Od zawsze interesowałem się mechaniką samochodową. Nie poszedłem do zawodówki, bo rodzice kazali do liceum. W wakacje zawsze pracowałem u mechaników jako przynieś, podaj, pozamiataj. Studiowałem zaocznie, w tygodniu pracowałem w warsztacie. Po studiach postawiłem wszystko na jedną kartę. Otworzyłem zakład mechaniki samochodowej. W mojej firmie nigdy nie brakowało pracy, dobrałem sobie fajny zespół. Dostałem pierwszych uczniów na praktyki. Powiedziałem do kolegów, że mają ich traktować z szacunkiem, godnością i po prostu po ludzku. Z roku na rok coraz więcej uczniów chce u mnie odbywać praktyki. Dlaczego? Wszyscy wszystko spokojnie tłumaczą, nie dają im jakichś dziwnych rzeczy do roboty, każdy do każdego ma szacunek.
Co w tym anonimowego? A to, że sam będąc młodym, doświadczałem w pracy wyzwisk, obelg, szarpania, wydzierania się, co powodowało u mnie większy stres, a w efekcie głupie błędy. Starzy mechanicy ciągle mi dogryzali hasłami „Co, wielki studencik się znalazł i na warsztacie dorabia? Matoł! Roboty się naucz, pajacu”. Na końcu jeden z nich powiedział, że to był test na odporność na stres. Jak poszedłem do szefa na skargę, to usłyszałem, że w sumie mnie zwalnia, bo wywyższam się tym, że robię studia. Taka sytuacja nie miała miejsca, ale OK, jego prawo.
Niedawno wystawiłem ogłoszenie, że szukam mechanika do pracy. Dostałem CV, umówiłem się z gościem na rozmowę. Siada przede mną... mój „oprawca”. Nie pamiętał mnie, ale ja go dobrze zapamiętałem. Rozmawiam z nim i mówię, że tydzień próbny. BEZPŁATNY. Zgodził się. Podpisał. W piątek ok. 16.00 zawołałem go do siebie i mówię, że fajnie pracuje, widać, że zna się na rzeczy, ale chamów tutaj nie chcę. Był zdziwiony, bo taki kulturalny itd. Spojrzałem na niego i przypomniałem mu, skąd się znamy. Zbladł. Zaczął mnie przepraszać, błagać o pracę. Z poprzedniej firmy odszedł, bo nie mógł więcej zarobić, a ma chore dziecko i błaga o wybaczenie i o pracę. Zrobiło mi się go szkoda, ale chwilę się zastanowiłem i powiedziałem, że karma do niego wróciła w postaci chorego dziecka. Dostał furii, zaczął się wydzierać, wyzywać mnie, moich pracowników, mówił, że spali mi warsztat, że do PIP-u pójdzie, że skarbówka mnie zniszczy. Dodałem, że „to był test odporności na stres”, a jego problemy życiowe mnie g... interesują. Facet pękł, zaczął płakać, że chora córka, że błaga, przeprasza. Byłem nieugięty. Pracownicy wszystko słyszeli. Powiedziałem im całą historię i przyznali mi rację.
Czy zrobiłem dobrze? Czy zrobiłem źle? Nie wiem. Z jednej strony szkoda faceta, że chore dziecko, ale z drugiej... Ile miałem stresu, nerwów, nieprzespanych nocy, ile leków uspakajających, ile wszystkiego... Gdy za „młodego” szedłem do pracy, ręce trzęsły mi się ze strachu przed tym gnojem.
Pamiętajcie jedno – każdego należy szanować, bo karma kiedyś wróci.
Zastanawialiście się kiedyś jak w najgłupszy sposób stracić dziewictwo i nie mogliście znaleźć odpowiedzi? W tym oto wyznaniu wam odpowiem...
Był ciepły letni dzień i byłam ubrana w samą sukienkę (bez bielizny). Miałam jakoś 6 lat, siedziałam z siostrą w kuchni przy stole i jak to dziewczynki w wieku 6-8 lat rysowałyśmy, wycinałyśmy (typowe takie artystyczne rzeczy). W pewnym momencie stwierdziłam, że w sumie znudziło mi się już rysowanie i chciałam wyjść, ale niestety Asia siedziała przy wyjściu i nie chciała mnie wypuścić.
Na szczęście (albo i nie) do mojej główki wpadł pomysł, że przecież można przejść po stole. Jak pomyślałam, tak zrobiłam... Pech chciał, że źle ustawiłam stopę i rozkrokiem (?) wpadłam na klej, który przebił moją błonę dziewiczą... Oczywiście bez krzyku, płaczu i histerii nie mogło się to skończyć... Nigdy nie zapomnę przerażonej miny mamy, kiedy mnie zobaczyła i musiała wyciągnąć mi ten klej...
Ciągle trochę głupio mi o tym mówić, chociaż minęło już sporo czasu.
Siedzę i wspominam moje pierwsze w życiu obchodzone urodziny. Mam takie szczęście, że obchodzę je w wakacje i przypadają tydzień przed wypłatą obojga rodziców (sama nigdy nie miałam pracy, bo wiadomo, 14-latki nie przyjmą). Siedzę sobie zastanawiając się, co bym dostała, gdybym miała urodziny w tym samym dniu, co moja rok starsza siostra, która zawsze dostaje to, co najlepsze.
Była szesnasta, a każdy był zajęty sobą. Nagle druga starsza siostra (22 lata) wraca z pracy i podchodzi do mnie „Chodź, dzieciaku, idziemy się przejść”. Kazała mi spakować się na plażę, co zrobiłam. Po zabawie w wodzie powiedziała, że teraz idziemy na wesołe miasteczko i potem na pizzę. Na koniec dnia wracamy do domu, ona wyciąga jakąś torbę z kryjówki i zaczyna mi śpiewać sto lat. Okazało się, że dostałam słuchawki, o których zawsze marzyłam.
Wieczorem powiedziała mi, że chciała zapewnić mi rewelacyjne urodziny chociaż ten jeden raz. Nie mówiła mi, że jest zmęczona i nie ma siły, mimo że było to po niej widać. Mówiłam jej, żebyśmy poszły do domu, ale wolała spędzić ze mną cały dzień.
Teraz, rok później, siostra szuka pracy, bo tamtą straciła, więc ponownie nie miałam urodzin. Mimo to cieszę się z tego, że chociaż raz mogłam zaznać czegoś takiego jak „impreza urodzinowa”.
Spaliłam go...
Kilka lat temu, gdy byłam mała, moja babcia pracowała na fermie. Marudziłam, że bardzo chciałabym mieć małego kurczaczka, więc moja babunia wzięła jednego i przywiozła mi go w kartonie...
Pewnego dnia, gdy bawiłam się z nim, chciałam go ogrzać, a mój dom ogrzewał duży kaflowy piec. Nie wiem jak to się stało, ale przypadkiem wrzuciłam go tam.
Do teraz ciężko to wspomnieć.
Słyszeliście o rodzicach celowo robiących dzieciom obciach? Mój był w tym mistrzem.
Wieczorem o 19 wołał mnie przez okno na dobranockę. Miałem jakieś 17 lat, mieszkałem w blokowisku, bardzo często z chłopakami na boisku graliśmy w koszykówkę, a na ławkach kibicowały nam dziewczyny.
Mistrz.
Wynajmuję mieszkanie na starym osiedlu gierkowskich bloków i tylko odrobinę młodszych, ale za to bardziej zdezelowanych wieżowców. Sporo jest tam agresywnego dresiarstwa, które od jakiegoś czasu wieczorami zastępowało na podblokowych ławeczkach starsze panie. Staruszki ławek nie oddały walkowerem. Ruch oporu wystartował w wieżowcu, gdzie mieszkam na stancji, a potem powędrował na całe osiedle. Obecnie dresy muszą chować się po krzakach.
Zaczątek walki o spokój pod blokiem wziął się od pani Ani, damy starej daty, rodowitej kresowiaczki. Zawsze „wylaszczona”; elegancka, z długimi włosami upiętymi azjatycką szpilą w kok, plecy proste, nikt by nie dał jej 93 lat.
Pewnego wieczora zdybali mnie pod blokiem. Mało uprzejmy rozkaz oddania portfela i telefonu, wpier***l gratis. Nagle dziwny trzask, smród nie do opisania, jednemu z nich coś spływa po łysym łbie. Po chwili to samo tyczy się reszty, są cali w czymś, co wydaje się być odchodami szatana (sądząc po zapachu). Wynieśli się, dwóch narzygało na trawnik po drodze (heh, ja też). Potem okazało się, że starsze panie z bloku, podjudzone przez krewką panią Anię, pieczołowicie kisiły armię zgniłych jaj, by dresiarzy bombardować. W ruch szły zbuki, kocie odchody, zużyte pieluchy po wnuczkach... trochę było do sprzątania (w sumie to niewielka różnica powstała, bo w każdym domu był co najmniej jeden taki, co śmieci przez okno wywalał), ale poświęcenie się opłaciło, skutecznie przegoniły gnojków. Więcej nie wrócili.
Jak próbowali rozrabiać na klatce (nie ma windy, tylko schody), ja i moich dwóch współlokatorów już czekaliśmy z czym trzeba...
Moja narzeczona oświadczyła mi, po 9 latach związku i 3 miesiące przed ślubem, że odchodzi do innego faceta. Jednocześnie zapytała, czy odstąpię jej salę weselną, którą już mieliśmy opłaconą, bo ona w sumie planuje ślub ze swoją nową miłością, a skoro goście już zaproszeni, to po co robić zamieszanie.
Ponieważ mój ówczesny stan psychiczny nie pozwalał mi na analizę tej sytuacji, więc nie protestowałem. Finalnie moja była wzięła ślub w sukience, którą jej kupiłem i wyprawiła wesele, za które zapłaciłem i na które zaprosiłem jej rodzinę...
Teraz, po kilku latach, ta sytuacja wywołuje u mnie szczery uśmiech, zwłaszcza gdy patrzę na moją fantastyczną żonę i cudownego synka, ale wtedy nie było tak wesoło ;)
Anonimowe wyznanie o tym, jak z żoną okłamujemy znajomych.
W związku z ostatnimi wzrostami cen absolutnie wszystkiego trochę osób z otoczenia mojego i żony średnio sobie radzi. Wzrosty rat kredytów na nieruchomości i ogólne wydatki odczuła głównie para z dwójką dzieciaków i domem w kredycie oraz siostra żony, która po prostu niewiele zarabia, a stara się utrzymać sama w obcym mieście.
Często się z tymi ludźmi spotykamy przy piwku i przekąskach i wspólnie narzekamy, jak jest teraz ciężko i jak musimy odkładać różne plany i zakupy na później. Na przykład wspomniana wyżej para nie wie jak zapłaci za buty na zimę, albo że komuś zaczęły się zęby psuć, ale wizyta u dentysty to masywny koszt.
Prawda jest taka, że nasze wydatki nie zmieniły się jakoś znacznie, może z 20% wzrostu na niektórych grupach spożywczych. Kredyt na nasze 4-pokojowe mieszkanie mieliśmy maleńki, a do tego na stałym oprocentowaniu, a podwyżek czynszu na ten moment ani widu, ani słychu. Ja w międzyczasie dostałem jeszcze podwyżkę w pracy, do tego stopnia, że powodzi nam się lepiej niż przed pandemią, żona rozważa, czy nie zrezygnować z pracy, bo zwyczajnie pokrywam nasze potrzeby z nadwyżką, a tak mogłaby zająć się domem i dzieckiem – coś, co zawsze chciała zrobić, ale nigdy nie było nas stać.
Oczywiście o żadnej z tych rzeczy nie mówimy głośno, chyba z obawy przed tym, żeby znajomi się od nas nie odwrócili z zazdrości, sam nie wiem, po prostu jakoś tak wyszło, że raz powiedzieliśmy, że nam też te wszystkie koszty skoczyły i tak zostało, a teraz nie za bardzo wiemy jak z tego wyjść. Głupio tak wprost walnąć, że okłamujemy kupę ludzi od ponad pół roku.
Pointy nie ma, ot coś, czego nigdy nie powiemy nikomu głośno, więc jako anonimowe wyznanie się klasyfikuje.
Najszczęśliwszy dzień w moim życiu?
To dzisiaj, kiedy pies zabrany ze złych warunków, po 5 latach pracy, w końcu sam położył się obok mnie.
Moja dziewczyna: dlaczego nigdy nie mówisz o swoich uczuciach i tym co cię boli, tylko milczysz i jesteś nieobecny? To niezdrowe dla twojej psychiki. Wykończysz się.
Ja: Dlatego, że jak to robię, ty zamiast pomóc zaczynasz wbijać mi głębiej szpile, zmieniać do mnie nastawienie i mówić, że ty masz gorzej.
Moja dziewczyna: To nieprawda (FOCH), a tak w ogóle to ty jesteś taki i taki.
Od tej rozmowy minęły może z trzy miesiące. Problemy w pracy nakładają się z poważnymi problemami w rodzinie, problemami finansowymi i jeszcze zaraziłem się covidem, po którym mam problemy z sercem, co po zakończonym L4, na którym jestem, prawdopodobnie uniemożliwi mi wykonywanie zawodu, który wykonuję. Wychowałem się w rodzinie o konserwatywnym sposobie bycia, czyli chłop nie płacze. Chłop zaciska zęby i działa. Tym razem ten chłop nie wytrzymał i wyrzygał cały ból swojej drugiej połówce i nawet nie zauważył kiedy zaczęły lecieć mu łzy i rozryczał się jak dziecko.
Żałuję, że to zrobiłem, nie ma nic gorszego niż wyżalić się kobiecie, pokazać słabość i niemoc. Teraz nie dość, że życie mnie skopało, to kopie mnie własna kobieta. Mówi, że potrzebuje mężczyzny silnego, który będzie dla niej podporą, motywacją, a nie kogoś, kto nie radzi sobie sam ze sobą, bo nie zamierza żyć czyimiś problemami. Przypomniałem jej, co mówiła o okazywaniu słabości, ale odpowiedziała, że nie to miała na myśli.
Ogólnie jest źle, ale ma to i swoje plusy, bo otworzyło mocno oczy na wiele rzeczy. Czuję, że przez jej podejście staję się silniejszy. Trzy lata poszły w piach, trzeba jej teraz pokazać, że jednak jestem mężczyzną i kopnąć ją w cztery litery.
Dodaj anonimowe wyznanie