Ja co prawda aż tak trudnego psiaka nie miałam, ale rozumiem Twoją radość - pamiętam jak cieszyłam się kiedy wzięta na DT półdzika sunia po raz pierwszy przyszła, żeby ją pogłaskać. A jak po raz pierwszy dała się pogłaskać obcej osobie (musiała mnie też dotykać - oparła mi się zadkiem o nogę) to już w ogóle była dzika radość :). Ale fakt, że w przypadku Ś.P. Bianki (niestety, w wieku 5 lat odeszła z powodu choroby) nieocenioną pomoc oddała mi moja Kudłata Potwora - uspokajała Biankę, pokazywała jej, że nie trzeba bać się ludzi.
Cieszę się, że dzięki mnie i mojej suce Bianeczka mogła przeżyć 4 lata życia w spokoju, jako szczęśliwy pies. To samo Jagnięcina - była u mnie 3 miesiące (zabrana z pseudohodowli, gdzie tylko rodziła), później żyła w pełnym biegu jak na haszczaka przystało, a nie w klatce... I Młotek - malamut znaleziony na ulicy trafił do człowieka pracującego z tą rasą. I jeszcze parę innych psów, które mi się przez ręce przewinęły.
A tak swoją drogą nie chce ktoś kota? Zabrana z domu pt. "ja sobie z tym kotem nie radzę" szurnięta kotka jednak nie była wysterylizowana (wbrew zapewnieniom).... Dała radę nam zwiać na dwór zanim zorientowałam się, że ma ruję i wszystko wskazuje na to, że się puściła. Idzie pod nóż jak tylko będzie mogła, ale sterylizacji aborcyjnej robić nie chcemy. Najwyżej skończymy z całą kocią rodzinką ;).
Aliccjaa
Jesteś fantastyczną osobą i super jest to co robisz dla tych zwierząt
cane
Aliccjaa trzeba mieć w życiu jakieś hobby. Moje to TROSKA. Nic więcej nie było tym zwierzakom potrzebne jak troska i cierpliwość ;). Teraz za to, nie mając możliwości na branie kolejnych bied na DT i "wytroszczenia" ich wzięłam się troskliwie za pewien zaniedbany ogródek - już po tygodniu widać pierwsze efekty :D.
Uwielbiam widzieć, jak Natura (pod postacią dowolną - roślin, zwierząt jak i ludzi) odwdzięcza się za tą odrobinę uwagi i miłości :). Naprawdę cieszy mnie myśl, że udało mi się zmienić świat choćby w bardzo małym stopniu na szczęśliwszy ("moje" psiaki i kociaki) czy piękniejszy (po tygodniowej walce - pasek trawniczka 5 x 10 m i 2 krzaczki :P).
Julsowa
Jesteś super pozytywną osobą, @cane i Twój komentarz bardzo poprawił mi humor, aww :D
Kreatywnainaczej
Musisz mieć niesamowity kontakt z naturą, z Twojego komentarza wręcz emanuje spokój i harmonia xD
Też kocham przyrodę i robię wszystko, żeby żyć z nią w harmonii, nie mogę się doczekać, kiedy będę na swoim i będę mogła adoptować zwierzaki...
cane
Ja i spokój? Dawno się tak nie uśmiałam :D. Jakoś tak czasami go spotykam, ale energia mną trzaska i ze spokojem nie miewam zbyt dużo wspólnego.
Za to jeśli chodzi o kontakt z naturą to aż mi przed oczami mój Jaśnie Pan stanął, który za każdym razem jak nabroi mówi z błagalną miną "Tylko proszę, nie rzucaj MARCHEWKĄ!". Tak, kiedyś tak mnie wkurzył, że rzuciłam (w podłogę) tym co miałam w rękach - marchewką i nożem. Z niewiadomych przyczyn rzut malutką marchewką był bardziej przerażający od rzutu tasakiem. Do dzisiaj jak zaczyna mnie wkurzać to ostrzegam, że za chwilę pójdę po marchewki do sklepu :P.
Również czekam na ten dzień, w którym moja psina adoptowana rok temu przestanie się bać gwałtownych ruchów i przedmiotów, które trzymam w ręce. Gratuluję 💘
Do nas już prawie dwa lata temu przybłąkał się szczeniak. Akurat parę miesięcy wcześniej zmarł nasz pies, więc nic nie stało na przeszkodzie. Szczeniak był duży, więc myśleliśmy, że ma co najmniej pół roku. Suczka nie dawała się w ogóle dotykać, nie lubiła pieszczot, myśleliśmy że po prostu taki typ. Jednak przypadkiem wpadłam na stronę schroniska niedawno otwartego w naszej okolicy, patrzę a to nasza suczka! Okazało się, że maleństwo miało 2 miesiące. Trafiła do jednego domu, gdzie po niecałym dniu ją wyrzucili - przywiązali na noc do drzewa niedaleko schroniska, przyprowadził ją z powrotem jeden z wolontariuszy. Później znów ktoś ją adoptował, wiedząc o jej przejściach i znów ją wyrzucili- wywieźli 20 km za miasto do lasu i tak dotarła do nas. Nie rozumiem zupełnie dlaczego ją wyrzucali, na pewno była bita, bo przed ścierką czy parasolem uciekała gdzie pieprz rośnie, nie była najgrzeczniejszym psem, ale myślę, że to przez te przejścia - gryzła wszystko, cały czas była spięta. Jednak to bardzo inteligentny pies, w wieku 2 miesięcy nauczyła się wołać o wyjście na dwór (rodzice się denerwowali o sprzątanie, bo myśleli że jest starsza). Dopiero po ponad roku zaczęła merdać ogonem, a dopiero teraz, po prawie dwóch latach przyzwyczajania jej do dotyku stała się w pełni otwarta i zamieniła się w niesamowitego pieszczocha.
Ja też ogromnie się ucieszyłam kiedy mój Reksio przestał się mnie bać i pewnej nocy jak już przysypiałam cichaczem wkradł mi się pod kołderkę i wtulił w bok. Przez całą noc ani drgnęłam żeby go nie obudzić! Kiedy zaczął szczekać w trakcie zabawy na działce też się strasznie ucieszyłam. Nadal się strasznie boi kiedy wychodzę z nim na spacer i kuli koło mojej nogi, a czasami muszę wracać do domu z nim trzęsącym się na rękach, ale robi coraz większe postępy. To małe miasto, ale jest w nim sporo mężczyzn których on się tak boi.
Reksio ma 2 lata i był maltretowany w swojej poprzedniej rodziny, zabrałam go ze schroniska i pomimo różnych "niespodzianek" na dywanach, łóżku (raz nawet zesrał mi się na stół, nie żartuję, to był niezły szok) nie żałuję swojej decyzji. Tak uroczo się uśmiechał kiedy dotarło do niego że zostanie u mnie już na zawsze.
Pamiętam tą chwilę, gdy mój piesek (również zabrany ze złych warunków) pierwszy raz zaczął szczekać. Takie przełamanie zajęło mu pół roku, a teraz najpierw go słychać, a potem widać :)
Aż mi się przypomniała euforia, jak moja ponad 10-letnia ASTka chyba pierwszy raz w życiu zaczęła się bawić : )
Słowem wyjaśnienia - dziewczyna została wzięta ze schronu i totalnie zlewała ludzi. Nie to, że się bała, ale po prostu nie zwracała na nich uwagi. Chyba po pół roku, po raz pierwszy złapała za kawałek jakiegoś kijka i przybiegła do mnie w podskokach, z tym charakterystycznym ASTowym uśmiechem - słowo daję, to wtedy w pełni pojęłam zdanie "nie bój się zrobić z siebie wariata przed swoim psem" ; )
Ja co prawda aż tak trudnego psiaka nie miałam, ale rozumiem Twoją radość - pamiętam jak cieszyłam się kiedy wzięta na DT półdzika sunia po raz pierwszy przyszła, żeby ją pogłaskać. A jak po raz pierwszy dała się pogłaskać obcej osobie (musiała mnie też dotykać - oparła mi się zadkiem o nogę) to już w ogóle była dzika radość :). Ale fakt, że w przypadku Ś.P. Bianki (niestety, w wieku 5 lat odeszła z powodu choroby) nieocenioną pomoc oddała mi moja Kudłata Potwora - uspokajała Biankę, pokazywała jej, że nie trzeba bać się ludzi.
Cieszę się, że dzięki mnie i mojej suce Bianeczka mogła przeżyć 4 lata życia w spokoju, jako szczęśliwy pies. To samo Jagnięcina - była u mnie 3 miesiące (zabrana z pseudohodowli, gdzie tylko rodziła), później żyła w pełnym biegu jak na haszczaka przystało, a nie w klatce... I Młotek - malamut znaleziony na ulicy trafił do człowieka pracującego z tą rasą. I jeszcze parę innych psów, które mi się przez ręce przewinęły.
A tak swoją drogą nie chce ktoś kota? Zabrana z domu pt. "ja sobie z tym kotem nie radzę" szurnięta kotka jednak nie była wysterylizowana (wbrew zapewnieniom).... Dała radę nam zwiać na dwór zanim zorientowałam się, że ma ruję i wszystko wskazuje na to, że się puściła. Idzie pod nóż jak tylko będzie mogła, ale sterylizacji aborcyjnej robić nie chcemy. Najwyżej skończymy z całą kocią rodzinką ;).
Jesteś fantastyczną osobą i super jest to co robisz dla tych zwierząt
Aliccjaa trzeba mieć w życiu jakieś hobby. Moje to TROSKA. Nic więcej nie było tym zwierzakom potrzebne jak troska i cierpliwość ;). Teraz za to, nie mając możliwości na branie kolejnych bied na DT i "wytroszczenia" ich wzięłam się troskliwie za pewien zaniedbany ogródek - już po tygodniu widać pierwsze efekty :D.
Uwielbiam widzieć, jak Natura (pod postacią dowolną - roślin, zwierząt jak i ludzi) odwdzięcza się za tą odrobinę uwagi i miłości :). Naprawdę cieszy mnie myśl, że udało mi się zmienić świat choćby w bardzo małym stopniu na szczęśliwszy ("moje" psiaki i kociaki) czy piękniejszy (po tygodniowej walce - pasek trawniczka 5 x 10 m i 2 krzaczki :P).
Jesteś super pozytywną osobą, @cane i Twój komentarz bardzo poprawił mi humor, aww :D
Musisz mieć niesamowity kontakt z naturą, z Twojego komentarza wręcz emanuje spokój i harmonia xD
Też kocham przyrodę i robię wszystko, żeby żyć z nią w harmonii, nie mogę się doczekać, kiedy będę na swoim i będę mogła adoptować zwierzaki...
Ja i spokój? Dawno się tak nie uśmiałam :D. Jakoś tak czasami go spotykam, ale energia mną trzaska i ze spokojem nie miewam zbyt dużo wspólnego.
Za to jeśli chodzi o kontakt z naturą to aż mi przed oczami mój Jaśnie Pan stanął, który za każdym razem jak nabroi mówi z błagalną miną "Tylko proszę, nie rzucaj MARCHEWKĄ!". Tak, kiedyś tak mnie wkurzył, że rzuciłam (w podłogę) tym co miałam w rękach - marchewką i nożem. Z niewiadomych przyczyn rzut malutką marchewką był bardziej przerażający od rzutu tasakiem. Do dzisiaj jak zaczyna mnie wkurzać to ostrzegam, że za chwilę pójdę po marchewki do sklepu :P.
Również czekam na ten dzień, w którym moja psina adoptowana rok temu przestanie się bać gwałtownych ruchów i przedmiotów, które trzymam w ręce. Gratuluję 💘
Do nas już prawie dwa lata temu przybłąkał się szczeniak. Akurat parę miesięcy wcześniej zmarł nasz pies, więc nic nie stało na przeszkodzie. Szczeniak był duży, więc myśleliśmy, że ma co najmniej pół roku. Suczka nie dawała się w ogóle dotykać, nie lubiła pieszczot, myśleliśmy że po prostu taki typ. Jednak przypadkiem wpadłam na stronę schroniska niedawno otwartego w naszej okolicy, patrzę a to nasza suczka! Okazało się, że maleństwo miało 2 miesiące. Trafiła do jednego domu, gdzie po niecałym dniu ją wyrzucili - przywiązali na noc do drzewa niedaleko schroniska, przyprowadził ją z powrotem jeden z wolontariuszy. Później znów ktoś ją adoptował, wiedząc o jej przejściach i znów ją wyrzucili- wywieźli 20 km za miasto do lasu i tak dotarła do nas. Nie rozumiem zupełnie dlaczego ją wyrzucali, na pewno była bita, bo przed ścierką czy parasolem uciekała gdzie pieprz rośnie, nie była najgrzeczniejszym psem, ale myślę, że to przez te przejścia - gryzła wszystko, cały czas była spięta. Jednak to bardzo inteligentny pies, w wieku 2 miesięcy nauczyła się wołać o wyjście na dwór (rodzice się denerwowali o sprzątanie, bo myśleli że jest starsza). Dopiero po ponad roku zaczęła merdać ogonem, a dopiero teraz, po prawie dwóch latach przyzwyczajania jej do dotyku stała się w pełni otwarta i zamieniła się w niesamowitego pieszczocha.
Jedna z najbardziej uroczych rzeczy, jakie tutaj przeczytałam.
Ja też ogromnie się ucieszyłam kiedy mój Reksio przestał się mnie bać i pewnej nocy jak już przysypiałam cichaczem wkradł mi się pod kołderkę i wtulił w bok. Przez całą noc ani drgnęłam żeby go nie obudzić! Kiedy zaczął szczekać w trakcie zabawy na działce też się strasznie ucieszyłam. Nadal się strasznie boi kiedy wychodzę z nim na spacer i kuli koło mojej nogi, a czasami muszę wracać do domu z nim trzęsącym się na rękach, ale robi coraz większe postępy. To małe miasto, ale jest w nim sporo mężczyzn których on się tak boi.
Reksio ma 2 lata i był maltretowany w swojej poprzedniej rodziny, zabrałam go ze schroniska i pomimo różnych "niespodzianek" na dywanach, łóżku (raz nawet zesrał mi się na stół, nie żartuję, to był niezły szok) nie żałuję swojej decyzji. Tak uroczo się uśmiechał kiedy dotarło do niego że zostanie u mnie już na zawsze.
Ja mam kota po przejściach, przez pierwsze 2 lata miałam wiecznie poharatane ręce, a teraz (po 7 latach) to ona wiecznie jest przymnie albo na mnie
Właśnie zyskałeś/aś najwierniejszego przyjaciela :-)
Oby tak dalej :)
Pamiętam tą chwilę, gdy mój piesek (również zabrany ze złych warunków) pierwszy raz zaczął szczekać. Takie przełamanie zajęło mu pół roku, a teraz najpierw go słychać, a potem widać :)
Aż mi się przypomniała euforia, jak moja ponad 10-letnia ASTka chyba pierwszy raz w życiu zaczęła się bawić : )
Słowem wyjaśnienia - dziewczyna została wzięta ze schronu i totalnie zlewała ludzi. Nie to, że się bała, ale po prostu nie zwracała na nich uwagi. Chyba po pół roku, po raz pierwszy złapała za kawałek jakiegoś kijka i przybiegła do mnie w podskokach, z tym charakterystycznym ASTowym uśmiechem - słowo daję, to wtedy w pełni pojęłam zdanie "nie bój się zrobić z siebie wariata przed swoim psem" ; )