#m7W9L

Kilka dni temu miałem nieprzyjemną sytuację. Mianowicie od jakichś 8 lat chodzę w jednej, tej samej czapce z daszkiem. I to nie jest tak, że tylko w lato. Noszę ją codziennie, nieważne - niedziela, święto, czapka musi być.

Szkoła, lekcja biologi. Nauczycielka czepiająca się wszystkiego, w tym mojej czapki, której nie ściągam praktycznie w ogóle. Podeszła do mnie, szybkim ruchem zdejmując mi czapkę, i wrzuciła ją do kosza na śmieci. Poryczałem się na środku klasy, osuwając się na podłogę. Ta strzeliła facepalma, bo dla niej to tylko czapka.
Na szczęście miałem tam swoich przyjaciół, którzy pomogli mi wstać z ziemi i przynieśli mi moją własność. Wszyscy w klasie patrzyli się na mnie jak na jakiegoś dziwaka.
I teraz też nie rozumieją, co się wtedy stało.

To była jedyna pamiątka po moim martwym ojcu. Założył mi tę czapkę i wyniósł mnie z płonącego domu, ratując mnie, a samemu umierając. Od tamtego momentu noszę ją codziennie. O tym, co ta czapka oznacza, wiedzą tylko moi najlepsi przyjaciele...

#Tk9if

Zmieniłam pracę. Jedynym plusem nowej są lepsze pieniądze. Od pierwszego dnia pracy dziwnie w niej, ładnie mówiąc, pachniało. Codziennie oglądałam swoje buty, czy czasem coś sama nie wniosłam. Każdy już pewnie wie, że chodzi o kupę. Zapach był raz mocniej wyczuwalny, raz słabiej. Byłam nowa, więc wstydziłam się zapytać. Po miesiącu pracy odważyłam się poruszyć temat, a wtedy poszła lawina, każdy zaczął się przyznawać, że też to czuje.
W tym dniu nie było naszego prezesa i zapach był słabo wyczuwalny, pod koniec dnia przyjechał do nas na chwilę, przeszedł, a ja myślałam, że zwymiotuję. To on! Człowiek, który ma tysiące, jak nie miliony na koncie, a z higieną mu nie po drodze...

Pracy nie zmienię, ale teraz codziennie mu się przyglądam. Ten człowiek po jedzeniu nie myje, tylko oblizuje sztućce i wkłada z powrotem do pojemnika z czystymi (!). Idąc do toalety nie spuszcza wody, nie mówiąc o myciu rąk... I żeby chociaż to staruszek był, ale to młody mężczyzna! A fuuuu...

#uG43G

Miał ktoś z Was, kiedyś nie przyjemną sytuację z kurierem? Bo ja tak! Nie mam na myśli DPD, InPost czy DHL. Niestety nie zawsze jest możliwość, wybrania dostawy z powyższych firm. Kilka razy, z przykrością, musiałam zamówić ją od UPS.

Pierwsza sytuacja: Spora komoda, przyszła w trzech pudełkach. Pytam kuriera, czy pomoże wnieść ją do domu, na co on oburzony: ALE JA MAM TYLKO DWIE RĘCE! A KARTONÓW JEST 3!
Druga sytuacja: Kolejny spory gadżet. Bałam się o jego stan, więc zapytałam, czy dostawca poczeka aż sprawdzę przy nim, czy nic się nie uszkodziło. On odpowiedział krótko: DOBRANOC. Wsiadł do samochodu i odjechał.
Trzecia sytuacja: Byłam sama w domu (jest spory, ma parter i dwa piętra). Akurat wynosiłam pranie na samą górę. Kurier zadzwonił, że JEST Z PRZESYŁKĄ I CZY MOGŁABYM PRZYJŚĆ DO DRZWI. Starałam się jak najszybciej zbiec po schodach. Otwieram drzwi i pusto. Paczka leży przy bramie, na zabłoconym trawniku. (Pomyślałam sobie: tak ku**a, pod drzwi). Podeszłam pod samochód. Kurier odsunął szybę: NASTĘPNYM RAZEM PROSZĘ SOBIE ZAMÓWIĆ DO PACZKOMATU, JA NIE MAM PÓŁ DNIA ŻEBY CZEKAĆ, AŻ KTOŚ DO MNIE PODEJDZIE!
Zdenerwowałam się: Niech pan się zamknie i jedzie stąd najszybsze jak się da! Spokojna pana rozczochrana, już nigdy więcej nie zamówimy dostawy w waszej firmie! Żegnam!

Dla kogoś to głupota, a ktoś może miał podobnie..?

#HfqRB

Nie będzie to historia paranormalna, ale typu "creepy".
Nikt mi nie uwierzy, ale muszę to wyrzucić.

Moi rodzice wyjechali, zostałam sama w domu. Zamknęłam dom, okna... chyba wszystko. Kiedy dochodziła godz. 1 w nocy, poszłam do łazienki po treningu, a że zapach nie był najprzyjemniejszy, otworzyłam największe okno - balkonowe w moim pokoju. Mieszkam na górnym piętrze, okno wychodzi na ulicę.
Kiedy wróciłam po 30 minutach i podeszłym zamknąć okno, zobaczyłam mężczyznę. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że gapił się w okno. Po prostu stał i patrzył wprost na mnie. Uśmiechnął się do mnie i wskazał na mój dom. Zaczęłam się drzeć. Po prostu. Miałam nadzieję, że usłyszy mnie pół ulicy. A gość pomachał mi. Nie wytrzymałam i dalej się darłam. Schowałam się za firanką, po minucie znowu wyjrzałam za okno. Już go tam nie było.

Uświadomiłam sobie, że ten gość WSKAZYWAŁ MI NA DRZWI WEJŚCIOWE. Co zrobiłam? Wyszłam przez balkon i przeszłam na ten sąsiadujący obok. Waliłam w okno, aż ktoś otworzył (moja sąsiadka i jej mąż). Powiedziałam co się stało, a oni od razu zeszli ze mną na ulicę i podeszliśmy do moich drzwi, łatwo przeskakując przez płot. W moich drzwiach były dorobione klucze, a na ziemi leżały oryginalne.
Zadzwoniliśmy na policję i do moich rodziców. Z domu nic nie ubyło, nikogo nie było też w środku (drzwi nie zostały otworzone), policja wszystko sprawdziła. Zmieniliśmy zamki, dodaliśmy alarmy.

Wiecie co mnie jednak bardziej martwi? To, że kluczy do drzwi nie da się dorobić w 30 minut. To musiało stać się szybciej, a nie w tę noc.

#iR5Cb

Mam 17 lat, a moje życie to dramat. Ojca brak, matka nałogowo pije i pali, a do tego trójka rodzeństwa.

Jestem najstarsza, więc duża część obowiązków domowych spada na mnie. Nie uczę się w szkole dziennej, tylko zaocznej. Za każdym razem gdy chcę wyjść, wszystkim domownikom zmieniają się plany i wychodzi tak, że ja muszę zostać z najmłodszą siostrą, a inni wychodzą i bawią się w najlepsze. Każda próba rozmowy i wytłumaczenia w czym leży problem kończy się awanturą. Nawet w weekendy wolne od szkoły nie mogę wyjść z domu na dłużej niż trzy godziny, bo zaczynają się telefony, że ja nic nie robię, a i tak sobie wychodzę. Dodam, że najmłodsza siostra dużo choruje i często zostaje w domu, ale gdy jest zdrowa, to ja codziennie rano wstaję wcześniej, mimo że mogę spać do której chcę, szykuję i zaprowadzam ją do przedszkola - może to robić moja mama lub siostra, ale zawsze jestem to ja.

Przez to, że nie zdałam klasy w liceum musiałam zmienić szkołę na zaoczną, no i teraz przy każdej okazji mama i siostra wypominają mi, że jesteśmy tępym leniem i tylko marnuję tlen. W tygodniu chciałabym iść do pracy, żeby zacząć odkładać na wyprowadzkę, ale moja mama sama się nie zgadza, mimo że później często mówi, żebym zaczęła się dokładać do rachunków. Wiadomo, podstawowe rzeczy mam zapewnione - jedzenie, prąd, woda i ubrania. Gdy chcę jakieś lepsze ubrania, za wszystko sama płacę, ale gdy moja siostra czegoś potrzebuje, moja mama jej na to po prostu daje i tłumaczy tym, że póki zdaje szkołę, to ona w to nie ingeruje, a powinna, bo siostra rok młodsza, a pije alko i pali, ja jesteśmy starsza i w życiu alkoholu nie tknęłam. Nigdy nie miała ze mną problemów wychowawczych, nie miałam chłopaka, nie uczestniczyłam w życiu społecznym, ale i tak ja jestem gorsza, bo czasem nie mam siły pozmywać po pięciu osobach rzeczy z trzech dni.

Istotne jest to, że matka pracuje jakieś dwa-trzy miesiące, mi wisi koło 700 złotych i nie śpieszy jej się, żeby zacząć to spłacać, nawet kieszonkowego nie dostaję, ale jak siostra coś chce, to ma. W trakcie pandemii to wszystko się wzmogło, bo w ciągu roku przytyłam ponad 15 kg i mam nadwagę, więc jestem z tego powodu wyśmiewana nawet przez rodzinę. Każda próba zmiany kończy się na ich śmiechu, co ostro mnie demotywuje. Nie mam zbytnio znajomych, a ci których mam mówią, że dawno by oszaleli - ja już dawno to zrobiłam, teraz jest tylko obojętność na zmianę z myślami samobójczymi... Nie ukrywam, chętnie bym to zrobiła, gdyby nie pewność, że moja matka kompletnie by się stoczyła, a rodzeństwo wylądowało w domu dziecka. Szczerze? Nawet gdy to piszę, nie robi mi się lżej na sercu, a gdy to czytam, to wszystko mnie bardziej dobija. 
Jeśli ktoś ma jakąś radę, to błagam - powiedzcie.

#LnkNK

Krótka historia z dawnych lat. Za czasów gimnazjum zacząłem spotykać się z pewną dziewczyną, nazwijmy ją Ala.
Odprowadzałem Alę po szkole do domu, idziemy trzymając się za ręce. Po drodze wstąpiliśmy do sklepu, żeby kupić sobie po Tymbarku.
Idąc dalej otworzyłem napój, a Ala z automatu zapytała co jest napisane pod kapslem. Odwracam kapsel, czytam na głos:
- Daj pyska!
Na co ona odpowiedziała, że chętnie i mnie pocałowała.

Ot, historia mojego pierwszego pocałunku :D

#8Ldu2

Od jakiegoś czasu miewam duszności. Pojechałam z rodzicami do lekarki, bo jako że mam dużo alergii, to myśleliśmy, że to astma. Dostałam jakieś leki, ale po jakimś czasie duszności wróciły. Dziś znowu byłam u lekarki, zmieniła mi leki na alergię, ale powiedziała, że duszności mogą być spowodowane stresem. I niestety jest to możliwe, bo dostałam ostatnio kilka słabych ocen w szkole, poza tym odkąd urodził się mój brat moja mama jest strasznie nerwowa, ciągle na mnie wrzeszczy i się wścieka o byle głupoty. Kilka razy się przez nią cięłam i choć staram się tego nie robić, czasem mi się zdarza (o czym nikt nie wie). Tata jak usłyszał od lekarki, że to może być przez stres, powiedział, że porozmawia z mamą, ale wiem, że to i tak nic nie da...
Tak po prostu chciałam komuś o tym powiedzieć.

#QbhRq

Wyznanie nie będzie dotyczyło mnie, lecz konkretnie mojej siostry.

Na początku lata moja siostra miała wypadek samochodowy. Czołówka, żadnych świadków. Mama natychmiast przyjechała na miejsce. Pełno krwi, samochody rozłożone na części pierwsze. Pan, z którym zderzyła się siostra miał 40 lat. Stan krytyczny, zmarł na stole operacyjnym następnego dnia, a moja siostra wyszła ze szpitala po 2 tygodniach. Oczywiście, nogi, ręce, żebra połamane, wstrząs mózgu, który spowodował zanik pamięci, ale dzięki Bogu cudem wyszła żywa. Milimetry decydowały o jej życiu.

Wracała powoli do zdrowia, wszystko układało się dobrze. Z braku innego zajęcia zaczęła przeglądać portale informacyjne. Znalazła wpis o swoim wypadku, spojrzała na komentarze. Każda osoba z ponad stu obwiniała ją o spowodowanie tego zdarzenia (oczywiście anonimowo). A dlaczego? Nie dlatego, że źle czy szybko jeździła. Jedynym powodem było to, że była młodym kierowcą. Tylko tyle wystarczyło, żeby zrujnować komuś życie.

Popadła w depresję. Znalazłam jej list, w którym się z nami żegnała. Zaczęliśmy całą rodziną chodzić do psychologa. Na szczęście nam pomógł, siostra przestała być cieniem siebie.

Rok później odbyła się rozprawa. Okazało się, że 40-letni pan miał chorobę, która nie pozwalała mu wsiadać za kierownicę, wiedział o tym, a mimo to prowadził. To on spowodował wypadek.

Błagam, uważajcie co publikujecie w internecie, bo czasami to, co piszecie może być ostatnim, co inna osoba przeczyta w swoim życiu.
Dodaj anonimowe wyznanie