#qQ0rT

Był okres, gdy nienawidziłam siebie i swojej orientacji. Na siłę starałam się stać się heteroseksualna i robiłam wszystko, aby być super 100% hetero.

Wiedziałam, że podobam się jednemu koledze ze studiów. Od słowa do słowa wyszło parę spotkań, jakieś randki oraz mniejsze wyjścia grupowe i ostatecznie postanowiłam zaszaleć i spróbować seksu z mężczyzną.

Gdy siedzieliśmy nadzy i ja zlustrowałam go od góry do dołu, przemyślałam, co ma się właśnie stać... Zwymiotowałam. Prosto na jego nagą klatę, stojące przyrodzenie oraz bialutką, świeżą pościel.

PS. Jestem teraz świadoma jak nie fair było to w stosunku do niego i jak głupie było moje myślenie. Potem udałam się do psychologa i długo nad sobą pracowałam, a koledze wyjaśniłam sytuację oraz przeprosiłam.

#1Grcf

Będzie trochę o tym jak niektórzy opatrznie rozumieją tolerancję.
Poszedłem na studia do stolicy. Rozmawiałem z ludźmi z grupy. Wyczułem, że niektórzy mnie nie lubią. Co się okazało?
Jakaś typowa Julka zauważyła, że na Fejsie mam zdjęcie z Korwinem-Mikke i powiedziała o tym kilku znajomym, a oni nie będą rozmawiać z kimś kto wspiera partię która "chce odbierać prawa kobietom i mniejszościom".
Byłem w szoku. Po pierwsze, to zdjęcie zrobiłem w 2015 gdy byłem młodym gnojkiem i nie za bardzo znałem się na polityce, a wyżej wspomniany pan po prostu wydawał mi się popularny, a na konfederację nigdy nie Głosowałem chociaż brałem udział w trzech wyborach.
Po drugie, czy naprawdę poglądy są ważniejsze od człowieka? Nie poznali mnie a już mnie skreślili na podstawie jakichś domysłów.
Ogólnie większość osób w grupie, to takie pseudo tolerancyjne ziomeczki LGBT z czarnymi parasolkami. Dlatego doszedłem do wniosku, że ograniczę kontakt ze studentami tylko do niezbędnego minimum. Dobrze, że chociaż poznałem kilka osób które traktują mnie normalnie.

#Yy0Rz

Mam 18 lat, mój narzeczony ma 25, więc mogłoby się wydawać, że to on ma więcej doświadczeń w życiu. Jak się okazuje, to ja mam ich więcej.

Od 13 roku życia z powodu różnych zdarzeń, m.in. choroby ojczyma, zostałam tzw. patologią. Zaczęłam pić, palić zioło, po czasie palić papierosy i ćpać.

Aktualnie jestem w związku z chłopakiem, którego uważam za mężczyznę swojego życia. Układa nam się bardzo dobrze, aczkolwiek jest problem. Jaki? Wciąż wraca do mnie przyszłość, czasami zdarza mi się zaćpać, czasami coś odwalić. Mój chłopak nigdy w życiu nie brał i nie brał udziału w żadnej mocnej akcji.

Ostatnio powiedziałam mu, że znowu zdarzyło mi się zaćpać mimo długiej przerwy i teraz on stwierdził, że chce zrobić to samo - wejść w twarde dragi. Jak najbardziej chcę go przed tym uchronić, ale nie wiem jak, bo on wciąż trzyma się swojego zdania. Wiem jakim narkotyki są syfem, ale on nie bierze pod uwagę tego co mówię, on po prostu chce to zrobić "raz". Ale ja wiem, jak kończy się ten "raz". Nie wiem co zrobić. Powoli mam już dość siebie, bo to przeze mnie do tego doszło.

#1nLQf

Od dziecka byłam wielką kibicką Bayernu Monachium. Rok temu, w moje 17. urodziny, nadarzyła się okazja, żeby pojechać z tatą na ich mecz z Wolfsburgiem.

Był 22 września 2015 r. - dokładnie wtedy cudowny Robert Lewandowski strzelił 5 goli w 9 minut. Miałam miejsce najtańsze, za bramką Manuela Neuera - mojego ulubieńca. Ale nieważne, mecz zakończył się wynikiem 5-1, a mi jakoś udało się dostać po autograf.
Stałam i czekałam, aż podejdzie do mnie bramkarz Bawarczyków, ale akurat przed nim był Robert Lewandowski. Ja, kibicka również reprezentacji Polski - sikam w gacie. W końcu do mnie podchodzi, bierze ode mnie zeszyt i przewraca pustą kartkę (!). Popatrzył na mnie z dziwnym uśmiechem i się podpisał.

Na przewróconej stronie było nagie zdjęcie jakiegoś faceta z doklejoną twarzą Roberta Lewandowskiego, które wkleiłam tam ponad 3 lata temu i zapomniałam o tym, żeby je wywalić.

Nie, mój tata o niczym się nie dowiedział, a ja nadal nie mogę uwierzyć, jaka głupia byłam.

#JRN84

Opisz swoją historię - mówi przycisk na wejściu.
Moją (a przecież nie tylko moją) historię opisał Pan Arthur Schopenhauer tymi oto słowy: "Ludzie całkiem zwyczajni są towarzyscy i łatwo znajdują sobie towarzystwo "zacnych, miłych i dzielnych ludzi". Z ludźmi niezwykłymi jest na odwrót, i to tym bardziej im są wybitniejsi, do tego stopnia, że w izolacji swej mają naprawdę prawo do radości, jeśli od czasu do czasu odkryją u kogoś choćby drobny rys, co do którego panuje między nimi jednorodność. Każdy bowiem może tylko tym być dla drugiego, czym tamten jest dla niego. Duchy naprawdę wielkie mieszkają samotne na wyżynach jak orły".

Akurat ja lubię i cenię swoją samotność, ale wiem, że są ludzie, którym ona mocno doskwiera, a zbliżające się Święta wcale ich nie cieszą...
Pozdrawiam wszystkich samotnych cytatem z Goethego, który wieki temu sparafrazował Piotr Kaczkowski w nocnej audycji "Trójka pod księżycem".
"A ty, dobra duszo, omotana fatalnymi uczuciami, czerp pociechę z cierpień świata i pozwól muzyce zostać twym przyjacielem, jeśli skutkiem losu lub własnej winy nie możesz znaleźć bliższego".

#08d38

Kiedy miałam jakieś 5 lat, dobry kolega mojego taty przywoził do nas swojego syna (nazwijmy go Adam). Chłopak rok starszy ode mnie, wszystko fajnie, lubiliśmy się razem bawić, ale nigdy żadne z nas nie powiedziało, że się przyjaźnimy, aż do pewnego dziwnego zdarzenia...

Mianowicie podczas jednej z zabaw, gdy siedzieliśmy sami w salonie, Adam zdjął spodnie i stanął przede mną w swojej pełnej okazałości. Jako że miałam pięć lat, nie zrobiło to na mnie większego wrażenia i bawiłam się dalej. Jednak on podszedł do mnie i trzymając swojego siusiaka uderzył mnie nim w czoło. Byłam lekko zdezorientowana tym co się stało, ale on tylko podsumował to słowami: "Od teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi! Na zawsze!".

Od tego zdarzenia minęło już jakieś 18 lat, a my faktycznie nadal się przyjaźnimy. Cieszę się tylko, że nie uderzył mnie już więcej swoim siusiakiem, aby przypomnieć mi o naszej przyjaźni! :D

#19jMx

Mieszkam z rodzicami na wsi, a co za tym idzie, do ogrzewania domu mamy piec. Dwa lata temu, około września, coś wpadło nam przez komin do domu i utknęło na końcu komina. Wszyscy myśleliśmy, że to jakiś gołąb i że sam sobie poradzi, i uda mu się wydostać, w końcu szyb jest szeroki. Mijał czas, a ptak sam nie wychodził. Mama wielokrotnie mówiła tacie, żeby wyciągnął to zwierzę, bo w nocy drapie pazurami w kominie i nie może przez to spać. Ale tata, jak to na wsi, miał dużo innych zajęć i nie miał na to czasu. W końcu, po dwóch tygodniach, postanowił wyjąć gołębia.

Ku wielkiemu zdziwieniu nas wszystkich w środku była sowa. Bardzo duża sowa, która łypała na nas groźnie ślepiami, ewidentnie obrażona. Gdyby wzrok mógł zabijać, ta sowa zabiłaby nas wszystkich. Jako iż takie zwierze może zrobić komuś krzywdę, a tata nie miał wiele do czynienia z ptakami, zadzwonił po kolegę, który hoduje gołębie. On wyciągnął sowę z komina i wyniósł ją do opuszczonej stodoły, która była u sąsiada.
Po tym incydencie żartowałam sobie, że sowa niosła dla mnie list z Hogwartu, ale pomyliła wejścia.

W tym roku, we wrześniu, w naszym kominie znowu znalazła się sowa.
Chyba naprawdę wysyłają mi listy z Hogwartu :D

#lkJo0

Sytuacja miała miejsce 5 lat temu.
Mam syna. Wtedy 24-letni, krótko po studiach, zatrudnił się w Chinach.
W piątkowy wieczór, po pracy, postanowił się rozerwać i udał w rajd po okolicznych barach i klubach. Późną nocą wrócił do wynajmowanego mieszkania i udał się na zasłużony odpoczynek. Parę godzin później ciśnienie w pęcherzu zmusiło go do wstania i udania się do łazienki.

Półprzytomny, zaspany, skacowany wszedł do łazienki i zamknął drzwi. Wtedy otworzył oczy. Pomylił się o metr. To były sąsiednie drzwi. Okazało się, że stoi na klatce schodowej, bez kluczy, telefonu itd., za to w kompletnym negliżu. Inaczej mówiąc, goły jak święty turecki, a drzwi zatrzaśnięte. Sobota, 6 rano, zimno, nikogo w okolicy nie zna.

Zapomniał o sikaniu i kacu, poszarpał klamkę, posiłował się z drzwiami i zrozumiał, że potrzebuje pomocy.
Zaczął schodzić na dół (mieszkał na 4 piętrze bez windy), nasłuchując, czy nikt nie idzie i zasłaniając przyrodzenie rękami. Na półpiętrze leżały jakieś śmieci po remoncie któregoś z mieszkań. Wśród nich skarb. Papierowy worek po cemencie i zdezelowana szpachelka.

Chwila kombinowania i szpachelką wyciął w worku otwory na nogi. Ubrał się w to cudo. Worek leżał idealnie. Dopasowany w biodrach, lekko opinający brzuszek, sięgał aż do pach. Tak wystrojony zapukał do najbliższego sąsiada.
Otworzył mu zaspany Chińczyk w średnim wieku. Syn na migi (sąsiad nie mówił po angielsku) tłumaczył, że drzwi zatrzaśnięte, a kluczy nie ma. Sąsiad popatrzył, podumał, wziął telefon i zaczął dzwonić. Nawet mu powieka nie drgnęła, nie okazał zdziwienia ani rozbawienia, jakby "biały" w worku po cemencie to była normalka.

Po skończonej rozmowie telefonicznej udał się z synem pod zatrzaśnięte drzwi i dał do zrozumienia, że trzeba czekać. Po piętnastu minutach przyjechał fachowiec. Z kamienną twarzą, bez zdziwienia, zabrał się do pracy. Wyciągnął wizjer, wsadził drucik, pogmyrał, złapał klameczkę, pociągnął i drzwi stały otworem. Dwie minuty. Zainkasował 100 juanów (ok. 50 zł) i pojechał.
Synek z ulgą wpadł do domu. Przypomniał sobie o sikaniu, uzupełnił płyny, opłukał z resztek cementu i poszedł spać.

Syn do dziś cieszy się, że Chińczycy nie okazują emocji. W ich kulturze okazywanie złości, zdziwienia, śmiechu jest uważane za utratę twarzy, brak wychowania. I jedna nauczka na przyszłość: syn już nie sypia na golasa. Zawsze ma na sobie majtki.

#3NNZC

Od kilku lat cierpię na agorafobię, fobię społeczną, lekką depresję, mam lęki obsesyjno-kompulsyjne i często mam derealizacje. Przez moje zaburzenie nie mogę żyć jakbym chciała, strach i lęk mną manipulują. Paraliżuje mnie to i nie pozwala iść naprzód.  Terapie nie pomagają.

Teraz będę brać leki. Moje myśli na temat takich lęków mnie przerażają – że jestem chora psychicznie, że nie będę wiedziała co robię po lekach, bo nie będę miała kontroli. Najbardziej boję się, że będę musiała brać je do końca życia i nigdy nie będę sobą.
Dodaj anonimowe wyznanie