#KMAiE
Co w tym anonimowego? A to, że sam będąc młodym, doświadczałem w pracy wyzwisk, obelg, szarpania, wydzierania się, co powodowało u mnie większy stres, a w efekcie głupie błędy. Starzy mechanicy ciągle mi dogryzali hasłami „Co, wielki studencik się znalazł i na warsztacie dorabia? Matoł! Roboty się naucz, pajacu”. Na końcu jeden z nich powiedział, że to był test na odporność na stres. Jak poszedłem do szefa na skargę, to usłyszałem, że w sumie mnie zwalnia, bo wywyższam się tym, że robię studia. Taka sytuacja nie miała miejsca, ale OK, jego prawo.
Niedawno wystawiłem ogłoszenie, że szukam mechanika do pracy. Dostałem CV, umówiłem się z gościem na rozmowę. Siada przede mną... mój „oprawca”. Nie pamiętał mnie, ale ja go dobrze zapamiętałem. Rozmawiam z nim i mówię, że tydzień próbny. BEZPŁATNY. Zgodził się. Podpisał. W piątek ok. 16.00 zawołałem go do siebie i mówię, że fajnie pracuje, widać, że zna się na rzeczy, ale chamów tutaj nie chcę. Był zdziwiony, bo taki kulturalny itd. Spojrzałem na niego i przypomniałem mu, skąd się znamy. Zbladł. Zaczął mnie przepraszać, błagać o pracę. Z poprzedniej firmy odszedł, bo nie mógł więcej zarobić, a ma chore dziecko i błaga o wybaczenie i o pracę. Zrobiło mi się go szkoda, ale chwilę się zastanowiłem i powiedziałem, że karma do niego wróciła w postaci chorego dziecka. Dostał furii, zaczął się wydzierać, wyzywać mnie, moich pracowników, mówił, że spali mi warsztat, że do PIP-u pójdzie, że skarbówka mnie zniszczy. Dodałem, że „to był test odporności na stres”, a jego problemy życiowe mnie g... interesują. Facet pękł, zaczął płakać, że chora córka, że błaga, przeprasza. Byłem nieugięty. Pracownicy wszystko słyszeli. Powiedziałem im całą historię i przyznali mi rację.
Czy zrobiłem dobrze? Czy zrobiłem źle? Nie wiem. Z jednej strony szkoda faceta, że chore dziecko, ale z drugiej... Ile miałem stresu, nerwów, nieprzespanych nocy, ile leków uspakajających, ile wszystkiego... Gdy za „młodego” szedłem do pracy, ręce trzęsły mi się ze strachu przed tym gnojem.
Pamiętajcie jedno – każdego należy szanować, bo karma kiedyś wróci.
Bardziej stereotypowo się nie dało... Oprawca, autor, który wyszedł na ludzi i spotkanie po latach - autor jest na szczycie, a oprawca błaga go o pracę i ma chore dziecko.
Czytam, czytam i wyrzucam przemyślenia xD Jestem brygadzistą na produkcji i mam pod sobą takich gałganów, że nie pojedziesz z nimi jak im nie nawrzucasz dobrze ku...w xD Nigdy nie miałem do czynienia ze zgranym i kulturalnym zespołem który opisujesz, wiec zazdroszcze Xd Mamy dużą rotację, robota ciężka, chetnych jak na lekarstwo, a z racji tego, że kiero spostrzegł, że sobie z takimi radzę wpierdzielają mi najgorszy ludzki sort, między innymi ludzi po wyrokach i sebków krzyczaczych HWDP Xd Raz nawet chcieli mnie napier.... po drugiej zmianie na parkingu idioci, bo jeden poczuł się urażony i przyprowadził dwóch kolegów żeby mu pomogli i myśleli że się wystraszę Xd Jak wystartowałem do nich agresywnie, a duży jestem i wiedzą, że trenuje tajski, to żaden nie zaryzykował, że pierwszy wyłapie i skończyło się na wyzwiskach xD Od tej pory noszę gaz xD
Nayebał ci pewnie jakiś jeden karzełek, a zgrywasz wielkiego cwaniaka. Oczywiście wielki, dobrze zbudowany, znawca sztuk walki...może jeszcze żyjesz w związku cuckol...eeee, tam tym, poliamorycznym :)))
Mógłbyś przywrócić mu wiarę w ludzi, mógłbyś pokazać mu że warto być w porządku, mógłbyś być ponad to. A Ty pokazałeś, że niewiele się od niego różnisz. Najpierw kazałeś mu zapierdzielać za friko cały tydzień, a potem zostawiłeś w trudnej sytuacji na lodzie. Było mu od razu powiedzieć na rozmowie o wszystkim i nie przyjmować, a tak dałeś mu nadzieję a potem ją zabiłeś. Nie jesteś wcale lepszy od niego.
Mam deja vu.
Mam wrażenie, że na tony czytamy takich historii.
Mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem koncepcje "karma wraca", z drugiej strony rozterki czy zachowac sie jak czlowiek ponad krzywde ktora Autor doznal od oprawcy. Moze zebralbym pracownikow, opowiedzial historie i rozdalbym im kartki i dlugopisy aby w tajnym glosowaniu zadecydowali czy chca a kims takim pracowac? Sam nie wiem jak bym postapil w takiej sytuacji wiec nie mam prawa oceniac.
Och ile jest takich właśnie osób, na których z chęcią dokonałbym takiej zemsty.
Jeśli wyznanie jest prawdziwe, to tak, dobrze zrobiłeś.
I tu wcale nie chodzi o zemstę. Koleś był chamem i nadal nim jest. A świadczy o tym jego zachowanie po tym, gdy dowiedział się, że nie dostanie pracy.
Wyzwiska, groźby SPALENIA WARSZTATU, straszenie skarbówką! Facet jest agresywnym gnojem i od takich trzeba się trzymać z daleka.
I tak, jasne, szkoda chorego dzieciaka. Ale nie warto psuć sobie krwi z litości dla takiego dziada. Który zapewne szybciutko pokazałby, na co go stać. Obrabianie dupy, odstraszanie klientów, drobne kantowanie, wynoszenie narzędzi, psucie atmosfery w zespole.
Nie warto.
Zmarnował mu tydzień, w którym mógłby szukać pracy na serio a na końcu i tak go nie zatrudnił. Owszem, ma prawo do emocji, może nie unie wybaczać. Ale powinien być w tym szczery, a to co zrobił było mocno nie fair. Takie januszowskie. Pokazał tym samym, że jest nadal tamtym małym, pryszczatym chłopcem którym pomiatano. Nie każdy jest szlachetny i nie każdy umie przebaczać, ale on ukarał dziecko za winy jego ojca. Nie, nie postąpił "dobrze" ani tym bardziej "bardzo dobrze".
Nie wiem, czy wyznanie jest prawdziwe, ale zrobiłabym podobnie jak autor.
Bardzo dobrze zrobiłeś