#JheWc

Jedź zimą na myjnię.
Rano zamarzną ci zamki.
Wejdź do auta przez bagażnik, który się zatrzaśnie. To nic, że wyglądasz jak złodziej i sąsiedzi się na ciebie patrzą jak na debila. Od środka też zamki pozamarzały.
Pozwól zatrzasnąć się w swoim własnym aucie.
Kto wygrał życie?



Mój samochód.

PS Nie, nie miałam odmrażacza do zamków.
PS 2 Wydostałam się.

#zZdqL

Opowiem Wam tutaj perypetie związane z moim  „ojcem”. Mam nadzieję, że się uśmiechniecie.

Cofnijmy się w czasie do lat 90. Gość pojawił się w moim życiu niemal znikąd. W momencie spotkania miałem 14 lat i byłem zbuntowanym gówniarzem, kompletnie niezainteresowanym piłką nożną (co istotne dla dalszej części wyznania). Ojciec nagle zapragnął kontaktu ze mną i próbował nadrobić stracone lata. Od samego początku go nie lubiłem i nigdy niczego od niego nie chciałem. Ale on nie ustępował, pragnął spotkań, dzwonił, narzucał się straszliwie. Któregoś razu zaprosił mnie do siebie do domu. Odwiedziłem go tylko dlatego, że poprosiła mnie o to mama. W jego mieszkaniu zauważyłem wtedy mały ołtarzyk poświęcony jednemu z klubów piłkarskich grających w naszym regionie. Jakiś szalik, proporczyk, zdjęcia piłkarzy i nawet zeszyt z wycinkami z gazet. Zwróciłem uwagę, że ojciec traktuje to z nabożną niemal czcią. Jak wspomniałem wcześniej, piłką nożną nie interesowałem się wtedy wcale. Owszem, kojarzyłem ze względu na napisy na murach, że w mieście są dwa kluby, że jedni grają w koszulkach koloru takiego, a drudzy innego. Wtedy w mojej głowie pojawił się szatański plan. Stwierdziłem, że zrobię staremu zgredowi na złość i skoro on kibicuje klubowi X, to ja zacznę identyfikować się jako fan zespołu Y.

Wiedziałem, że mój dość bliski kumpel chodzi na ich mecze. Któregoś razu w szkole zagadałem, czy mogę wybrać się razem z nim. Oczywiście przystał na moją propozycję.

Nawet nie macie pojęcia, jak się w to wkręciłem. Zarówno w piłkę nożną, jak i w całe życie dookoła klubu. Zacząłem być stałym bywalcem na meczach u siebie, jeździłem na mecze po całej Polsce (dobiłem do 87 wyjazdów i już wystarczy). Aktywnym kibicem byłem ponad 20 lat. Przeżywałem z moim klubem spadki i awanse, sukcesy i porażki. Smaku zwycięstwa nad lokalnym rywalem nie zamieniłbym na nic innego. Na trybunach poznałem kumpli na (mam nadzieję) całe życie. Przeżyłem całą masę niezapomnianych przygód i miałem niesamowicie barwną młodość. Mimo że jestem już niemal 40-letnim facetem, a młyn i szalik zamieniłem na sektor rodzinny, to już jako dorosły facet zrobiłem uprawienia trenerskie do pracy z dziećmi.

Obecnie przychodzę na stadion z żoną i ukochanym synkiem, dorabiam trenując dzieciaki w lokalnym klubie sportowym. A to wszystko dlatego, że postanowiłem zrobić na złość facetowi, który mnie spłodził.

Pewnie jesteście ciekawi, jak zareagował ojciec, kiedy dowiedział się o mojej nowej pasji. Sęk w tym, że spotkanie, które zmieniło moje życie, było naszym ostatnim. Od tamtej pory nie rozmawialiśmy ze sobą ani razu. Podejrzewam, że do tej pory żyje w błogiej nieświadomości ;)  Natomiast jeżeli jakimś cudem to czytasz... Dziękuję ci „tato” za wskazanie mi właściwej drogi ;)

#Lcixg

Od kilku dni jestem chora, gorączka 38 stopni, poszłam więc do przychodni. Wiadomo, jak to w przychodni, same starsze panie i dzieci. Tym razem przyszedł ktoś jeszcze. Był to miejscowy dresik, zapalony fan siłowni. Pierwsze co zrobił, to zaczął opowiadać wszystkim, że przez wizytę u lekarza straci dzisiejszy trening. Na dowód miał ze sobą torbę na ramię, w której trzymał strój.
Dobra, znacie sytuacje, wiec przejdę do sedna.

Dresik stanął w otwartych drzwiach do gabinety, oparł się o framugę, a następnie...
zaczął nakurwiać coś w stylu pompek. Po skończonym treningu zaczął zaczepiać starszą babinkę, odpalił telefon i pokazywał jej zdjęcia, na których uwiecznione są jego postępy z siłowni. Po wszystkim usiadł sobie grzecznie w słowiańskim przykucu i czekał na swoją kolej.

#w7ZXZ

Historia bodajże z klasy 2.
Przed wyjściem do szkoły zjadłam sobie czekoladkę z adwokatem.
Potem mieliśmy lekcję z panami policjantami. Pokazali nam okulary, przez które można zobaczyć jak widzi pijana osoba, a ja zrozumiałam, że zobaczą, czy ktoś pił jakiś alkohol. Strasznie się zestresowałam, że wykryją tę czekoladkę.

#nQI0W

Macierzyństwo... Ostatnio weszłam na pewne forum i zobaczyłam, jak wiele jest takich kobiet jak ja. Zaszły w ciążę, bo mąż chciał, bo rodzina naciskała, bo już po 30., bo lekarz powiedział, że to ostatni moment. Myślałam, że tylko ja jestem jakaś dziwna, bo nie kocham swojego dziecka.

Ciążę przeszłam bez żadnych dolegliwości, przytyłam raptem 7 kg, nie nie wierzył, że rodzę za dwa tygodnie. Poród też sobie zaplanowałam, cesarka, raz-dwa i było po wszystkim, a na następny dzień do domu. Rana troszkę ciągnęła, ale już po dwóch dniach latałam z odkurzaczem po domu. I wtedy endorfiny zaczęły spadać, a ja zderzyłam się z rzeczywistością. Od razu wiedziałam, że macierzyństwo jest nie dla mnie i jestem udupiona na kolejne 10 lat. Po dwóch tygodniach miałam tak dość, że błagałam męża o oddanie syna. Wszyscy powtarzali mi, że z czasem będzie lepiej. Minął miesiąc, trzy, pół roku, a ja nienawidziłam swojego życia i swojego dziecka. Kiedy Antoś skończył 10 miesięcy, było jeszcze gorzej. Rzucanie zabawkami, ząbkowanie, gryzienie, szczypanie, wiszenie na mnie przez cały dzień. Powiedziałam szczerze mężowi, że nie chcę być mamą, że to nie dla mnie, że jeśli dalej tak będzie, to się zabiję. Wyśmiał mnie, powiedział, że przesadzam. Odeszłam, wyprowadziłam się, bo nie potrafiłam tak żyć. Nie mówię, że było to proste, bo jednak przywiązałam się do swojego dziecka, do tego musiałam porzucić męża, którego bardzo kochałam, swój dom i dotychczasowe życie.

Antek ma dziś 5 lat. Mąż ułożył sobie życie i razem z nową partnerką wychowują syna. Nie wtrącam się, wolę żeby Antoś miał normalną rodzinę i myślał, że ta kobieta jest jego mamą. Płacę alimenty i mąż czasem wysyła mi jego zdjęcia, ale to tyle. Nie żałuję, że to zrobiłam. Moje życie wróciło do normy, pracuję, mam hobby i mężczyznę, który podziela moje poglądy i nie rwie się do bycia tatusiem.

Myślę, że czas przestać słodzić macierzyństwo. Prababki powielały te kłamstwa babciom, babcie mamom, a mamy nam. Bo to takie cudowne, bo tak trzeba. Nie wrzucam wszystkich kobiet do jednego worka i wiem, że pewnie więcej mam lubi tę rolę, ale jest dużo kobiet, które myślą podobnie tak jak ja, że macierzyństwo niszczy nam życie. Niestety większość z poczucia obowiązku nie porzuci dziecka i tkwi w tym nieszczęśliwym „związku” długie lata.

Do osób, które nie mają dzieci, ale mnie skrytykują, że przecież nie musiałam sobie rodzić dzieci, mogę się jedynie uśmiechnąć i życzyć, żeby wam (jeśli się zdecydujecie) rodzicielstwo się udało i powiedzieć, że nie wszystko jest albo tylko czarne, albo tylko białe.

#oc1tI

Godzina 14:00. Siedzę w poczekalni, czekając na wizytę u lekarza, patrzę, wchodzi babunia. Lat około 90. Futro, beret i bliżej nieokreślone buty, coby ciepło w stópki było. Zmachana staje przed drzwiami numer 2 i wypala:
- Dzień dobry, kto z państwa ostatni do lekarza Kowalskiego?
Ludzie odpowiadają, że nikt. Babunia się ucieszyła i siadła na krześle:
- No to będę pierwsza!

Wszystko fajnie, pięknie. Szkoda, że lekarz przyjmował dopiero od godziny 16.

#56Fby

Gdy miałam 6 lat, mama postanowiła przepisać mnie do innego przedszkola. Kiedy wielkimi krokami zbliżał się mój długo wyczekiwany pierwszy dzień w nowej "zerówce", mój starszy o 8 lat brat powiedział mi, oczywiście z grobową twarzą, żebym pod żadnym pozorem nie korzystała z przedszkolnej toalety, ponieważ zarażę się wirusem HIV, a potem umrę.

Uwierzyłam mu.
Nie poszłam do toalety przez cały dzień i zasikałam sobie nowiutkie, białe rajstopki w truskawki.

#l9QJ4

To nie jest żadna prowokacja, więc proszę nie wyśmiewajcie mnie, drodzy Anonimowi.

W przyszłym miesiącu mam szesnaste urodziny. Od trzech miesięcy mam chłopaka. To mój pierwszy chłopak w życiu (wcześniej miałam tylko kolegów). Jestem dziewicą i chcę, żeby na razie tak pozostało, bo nie jestem jeszcze gotowa na seks. Chłopak (on jest o rok starszy) powiedział, że to rozumie i nie będzie mnie naciskał. Ostatnio powiedział jednak, że chce żebym mu w takim razie zrobiła loda. Tego też nigdy nie robiłam. Nie wiem jak i szczerze mówiąc trochę się brzydzę brać do ust coś, czym faceci sikają. Na to też nie jestem gotowa. Boję się jednak, że on mnie wyśmieje od dzieciaków i zostawi. Zależy mi na nim i nie chcę się rozstawać. Z drugiej strony nie wiem czego oczekiwałam? Skoro zgodziłam się być jego dziewczyną (a naprawdę tego chciałam, bo on mi się podoba i go lubię, nie zrobiłam tego przez jakąś presję), to powinnam być też gotowa na takie rzeczy, no ale jednak nie jestem.

Czy wszystkie dziewczyny muszą robić swoim chłopakom loda? To normalne? Może jestem jakaś dziwna i niedojrzała? Wiem, że moje koleżanki już to robiły, ale wstydzę się z nimi porozmawiać o moich odczuciach, bo mnie wyśmieją. Nie mam siostry. Z bratem nie będę przecież rozmawiała o takich rzeczach. Z mamą mam skomplikowane relacje, więc to też odpada. Nie mam się do kogo zwrócić. Powiedzcie mi, co tym myślicie i proszę, nie śmiejcie się ze mnie. To dla mnie naprawdę ważna sprawa, a nie żaden żart. Z góry dziękuję.

#qdyZB

Jakiś czas temu związałem się z matką wychowującą samotnie dziecko. Niestety, jej córka od początku mnie nie akceptowała. Mimo że starałem się zaskarbić jej przychylność, starałem się być miły, wyrozumiały, nie obrażałem się, gdy mi docinała, tłumaczyłem, że wcale nie chcę zastąpić jej nieżyjącego tatę, że chciałabym zostać jej przyjacielem, że kocham jej mamę, mimo że kupowałem różne prezenty, że jeździliśmy we troje do cyrku, do parku rozrywki, jedliśmy pizzę, lody itd., to i tak mnie nie lubiła.

Gdy po roku wprowadzali się do mnie, urządziła prawdziwą awanturę, że rujnuję jej życie, że musi zostawić koleżanki i przeze mnie zmieniać szkołę, że jestem najgorszym złem, które jej się w życiu przytrafiło, że nienawidzi mnie, żebym zdechł itd. No po prostu resztki włosów stawały mi dęba na głowie, gdy słyszałem co ta smarkula wykrzykuje. Omal nie dostała w twarz od matki, ale zdążyłem wkroczyć między nie i rozdzielić.

Nigdy nie usłyszałem „przepraszam” za tamte życzenia śmierci. Nie usłyszałem też „dziękuję” za nowego laptopa. Kupiłem, bo był jej po prostu potrzebny do nauki. Panowały wówczas lockdowny i czasy zdalnej nauki. Jej stary lapciak wieszał się co chwila i mulił niesamowicie.

Obecnie mamy maj 2022 r. Wraz z wiosną nastąpiła dziwna metamorfoza w zachowaniu dziewczyny. Nie tylko przestała się boczyć na mnie, nie tylko przestała traktować mnie jak najgorszego wroga (cud, że to wytrzymywałem), ale zaczęła się normalnie odzywać, normalnie zachowywać itd. Ale największego szoku doznałem, gdy wybierając się na ryby usłyszałem od niej pytanie, czy może jechać ze mną. Ona i ja? We dwoje? Aż zatkało. Oczywiście zgodziłem się. No i faktycznie pojechaliśmy we dwójkę.

Brzeg jeziora, sami na odludziu, dookoła krzaki i moje dwie wędki nad powierzchnią wody. Ja łowiłem, a ona chyba się trochę nudziła. Żałowała, że zapomniała stroju kąpielowego. A potem zdjęła dżinsy i koszulę i zaczęła się opalać bez stroju. W samych majtkach. Nawet stanika nie miała.

Przepraszam bardzo, ale to nie jest już małe dziecko. Ona ma piersi. Co prawda jeszcze drobne, no ale jednak ma. Dziwne, że się nie wstydzi. Biologicznego ojca powinna się wstydzić a co dopiero mnie  – „obcego” faceta.

Nic na to nie powiedziałem. Udawałem, że nie zwracam uwagi. Ona leżała obnażona, a ja obok łowiłem dalej. Po powrocie jej matce też nic nie wspomniałem o dziwnym zachowaniu córki. Boję się jednak, że ona coś kombinuje. Że moja radość z nagłego ocieplenia relacji jest przedwczesna. Niby od paru dni jest spokój, wręcz wspaniale, jak nigdy dotąd, ale mam wrażenie, że to cisza przed burzą. Obym się mylił.
Dodaj anonimowe wyznanie