#DCuM5
#zOrgM
Mam 31 lat i zarabiam najniższą. Pracuję jako pomoc biurowa. Mieszkam z matką w starym domu, bo na wynajem mnie nie stać. Moja matka przez połowę życia była bezrobotna, obecnie ma niziutką emeryturę. Więc możecie się domyślać, że raczej fajnie w dzieciństwie nie miałam. Obecnie dzielę koszty utrzymania w połowie i daję matce 500 zł. Mimo to moja matka wciąż ma do mnie pretensje, że za mało zarabiam, że powinnam zarabiać więcej i dawać jej więcej pieniędzy, bo ona ma niską emeryturę. Bardzo żałuję, że nie byłam sama tak roszczeniowa, gdy byłam dzieckiem i nastolatką, tylko pokornie klepałam biedę, bez wypominania, że jestem jak zwykle najbiedniejszą osobą w klasie. Moja matka w ogóle nie zauważa, że ludzie, którzy zarabiają więcej, mieli o wiele lepszy start zapewniony przez rodziców. Mogli studiować, uczyć się języków obcych, rozwijać pasje. Ja po prostu tak sobie dryfuję w tym życiu i uważam, że i tak dobrze sobie radzę.
Mój apel do ludzi: jak nie masz pieniędzy na dziecko, to się na nie nie decyduj, bo kasa się cudownie i nagle nie znajdzie. Nie licz też, że twoje dziecko zrobi spektakularną karierę, jeśli jedyne co mu dałaś/eś to kanapki z pasztetem i zalewajka, znoszone ciuchy po dzieciach znajomych i słabo ogrzewane pomieszczenia do mieszkania bez ciepłej wody. Z pustego nawet Salomon nie naleje.
#f9QDv
Jestem kobietą z ćwierć wieku na karku, w miarę przyjemną dla oka (takie mocne 7/10 będzie). Niestety, jak wiele brunetek posiadam dość ciemne i mocne owłosienie. I może popsuję wizję kobiet u niektórych panów, ale nie chodzi mi jedynie o nogi, pachy czy pachwiny. Najgorszym utrapieniem są włosy na... rowie. Od kilku lat gimnastykuję się pod prysznicem, żeby się tego pozbyć. Lecz nie chodzi w tym wyznaniu o to, żeby się wyżalić na moje kłaki między pośladami, da się z tym żyć.
Przechodząc do głównej akcji – pewnego wieczoru, gdy byłam sama w domu i cała łazienka była dla mnie, postanowiłam skosić trawnik, który wyrósł mi pod majtkami, zarówno z przodu, jak i od tyłu. Nałożyłam piankę tu i tam i przystępuję do akcji-depilacji. W tym momencie zakłębiło mi się w jelitach i poczułam potrzebę wypuszczenia bączka. Nim pomyślałam o konsekwencjach, powietrze uszło z takim rozmachem, że pianka, która się tam znajdowała, w pięknym stylu została rozchlastana na kabinie prysznica.
Wstyd? Zażenowanie? Nieeee... Po zobaczenia tego artystycznego dzieła wpadłam w taki napad śmiechu, że z 15 minut siedziałam w kabinie, nie mogąc się podnieść. Cały wieczór, gdy tylko sobie to przypomniałam, podśmiechiwałam się pod nosem, a mój chłopak nie mógł wyciągnąć ode mnie z jakiego to powodu.
Pozostaje mi tylko cieszyć się, że dupa mnie nie oszukała i że na tej kabinie znalazła się tylko pianka do golenia. To już by mnie chyba zabiło.
#YDWxu
Wszystkie moje pytania i refleksje są absurdalne i zasługują jedynie na śmiech pogardy. Wykonywane polecenia są zawsze „korygowane”, bo przecież można lepiej. Mimo że wykonuję je poprawnie.
Przykład:
Pan: „Po skręcie zmień pas na prawy”.
Ja: „OK”.
Po skręcie zmienić pas. Proste. Wiem co robić. Zaczynam skręcać. Po czym nagle wielka, tłusta ręka sięga po kierownicę, gwałtownie łapie ją, szarpie, skręca. Duży ruch, Warszawa. Prawie wjechaliśmy w kogoś innego. Mało co na zawał nie zeszłam. „CO PAN ROBI?!” - wrzasnęłam na niego. Bo prawie mieliśmy kolizję. Może i byłby wypadek. Po czym on jakby nigdy nic mi odpowiada: „Bo tak jest lepiej” - zmienił pas podczas skrętu.
Serio? Tak jest lepiej?! Umarłam w środku i powiedziałam mu tylko: „OK, to może jednak wrócę do bycia pasażerem?”.
I takie rzeczy za moje pieniądze!
#n16Hj
Pewnego dnia zostaliśmy poinformowani, że opuszczony budynek blisko nas został wynajęty na jedną noc pod zrobienie imprezy. W pierwszej chwili zastanawiałam się, kto normalny organizuje zabawę na odludziu. Najgorsze, że na czas owej zabawy mąż dostał delegację. Musiałam więc uzbroić się w odwagę i sama z malutkim dzieckiem przetrwać tę noc. Mąż obiecał często dzwonić i w razie czegoś niedobrego zawiadomić telefonicznie policję.
Impreza zaczęła się o 20.00. Przyjechało około 30 osób. Dudniąca głośno muzyka szybko uświadomiła mi, że nie zasnę, na szczęście maluszkowi to nie przeszkadzało i spał jak zabity. Około godziny pierwszej w nocy usłyszałam głośne krzyki. Przez okno zauważyłam, że imprezowicze wyszli z budynku i przenieśli imprezę pod moje ogrodzenie. Tego już było za wiele. Będąc pod wpływem dużej adrenaliny i instynktu matczynego, który mówił "chroń dziecko", sięgnęłam po jedyną rzecz, która wydawała mi się pomóc w zaistniałej sytuacji. Mianowicie po piłę motorową męża, którą zostawił w korytarzu.
Wyszłam z domu, włączyłam ją i rozległ się głośny hałas urządzenia. Podeszłam do ogrodzenia i poinformowałam dość niekulturalnie, że jak się nie wyniosą spod płotu, to nie ręczę za siebie. W przeciągu 5 minut pojawił się 40-paroletni mężczyzna, o dziwo trzeźwy. Od razu zaczął przepraszać za zaistniałą sytuację i obiecał uspokoić towarzystwo syna, które bawi się z nim w jego 18 urodziny. Dzieciaki przestraszyły się nie na żarty i w szybkim tempie wrócili do swojego wynajętego budynku. Ojciec syna zaś zarzekał się, że był poinformowany, że nikogo nie będzie w pobliżu. Na szczęście nie chciał on żadnych kłopotów i tak jak powiedział, tak zrobił. Zabawa trwała na całego, ale już nie pod moim ogrodzeniem. Nawet ten hałas już mi nie przeszkadzał.
#ozwWQ
Brakuje mi lewej dolnej czwórki i piątki oraz prawej dolnej piątki.
Jak to się stało?
Zapewne spodziewacie się czegoś w stylu wypadku. Niestety największym wypadkiem w tym momencie jest po prostu moje ciało, które zwyczajnie tych zębów nie stworzyło. Mleczne wypadły, stałych ni ma, a jak zrobili mi rentgena (bali się, że mi rosną wewnątrz), to się okazało, że tak w ogóle ich brak.
Taki ze mnie dziwny przypadek ;)
PS Fajnie się pije przez słomkę.
PPS Nie, to nie znaczy, że mogę trzymać ołówek w ustach mimo zamkniętej szczęki.
#xOIG5
Miałem odłożone trochę gotówki z zamiarem budowania domu w bliżej nieokreślonej przyszłości.
Z nudów, gdy wracałem na trzy dni do rodziców na wieś, postanowiłem zacząć coś robić.
Drewno do rąbania szybko się skończyło.
Ogródka kopać wiecznie nie można.
Ileż można spacerować...
Więc kupiłem wibrator... Taki meega duży i mocny. Wibrator do betonu oczywiście.
Kupiłem formę, cement, piach, kilka palet i zacząłem produkcję swoich własnych pustaków.
Oczywiście wszystkie informacje jak to zrobić uzyskałem od ludzi wokół mnie, dla których takie zajęcie nie było niczym nadzwyczajnym.
Mam już trzy tysiące pustaków. Koszt ich zrobienia łącznie z prądem do betoniarki (akurat betoniarka była, więc nie musiałem jej kupować), formami, wibratorem itp. wynosił mnie 1/6 tego, ile bym zapłacił za nie w składzie.
Wiem, że pustaki to wcale nie najdroższe, co mnie czeka przy budowie domu, ale... planuję też samodzielnie wykonać więźbę. A z tyłu głowy mam pomysł na dachówki.
Da się. Tylko trzeba trochę się nudzić, by na to wpaść i mieć czas, który w naszym społeczeństwie jest teraz najcenniejszym surowcem nie wtórnym.
#mcqwD
Z paczką znajomych jedziemy sobie w góry plus parę osób (dziewczyna tego, chłopak tamtej, spokojnie i bez spiny, im nas więcej, tym weselej), więc wyszło, że wynajmujemy busa, będzie śmiesznie.
Jedziemy... jak to wycieczka kilkunastu osób, coś do picia na długą drogę. Problem się zaczął, kiedy w połowie trasy stwierdzamy, że piciu się kończy, a do celu jeszcze z 500 kilometrów, istniało duże ryzyko, że uda nam się wytrzeźwieć. Uratował nas kierowca, który musiał zatankować. Wszyscy biegną na stację, bo elektrolity trzeba uzupełnić.
Przy kasie chyba najbardziej zasadnicza sprzedawczyni w tym pierdzielonym kraju.
"Nietrzeźwym alkoholu nie sprzedajemy" - padło do 20 naprutych studentów. Wszyscy załamani, kolega prawie płacze... Podchodzę do kasy. Patrzę na kobietę i mówię:
- Nazywam się Jan Kowalski i poproszę pół litra.
- Ale czemu pan się przedstawia?
- Bo nie jestem Anonimowym Alkoholikiem.
Nawet się uśmiechnęła... I dała przebłagać... po zawołaniu kierownika, który powiedział, że nasz przyjazd to prawie równowartość dziennego utargu :D
#G4Gvo
Pięć minut później dostałam telefon z punktu obsługi klienta, że ta starsza pani przyszła i powiedziała, że ją okradłam, bo nie wydałam tyle ile trzeba. Nie podała kwoty, na jaką ją okradłam, więc przyszła kierowniczka, by przeliczyć mi kasę i porównać ją z systemem. Różnica była na te trzy grosze, które zostały starszej pani zwrócone.
Kierowniczka później powiedziała mi, żebym się nie przejmowała, bo w tej pracy takie absurdalne sytuacje są na porządku dziennym. I miała rację...