Mój tata jest osobą, która potrafi zasnąć w sekundę i to nieważne gdziekolwiek się znajdzie. Natomiast ja z mamą niestety potrzebujemy kompletnej ciszy, dziesiątek minut wyciszania i dopiero zaśniemy.
Parę lat temu w Polsce był koncert Bon Jovi. Wielce uradowani kupiliśmy bilety i pojechaliśmy do Warszawy. Jak byliście na stadionie na jakimkolwiek wydarzeniu, to wiecie, że cała konstrukcja dosłownie „pracuje”, jak jest głośno, tym bardziej podczas koncertu Bon Jovi na Narodowym, który był wypełniony po brzegi. Podczas jednej z piosenek, gdy cały stadion bawi się, skacze, odwracamy głowy, spoglądając na siebie z bananami na twarzy, a tata.. śpi. Normalnie oczy zamknięte, kark w tył, dłonie jak w kościele. Mój tata to potężny Janusz, niestety żałuję, że tego nie nagrałem, chociaż ludzie dookoła mieli ubaw wraz z nami :)
Moja mama to typowa yaoistka. Na początku nie wnikałem. Każdy ma jakieś hobby. Niestety wraz z moim pójściem do liceum... odbiło jej. Zaczęła mi wmawiać, że podobają mi się koledzy z klasy, że chyba się podobam mojemu przyjacielowi. Na początku brałem to jako żarty, ale potem zaczęło mnie to irytować. Dwa miesiące temu mocno się z nią pokłóciłem, gdy założyła mi konto na portalu gejowskim. Była chwila spokoju, ale wczoraj znowu wróciła do tematu i powiedziała, że powinienem znaleźć bogatego faceta, wykorzystać swoją ładną buźkę i zacząć się ubierać bardziej „gejowo". Nie wiem już, co mam robić. Kocham ją, to moja mama, ale przegina.
Mam dziwną umiejętność. Sprawiam, że każda dziewczyna znajduje sobie chłopaka.
Nie byłoby z tym problemu, gdyby nie fakt, że każda spotykała się ze mną, a po jakimś czasie była z kimś innym. Rekord to trzy dni, a najdłużej zajęło dziewczynie znalezienie sobie kogoś innego miesiąc. Nie wiem, jak to działa dokładnie, czy patrząc na mnie obniżają swoje standardy, czy coś innego...
Jak któraś chciałaby chłopaka, a nie może znaleźć, to zapraszam do mnie. Gwarancja sukcesu murowana.
Organista w pobliskiej parafii na wsi to na pozór ogarnięty człowiek. Przynajmniej tak mi się zdawało. Moje zdanie uległo zmianie, gdy podczas mszy przy czytaniu intencji, po wypowiedzeniu słów „wysłuchaj nas, Panie” na tablicy, gdzie wyświetlane są teksty pieśni, pokazał się tekst: „LOL słyszę xD”.
Będzie krótko – postanowiłam raz zaryzykować. Gdy ksiądz po zakończonej spowiedzi zapukał w ścianę konfesjonału, zapytałam: „Kto tam?”.
Odpowiedział: „Hipopotam”...
Rok temu zmarł mój brat. Tego dnia wysłał mi SMS-a, prosząc żebym do niego zadzwonił, bo ma prośbę. Kiedy zadzwoniłem bez przekonania, zapytał mnie, czy mógłbym mu dać parę drobniaków, chciał sobie kupić parę bułek i jakiś serek do smarowania, bo od tygodnia zjadł tylko kilka posiłków. Ścisnęło mnie w żołądku i łzy napłynęły mi do oczu, w domu nigdy się nie przelewało, ale nie wiedziałem, że chodzą głodni. Kazałem mu przyjechać najszybciej jak może, odpowiedział mi, że będzie za 20 minut, bo musi dopompować powietrze w rowerze. Kiedy on się zbierał do drogi, ja pakowałem do plecaka praktycznie wszystko, co miałem w lodówce, żeby mógł zabrać do domu. Zamiast uśmiechu mojego brata zobaczyłem przejeżdżającą na sygnale karetkę, a chwilę później dostałem telefon od znajomego, że to chyba mój brat miał wypadek na skrzyżowaniu. Okazało się, że tak, to mój brat. Kiedy przejeżdżał przez skrzyżowanie (miał zielone światło i odblaskowe elementy, nie było ciemno), kierowca z naprzeciwka uznał, że nie będzie się zatrzymywać na czerwonym świetle, bo i tak nikogo nie ma na skrzyżowaniu.
Stówę, którą wtedy chciałem mu dać, włożyłem mu do kieszeni garnituru, w którym był chowany.
Kilka dni później śniło mi się, że jak zawsze gdy mieliśmy cięższe chwile jeździliśmy samochodem bez celu, powiedział mi, że mam nie płakać, mówił, że tutaj nikt nie jest głodny, on też nie.
Mam nadzieję, Młody, że jeszcze kiedyś pojeździmy bez celu.
Jako nastolatek próbowałem popełnić samobójstwo. Podchodziłem do tego kilkakrotnie, ale zawsze ostatecznie się wycofywałem. W końcu udało mi się przełamać. Zaczepiłem linkę w domu na poddaszu i wszedłem na taboret. Założyłem pętlę na szyję. Powoli zsuwałem się z taboretu. Linka zaciskała się na szyi, ale nic mnie nie bolało, tylko ciemniało mi przed oczami. Pomyślałem, że mam jeszcze wybór, że mogę się jeszcze wycofać...
Obudziłem się na podłodze. Całe moje ciało przeszywały dreszcze. Miałem wrażenie, że tysiące igieł wbija się w każdy kawałek mojego ciała. Ból był przeraźliwy. Nie miałem siły wstać ani wezwać pomocy. Nie wiedziałem co się dzieje. Nie mam pojęcia, ile czasu minęło, zanim doszedłem do siebie, zanim zrozumiałem, co się stało – linka się zerwała... Ja już musiałem być nieprzytomny.
Poza odciskiem na szyi nie odniosłem żadnego uszczerbku. Trochę podchodziłem w golfie, później wymyśliłem jakąś wymówkę (bójka czy coś). Nikt nic nie podejrzewał; nikt się nie dowiedział. Minęło kilkanaście lat. Wciąż pamiętam każdy szczegół. Wyznaję to po raz pierwszy w życiu.
Jestem po trzydziestce, mam męża, dobrą pracę, przyjaciół i wkrótce zostanę mamą, ale nikt oprócz męża nie wie, że mam brata starszego o dwa lata i że zamknęłam go w domu opieki. Ale od początku.
Gdy urodził się mój brat Michał, okazało się, że cierpi na MPD, później doszły jeszcze inne zaburzenia. Od zawsze wiedziałam, że urodziłam się, aby móc opiekować się bratem po śmierci rodziców. Tato pracował ciężko na nasze utrzymanie, ale i tak na wszystko brakowało, bo rehabilitacja itp. Matka miała zasady, przede wszystkim nauka, bo w przyszłości miałam dużo zarabiać, by móc pomagać bratu. Umiałam ugotować obiad w wieku dziesięciu lat, pranie czy sprzątanie należało do moich obowiązków, od kiedy skończyłam siedem lat. Tato nigdy się z mamą nie kłócił, bo zawsze powtarzał, że i tak ma ciężko. Pamiętam trzy razy prawdziwe awantury, i to o mnie.
Pierwsza, gdy nie zgodził się, bym zmieniała pampersy bratu, matka chciała, bym to robiła, gdy miałam dziesięć lat. Dzięki tacie nigdy tego nie robiłam. Uczyłam się i pomagałam w domu. Po liceum chciałam iść na medycynę, matka nie pozwoliła, bo nie mogłabym poświęcić dużo czasu bratu. Michała nigdy nie kochałam, bałam się go i byłam przemęczona. I to ciągłe przypominanie o moim obowiązku opieki nad nim... Druga awantura, gdy tato uparł się, że przynajmniej na akademik będę dostawać pieniądze od nich. Na studiach mimo nauki i pracy odżyłam i nikomu nie mówiłam o Michale. Do domu jeździłam bardzo rzadko. Janka pokochałam całym sercem, po trzech latach związku oświadczył mi się i chciał poznać moja rodzinę. Bałam się, że jak pozna Michała, to ucieknie. Został, tylko postawił warunek – Michał nigdy z nami nie zamieszka, teraz to dorosły, agresywny, chory chłop.
Trzecia awantura, gdy matka nie zgodziła się dać Michała do opiekunki na kilka godzin, by być na moim ślubie. Tato przyjechał sam, tylko do kościoła, ale był.
I stało się coś, czego bałam się od czasu gdy zaczęłam myśleć – tato zmarł, a matka trzy tygodnie po nim. Został Michał, o pogrzeby moich rodziców zadbał Janek, a ja nawet nie mogłam się rozsypać, bo był Michał. Urlop bezpłatny i opieka nad Michałem dobiła mnie, ale mój Janek załatwił prywatny ośrodek opiekuńczy za niemałe pieniądze.
Nadal nikt nie wie o Michale oprócz Janka, a ja obawiam się tylko, że jak znów kiedyś spotkam się z rodzicami, to mi nie wybaczą, iż nie zaopiekowałam się bratem.
Długie, ale gdzieś musiałam się wygadać. Janek już tyle dla mnie poświęcił, że nie chcę go obarczać jeszcze moimi żalami.
Jako dziecko nie sprawiałam żadnych kłopotów. Byłam posłuszna, dobrze się uczyłam i doskonale rozumiałam, że naszej rodzinie kiepsko się powodzi. Pogodziłam się z tym i nie dopominałam się o zabawki czy słodycze. Mama kupowała mi rzeczy z ciucholandu, a ja je zawsze nosiłam, nawet jak mi się nie podobały, bo wiedziałam, że zwyczajnie nie mieliśmy pieniędzy. Nigdy nie protestowałam ani też nie wstydziłam się, że noszę takie ciuchy.
Któregoś dnia, gdy byłyśmy u ciotki na herbatce, matka pożaliła się jej, że ja nie chcę nosić ubrań z lumpa.
Za dobra byłam, nie sprawiałam kłopotów, to sama je wymyślała.
Dziś w nocy moim sąsiadom ukradziono samochód. Sprawa oczywiście zgłoszona na policję. Prostszej sprawy nie mogli dostać, bo auto miało nadajnik GPS i wiadomo było, gdzie się znajduje. Wystarczyło tylko pojechać i je odzyskać. Ewentualnie złapać złodziei. Ale nasza kochana policja, która zapewnia nam bezpieczeństwo, nie miała kogo wysłać.
Na szczęście samochód został odzyskany, bo sąsiad wziął kumpli i postanowił tam pojechać na własną rękę, ale kurna, policja woli łapać poważnych gangsterów przechodzących na czerwonym przez ulicę niż złodziei. Z mandatu łatwiejsza kasa...
Dodaj anonimowe wyznanie