cholerstwo powoli zabija. Czasem robi mi się ciemno przed oczami, raz czy dwa kręciło się w głowie. Drugi raz już zdarzyło mi się wywoływać wymioty, bo czuję wyrzuty sumienia. Pomimo zrzuconych kilogramów, nie czuję różnicy w sylwetce. Praktycznie żadnej. Inni mówią, że widać dużą zmianę, ale ja tego nie odczuwam. Jem rano, dosłownie mając "napady'', aby do wieczora nie zjeść nic. Ciągła myśl o przybraniu na wadze jest porażająca. Waga stała się domeną życia. Tylko po to, aby wyglądać lepiej.
Zanim zdecydujecie się na odchudzanie, lepiej to rozważcie, bo od tych zaburzeń nie ma ucieczki.
Dodaj anonimowe wyznanie
Ja bym powiedziała, że to raczej odchudzanie się bez wiedzy na temat tego, jak się za to zabrać w sposób racjonalny i zdrowy, co często skutkuje taką właśnie miotaniną w skrajności. Może i nawet schudniesz, ale zaraz odbijesz i będziesz miała jojo. Takie "metody" to głupota, a zaburzeń w ten sposób nabawić się jak najbardziej możesz.
(Co to znaczy, że podświadomie nie możesz zjeść?)
Bo u niego/niej nie jest problemem odchudzanie. Problemem jest zaburzenie odżywiania. To już problem psychiczny a nie fizyczny. Zaś sposób w jaki się odchudza jest nie tylko nieskuteczny ale wręcz szkodliwy.
ad13
Zdradzę ci najbardziej tajemniczą wiedzę w odchudzaniu.
Chudniesz kiedy dostarczasz mniej kalorii niż jesteś wstanie spalić.
Tylko uważaj bo ta wiedza cię przerasta..
Dostarczam dosłownie minimum mojego zapotrzebowania kalorycznego.. Nie chudne
Mouse, może dlatego, że nie ćwiczysz. Trzeba spalać kalorie, nie wystarczy tylko ograniczać przyrost tkanki tłuszczowej, trzeba redukować tę, co już jest
Akurat ćwiczenia nie są potrzebne przy odchudzaniu. @Mouse23 o ile nie jesteś chor*, to w pewnym momencie zaczniesz, ale warto patrzeć nie tylko na kalorie, ale też na to, co się je. Dla zdrowia.
@zblakanyUmysl1911
Ale czemu przypierdalasz się do ad13? Dobrze mówi. DEFICYT kaloryczny to nie to samo, co głodówka.
Ćwiczę, ćwiczę. Jakiś czas temu biegałam, teraz musialam przerzucić się na ćwiczenia siłowe bo siedząca praca doprowadziła do bólu kolan :/ Co do jedzenia to w miarę odpowiednio raczej jadam (pomagam sobie aplikacją fitatu), jednak jak każdą kobietę czasami i mnie bierze ochota na słodkości :p
Oj Myszo, nie każdą. Nie wrzucajmy wszystkie do jednego wora. Osobiście nie cierpię słodkości. Ale słonego i ostrego odmówić bym sobie nie potrafiła.
Najciekawsze było liczenie czterech piątych z szesnastu xD
Ty sie głodzisz nie odchudzasz, więc te ostatnie zdanie za grosz nie ma sensu. Nie ogarniam, jak w dzisiejszych czasach, z dostępem do tak wieli źródeł, dalej można robić takie głupoty. Na każdym kroku widać artykuły o zdrowej diecie. Wystarczy trochę poczytać a nie sie głodzić, a później płakać
Nie ma sensu raczej wypowiadanie się na temat zaburzeń o których nie ma się bladego pojęcia.
Tak jak już ad13 napisała - to nie odchudzanie samo w sobie jest "złe" i straszne i "powoli zabija". Złe i nieodpowiedzialne jest robienie tego radykalnie, nieumiejętnie i bez podstawowych informacji na tematy około-jedzeniowe.
Po pierwsze - idź po pomoc. Sama widzisz, że jest źle. Czujesz się ŹLE - myślisz o swojej wadze i żarciu 24/7, bo głodzisz się i jest ci słabo, dla odmiany objadasz się napadami, ale nie masz z jedzenia żadnej przyjemności, bo non-stop boisz się że przytyjesz, potem wymiotujesz z poczucia winy... i tak dalej. "Masz zaburzenia odżywiania ale nie wiesz czy duże" - jak dla mnie to wszystko to definicja "dużego" problemu. Dopóki nie podejmiesz leczenia, będzie coraz gorzej. I nie próbuj wmawiać sobie rzeczy typu "schudnę do X kilogramów i kończę", ani wymyślać żadnych innych sztuczek, bo zapewniam cię, że to tak nie działa (i w głębi serduszka pewnie dobrze o tym wiesz). To, że twoje fizyczne zdrowie ucierpiało i że sama nie poradzisz sobie z powrotem do normalności (choćby przez "efekt jo-jo"), to tylko jedna część problemu. Kolejną, większą sprawą jest to, jak bardzo zaburzone jest twoje podejście do jedzenia i postrzeganie własnego wyglądu. Tego na 200% nie ogarniesz samodzielnie. Już teraz piszesz "inni mówią, że widać dużą zmianę, ale ja tego nie odczuwam". Pomyśl, co może się z tobą stać, jeśli zrzucisz kolejne kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt kilogramów, tkwiąc mentalnie w tym samym błędnym kole co teraz? Bo zapewniam cię, że dopóki nie przejdziesz terapii, niezależnie od swojej wagi, będziesz patrzeć na swoje ciało i widzieć się dokładnie to samo - osobę "grubą" i nieszczęśliwą. I tylko to drugie będzie prawdą.
Wierzę, że tak jak każdy, chcesz być po prostu szczęśliwa i czuć się dobrze w swoim ciele. Dlatego ci to wszystko piszę - bo wiem, że jedyną drogą do osiągnięcia tych rzeczy jest podleczenie zaburzeń i nauczenie się nowych, zdrowszych zachowań. Da się to zrobić, ale potrzebujesz pomocy. Trzymaj się tam, będzie dobrze 💗
Tak to daleko nie zajedziesz autorko. Aby schudnąć, trzeba jeść. Żeby zobaczyć zmiany w sylwetce trzeba ćwiczyć. I nastawić się na długie oczekiwanie. Nie wiem jaka była Twoja waga startowa, ale generalnie 16 kg, to dużo. Jeśli ważyłaś 70-80 kg, to jest to do zrobienia zdrowo w 4-7 miesięcy. Jeśli ważyłaś mniej, to zrzucenie takiej ilości może być bardzo trudne w ogóle.
Pamiętaj, że głodówki niczemu dobremu nie służą. Rozwalają Twój metabolizm. Dodatkowo głodny organizm nie będzie korzystał z zapasów tłuszczu, a z mięśni. Także przede wszystkik zdrowa dieta, ruch i cierpliwość.
Polecam dietetyka-zrobi Ci dobry plan i będziesz miała tyle jedzenia, że nie będzie czasu na oglądanie filmików jak będziesz przygotowywać np. 4 posiłki dziennie. Myśl o tym, że robisz to żeby np. w przyszłym roku wbić się w starą kieckę, leginsy albo kurtkę. Dla siebie. Kalorie są we wszystkim-nie przejmuj się nimi. Zrobisz sobie przerwę i wsuniesz czekoladki? Poskacz na skakance albo potańcz.
Zrób sobie może kolaż zdjęć i wtedy się przekonasz jakie są efekty.
Czemu piszecie do autora w formie żeńskiej? Z wyznania nie wynika, jakiej jest płci (no chyba, że coś przeoczyłem).
Faktycznie :o
Ale czytając to wyznanie mam wrażenie, że pisała to dziewczyna. Nie wiem skąd: może styl pisania, może stereotypy?
Skoro tyle osób założyło że to dziewczyna to jakoś coś musi to sugerować 🤔
Rzeczywiście :D, ale po stylu mnie też kobieta się wydaje. Chociaż co do wagi to nawet helikopter bojowy mógłby być, one ciężkie są.
@DioBrando gdzie? Z mojego punktu wyznanie jest napisane z perspektywy pierwszej osoby, tak, że nie zdradza wcale płci. Czy mógłbyś mi przybliżyć w którym fragmencie?
W sumie fajnie by było złapać parę jeszcze kilogramów, ale u mnie trochę inaczej. Jak się najem, to mam wywalone w jedzenie. Jak dotychczas jedyne "danie", które baardzo mile wspominam, to kostki z morskiej racji żywnościowej. 2-3 się zje i jest spokój na pół dnia. A tak, jak chcę szybko i mieć spokój, to zwykle jakiś koktajl ala gabinet. Ot takie wyznanie w wyznaniu
Czy masz duże zaburzenia odżywiania? Ogromne. Zacieśnij znajomość z psychodietetykiem i to w podskokach, bo się wykończysz.
Bo odchudzać się trzeba z głową.